×

我們使用cookies幫助改善LingQ。通過流覽本網站,表示你同意我們的 cookie policy.


image

7 metrów pod ziemią, Jak wyglądało ŻYCIE W ZAKONIE? I dlaczego odeszłam? – 7 metrów pod ziemią

Jak wyglądało ŻYCIE W ZAKONIE? I dlaczego odeszłam? – 7 metrów pod ziemią

W głębi czułam, że

Pan Bóg chce ode mnie czegoś więcej, że może

chce mnie na tej drodze powołania

mimo, że tak naprawdę nie znałam tego życia zakonnego.

Każde wyjście

z domu - trzeba się zapytać u swojej wychowawczyni czy mogę wyjść.

Najczęściej nie mogę, bo idziemy wszystkie razem gdzieś.

Mama nie mogła do mnie dzwonić codziennie i nie mogłam sobie z siostrą smsować co wieczór.

No takiej opcji nie ma, trzeba się na innych rzeczach skupić.

Osoba w habicie, która jest przedstawicielem kościoła,

teoretycznie powinna mieć zdanie, które jest wyrobione przez kościół.

Jeżeli miałam jakieś inne,

to zaraz było, siostra i w taki sposób myśli?

albo: siostra i tak mówi?

Ciężko było być sobą?

Ciężko było być sobą.

Wstąpiłaś do zakonu mając 19 lat,

dlaczego się zdecydowałaś?

To jest taki czas, kiedy

zdaje się maturę i trzeba podjąć decyzję,

co dalej robić ze swoim życiem.

Ja w tym czasie

miałam dużo takich bodźców religijnych,

w sensie należałam do grupy apostolskiej,

chodziłam na pielgrzymki,

bardzo dobrze się w tym czułam.

Bardzo często też przed zajęciami w szkole

czy po zajęciach

chodziłam na Eucharystię, praktycznie codziennie,

czy też na Adorację i po prostu

gdzieś tam w głębi czułam, że

Pan Bóg chce ode mnie czegoś więcej, że może

chce mnie na tej drodze powołania.

Mimo że tak naprawdę nie znałam tego życia zakonnego,

no bo nie ma się styczności tak naprawdę,

gdzieś tam w gimnazjum przez rok uczyła mnie siostra zakonna,

no i która była tak naprawdę jedyną siostrą zakonną, którą znałam.

Więc jak gdzieś tam się pojawił mój pomysł

pójścia do klasztoru, to oczywiście poszłam z tym pomysłem do tej siostry,

no bo nikogo innego nie znałam.

A co na to rodzina?

Rodzina... no była zaskoczona,

zresztą bardzo dużo osób

w moim środowisku było zaskoczonych, bo

nie spodziewali się po mnie

takiej decyzji.

Rok młodszy brat ode mnie miał wtedy 18 lat

przyszedł do mnie taki

taki ze łzami w oczach i mówi:

Kasia, proszę cię, zrezygnuj, jeśli nie ze względu na siebie,

to ze względu na nas.

I tutaj już naprawdę gdzieś tam mnie za serce złapało,

że ten brat to mnie jednak kocha,

ale on kończy po tym zdaniu: Ty wiesz jaki to będzie wstyd dla rodziny?

Także... ale to tak teraz

teraz już ma zupełnie inne podejście, to jest myślenie 18 latka.

Nie zniechęcił Cię wtedy?

Nie, wtedy jeszcze bardziej mi dał bodziec,

"nie, tym bardziej pójdę".

Zresztą rodzina też...

na początku nie dopingowała mnie w tym, ale

dla mnie to był taki dodatkowy bodziec,

że mimo wszystkich przeszkód, przeciwności,

ja i tak dopnę swego i tak pójdę.

Pamiętasz jak się odnalazłaś, jak wyglądały Twoje pierwsze dni, tygodnie, miesiące?

Od początku... nas było po pierwsze bardzo mało w grupie, nasza grupa była bardzo malutka, bo nas było tylko trzy.

Gdzie wcześniejsze grupy były dosyć duże, bo było koło 10 sióstr, tak, także jakoś tak mogłyśmy się lepiej poznać ze sobą

i zawsze

tym siostrom, tym dziewczynom, które wstąpiły do zgromadzenia,

od samego początku towarzyszy siostra wychowawczyni,

która się nami zajmuje, która nam

wszystko przedstawia, wszystkiego nas uczy,

z nią były jakieś tam zajęcia, ona nas

wprowadzała w to życie zakonne, jak to będzie wyglądało,

Jak nie byłyśmy czego pewne, jak czegoś nie wiedziałyśmy, to mogłyśmy

do niej iść i się zapytać. Po prostu taki nasz przewodnik, który nas prowadził po tych wszystkich

początkowych drogach.

Jak wygląda życie w zakonie, jak wygląda dzień?

To jak wygląda dzień to jest właściwie

zależne od tego, na jakim się jest etapie

bycia w zgromadzeniu, bo inaczej wygląda

dzień siostry, która

dopiero wstępuje, inaczej dzień siostry juniorystki,

która już jest po tych pierwszych ślubach, a

jest jeszcze przed ślubami wieczystymi i już jest na placówce,

a jeszcze inaczej dzień siostry profeski, która

już jest w zgromadzeniu kilka lat,

no i to zależy, gdzie się jest na placówce,

bo inaczej ten dzień wygląda

jak się pracuje przykładowo w domu generalnym,

gdzie tak naprawdę

jest dom formacyjny, czyli miejsce, gdzie się

siostry się przygotowują,

to jest dosyć duży dom no i tam jest właściwie wszystko

na tak zwany dzwonek. Zadzwoni dzwonek

i wiemy, że jest, godzina przyszła na

posiłek czy na modlitwę

i wszystko się zostawia i idzie się po prostu

do kaplicy czy

do jadalni,

refektarza.

A inaczej to wygląda na placówce,

gdzie to jest uzależnione od tego, gdzie pracujemy, ja przykładowo

pracowałam w przedszkolu, no to

mój dzień był uzależniony od tego,

jak funkcjonowało przedszkole,

czy jak później gdzieś byłam na studiach

no to też mój dzień wyglądał od tego, jak wyglądały moje zajęcia na studiach.

Nie da się jednolicie powiedzieć, jak to wygląda.

