×

LingQをより快適にするためCookieを使用しています。サイトの訪問により同意したと見なされます cookie policy.


image

LO-teria - Małgorzata Karolina Piekarska, PRAWO (1)

PRAWO (1)

„Prawo to bardzo skomplikowana rzecz” – myślał Maciek, wracając pieszo do domu z Grochowskiej.

Nie pozwolił odwieźć się do domu ani ojcu Małgosi, ani Kamili. Chciał być sam, przeanalizować całą sytuację. A może to jego wina? Może wtedy nie powinien był wychodzić? Obrażać się? Może on coś źle zrobił? Choć z drugiej strony… wspomnienie niedbale ubranej Małgosi, męskiego T-shirtu i swetra na podłodze jej pokoju i dwóch kubków na biurku − bolało.

Szedł, rozglądając się na boki. Lato było właściwie w pełni. Kiedyś o tej porze pewnie by tu razem spacerowali. Może aleją Waszyngtona, tak jak teraz? A może we dwójkę siedzieliby u niego w pokoju? A może…

– Małgosia! – usłyszał za sobą wołanie.

Odwrócił się. Jakiś chłopak, z wyglądu gimnazjalista, biegł w kierunku drobnej dziewczyny. Po chwili ją dogonił. Pocałowali się w policzki. Zupełnie jak on i Małgosia kilka lat temu. Maciek uśmiechnął się mimo woli, ale zaraz potem spoważniał. Czas płynął nieubłaganie.

Nie tylko gimnazjum, lecz także liceum należało już do przeszłości. Nawet Łocha, która choć nie była już jego nauczycielką polskiego, zasiadała w komisji maturalnej i ostatni pokaz swej wredoty dała podczas prezentacji, kiedy próbowała wyprowadzić Maćka z równowagi i sprawić, by się ośmieszył – ona również należała do przeszłości.

A przyszłość? Nabrał powietrza w płuca. Przyszłość pozostawała niewiadoma. W połowie alei Waszyngtona skręcił na teren ogródków działkowych. Mijał je szybkim krokiem. Gdy zbliżał się do wyjścia od strony Międzynarodowej, niemal już pędził. Coś gnało go do przodu. Sam nie wiedział co. A może wiedział, ale głupio było mu przed samym sobą przyznać się do tej słabostki? Po kwadransie był już na Saskiej. Stanął przed domem Małgosi i spojrzał w górę. Mimo upału wszystkie okna były zamknięte. Ewidentny znak, że mieszkanie jest puste.

* * *

– Chciałem zobaczyć się z twoim bratem – powiedział, gdy drzwi otworzyła mu Kinga.

Była jak zwykle zajęta czytaniem, bo w ręku miała jakąś książkę, dlatego nie pytając o nic, wpuściła Maćka do środka i wskazała pokój Kuby.

– Cześć – przywitał się, gdy wszedł tam po chwili.

Chłopak leżał na łóżku ze słuchawkami na uszach i telefonem w ręku. Jak inaczej wyglądali i Kuba, i jego pokój niż wtedy, gdy dawno temu, w czasach gimnazjalnych Maciek przyszedł tu na sylwestra.

– Cześć… – odparł Kuba i zmrużył oczy, jakby zastanawiał się, z kim ma do czynienia.

Załapał dopiero po chwili, gdy Maciek zadał pytanie. Błyskawicznie zerwał się z łóżka.

– Powiedz mi, co się stało między tobą a Małgosią… – zaczął Maciek, starając się zachować spokój.

– Nic, co by mogło ciebie interesować – odparł Kuba.

– Słuchaj… to jest ważne.

– Dla ciebie? Bo jesteś zazdrosny, tak? Bo sam nie umiałeś się do tego zabrać jak facet? Tylko pieprzyłeś jej o kwiatkach i motylkach…

– Pieprzysz to ty teraz – warknął Maciek. – Nie byłem taki jak ty, bo to ja wysłuchiwałem kazań jej ojca i to ja zostałem w swoim czasie pobity przez jej matkę. Jakbyś miał takie jazdy, to też byś…

– Zwalaj na matkę i ojca, a ja ci mówię, żeś pierdoła saska. Nie umiałeś się zabrać do dziewczyny.

– Ty umiałeś – kpiąco spytał Maciek.

– Umiałem.

– To gdzie teraz jest Małgosia?

– A co ciebie to obchodzi? Nie masz do niej żadnych praw.

– A ty masz? – spytał Maciek i spojrzał Kubie prosto w oczy.

