×

Mes naudojame slapukus, kad padėtume pagerinti LingQ. Apsilankę avetainėje Jūs sutinkate su mūsų slapukų politika.


image

Emigracja - Malcolm XD, Pogrom (1)

Pogrom (1)

Ze Slowford wróciliśmy ze Stomilem na farmę koło 18:00. Wchodząc na OSIEDLE, łamane przez OBÓZ, najpierw przechodziło się przez dzielnicę klasy wyższej, czyli tych, którzy mieszkali we własnych przyczepach i kamperach. Idąc tamtędy, słyszymy nagle jakichś typów kłócących się po polsku, a jeden z głosów wydawał mi się znajomy

WYLICYTOWAŁEŚ PAN NA E-BAYU, TO TERAZ PAN PŁAĆ! Z DOSTAWĄ DO DOMU PAN DOSTAŁEŚ, JAK BYŁO UMÓWIONE!

UMÓWIONY BYŁ KAMPER W IDEALNYM STANIE TECHNICZNYM!

NO I JEST!

TO DLACZEGO JAK SIĘ W LEWO KRĘCI, TO W PRAWO SKRĘCA!

NIE BĄDŹ PAN DEBIL! BO JESTEŚMY W ANGLII, A TUTAJ NA DROGACH JEST ODWROTNIE – PRAWA PO LEWEJ, A LEWA PO PRAWEJ.

Wychodzimy zza rogu, a przed nami stoi kilku typów, do których te głosy należały, a pośród nich dobrze znani mi Szuki i Wano, z którymi jakiś gość właśnie zerwał negocjacje, mówiąc, że on to pierdoli, a następnie zamykając się w swojej przyczepie kempingowej.

Ja miałem w sobie więcej entuzjazmu wobec nich, bo aż ich uściskałem i się pytam, skąd oni się wzięli na tym zadupiu u nas. Cyganie też nie mogli nadziwić się temu zbiegowi okoliczności, więc przystępują do tłumaczenia.

Tego kampera, którym jechaliśmy do UK, to udało im się sprzedać, zanim w ogóle dojechali do Bristolu, jakiemuś losowemu facetowi na parkingu, któremu tam wpadł w oko, bo jak wiadomo, stan igła, miał prawo się spodobać. Co ciekawe, typ podobno był z Niemiec, z okolic Hanoweru, skąd kamper właśnie przyjechał, więc nawet nie trzeba było przekładać kierownicy, bo on podobnie jak jego nowy pojazd w UK był tylko na chwilę w celach turystycznych. Podobno jeszcze się cieszył, że nie będzie musiał płacić niemieckiego podatku, bo samochód kupiony na terytorium Wielkiej Brytanii czy coś takiego. Z dodatkową gotówką Szuki i Wano pojechali dalej do Bristolu, gdzie tak, jak planowali, kupili drugiego kampera, którego zamierzali przywieźć na handel do Polski. Jednak wbrew ich planom, gdy ich kuzyn-mechanik próbował przesunąć kierownicę z prawej strony samochodu na lewą, przystosowując tym samym pojazd do ruchu prawostronnego, wyszły niespodziewane komplikacje. Było to mianowicie najwidoczniej trudniejsze niż przełożenie całego układu kierowniczego pomiędzy dwoma kaperami, a do tego okazało się, że kuzyn z tym pięcioletnim doświadczeniem w warsztacie samochodowym to trochę przyfantazjował, bo owszem, na początku pobytu w UK pracował jako mechanik, ale po kilku miesiącach go zwolnili i od tego czasu imał się tak zwanych prac dorywczych. W każdym razie, jakie by tam jego CV nie było, to przeróbki mechaniczne skończyły się tak, że kamper owszem, miał kierownicę po lewej, europejskiej stronie, ale gdy kręciło się nią w prawo, to jechał w lewo, a jak kręciło się w lewo, to jechał w prawo. Za chuja nie byli w stanie tego naprawić, więc stwierdzili, że go wystawią na aukcję w Internecie, uczciwie dopisując w ogłoszeniu, że jeździ po lewej zamiast po prawej – co mogło być jednak różnie interpretowane. No i tak się niesamowicie złożyło, że tego kampera kupił jeden supervisor od nas z farmy, który do tej pory mieszkał w zwykłej przyczepie, ale teraz się już dorobił i zdecydował na przeprowadzkę do lepszego lokalu.