Jednolity, bardzo jednolity program jest właśnie podczas formacji

właśnie podczas tych początkowych, na samym początku

no i właśnie w tym domu generalnym, też jest taki jednolity,

no to jest konkretna godzina, o której się wstaje,

konkretna godzina kiedy są, kiedy jest

Msza Święta, kiedy są

modlitwy, brewiarz,

różaniec wspólny, kiedy są posiłki.

A poza tymi godzinami siostry się zajmują

swoimi obowiązkami,

co która ma tam przypisane.

Dużo jest czasu wolnego? Czy jest w ogóle?

Bardzo niewiele... bardzo niewiele.

Czas wolny trzeba sobie gdzieś tam samemu uchwycić,

jakiś taki... no jest wszystko zorganizowane i

taka anegdotka gdzieś z naszego

z samego początku aspirantu na ten pierwszy etap

formacji, gdzie siostra socjuszka, czyli siostra wychowawczyni,

mówi tak: dobrze siostry, to teraz macie 20 minut wolnego, możecie sobie zrobić pranie w tym czasie.

Także to było takie... no to mamy wolne.

Jakie zasady obowiązują w zakonie?

Takie, które były dla Ciebie nowe, jak wstąpiłaś do zakonu.

No np., że nie mogę sobie tak po prostu wyjść z domu kiedy chcę i gdzie chcę, tylko każde wyjście z domu trzeba się zapytać siostry wychowawczyni czy mogę wyjść, najczęściej nie mogę,

bo idziemy wszystkie razem gdzieś,

jeżeli gdzieś potrzebuje pójść,

np. ząb mnie rozboli i trzeba do dentysty,

no to na tym 1 etapie idzie się z siostrą wychowawczynią.

Do tego dentysty, tak?

Tak.

Także to było takie

no trochę zaskakujące, no bo

no mimo że miałam jeszcze te 19 lat,

więc dużej samodzielności nie miałam wcześniej,

bo szkoła, rodzice, wiadomo,

no ale to było takie zupełnie, że no nigdzie nie pójdę sama.

A zakupy?

Nie robiłam właściwie zakupów, w pierwszych latach nie robi się zakupów, bo

o to troszczą się siostry, które mieszkają w domu, w którym my mieszkamy.

Jeżeli coś potrzebowałam, coś było mi potrzebne

z jakichkolwiek tam rzeczy, to po prostu szłam

do siostry wychowawczyni i mówiłam, że potrzebuję tego czy tamtego,

najczęściej to było

dostępne w takiej szafie, gdzie trzymałyśmy wszystkie takie rzeczy,

które są potrzebne, a jeżeli tego nie było, to

po prostu siostra

przezywała dalej, że to i to będzie trzeba kupić.

Tylko też no były takie rzeczy, o których wiedziałam, że nawet nie ma co prosić,

bo i tak tego nie dostanę.

Np.?

No telefon komórkowy.

To było za dużo?

To było za du... Nie.

Znaczy nie korzysta się z telefonów, tu jednak jest

ten pierwszy etap, to jest czas, kiedy się odcinamy

po prostu, wchodzimy w nową rodzinę, no bo

zgromadzenie to jest jak nowa rodzina.

Nawet się mówi rodzina zakonna.

Także ten kontakt też

nawet z rodziną troszeczkę trzeba już

ograniczyć, tzn. to nie jest tak, że

przekracza się mury klasztoru i koniec kontaktu

z mamą, z tatą, z rodzeństwem.

No bo wiadomo, rodzice dzwonili, przyjeżdzali, także z tym nie było problemu,

tylko to nie było tak,

mama nie mogła sobie do mnie dzwonić codziennie

i nie mogłam sobie z siostrą smsować co wieczór.

No takiej opcji nie ma.

Jednak na różnych innych rzeczach trzeba się skupić.

W zakonie nie miałaś swoich pieniędzy?

Nie, nie posiadałam.

Nie ma swoich pieniędzy, aczkolwiek

to nie jest tak, że skoro nie ma pieniędzy

to cierpię biedę i nic nie mam.

Jest wszystko. Jak pracowałam i dostawałam jakąś pensję

to ta pensja też trafiała do

wspólnego budżetu zgromadzenia,

do danego domu czy zgromadzenia.

Ale to nie jest tak, że ja pracuje

i nie wiem, potrzebuje czegoś i siostra

mi powie, no przykro mi, ale nie.

Są takie rzeczy, które

trzeba mieć, czyli przykładowo

później jak byłam na studiach, to moje wymagania

już trochę się zwiększyły, bo był mi potrzebny laptop

do studiowania, no bo teraz jednak ciężko jest studiować

nie mając jakiegoś stałego dostępu do

komputera, tak.

Więc też nie było z tym problemu, aczkolwiek

to nie jest rzecz, którą może mieć każda siostra, tak,

bo nie każda tego potrzebuje.

Na jakim poziomie żyłyście w zakonie? Czy to było bardzo skromne życie?

Czy niekoniecznie?

Tzn. jest tak powiedziane i tego siostry starają się trzymać, żeby żyć na

poziomie średnio zamożnej polskiej rodziny.

Takiej, żeby to nie było... to też zależy od zgromadzenia,

ja mówię jak jest w moim zgromadzeniu tak,

są zgromadzenia, gdzie siostry naprawdę żyją w skrajnym ubóstwie

i jeżeli nie dostaną czegoś od ludzi do jedzenia,

to potrafią nie jeść przez kilka dni, tak.

No moje zgromadzenie

było takie, że raczej

starałyśmy się trzymać poziom takiej średnio zamożnej rodziny.

Żeby nie brakowało nam niczego, ale też żebyśmy

no nie żyły w jakimś bogactwie.

Tak, żeby nie wiem, nie wybijać się,

nie jeździłyśmy na jakieś egzotyczne wycieczki,

no tam jakiś wyjazd do Rzymu to się zdarzało,

no ale to jest coś takiego też, że ludzie

coraz więcej jeżdżą, zresztą gdzieś tam

dobrze by było, gdyby każda siostra choć raz w tym Rzymie była.

Wypada.

Tak, wypada.

Czy w zakonie są wakacje?

Jak wyglądają?

