ZAKŁAD
– To co? W sobotę? – spytał Maciek Małgosię. Z całej II a na premierę filmu Harry Potter i komnata tajemnic najbardziej czekali właśnie oni. Minął zaledwie rok od chwili, gdy we dwójkę wybrali się na pierwszą część przygód nastoletniego czarodzieja, a tyle się zmieniło przez ten czas.
– Choć z drugiej strony właściwie niewiele – mówiła Małgosia Kamili, kiedy po południu siedziały u niej w domu.
– Nic nie rozumiem – odparła przyjaciółka, głaszcząc Płatka, który usiłował zębami złapać jej dłoń. Jak każdy szczeniak uwielbiał zabawy. Zwłaszcza te z gryzieniem. – Jak to niewiele się zmieniło? Wiesz, że cię kocha…
– Eee tam – odparła Małgosia. – Tak naprawdę wcale mi tego nie wyznał. Bąknął tylko, że on też. Ale może to dotyczyło czegoś innego?
– Coś ty! Przecież on świata za tobą nie widzi.
– To dlaczego do tej pory nie próbował mnie pocałować?
– Bo jest nieśmiały.
– Maciek i nieśmiałość? – Małgosia prychnęła pogardliwie. – To tak, jakbyś powiedziała, że Kaśka jest Einsteinem. Nie jest nieśmiały. Do tańca prosi, przytula w tańcu. Prawi komplementy. Ale…
– Ale co?
– Ale nic poza tym.
– A co ty byś chciała?
Zapadło kłopotliwe milczenie. Małgosia sama nie wiedziała, czy pozwoliłaby mu na pocałunek. A nuż by się z niej śmiał, że nie umie się całować? Wprawdzie kilka razy próbowała całować się z poduszką, ale to na pewno nie to samo co z chłopcem. Czy powiedzieć to Kamili? Eee. Pewnie się wygłupi. W końcu powiedziała. Przecież rozmawiała ze swoją najlepszą przyjaciółką.
– Dlaczego Maciek miałby się z ciebie śmiać? – spytała Kamila. – Myślisz, że on już się całował? Może nie całuje cię dlatego, że tak jak ty też się wstydzi.
– A Olek? – zainteresowała się. – Całowałaś się z nim?
– Nie – odparła Kamila i zaczerwieniła się po same uszy.
– A czy chociaż próbował? – dopytywała się natarczywie Małgosia.
Ale Kamila nie zaspokoiła jej ciekawości, bo Olek stanął w drzwiach i jakby w odpowiedzi na to pytanie podszedł do Kamili, po czym pocałował ją w policzek.
* * *
Ostatni dzień przed feriami dłużył się niemiłosiernie. Małgosia właściwie o niczym innym nie myślała, jak tylko na przemian o filmie i Maćku, o Maćku i filmie. To już jutro.
Bo to w pierwszą sobotę ferii mieli iść we dwójkę do kina. Nawet pani Czajka sama przyniosła im do klasy gazetę ze zdjęciami zza kulis filmu.
– W tej części przygód Harry'ego zobaczycie jednego z największych brytyjskich aktorów – wyjaśniła. – Nazywa się Kenneth Branagh i wciela się w postać Gilderoya Lockharta. Dużo występował na deskach brytyjskich teatrów, wcielając się w postacie ze sztuk Szekspira.
– Czy grał w Romeo i Julii? – spytała Małgosia, ale zanim pani Czajka zdążyła jej odpowiedzieć, dał się słyszeć głos Kaśki:
– O! Zakochana tylko o romansach myśli!
– To akurat nie byle jaki romans – przerwała pani Czajka. – To największa sztuka o miłości, jaką kiedykolwiek napisano, a poza tym… Romeo i Julia byli w waszym wieku…
Jednak pani Czajce nie dane było dokończyć wywodu na temat sztuk Szekspira. Nagle z ławki Kaśki dał się słyszeć złowrogi szept:
– Sam jesteś oferma! – A towarzyszyło mu pokazanie języka w całej okazałości… Czarnemu Michałowi.
Ryk śmiechu zagłuszył dalsze słowa nauczycielki.
– O co chodzi? – zapytała, ale usłyszała tylko śmiech.
– Michał mnie przezywa! Powiedział do mnie „Ofermo, idź do klasztoru!”.
Teraz nie tylko Czarny Michał się śmiał – nawet pani Czajce drgały policzki.
– Kasiu! To z Hamleta! Zdanie brzmi: Ofelio, idź do klasztoru!. Oj, coś mi się widzi, że za rzadko sięgasz po książki, które nie są lekturami. Choć przyznam, że i z tymi obowiązkowymi nie jesteś zaprzyjaźniona. A może opowiesz nam…
Ale w tym momencie z opresji wybawił Kaśkę dzwonek. Jednak to zdarzenie sprawiło, że Kaśka została przez klasę ochrzczona Ofelią.
– Ach, Romeo i Julia… Jak oni się kochali! – mówiła Małgosia do Kamili i Maćka, gdy wracali razem ze szkoły. – Nawet zabili się z miłości do siebie. Wprawdzie przez pomyłkę, ale… rozłączyła ich tylko śmierć.