Pytam chłopaków, jak im się kurwa udało dojechać z Bristolu na drugi koniec kraju samochodem, który jeździ w przeciwną stronę, niż się skręca kierownicą. Wano tłumaczy, że owszem, na początku było ciężko i kilka razy wylecieli na pobocze, ale potem wymyślili taki patent, żeby prowadzić auto z rękami skrzyżowanymi na kierownicy. Może niektórzy z was kiedyś próbowali robić to, jeżdżąc na rowerze. Chodzi o to, że jeżeli położy się ręce na kierownicy na krzyż, to gdy ciągnie się lewą ręką, to kierownica skręca w prawo, a jak prawą ręką, to w lewo. Dzieje się tak, bo nasze mózgi zakodowują się w ten sposób w momencie, gdy uczymy się rower czy samochód prowadzić – robi się to intuicyjne. Z tym krzyżowaniem rąk to raczej taka ciekawostka, zabawa dla dzieciaków, jak się chce podpuścić kolegę, żeby powiedział NO PRZECIEŻ TO PROSTE JECHAĆ ZE SKRZYŻOWANYMI RĘKAMI, a potem się wypierdolił, bo to proste jednak nie jest. Natomiast w przypadku cygańskiego kampera było to rozwiązanie idealne, bo to zakodowanie mózgowe w pewnym sensie niwelowało błąd mechaniczny w układzie kierowniczym: ciągnąłeś kierownicę lewą ręką, a ona wtedy skręcała w prawo, ale koła skręcały w lewo, więc wszystko było jakby normalnie. Teraz już ostatnim problemem pozostawało przekonanie potencjalnego kupca do takiego stylu jazdy. Szuki i Wano postanowili podjąć jeszcze jedną próbę przemówienia mu do rozumu, a ja wytłumaczyłem, gdzie potem znajdą nasz domek, żeby przyszli z nami wypić po jednym, bo jest okazja.

Nasza dalsza trasa do domu wiodła koło magazynu, gdzie zobaczyliśmy grupę ludzi obserwujących nietypowe zawody. W kółku utworzonym przez kilkunastu widzów stała pani Ządkowska, jej nikczemny mąż oraz bracia Tokarowie, o których wcześniej obiecywałem opowiedzieć, więc już to robię.

Bracia Tokarowie to były największe kurwa chamy na całej farmie. Było ich trzech: Aleksander „Olo” Tokar, Bolesław „Bolo” Tokar i Jarosław „Jaro” Tokar. Podobno nie byli bliźniakami i było pomiędzy nimi kilka lat różnicy, ale wyglądali prawie identycznie. Zwrot ZAKAZANY RYJ musiał stworzyć człowiek, który ich znał, nie ma innej opcji. Gdyby bracia Tokarowie żyli w czasie drugiej wojny, to zajmowaliby się zawodowo sprzedawaniem hitlerowcom Żydów za wódkę. Gdyby żyli za komuny, to zajmowaliby się pałowaniem internowanych solidarnościowców za wódkę. Jako że żyli na początku XXI wieku w UK, to zajmowali się wymuszaniem pieniędzy na wódkę od rodaków z farmy kapusty. Wszyscy trzej byli w jednym kapuścianym gangu, w którym poustawiali wszystko tak, że w ogóle nic nie pracowali, tylko cały dzień siedzieli na polu pod drzewem, palili szlugi i pili litewskie ćwiartki, które kupowało się u takiego jednego Litwina z magazynu. Pozostałe 7 osób z gangu – swoją drogą rodacy – musiało zapierdalać za nich, bo wszystkich zastraszyli tak, że nawet supervisor bał się im sprzeciwić. Zastraszanie akurat przychodziło im łatwo, bo byli schabami po 120 kilo i te 8 miesięcy w Polsce, których nie spędzali na kapuście w UK, przesiadywali pewnie ciągle na jakiejś osiedlowej siłowni, żrąc sterydy. Przez kilka tygodni mojej pracy na farmie kilkukrotnie widziałem, jak dopierdalali się do różnych ludzi o jakieś głupoty. Raz też jednym Słowakiem wytarli podłogę na świetlicy za to, że niechcący trafił piłeczką od ping ponga w łysy łeb któregoś z braci Tokarów – trudno powiedzieć którego, bo trudno ich rozróżnić. Było to dla Słowaka o tyle upokarzające, że patrzyło na to z 50 obecnych na świetlicy osób, w tym jedna panna Słowaczka, która mu się podobno podobała. Swoją drogą z tych 50 osób ona jedyna zareagowała, bo wszyscy inni się bali, ale Tokarowie kazali jej spierdalać i zbyt wiele nie mogła już zdziałać.