Jest urlop, są trzy tygodnie urlopu

i to zależy, w czasie formacji, czyli

w tym czasie przed ślubami wieczystymi,

to jest podzielone tak, że dwa tygodnie jest

wspólnego urlopu z innymi siostrami juniorystkami,

stałego zgromadzenia, to się zbiera

koło 20-30 młodych sióstr, które

się spotykają w 1 miejscu. Jest to jakiś dom naszego zgromadzenia

najczęściej i najczęściej jest to w górach.

Przynajmniej w przypadku mojego zgromadzenia.

No i tam wspólnie spędzamy czas, mam zorganizowane jakieś zajęcia,

jakieś wyjazdy i to jest po prostu

taki odpoczynek

we wspólnocie.

Ale wciąż nie jest to czas wolny dla siebie wyłącznie.

Tzn. jest to czas bardziej wolny,

no bo już nie wiem,

już przykładowo chciałyśmy pójść rano na grzyby do lasu,

no to. już nie musimy iść do siostry i powiedzieć

my wstaniemy o 5, bo chcemy iść na grzyby.

Tylko np. wiemy, że jesteśmy omówione, że mamy coś wspólnego mieć przykładowo o 10,

no to do tej 10 musimy wrócić.

Jeśli chcemy zjeść śniadanie, to na to śniadanie już musimy wrócić.

No ale to już jest taki bardziej czas faktycznie wakacyjny,

aczkolwiek są pewne fragmenty, które

które są obowiązkowe.

Gdzie przyjeżdża ktoś z np. jakimiś wykładami,

czy z jakimiś zajęciami,

często to były jakieś zajęcia

psychologiczne albo z rozwojem osobistym,

no i w tych zajęciach raczej brało się udział, tak.

Ile lat spędziłaś w zakonie i na jakim etapie zdecydowałaś, że odchodzisz?

No prawie 9 lat,

ostateczną decyzję podjęłam

właściwie tuż przed złożeniem ślubów wieczystych,

kilka miesięcy przed złożeniem ślubów wieczystych.

Czyli w tym najważniejszym momencie?

No właśnie to był decydujący moment.

Tzn. ja byłam pewna, że jeżeli złożę śluby wieczyste,

no to już na pewno nie opuszczę zgromadzenia, bo

znam siebie i wiem, że jestem osobą słowną

i choćby mi było nie wiem jak trudno, to

już bym się nie wycofała wtedy, tak.

Dlaczego taka decyzja?

No i to jest ciężkie.

Tzn. myślę, że ta decyzja rosła we mnie jakoś bardzo długo,

no bo to nie jest decyzja jednak, którą się

podejmuje w ciągu jednej chwili.

Gdzieś tam wcześniej też miałam jakieś wahania,

no rozmawiałam, zdarzało się, że rozmawiałam o tym z kimś, ale to

czasem się mówi, że

każdy ma jakieś wątpliwości, czy to jest na pewno jego droga...

Skąd wzięły się te wątpliwości u Ciebie? Co było powodem?

Zakochałaś się? Czy coś zupełnie innego?

Nie, nie zakochałam się, nic w tym stylu,

po prostu na pewno

słaba jakość modlitwy z mojej strony, to...

Co to znaczy słaba jakość modlitwy?

Jeżeli siostra w zgromadzeniu

mało się modli albo tę modlitwę zaniedbuje

i nie ma kontaktu z Jezusem, który

dla którego siostry tak naprawdę wstępują do zgromadzenia,

no to nie będzie w stanie wytrwać

no dlatego, że nie ma tej więzi, tej najważniejszej,

ta idea wstąpienia gdzieś tam zanika.

Druga rzecz, było też

dużo rzeczy, które mnie denerwowały,

tzn. do tej pory gdzieś tam

coś, że nie czułam się w tym dobrze, np.

przykładowo na studiach trudno było wyrazić

swoją opinię, dlatego, że

jako osoba w habicie,

która jest przedstawicielem kościoła, teoretycznie powinna mieć zdanie, które jest wyrobione przez kościół.

Jeżeli miałam jakieś inne, no to zaraz

było "siostra i w taki sposób myśli" albo

"siostra i tak mówi? Siostro, to w ogóle nie wypada".

Ciężko było być sobą?

Ciężko było być sobą. Może od tego przymusu trochę gdzieś tam

było za dużo.

Było za dużo.

Próbowano Cię zatrzymać?

Tak, oczywiście, tzn.,

mojej decyzji tak naprawdę nikt się nie spodziewał,

bo większość

raczej przeżywałam gdzieś tam w środku, w sobie,

przy jakichś większych trudnościach rozmawiałam ze spowiednikiem,

o którym wiadomo, on

dalej nikomu nie przekazał, więc tak naprawdę siostry

nie wiedziały, że coś tam się dzieje

w środku, we mnie, nie tak.

Z siostrą moją wychowawczynią

też rozmawiałam dopiero, kiedy już

właściwie gdzieś tam byłam już prawie przekonana,

że odejdę i dopiero wtedy się przyznałam, że

dzieje się coś ze mną.

No i

dużo sióstr próbowało ze mną rozmawiać,

też, ze to są może trudności,

że przed ślubami wieczystymi często tak jest, że

przychodzi takie zwątpienie,

że trzeba przetrwać, że jeżeli nie jestem pewna czy

czy to jest na pewno moja droga,

mogę nie składać teraz ślubów wieczystych, tylko poprosić o czasowe śluby na rok

i jeszcze ten rok się zastanowić.

Tylko dla mnie składać śluby

na kolejny rok by nie miało najmniejszego sensu,

no bo gdzieś tam w mojej głowie było, że to będzie znowu kolejny rok

oczekiwania i niepewności, i

jeżeli za rok podejmę decyzję, że

to jednak nie jest moja droga, no to będę znowu ten kolejny rok do tyłu, tak,

z wejściem w życie.

Co na to rodzina?

Rodzina to przyjęła dosyć trudno,

dlatego, że no moi rodzice na pewno

ucieszyliby się z tej mojej decyzji, gdyby ona pojawiła się kilka lat wcześniej.

Na samym początku?

Na samym początku.

To było, to jak zawsze tak, decyzja o wstąpieniu do zgromadzenia była szokiem,

no ale przez 9 lat no to się wszyscy zdążyli przyzwyczaić, że

jestem siostrą,

no i nagle taka decyzja

trudna, więc no

dla rodziny też to widziałam, że to było bardzo trudne,

no bo już właściwie miały byś śluby wieczyste.