Stali tak na wprost siebie w milczeniu. Kuba pierwszy spuścił wzrok.

– A co się właściwie stało?


PRAWO (1) GESETZ (1) RIGHT (1)

„Prawo to bardzo skomplikowana rzecz” – myślał Maciek, wracając pieszo do domu z Grochowskiej.

Nie pozwolił odwieźć się do domu ani ojcu Małgosi, ani Kamili. Chciał być sam, przeanalizować całą sytuację. A może to jego wina? Może wtedy nie powinien był wychodzić? Obrażać się? Może on coś źle zrobił? Choć z drugiej strony… wspomnienie niedbale ubranej Małgosi, męskiego T-shirtu i swetra na podłodze jej pokoju i dwóch kubków na biurku − bolało.

Szedł, rozglądając się na boki. Lato było właściwie w pełni. Kiedyś o tej porze pewnie by tu razem spacerowali. Może aleją Waszyngtona, tak jak teraz? A może we dwójkę siedzieliby u niego w pokoju? A może…

– Małgosia! – usłyszał za sobą wołanie.

Odwrócił się. Jakiś chłopak, z wyglądu gimnazjalista, biegł w kierunku drobnej dziewczyny. Po chwili ją dogonił. Pocałowali się w policzki. Zupełnie jak on i Małgosia kilka lat temu. Maciek uśmiechnął się mimo woli, ale zaraz potem spoważniał. Czas płynął nieubłaganie.

Nie tylko gimnazjum, lecz także liceum należało już do przeszłości. Nawet Łocha, która choć nie była już jego nauczycielką polskiego, zasiadała w komisji maturalnej i ostatni pokaz swej wredoty dała podczas prezentacji, kiedy próbowała wyprowadzić Maćka z równowagi i sprawić, by się ośmieszył – ona również należała do przeszłości.

A przyszłość? Nabrał powietrza w płuca. Przyszłość pozostawała niewiadoma. W połowie alei Waszyngtona skręcił na teren ogródków działkowych. Mijał je szybkim krokiem. Gdy zbliżał się do wyjścia od strony Międzynarodowej, niemal już pędził. Coś gnało go do przodu. Sam nie wiedział co. A może wiedział, ale głupio było mu przed samym sobą przyznać się do tej słabostki? Po kwadransie był już na Saskiej. Stanął przed domem Małgosi i spojrzał w górę. Mimo upału wszystkie okna były zamknięte. Ewidentny znak, że mieszkanie jest puste.

* * *

– Chciałem zobaczyć się z twoim bratem – powiedział, gdy drzwi otworzyła mu Kinga.

Była jak zwykle zajęta czytaniem, bo w ręku miała jakąś książkę, dlatego nie pytając o nic, wpuściła Maćka do środka i wskazała pokój Kuby.

– Cześć – przywitał się, gdy wszedł tam po chwili.

Chłopak leżał na łóżku ze słuchawkami na uszach i telefonem w ręku. Jak inaczej wyglądali i Kuba, i jego pokój niż wtedy, gdy dawno temu, w czasach gimnazjalnych Maciek przyszedł tu na sylwestra.

– Cześć… – odparł Kuba i zmrużył oczy, jakby zastanawiał się, z kim ma do czynienia.

Załapał dopiero po chwili, gdy Maciek zadał pytanie. Błyskawicznie zerwał się z łóżka.

– Powiedz mi, co się stało między tobą a Małgosią… – zaczął Maciek, starając się zachować spokój.

– Nic, co by mogło ciebie interesować – odparł Kuba.

– Słuchaj… to jest ważne.

– Dla ciebie? Bo jesteś zazdrosny, tak? Bo sam nie umiałeś się do tego zabrać jak facet? Tylko pieprzyłeś jej o kwiatkach i motylkach…

– Pieprzysz to ty teraz – warknął Maciek. – Nie byłem taki jak ty, bo to ja wysłuchiwałem kazań jej ojca i to ja zostałem w swoim czasie pobity przez jej matkę. Jakbyś miał takie jazdy, to też byś…

– Zwalaj na matkę i ojca, a ja ci mówię, żeś pierdoła saska. Nie umiałeś się zabrać do dziewczyny.

– Ty umiałeś – kpiąco spytał Maciek.

– Umiałem.

– To gdzie teraz jest Małgosia?

– A co ciebie to obchodzi? Nie masz do niej żadnych praw.

– A ty masz? – spytał Maciek i spojrzał Kubie prosto w oczy.

Stali tak na wprost siebie w milczeniu. Kuba pierwszy spuścił wzrok.

– A co się właściwie stało?