Biorąc pod uwagę charakter Tokarów, nie było niczym dziwnym, że szczura Ządkowskiego tak do nich ciągnęło, bo był taką samą mendą, tylko nie miał predyspozycji do gnębienia kogokolwiek poza swoją własną żoną (do tego predyspozycji zresztą też nie miał, ale jakimś cudem mu to jednak wychodziło). W tej sytuacji mógł za to patrzeć, jak oni gnębią innych, i czuć się trochę tak, jakby to on gnębił, poprzez utożsamianie się z Tokarami. Jest zjawiskiem potwierdzonym naukowo, że takie kanalie lubią się poczuć członkami grupy silniejszej, której silniejszość jest najlepiej widoczna przy skontrastowaniu go z grupą słabszą, zazwyczaj poprzez napierdalanie jej. Zostawmy natomiast dywagacje na temat psychiki mendy Ządkowskiego i bydlaków Tokarów i wróćmy do zawodów pod magazynem.

Zawody polegały na tym, że typy z magazynu wystawiły kilka skrzynek kapusty, które zostały ustawione jedna na drugiej. Następnie pani Ządkowska, dosyć ewidentnie przymuszona do tego przez swojego męża, próbowała je podnosić na zmianę z Jarusiem Tokarem. No po prostu takie zawody w martwym ciągu pomiędzy Ządkowską a Tokarem, tylko zamiast sztangi były skrzynki z kapustami. Jedna dojrzała kapusta waży 4–5 kilo i wiem to bardzo dobrze, bo codziennie podnosiłem takich setki. Do skrzynki mieści się średnio 6 kapust mniejszych, czterokilowych, lub 5 kapust większych, pięciokilowych. Jak już co bystrzejsi zdążyli policzyć, oznacza to, że przeciętna skrzynka z kapustą waży około 25 kilo. Jak przyszliśmy, to pani Ządkowska dźwignęła właśnie 6 skrzynek, wyrównując rekord Tokara wynoszący 150 kilo. Ten zamruczał coś pod nosem, bo ci neandertale głównie w taki sposób się komunikowali, jebnął grzdyla wódy, bo pomiędzy zebranymi na turnieju krążyło już kilka flaszek, bo w końcu sobota wieczór, i załadował 7 skrzynkę – 175 kilo. Pośród kibiców przeszedł szmer podziwu, a Tokar złapał skrzynki, napiął się, poczerwieniał na ryju, ale podniósł. Teraz kolej Ządkowskiej, szarpie je z ziemi, jak może, publiczność kibicuje, krzycząc DA-WAJ, DA-WAJ, DA-WAJ, tylko jej mąż jej ciśnie, że WEŹ SIĘ PRZYŁÓŻ KOBYŁO JEBANA, BO PIENIĄDZE PRZEGRAM – bo widocznie się z Tokarami założył. Jest, podniosła, zgromadzeni wiwatują we wszystkich językach Europy Środkowo-Wschodniej i Wschodniej. Jarowi Tokarowi mina trochę zrzedła i ładuje 8 skrzynkę – 200 kilo. Złapał się za to, ciągnie, ciągnie, łeb mu zaraz chyba eksploduje, ale nie idzie. Brat do niego wtedy krzyczy NO DAWAJ, NIE BĄDŹ PIZDA. To widocznie Jara zmotywowało, bo podniósł, ale jak dla mnie, to do końca nie wyprostował