Gdzieś tam już wujek kupił

bilet z Ameryki, żeby na te śluby przyjechać, a tu nagle się okazuje, że tych biletów nie będzie.

Już z proboszczem pierwsze tam

wstępne rzeczy były ustalane,

już tam rozmawiałam i nagle się wycofuje,

więc no to było takie trudne,

że to jest takie, że to było za późno.

Jak wyglądało samo odejście? Nie miałaś przecież pieniędzy.

Jak sobie poradziłaś?

Bardzo mi pomogła moja przyjaciółka, z którą się

przyjaźniłam jeszcze

od zerówki właściwie, po maturę,

chodziłyśmy do tej samej klasy

i bardzo się zaprzyjaźniłyśmy,

i właściwie ona teraz mieszka

w Anglii i pomogła mi

tam się zorganizować,

ona mi tam właściwie znalazła pracę, znalazła

mieszkanie...

Czyli wyjechałaś?

Tak, wyjechałam.

Wyjechałam tuż po odejściu. Właściwie rano

pojechałam do mojego

do sióstr, do domu prowincjonalnego,

oddałam strój zakonny, zdjęłam habit,

a wieczorem już miałam samolot do Anglii.

Także no teoretycznie

zrobiłam najprostszą rzecz

jaką można było w tej sytuacji zrobić.

Czyli uciekłam.

Czy były rzeczy, których musiałaś się nauczyć

albo oduczyć w tym nowym życiu?

Na pewno jeśli chodzi o oduczenie się,

to na to nawet mi moja przyjaciółka zwróciła uwagę,

że widzi, że w kościele zachowuję się inaczej niż inni ludzie.

Tzn. zachowuje się jak sisotra.

Czyli?

No bo przesiąknięta byłam. Czyli cały czas gdzieś tam stoję z rękami złożonymi,

jak u mnie siostry też miały taki

tik, że jak siadają, to

przeciągają sobie po szkaplerze, żeby sobie go

nie zagiąć. I ja zawsze jak siadałam w ławce, to przeciągałam sobie

mimo że miałam spodnie czy cokolwiek,

przeciągałam sobie szkaplerz, żeby go nie zagiąć.

A w takim codziennym życiu, poza kościołem?

W takim codziennym życiu poza kościołem...

z dużą trudnością i to do tej pory odczuwam, przychodzi mi

podejmowanie decyzji. Trudno jest mi podejmować samodzielne decyzje, bo cały czas

gdzieś ktoś za mnie myślał

i gdzieś ktoś te decyzje za mnie podejmował.

Także często kogoś proszę o radę

i nawet ludzie nie raz radzą mi nieświadomie,

po prostu

ja wiem, że szukam jakiegoś poparcia czegoś, co chcę zrobić

i rozmawiam o tym z kimś i słucham, co

ta osoba powie, jakie ma zdanie

i jak usłyszę jakie ta osoba ma zdanie, to często

robię podobnie, tak jak ktoś mi powie.

Jak wspominasz pierwsze zakupy?

Kiedy poszłaś na ciuchy?

Na ciuchy. No to faktycznie to było trochę inne,

dlatego, że ja kompletnie nie wiedziałam, w czym się teraz chodzi.

Nie wiedziałam

jak w czym wyglądam itd. Poszłam właściwie

chodziłam z moją siostrą i z moją mamą,

gdzieś tam jakieś te zakupy

robić to właściwie mi siostra doradzała

co mogę kupić.

No to też było, że właściwie sama sobie nic nie wybrałam,

tylko wszystko mi siostra wybrała, bo ja nie wiedziałam po prostu w czym mogę chodzić.

Ciągnęło mnie z tego, co zauważyłam i to też mi siostra powiedziała,

że dużo rzeczy granatowych, dlatego, że habit, w którym chodziłam, był granatowy,

więc ja sobie kupiłam granatową sukienkę,

czyli takie ciemne rzeczy,

po prostu byłam do tego przyzwyczajona.

I ja nawet osobiście nie zwróciłam na to uwagi, tylko ona to zauważyła.

W jaki sposób całe to doświadczenie wpłynęło na Twoją wiarę?

Myślę, że moja wiara na pewno dzięki temu, że byłam w zakonie

czy też dzięki temu, że przez pewien czas studiowałam teologię

na pewno bardzo dojrzała.

I jest wiele rzeczy,

nad którymi bardziej myślę,

że tak naprawdę wiem, w co wierzę.

Bo większość

katolików kieruje się tak naprawdę prostą wiarą,

która no jest piękna, tak,

ale bardziej się opiera na tradycji. Jest mnóstwo ludzi,

którzy idą co niedziela do kościoła,

ale tak naprawdę do końca nie wierzą w co wierzą.

Po prostu wierzą w to, co gdzieś tam

zasłyszą, a nie dociekają

sami, gdzieś tam

no też niewiele jest ludzi, którzy tak naprawdę

znajdą dobrze pismo święte,

które jest fundamentem naszej wiary, tak.

Na pewno dzięki temu, że byłam w zgromadzeniu

poznałam bardzo dobrze ten fundament naszej wiary,

Więc...

to na pewno jest duży plus, że moja wiara

bardzo dojrzała

i skupia się na tym, co najważniejsze, a nie na tej całej

otoczce, która jest zrobiona

wokół kościoła, która jest taka bardziej tradycyjna.

Masz poczucie rozczarowania, rozgoryczenia?

Tzn. jedyne moje rozczarowanie jakie jest

to jest spowodowane samą moją osobą, że po prostu

nie miałam odwagi wcześniej podjąć

tej decyzji, bo to jest jedyna taka

rzecz, a tak to myślę, że nie,

nie mam jakiegoś żalu w sobie,

no jakby nie było to to, że tam byłam

przez te wszystkie lata, to była moja decyzja osobista,

sama osobiście

prosiłam o każdy śluby, nikt mnie do tego nie zmuszał.

Więc no...

Tak naprawdę nie mam prawa mieć

jakiegokolwiek żalu czy być rozgoryczoną

z tego powodu, że tyle lat spędziłam w zgromadzeniu.

No bo sama tego chciałam, tak,

jedyny żal mogę mieć do siebie, że po prostu jeżeli czułam, że to nie jest moje miejsce,

to nie zdecydowałam się wcześniej na odejście tylko czekałam do tej ostatniej chwili.