– Ja bardziej lubię Hamleta – odparł Maciek. – To jest coś!
– Wiecie co – przerwała im Kamila – czuję się przy was jak kretynka. Nie czytałam nic Szekspira. Nic a nic! Czytam normalne książki dla młodzieży, a wy mi tu wyjeżdżacie z jakimiś starociami…
– Ale to są normalne książki – odparł Maciek. – Najzupełniej normalne. I jak najbardziej dla młodzieży. Słyszałaś, co mówiła pani Czajka – Romeo i Julia byli w naszym wieku.
– Dobra, dobra… Romeo! – powiedziała Kamila i wtedy dopiero Maciek z Małgosią spostrzegli, że odprowadzili ją aż pod dom. – Nie ględźcie już o Szekspirze, tylko poczekajcie na mnie. Wezmę psa i odprowadzę was kawałek.
– Jak się nazywa? – pytał Maciek, obserwując szczeniaka kręcącego się wokół nóg Kamili.
– Płatek – odparła Kamila, a Małgosia dodała: – Tak jak w Harrym ten trójgłowy pies, który pilnował kamienia filozoficznego.
– To był Puszek – zaprotestował Maciek.
– Płatek!
– Puszek!
Kłótnia o imię psa z powieści najbardziej rozbawiła Kamilę. Przyglądała się obojgu i wspominała swoją rozmowę z Małgosią. „Przecież to gołym okiem widać, jak bardzo są w sobie zakochani” – pomyślała i dyskretnie odłączyła się od pary. Nawet nie zauważyli jej zniknięcia. Pewnie dlatego, że Maciek wpadł na pewien pomysł.
– Wiesz co – zaproponował – załóżmy się. W końcu sprawdzimy to w swoich książkach… A jak spotkamy się jutro przed kinem, to oboje będziemy wiedzieli, kto wygrał.
– O co się założymy?
– O co chcesz. To znaczy jak przegram, to ty dostaniesz ode mnie to, czego teraz sobie zażyczysz, a jak ja wygram, to dostanę od ciebie to, czego będę chciał.
– Tylko w granicach rozsądku – zaśmiała się Małgosia. – Żebyś sobie nie zażyczył mercedesa.
– O pani! – Maciek wpadł w swój teatralny ton i kładąc rękę na piersi, deklamował w uniesieniu. – Bez obaw! Z twoich pięknych rączek zadowoli mnie nawet zdemolowany maluch.
– Już nie produkują – odparła Małgosia, chichocząc. – To co chcesz?
– Ja? – Maciek udawał przez chwilę, że zastanawia się nad tym, czego sobie życzyć, ale… tak naprawdę wiedział, co by chciał dostać. – A ty?
– Ty mów pierwszy.
– Nie. Ty.
Przez chwilę przekomarzali się, aż w końcu ustalili, że napiszą swoje życzenia na kartkach, które otworzą w domu.
* * *
Jak przegrasz, to chcę, żebyśmy minimum dwa razy w tygodniu grywali razem w scrabble. Taka była treść karteczki Małgosi. Leżała rozłożona przed Maćkiem na jego biurku i kłuła w oczy swoją niewinną treścią. Jakże inna była od tej napisanej przez niego, a która brzmiała: Pocałuj mnie. Ależ Maćka piekła twarz! Nie wiedział, że jeszcze bardziej piekła Małgosię. Cały wieczór zastanawiała się, czy zadzwonić do Kamili i powiedzieć jej o przegranym zakładzie. W pierwszym tomie Harry'ego Pottera szybko odnalazła odpowiedni fragment, z którego jasno wynikało, że pies miał na imię Puszek. „A więc jednak! – pomyślała. – Maciek miał rację. Przegrałam zakład”. Ale perspektywa wypłaty przegranej wcale jej nie przerażała. Jednak następnego dnia ani przed seansem, ani w trakcie nie padło nawet jedno słowo na temat zakładu. Rozmawiali o filmie. Małgosia zachwycała się Gilderoyem Lockhartem.
– To musi być wielki aktor – szepnęła Maćkowi na ucho. – Prawie uwierzyłam, że to kretyn!
– Bazyliszek jest super! – zachwycał się Maciek.
Ale nic więcej nie zostało powiedziane. Nic, co nawiązywałoby do wczorajszego zakładu. Wreszcie film się skończył. Małgosia celowo przeciągała moment wyjścia z kina, tłumacząc Maćkowi, że chce zobaczyć, kto brał udział w dubbingu. Tak naprawdę liczyła na to, że Maciek poprosi o wygraną. Ale nic takiego się nie stało.
– Nie odebrałeś swojej nagrody – przypomniała Małgosia, gdy po wyjściu z kina szli w kierunku parkingu.
– Odbiorę wtedy, gdy będę czuł, że ty też tego chcesz – odparł Maciek, ale Małgosia nie zdążyła już mu wyznać, że… chce teraz. Tuż koło nich dał się słyszeć sygnał klaksonu. To była mama Maćka.