kolan, jednak życie mi było jeszcze miłe, więc mu tego nie wytykałem. Natomiast jak odchodził od skrzynek, to najwidoczniej nogi mu odmówiły posłuszeństwa, bo nagle się wypierdolił na ziemię i bracia musieli go podnosić. Dobra, nadchodzi chwila prawdy, kolej na Ządkowską. Złapała skrzynki, mocuje się z nimi, ciągnie w górę ile wlezie, ale niestety widać, że nie da rady. Wtedy jej szczurzy mąż, będąc już świadomy porażki, podszedł do niej od tyłu i krzyknął ESZ TY KURWA i kopnął ją w postawną dupę, która była wypięta, jak to zazwyczaj jest wtedy, gdy coś się próbuje podnieść. Pani Ządkowska się wywaliła do przodu na te wszystkie skrzynki, które siłą rzeczy i grawitacji pospadały na ziemię, wysypując z siebie całą kapustę. Zajście to nie rozbawiło nikogo poza Tokarami, którzy chwilę porechotali, ale potem pogrozili Ządkowskiemu palcem i powiedzieli, że do końca dnia ma mieć pieniądze. Ten coś zamruczał wkurwiony pod nosem, ale niezbyt głośno, bo jemu też życie było miłe. Potem już głośniej, najwidoczniej, aby dodać sobie kurażu, powiedział PIERDOLĘ TO, IDĘ SE ĆWIARTKĘ KUPIĆ i zniknął w głębi hali, gdzie można było znaleźć tego Litwina, co ćwiartki sprzedawał. Upokorzona przez męża pani Ządkowska na kolanach zbierała rozsypaną kapustę do skrzynek i był to widok tak przykry, że już nie chcieliśmy na to patrzeć, tylko z pozostałymi kibicami rozeszliśmy się do swoich domków.

Pogrom (1)

Ze Slowford wróciliśmy ze Stomilem na farmę koło 18:00. Wchodząc na OSIEDLE, łamane przez OBÓZ, najpierw przechodziło się przez dzielnicę klasy wyższej, czyli tych, którzy mieszkali we własnych przyczepach i kamperach. Idąc tamtędy, słyszymy nagle jakichś typów kłócących się po polsku, a jeden z głosów wydawał mi się znajomy

WYLICYTOWAŁEŚ PAN NA E-BAYU, TO TERAZ PAN PŁAĆ! Z DOSTAWĄ DO DOMU PAN DOSTAŁEŚ, JAK BYŁO UMÓWIONE!

UMÓWIONY BYŁ KAMPER W IDEALNYM STANIE TECHNICZNYM!

NO I JEST!

TO DLACZEGO JAK SIĘ W LEWO KRĘCI, TO W PRAWO SKRĘCA!

NIE BĄDŹ PAN DEBIL! BO JESTEŚMY W ANGLII, A TUTAJ NA DROGACH JEST ODWROTNIE – PRAWA PO LEWEJ, A LEWA PO PRAWEJ.

Wychodzimy zza rogu, a przed nami stoi kilku typów, do których te głosy należały, a pośród nich dobrze znani mi Szuki i Wano, z którymi jakiś gość właśnie zerwał negocjacje, mówiąc, że on to pierdoli, a następnie zamykając się w swojej przyczepie kempingowej.

Ja miałem w sobie więcej entuzjazmu wobec nich, bo aż ich uściskałem i się pytam, skąd oni się wzięli na tym zadupiu u nas. Cyganie też nie mogli nadziwić się temu zbiegowi okoliczności, więc przystępują do tłumaczenia.