Bardzo uprzejmie dziękuję Ci za rozmowę.

Dziękuję.


Jak wyglądało ŻYCIE W ZAKONIE? I dlaczego odeszłam? – 7 metrów pod ziemią What was life like in the Order? And why did I leave? - 7 meters underground

W głębi czułam, że

Pan Bóg chce ode mnie czegoś więcej, że może

chce mnie na tej drodze powołania

mimo, że tak naprawdę nie znałam tego życia zakonnego.

Każde wyjście

z domu - trzeba się zapytać u swojej wychowawczyni czy mogę wyjść.

Najczęściej nie mogę, bo idziemy wszystkie razem gdzieś.

Mama nie mogła do mnie dzwonić codziennie i nie mogłam sobie z siostrą smsować co wieczór.

No takiej opcji nie ma, trzeba się na innych rzeczach skupić.

Osoba w habicie, która jest przedstawicielem kościoła,

teoretycznie powinna mieć zdanie, które jest wyrobione przez kościół.

Jeżeli miałam jakieś inne,

to zaraz było, siostra i w taki sposób myśli?

albo: siostra i tak mówi?

Ciężko było być sobą?

Ciężko było być sobą.

Wstąpiłaś do zakonu mając 19 lat,

dlaczego się zdecydowałaś?

To jest taki czas, kiedy

zdaje się maturę i trzeba podjąć decyzję,

co dalej robić ze swoim życiem.

Ja w tym czasie

miałam dużo takich bodźców religijnych,

w sensie należałam do grupy apostolskiej,

chodziłam na pielgrzymki,

bardzo dobrze się w tym czułam.

Bardzo często też przed zajęciami w szkole

czy po zajęciach

chodziłam na Eucharystię, praktycznie codziennie,

czy też na Adorację i po prostu

gdzieś tam w głębi czułam, że

Pan Bóg chce ode mnie czegoś więcej, że może

chce mnie na tej drodze powołania.

Mimo że tak naprawdę nie znałam tego życia zakonnego,

no bo nie ma się styczności tak naprawdę,

gdzieś tam w gimnazjum przez rok uczyła mnie siostra zakonna,

no i która była tak naprawdę jedyną siostrą zakonną, którą znałam.

Więc jak gdzieś tam się pojawił mój pomysł

pójścia do klasztoru, to oczywiście poszłam z tym pomysłem do tej siostry,

no bo nikogo innego nie znałam.

A co na to rodzina?

Rodzina... no była zaskoczona,

zresztą bardzo dużo osób

w moim środowisku było zaskoczonych, bo

nie spodziewali się po mnie

takiej decyzji.

Rok młodszy brat ode mnie miał wtedy 18 lat

przyszedł do mnie taki

taki ze łzami w oczach i mówi:

Kasia, proszę cię, zrezygnuj, jeśli nie ze względu na siebie,

to ze względu na nas.

I tutaj już naprawdę gdzieś tam mnie za serce złapało,

że ten brat to mnie jednak kocha,

ale on kończy po tym zdaniu: Ty wiesz jaki to będzie wstyd dla rodziny?

Także... ale to tak teraz

teraz już ma zupełnie inne podejście, to jest myślenie 18 latka.

Nie zniechęcił Cię wtedy?

Nie, wtedy jeszcze bardziej mi dał bodziec,

"nie, tym bardziej pójdę".

Zresztą rodzina też...

na początku nie dopingowała mnie w tym, ale

dla mnie to był taki dodatkowy bodziec,

że mimo wszystkich przeszkód, przeciwności,

ja i tak dopnę swego i tak pójdę.

Pamiętasz jak się odnalazłaś, jak wyglądały Twoje pierwsze dni, tygodnie, miesiące?

Od początku... nas było po pierwsze bardzo mało w grupie, nasza grupa była bardzo malutka, bo nas było tylko trzy.

Gdzie wcześniejsze grupy były dosyć duże, bo było koło 10 sióstr, tak, także jakoś tak mogłyśmy się lepiej poznać ze sobą

i zawsze

tym siostrom, tym dziewczynom, które wstąpiły do zgromadzenia,

od samego początku towarzyszy siostra wychowawczyni,

która się nami zajmuje, która nam

wszystko przedstawia, wszystkiego nas uczy,

z nią były jakieś tam zajęcia, ona nas

wprowadzała w to życie zakonne, jak to będzie wyglądało,

Jak nie byłyśmy czego pewne, jak czegoś nie wiedziałyśmy, to mogłyśmy

do niej iść i się zapytać. Po prostu taki nasz przewodnik, który nas prowadził po tych wszystkich

początkowych drogach.

Jak wygląda życie w zakonie, jak wygląda dzień?

To jak wygląda dzień to jest właściwie

zależne od tego, na jakim się jest etapie

bycia w zgromadzeniu, bo inaczej wygląda

dzień siostry, która

dopiero wstępuje, inaczej dzień siostry juniorystki,

która już jest po tych pierwszych ślubach, a

jest jeszcze przed ślubami wieczystymi i już jest na placówce,

a jeszcze inaczej dzień siostry profeski, która

już jest w zgromadzeniu kilka lat,

no i to zależy, gdzie się jest na placówce,

bo inaczej ten dzień wygląda

jak się pracuje przykładowo w domu generalnym,

gdzie tak naprawdę

jest dom formacyjny, czyli miejsce, gdzie się

siostry się przygotowują,

to jest dosyć duży dom no i tam jest właściwie wszystko

na tak zwany dzwonek. Zadzwoni dzwonek

i wiemy, że jest, godzina przyszła na

posiłek czy na modlitwę

i wszystko się zostawia i idzie się po prostu

do kaplicy czy

do jadalni,

refektarza.

A inaczej to wygląda na placówce,

gdzie to jest uzależnione od tego, gdzie pracujemy, ja przykładowo

pracowałam w przedszkolu, no to

mój dzień był uzależniony od tego,

jak funkcjonowało przedszkole,

czy jak później gdzieś byłam na studiach

no to też mój dzień wyglądał od tego, jak wyglądały moje zajęcia na studiach.

Nie da się jednolicie powiedzieć, jak to wygląda.

Jednolity, bardzo jednolity program jest właśnie podczas formacji

właśnie podczas tych początkowych, na samym początku

no i właśnie w tym domu generalnym, też jest taki jednolity,

no to jest konkretna godzina, o której się wstaje,

konkretna godzina kiedy są, kiedy jest

Msza Święta, kiedy są

modlitwy, brewiarz,

różaniec wspólny, kiedy są posiłki.

A poza tymi godzinami siostry się zajmują

swoimi obowiązkami,

co która ma tam przypisane.

Dużo jest czasu wolnego? Czy jest w ogóle?

Bardzo niewiele... bardzo niewiele.

Czas wolny trzeba sobie gdzieś tam samemu uchwycić,

jakiś taki... no jest wszystko zorganizowane i

taka anegdotka gdzieś z naszego

z samego początku aspirantu na ten pierwszy etap

formacji, gdzie siostra socjuszka, czyli siostra wychowawczyni,

mówi tak: dobrze siostry, to teraz macie 20 minut wolnego, możecie sobie zrobić pranie w tym czasie.

Także to było takie... no to mamy wolne.

Jakie zasady obowiązują w zakonie?

Takie, które były dla Ciebie nowe, jak wstąpiłaś do zakonu.

No np., że nie mogę sobie tak po prostu wyjść z domu kiedy chcę i gdzie chcę, tylko każde wyjście z domu trzeba się zapytać siostry wychowawczyni czy mogę wyjść, najczęściej nie mogę,

bo idziemy wszystkie razem gdzieś,

jeżeli gdzieś potrzebuje pójść,

np. ząb mnie rozboli i trzeba do dentysty,

no to na tym 1 etapie idzie się z siostrą wychowawczynią.

Do tego dentysty, tak?

Tak.

Także to było takie

no trochę zaskakujące, no bo

no mimo że miałam jeszcze te 19 lat,

więc dużej samodzielności nie miałam wcześniej,

bo szkoła, rodzice, wiadomo,

no ale to było takie zupełnie, że no nigdzie nie pójdę sama.

A zakupy?

Nie robiłam właściwie zakupów, w pierwszych latach nie robi się zakupów, bo

o to troszczą się siostry, które mieszkają w domu, w którym my mieszkamy.

Jeżeli coś potrzebowałam, coś było mi potrzebne

z jakichkolwiek tam rzeczy, to po prostu szłam

do siostry wychowawczyni i mówiłam, że potrzebuję tego czy tamtego,

najczęściej to było

dostępne w takiej szafie, gdzie trzymałyśmy wszystkie takie rzeczy,

które są potrzebne, a jeżeli tego nie było, to

po prostu siostra

przezywała dalej, że to i to będzie trzeba kupić.

Tylko też no były takie rzeczy, o których wiedziałam, że nawet nie ma co prosić,

bo i tak tego nie dostanę.

Np.?

No telefon komórkowy.

To było za dużo?

To było za du... Nie.

Znaczy nie korzysta się z telefonów, tu jednak jest

ten pierwszy etap, to jest czas, kiedy się odcinamy

po prostu, wchodzimy w nową rodzinę, no bo

zgromadzenie to jest jak nowa rodzina.

Nawet się mówi rodzina zakonna.

Także ten kontakt też

nawet z rodziną troszeczkę trzeba już

ograniczyć, tzn. to nie jest tak, że

przekracza się mury klasztoru i koniec kontaktu

z mamą, z tatą, z rodzeństwem.

No bo wiadomo, rodzice dzwonili, przyjeżdzali, także z tym nie było problemu,

tylko to nie było tak,

mama nie mogła sobie do mnie dzwonić codziennie

i nie mogłam sobie z siostrą smsować co wieczór.

No takiej opcji nie ma.

Jednak na różnych innych rzeczach trzeba się skupić.

W zakonie nie miałaś swoich pieniędzy?

Nie, nie posiadałam.

Nie ma swoich pieniędzy, aczkolwiek

to nie jest tak, że skoro nie ma pieniędzy

to cierpię biedę i nic nie mam.

Jest wszystko. Jak pracowałam i dostawałam jakąś pensję

to ta pensja też trafiała do

wspólnego budżetu zgromadzenia,

do danego domu czy zgromadzenia.

Ale to nie jest tak, że ja pracuje

i nie wiem, potrzebuje czegoś i siostra

mi powie, no przykro mi, ale nie.

Są takie rzeczy, które

trzeba mieć, czyli przykładowo

później jak byłam na studiach, to moje wymagania

już trochę się zwiększyły, bo był mi potrzebny laptop

do studiowania, no bo teraz jednak ciężko jest studiować

nie mając jakiegoś stałego dostępu do

komputera, tak.

Więc też nie było z tym problemu, aczkolwiek

to nie jest rzecz, którą może mieć każda siostra, tak,

bo nie każda tego potrzebuje.

Na jakim poziomie żyłyście w zakonie? Czy to było bardzo skromne życie?

Czy niekoniecznie?

Tzn. jest tak powiedziane i tego siostry starają się trzymać, żeby żyć na

poziomie średnio zamożnej polskiej rodziny.

Takiej, żeby to nie było... to też zależy od zgromadzenia,

ja mówię jak jest w moim zgromadzeniu tak,

są zgromadzenia, gdzie siostry naprawdę żyją w skrajnym ubóstwie

i jeżeli nie dostaną czegoś od ludzi do jedzenia,

to potrafią nie jeść przez kilka dni, tak.

No moje zgromadzenie

było takie, że raczej

starałyśmy się trzymać poziom takiej średnio zamożnej rodziny.

Żeby nie brakowało nam niczego, ale też żebyśmy

no nie żyły w jakimś bogactwie.

Tak, żeby nie wiem, nie wybijać się,

nie jeździłyśmy na jakieś egzotyczne wycieczki,

no tam jakiś wyjazd do Rzymu to się zdarzało,

no ale to jest coś takiego też, że ludzie

coraz więcej jeżdżą, zresztą gdzieś tam

dobrze by było, gdyby każda siostra choć raz w tym Rzymie była.

Wypada.

Tak, wypada.

Czy w zakonie są wakacje?

Jak wyglądają?

Jest urlop, są trzy tygodnie urlopu

i to zależy, w czasie formacji, czyli

w tym czasie przed ślubami wieczystymi,

to jest podzielone tak, że dwa tygodnie jest

wspólnego urlopu z innymi siostrami juniorystkami,

stałego zgromadzenia, to się zbiera

koło 20-30 młodych sióstr, które

się spotykają w 1 miejscu. Jest to jakiś dom naszego zgromadzenia

najczęściej i najczęściej jest to w górach.