Tego kampera, którym jechaliśmy do UK, to udało im się sprzedać, zanim w ogóle dojechali do Bristolu, jakiemuś losowemu facetowi na parkingu, któremu tam wpadł w oko, bo jak wiadomo, stan igła, miał prawo się spodobać. Co ciekawe, typ podobno był z Niemiec, z okolic Hanoweru, skąd kamper właśnie przyjechał, więc nawet nie trzeba było przekładać kierownicy, bo on podobnie jak jego nowy pojazd w UK był tylko na chwilę w celach turystycznych. Podobno jeszcze się cieszył, że nie będzie musiał płacić niemieckiego podatku, bo samochód kupiony na terytorium Wielkiej Brytanii czy coś takiego. Z dodatkową gotówką Szuki i Wano pojechali dalej do Bristolu, gdzie tak, jak planowali, kupili drugiego kampera, którego zamierzali przywieźć na handel do Polski. Jednak wbrew ich planom, gdy ich kuzyn-mechanik próbował przesunąć kierownicę z prawej strony samochodu na lewą, przystosowując tym samym pojazd do ruchu prawostronnego, wyszły niespodziewane komplikacje. Było to mianowicie najwidoczniej trudniejsze niż przełożenie całego układu kierowniczego pomiędzy dwoma kaperami, a do tego okazało się, że kuzyn z tym pięcioletnim doświadczeniem w warsztacie samochodowym to trochę przyfantazjował, bo owszem, na początku pobytu w UK pracował jako mechanik, ale po kilku miesiącach go zwolnili i od tego czasu imał się tak zwanych prac dorywczych. W każdym razie, jakie by tam jego CV nie było, to przeróbki mechaniczne skończyły się tak, że kamper owszem, miał kierownicę po lewej, europejskiej stronie, ale gdy kręciło się nią w prawo, to jechał w lewo, a jak kręciło się w lewo, to jechał w prawo. Za chuja nie byli w stanie tego naprawić, więc stwierdzili, że go wystawią na aukcję w Internecie, uczciwie dopisując w ogłoszeniu, że jeździ po lewej zamiast po prawej – co mogło być jednak różnie interpretowane. No i tak się niesamowicie złożyło, że tego kampera kupił jeden supervisor od nas z farmy, który do tej pory mieszkał w zwykłej przyczepie, ale teraz się już dorobił i zdecydował na przeprowadzkę do lepszego lokalu.

Pytam chłopaków, jak im się kurwa udało dojechać z Bristolu na drugi koniec kraju samochodem, który jeździ w przeciwną stronę, niż się skręca kierownicą. Wano tłumaczy, że owszem, na początku było ciężko i kilka razy wylecieli na pobocze, ale potem wymyślili taki patent, żeby prowadzić auto z rękami skrzyżowanymi na kierownicy. Może niektórzy z was kiedyś próbowali robić to, jeżdżąc na rowerze. Chodzi o to, że jeżeli położy się ręce na kierownicy na krzyż, to gdy ciągnie się lewą ręką, to kierownica skręca w prawo, a jak prawą ręką, to w lewo. Dzieje się tak, bo nasze mózgi zakodowują się w ten sposób w momencie, gdy uczymy się rower czy samochód prowadzić – robi się to intuicyjne. Z tym krzyżowaniem rąk to raczej taka ciekawostka, zabawa dla dzieciaków, jak się chce podpuścić kolegę, żeby powiedział NO PRZECIEŻ TO PROSTE JECHAĆ ZE SKRZYŻOWANYMI RĘKAMI, a potem się wypierdolił, bo to proste jednak nie jest. Natomiast w przypadku cygańskiego kampera było to rozwiązanie idealne, bo to zakodowanie mózgowe w pewnym sensie niwelowało błąd mechaniczny w układzie kierowniczym: ciągnąłeś kierownicę lewą ręką, a ona wtedy skręcała w prawo, ale koła skręcały w lewo, więc wszystko było jakby normalnie. Teraz już ostatnim problemem pozostawało przekonanie potencjalnego kupca do takiego stylu jazdy. Szuki i Wano postanowili podjąć jeszcze jedną próbę przemówienia mu do rozumu, a ja wytłumaczyłem, gdzie potem znajdą nasz domek, żeby przyszli z nami wypić po jednym, bo jest okazja.