Przynajmniej w przypadku mojego zgromadzenia.

No i tam wspólnie spędzamy czas, mam zorganizowane jakieś zajęcia,

jakieś wyjazdy i to jest po prostu

taki odpoczynek

we wspólnocie.

Ale wciąż nie jest to czas wolny dla siebie wyłącznie.

Tzn. jest to czas bardziej wolny,

no bo już nie wiem,

już przykładowo chciałyśmy pójść rano na grzyby do lasu,

no to. już nie musimy iść do siostry i powiedzieć

my wstaniemy o 5, bo chcemy iść na grzyby.

Tylko np. wiemy, że jesteśmy omówione, że mamy coś wspólnego mieć przykładowo o 10,

no to do tej 10 musimy wrócić.

Jeśli chcemy zjeść śniadanie, to na to śniadanie już musimy wrócić.

No ale to już jest taki bardziej czas faktycznie wakacyjny,

aczkolwiek są pewne fragmenty, które

które są obowiązkowe.

Gdzie przyjeżdża ktoś z np. jakimiś wykładami,

czy z jakimiś zajęciami,

często to były jakieś zajęcia

psychologiczne albo z rozwojem osobistym,

no i w tych zajęciach raczej brało się udział, tak.

Ile lat spędziłaś w zakonie i na jakim etapie zdecydowałaś, że odchodzisz?

No prawie 9 lat,

ostateczną decyzję podjęłam

właściwie tuż przed złożeniem ślubów wieczystych,

kilka miesięcy przed złożeniem ślubów wieczystych.

Czyli w tym najważniejszym momencie?

No właśnie to był decydujący moment.

Tzn. ja byłam pewna, że jeżeli złożę śluby wieczyste,

no to już na pewno nie opuszczę zgromadzenia, bo

znam siebie i wiem, że jestem osobą słowną

i choćby mi było nie wiem jak trudno, to

już bym się nie wycofała wtedy, tak.

Dlaczego taka decyzja?

No i to jest ciężkie.

Tzn. myślę, że ta decyzja rosła we mnie jakoś bardzo długo,

no bo to nie jest decyzja jednak, którą się

podejmuje w ciągu jednej chwili.

Gdzieś tam wcześniej też miałam jakieś wahania,

no rozmawiałam, zdarzało się, że rozmawiałam o tym z kimś, ale to

czasem się mówi, że

każdy ma jakieś wątpliwości, czy to jest na pewno jego droga...

Skąd wzięły się te wątpliwości u Ciebie? Co było powodem?

Zakochałaś się? Czy coś zupełnie innego?

Nie, nie zakochałam się, nic w tym stylu,

po prostu na pewno

słaba jakość modlitwy z mojej strony, to...

Co to znaczy słaba jakość modlitwy?

Jeżeli siostra w zgromadzeniu

mało się modli albo tę modlitwę zaniedbuje

i nie ma kontaktu z Jezusem, który

dla którego siostry tak naprawdę wstępują do zgromadzenia,

no to nie będzie w stanie wytrwać

no dlatego, że nie ma tej więzi, tej najważniejszej,

ta idea wstąpienia gdzieś tam zanika.

Druga rzecz, było też

dużo rzeczy, które mnie denerwowały,

tzn. do tej pory gdzieś tam

coś, że nie czułam się w tym dobrze, np.

przykładowo na studiach trudno było wyrazić

swoją opinię, dlatego, że

jako osoba w habicie,

która jest przedstawicielem kościoła, teoretycznie powinna mieć zdanie, które jest wyrobione przez kościół.

Jeżeli miałam jakieś inne, no to zaraz

było "siostra i w taki sposób myśli" albo

"siostra i tak mówi? Siostro, to w ogóle nie wypada".

Ciężko było być sobą?

Ciężko było być sobą. Może od tego przymusu trochę gdzieś tam

było za dużo.

Było za dużo.

Próbowano Cię zatrzymać?

Tak, oczywiście, tzn.,

mojej decyzji tak naprawdę nikt się nie spodziewał,

bo większość

raczej przeżywałam gdzieś tam w środku, w sobie,

przy jakichś większych trudnościach rozmawiałam ze spowiednikiem,

o którym wiadomo, on

dalej nikomu nie przekazał, więc tak naprawdę siostry

nie wiedziały, że coś tam się dzieje

w środku, we mnie, nie tak.

Z siostrą moją wychowawczynią

też rozmawiałam dopiero, kiedy już

właściwie gdzieś tam byłam już prawie przekonana,

że odejdę i dopiero wtedy się przyznałam, że

dzieje się coś ze mną.

No i

dużo sióstr próbowało ze mną rozmawiać,

też, ze to są może trudności,

że przed ślubami wieczystymi często tak jest, że

przychodzi takie zwątpienie,

że trzeba przetrwać, że jeżeli nie jestem pewna czy

czy to jest na pewno moja droga,

mogę nie składać teraz ślubów wieczystych, tylko poprosić o czasowe śluby na rok

i jeszcze ten rok się zastanowić.

Tylko dla mnie składać śluby

na kolejny rok by nie miało najmniejszego sensu,

no bo gdzieś tam w mojej głowie było, że to będzie znowu kolejny rok

oczekiwania i niepewności, i

jeżeli za rok podejmę decyzję, że

to jednak nie jest moja droga, no to będę znowu ten kolejny rok do tyłu, tak,

z wejściem w życie.

Co na to rodzina?

Rodzina to przyjęła dosyć trudno,

dlatego, że no moi rodzice na pewno

ucieszyliby się z tej mojej decyzji, gdyby ona pojawiła się kilka lat wcześniej.

Na samym początku?

Na samym początku.

To było, to jak zawsze tak, decyzja o wstąpieniu do zgromadzenia była szokiem,

no ale przez 9 lat no to się wszyscy zdążyli przyzwyczaić, że

jestem siostrą,

no i nagle taka decyzja

trudna, więc no

dla rodziny też to widziałam, że to było bardzo trudne,

no bo już właściwie miały byś śluby wieczyste.

Gdzieś tam już wujek kupił

bilet z Ameryki, żeby na te śluby przyjechać, a tu nagle się okazuje, że tych biletów nie będzie.

Już z proboszczem pierwsze tam

wstępne rzeczy były ustalane,

już tam rozmawiałam i nagle się wycofuje,

więc no to było takie trudne,

że to jest takie, że to było za późno.

Jak wyglądało samo odejście? Nie miałaś przecież pieniędzy.

Jak sobie poradziłaś?

Bardzo mi pomogła moja przyjaciółka, z którą się

przyjaźniłam jeszcze

od zerówki właściwie, po maturę,

chodziłyśmy do tej samej klasy

i bardzo się zaprzyjaźniłyśmy,

i właściwie ona teraz mieszka

w Anglii i pomogła mi

tam się zorganizować,

ona mi tam właściwie znalazła pracę, znalazła

mieszkanie...

Czyli wyjechałaś?

Tak, wyjechałam.

Wyjechałam tuż po odejściu. Właściwie rano

pojechałam do mojego

do sióstr, do domu prowincjonalnego,

oddałam strój zakonny, zdjęłam habit,

a wieczorem już miałam samolot do Anglii.

Także no teoretycznie

zrobiłam najprostszą rzecz

jaką można było w tej sytuacji zrobić.

Czyli uciekłam.

Czy były rzeczy, których musiałaś się nauczyć

albo oduczyć w tym nowym życiu?

Na pewno jeśli chodzi o oduczenie się,

to na to nawet mi moja przyjaciółka zwróciła uwagę,

że widzi, że w kościele zachowuję się inaczej niż inni ludzie.

Tzn. zachowuje się jak sisotra.

Czyli?

No bo przesiąknięta byłam. Czyli cały czas gdzieś tam stoję z rękami złożonymi,

jak u mnie siostry też miały taki

tik, że jak siadają, to

przeciągają sobie po szkaplerze, żeby sobie go

nie zagiąć. I ja zawsze jak siadałam w ławce, to przeciągałam sobie

mimo że miałam spodnie czy cokolwiek,

przeciągałam sobie szkaplerz, żeby go nie zagiąć.

A w takim codziennym życiu, poza kościołem?

W takim codziennym życiu poza kościołem...

z dużą trudnością i to do tej pory odczuwam, przychodzi mi

podejmowanie decyzji. Trudno jest mi podejmować samodzielne decyzje, bo cały czas

gdzieś ktoś za mnie myślał

i gdzieś ktoś te decyzje za mnie podejmował.

Także często kogoś proszę o radę

i nawet ludzie nie raz radzą mi nieświadomie,

po prostu

ja wiem, że szukam jakiegoś poparcia czegoś, co chcę zrobić

i rozmawiam o tym z kimś i słucham, co

ta osoba powie, jakie ma zdanie

i jak usłyszę jakie ta osoba ma zdanie, to często

robię podobnie, tak jak ktoś mi powie.

Jak wspominasz pierwsze zakupy?

Kiedy poszłaś na ciuchy?

Na ciuchy. No to faktycznie to było trochę inne,

dlatego, że ja kompletnie nie wiedziałam, w czym się teraz chodzi.

Nie wiedziałam

jak w czym wyglądam itd. Poszłam właściwie

chodziłam z moją siostrą i z moją mamą,

gdzieś tam jakieś te zakupy

robić to właściwie mi siostra doradzała

co mogę kupić.

No to też było, że właściwie sama sobie nic nie wybrałam,

tylko wszystko mi siostra wybrała, bo ja nie wiedziałam po prostu w czym mogę chodzić.

Ciągnęło mnie z tego, co zauważyłam i to też mi siostra powiedziała,

że dużo rzeczy granatowych, dlatego, że habit, w którym chodziłam, był granatowy,

więc ja sobie kupiłam granatową sukienkę,

czyli takie ciemne rzeczy,

po prostu byłam do tego przyzwyczajona.

I ja nawet osobiście nie zwróciłam na to uwagi, tylko ona to zauważyła.

W jaki sposób całe to doświadczenie wpłynęło na Twoją wiarę?

Myślę, że moja wiara na pewno dzięki temu, że byłam w zakonie

czy też dzięki temu, że przez pewien czas studiowałam teologię

na pewno bardzo dojrzała.

I jest wiele rzeczy,

nad którymi bardziej myślę,

że tak naprawdę wiem, w co wierzę.

Bo większość

katolików kieruje się tak naprawdę prostą wiarą,

która no jest piękna, tak,

ale bardziej się opiera na tradycji. Jest mnóstwo ludzi,

którzy idą co niedziela do kościoła,

ale tak naprawdę do końca nie wierzą w co wierzą.

Po prostu wierzą w to, co gdzieś tam

zasłyszą, a nie dociekają

sami, gdzieś tam

no też niewiele jest ludzi, którzy tak naprawdę

znajdą dobrze pismo święte,

które jest fundamentem naszej wiary, tak.

Na pewno dzięki temu, że byłam w zgromadzeniu

poznałam bardzo dobrze ten fundament naszej wiary,

Więc...

to na pewno jest duży plus, że moja wiara

bardzo dojrzała

i skupia się na tym, co najważniejsze, a nie na tej całej

otoczce, która jest zrobiona

wokół kościoła, która jest taka bardziej tradycyjna.

Masz poczucie rozczarowania, rozgoryczenia?

Tzn. jedyne moje rozczarowanie jakie jest

to jest spowodowane samą moją osobą, że po prostu

nie miałam odwagi wcześniej podjąć

tej decyzji, bo to jest jedyna taka

rzecz, a tak to myślę, że nie,

nie mam jakiegoś żalu w sobie,

no jakby nie było to to, że tam byłam

przez te wszystkie lata, to była moja decyzja osobista,

sama osobiście

prosiłam o każdy śluby, nikt mnie do tego nie zmuszał.

Więc no...

Tak naprawdę nie mam prawa mieć

jakiegokolwiek żalu czy być rozgoryczoną

z tego powodu, że tyle lat spędziłam w zgromadzeniu.

No bo sama tego chciałam, tak,

jedyny żal mogę mieć do siebie, że po prostu jeżeli czułam, że to nie jest moje miejsce,

to nie zdecydowałam się wcześniej na odejście tylko czekałam do tej ostatniej chwili.

Bardzo uprzejmie dziękuję Ci za rozmowę.

Dziękuję.