Nasza dalsza trasa do domu wiodła koło magazynu, gdzie zobaczyliśmy grupę ludzi obserwujących nietypowe zawody. W kółku utworzonym przez kilkunastu widzów stała pani Ządkowska, jej nikczemny mąż oraz bracia Tokarowie, o których wcześniej obiecywałem opowiedzieć, więc już to robię.

Bracia Tokarowie to były największe kurwa chamy na całej farmie. Było ich trzech: Aleksander „Olo” Tokar, Bolesław „Bolo” Tokar i Jarosław „Jaro” Tokar. Podobno nie byli bliźniakami i było pomiędzy nimi kilka lat różnicy, ale wyglądali prawie identycznie. Zwrot ZAKAZANY RYJ musiał stworzyć człowiek, który ich znał, nie ma innej opcji. Gdyby bracia Tokarowie żyli w czasie drugiej wojny, to zajmowaliby się zawodowo sprzedawaniem hitlerowcom Żydów za wódkę. Gdyby żyli za komuny, to zajmowaliby się pałowaniem internowanych solidarnościowców za wódkę. Jako że żyli na początku XXI wieku w UK, to zajmowali się wymuszaniem pieniędzy na wódkę od rodaków z farmy kapusty. Wszyscy trzej byli w jednym kapuścianym gangu, w którym poustawiali wszystko tak, że w ogóle nic nie pracowali, tylko cały dzień siedzieli na polu pod drzewem, palili szlugi i pili litewskie ćwiartki, które kupowało się u takiego jednego Litwina z magazynu. Pozostałe 7 osób z gangu – swoją drogą rodacy – musiało zapierdalać za nich, bo wszystkich zastraszyli tak, że nawet supervisor bał się im sprzeciwić. Zastraszanie akurat przychodziło im łatwo, bo byli schabami po 120 kilo i te 8 miesięcy w Polsce, których nie spędzali na kapuście w UK, przesiadywali pewnie ciągle na jakiejś osiedlowej siłowni, żrąc sterydy. Przez kilka tygodni mojej pracy na farmie kilkukrotnie widziałem, jak dopierdalali się do różnych ludzi o jakieś głupoty. Raz też jednym Słowakiem wytarli podłogę na świetlicy za to, że niechcący trafił piłeczką od ping ponga w łysy łeb któregoś z braci Tokarów – trudno powiedzieć którego, bo trudno ich rozróżnić. Było to dla Słowaka o tyle upokarzające, że patrzyło na to z 50 obecnych na świetlicy osób, w tym jedna panna Słowaczka, która mu się podobno podobała. Swoją drogą z tych 50 osób ona jedyna zareagowała, bo wszyscy inni się bali, ale Tokarowie kazali jej spierdalać i zbyt wiele nie mogła już zdziałać.

Biorąc pod uwagę charakter Tokarów, nie było niczym dziwnym, że szczura Ządkowskiego tak do nich ciągnęło, bo był taką samą mendą, tylko nie miał predyspozycji do gnębienia kogokolwiek poza swoją własną żoną (do tego predyspozycji zresztą też nie miał, ale jakimś cudem mu to jednak wychodziło). W tej sytuacji mógł za to patrzeć, jak oni gnębią innych, i czuć się trochę tak, jakby to on gnębił, poprzez utożsamianie się z Tokarami. Jest zjawiskiem potwierdzonym naukowo, że takie kanalie lubią się poczuć członkami grupy silniejszej, której silniejszość jest najlepiej widoczna przy skontrastowaniu go z grupą słabszą, zazwyczaj poprzez napierdalanie jej. Zostawmy natomiast dywagacje na temat psychiki mendy Ządkowskiego i bydlaków Tokarów i wróćmy do zawodów pod magazynem.

Zawody polegały na tym, że typy z magazynu wystawiły kilka skrzynek kapusty, które zostały ustawione jedna na drugiej. Następnie pani Ządkowska, dosyć ewidentnie przymuszona do tego przez swojego męża, próbowała je podnosić na zmianę z Jarusiem Tokarem. No po prostu takie zawody w martwym ciągu pomiędzy Ządkowską a Tokarem, tylko zamiast sztangi były skrzynki z kapustami. Jedna dojrzała kapusta waży 4–5 kilo i wiem to bardzo dobrze, bo codziennie podnosiłem takich setki. Do skrzynki mieści się średnio 6 kapust mniejszych, czterokilowych, lub 5 kapust większych, pięciokilowych. Jak już co bystrzejsi zdążyli policzyć, oznacza to, że przeciętna skrzynka z kapustą waży około 25 kilo. Jak przyszliśmy, to pani Ządkowska dźwignęła właśnie 6 skrzynek, wyrównując rekord Tokara wynoszący 150 kilo. Ten zamruczał coś pod nosem, bo ci neandertale głównie w taki sposób się komunikowali, jebnął grzdyla wódy, bo pomiędzy zebranymi na turnieju krążyło już kilka flaszek, bo w końcu sobota wieczór, i załadował 7 skrzynkę – 175 kilo. Pośród kibiców przeszedł szmer podziwu, a Tokar złapał skrzynki, napiął się, poczerwieniał na ryju, ale podniósł. Teraz kolej Ządkowskiej, szarpie je z ziemi, jak może, publiczność kibicuje, krzycząc DA-WAJ, DA-WAJ, DA-WAJ, tylko jej mąż jej ciśnie, że WEŹ SIĘ PRZYŁÓŻ KOBYŁO JEBANA, BO PIENIĄDZE PRZEGRAM – bo widocznie się z Tokarami założył. Jest, podniosła, zgromadzeni wiwatują we wszystkich językach Europy Środkowo-Wschodniej i Wschodniej. Jarowi Tokarowi mina trochę zrzedła i ładuje 8 skrzynkę – 200 kilo. Złapał się za to, ciągnie, ciągnie, łeb mu zaraz chyba eksploduje, ale nie idzie. Brat do niego wtedy krzyczy NO DAWAJ, NIE BĄDŹ PIZDA. To widocznie Jara zmotywowało, bo podniósł, ale jak dla mnie, to do końca nie wyprostował kolan, jednak życie mi było jeszcze miłe, więc mu tego nie wytykałem. Natomiast jak odchodził od skrzynek, to najwidoczniej nogi mu odmówiły posłuszeństwa, bo nagle się wypierdolił na ziemię i bracia musieli go podnosić. Dobra, nadchodzi chwila prawdy, kolej na Ządkowską. Złapała skrzynki, mocuje się z nimi, ciągnie w górę ile wlezie, ale niestety widać, że nie da rady. Wtedy jej szczurzy mąż, będąc już świadomy porażki, podszedł do niej od tyłu i krzyknął ESZ TY KURWA i kopnął ją w postawną dupę, która była wypięta, jak to zazwyczaj jest wtedy, gdy coś się próbuje podnieść. Pani Ządkowska się wywaliła do przodu na te wszystkie skrzynki, które siłą rzeczy i grawitacji pospadały na ziemię, wysypując z siebie całą kapustę. Zajście to nie rozbawiło nikogo poza Tokarami, którzy chwilę porechotali, ale potem pogrozili Ządkowskiemu palcem i powiedzieli, że do końca dnia ma mieć pieniądze. Ten coś zamruczał wkurwiony pod nosem, ale niezbyt głośno, bo jemu też życie było miłe. Potem już głośniej, najwidoczniej, aby dodać sobie kurażu, powiedział PIERDOLĘ TO, IDĘ SE ĆWIARTKĘ KUPIĆ i zniknął w głębi hali, gdzie można było znaleźć tego Litwina, co ćwiartki sprzedawał. Upokorzona przez męża pani Ządkowska na kolanach zbierała rozsypaną kapustę do skrzynek i był to widok tak przykry, że już nie chcieliśmy na to patrzeć, tylko z pozostałymi kibicami rozeszliśmy się do swoich domków.