UCHODŹCA (2)
Wracał do domu rozbity, a w głowie miał pustkę. Jak rozmawiać z Mateuszem o biednej Miriam? Jak przemówić mu do rozsądku? Obiecywał sobie, że będzie spokojny, ale nerwy puściły, gdy tylko przekroczył próg mieszkania.
Mateusz rozmawiał przez telefon. Wystarczyły dwie minuty, by Marcin wiedział, że z Koprem, czyli Piotrkiem Koperskim, z którym przyjaźnił się od pierwszej klasy, a którego Marcin uważał za jego złego ducha. Rozmowa dotyczyła Miriam. Marcin usłyszał wszystkie te epitety, które dopiero co czytał na wydrukach pokazanych przez dyrektorkę. Już się nie hamował. Wpadł wściekły do pokoju Mateusza i wyrwawszy mu telefon, krzyknął:
– Skąd ci się to wzięło?! Natychmiast masz mi powiedzieć, skąd u ciebie takie słownictwo? – Choć starał się opanować, to miał ochotę rozszarpać smarkacza na kawałki. Zwłaszcza że Mateusz milczał. – Nie chcesz mówić? To idź sprzątnąć kuwetę. A potem marsz do pokoju i szlaban na komputer!
Mateusz powlókł się noga za nogą w kierunku łazienki. Był już w drzwiach, gdy dobiegł go głos wściekłego Marcina:
– A komórkę połóż w salonie.
Resztę wieczoru spędzili, milcząc. Marcin nie rozmawiał z Mateuszem. Czuł, że to nie w porządku, że powinien coś powiedzieć, bo bez tego Mateusz pójdzie do szkoły i zemści się na tej dziewczynce, ale kompletnie nie wiedział, co zrobić. Nalał do szklanki wody z cytryną i zamknął się w pokoju. Jak nazywał się ten bard, o którym mówiła dyrektorka? Belon? Dość szybko odnalazł w sieci kilka piosenek, potem jeszcze sygnowane Wolna Grupa Bukowina, potem jakieś Stare Dobre Małżeństwo, aż wreszcie natrafił na jedną, która okazała się wierszem Edwarda Stachury. Siedział załamany przed komputerem, czytał i słuchał. W głowie brzmiały mu słowa piosenki do wiersza Stachury, które mieszały się ze słowami dyrektorki: „Proszę to załatwić z głową”.
– Mateusz! – zawołał: – Chodź do mnie!
Gdy po chwili młodszy brat ze spuszczoną głową stanął w progu pokoju, podał mu do ręki telefon.
– Siadaj – powiedział, wskazując młodszemu bratu miejsce na swojej wersalce. – Nie będzie szlabanu na telefon ani na komputer. Przepraszam.
Mateusz spojrzał na starszego brata, nie kryjąc zdziwienia.
– Powiedz mi, czy ty czujesz się w jakiś sposób osaczony przez kogoś?
– Jak to osaczony?
– Chodzi mi o to, czy czujesz, że ktoś ci zabiera wolność?
– Szkoła.
– Ja nie mówię o szkole. Ja mówię o ludziach. Czy ta Miriam coś ci zrobiła? – Pytanie zawisło w próżni, bo Mateusz uparcie milczał. – Powiedz mi, czy ona jakoś cię napastuje? Gnębi? Wyśmiewa się z ciebie? Czy na przykład dokucza ci, że… na przykład nie masz mamy?
– Dlaczego miałaby mi dokuczać, że nie mam mamy?
– Bo dzieci czasem dokuczają z takich powodów. Dlatego chcę wiedzieć, co takiego ta dziewczynka ci zrobiła?
– Nic.
– To czemu ty robisz jej takie rzeczy? Skąd ci przyszło do głowy, że to nie jest Polka?
– No bo się tak nazywa…
– Słuchaj, Miriam to biblijne imię…
– Arabskie.
– Nie arabskie, a hebrajskie, jeśli już, czyli żydowskie.
– Żydzi do gazu! – powiedział Mateusz ze śmiertelną powagą.
W pokoju zapadła cisza.
– Coś ty powiedział? – Marcin jeszcze przez chwilę miał nadzieję, że się przesłyszał, ale Mateusz powtórzył dobitnie:
– Żydzi do gazu! – I bezczelnie popatrzył Marcinowi prosto w oczy.
– Czy ty wiesz, co ty mówisz? – spytał Marcin, a ponieważ młodszy brat milczał, więc po chwili dodał: – Wydawało mi się, że jesteś inteligentniejszy, a ty po prostu debil jesteś. Powiedz mi, gdzie ty słyszałeś takie zdania? Skąd ci się to wzięło?
Ale Mateusz milczał jak zaklęty.
– Słuchaj… chętnie pokazałbym ci niemieckie obozy zagłady, w których mordowano Żydów, ale wpuszczają tam od czternastego roku życia, bo u młodszych może to wywołać szok i histerię. Mogę ci pokazać w internecie film o Januszu Korczaku, który poszedł na śmierć z dziećmi z sierocińca. Pamiętasz książeczkę Kajtuś czarodziej, którą ci czytałem kilka lat temu?
Mateusz skinął głową.
– To on napisał. Żydami byli też Brzechwa i Tuwim, których wiersze uwielbiałeś. Powiedz mi, skąd ci się to wzięło? Kto ci wtłoczył do głowy takie słowa? Żydzi do gazu. To najstraszniejsza rzecz, jaką mogłeś powiedzieć. Mnie się płakać chce. Gdzie to usłyszałeś?
– Koper… Jego tata ciągle mówi, że wszystkiemu są winni Żydzi… – zaczął Mateusz.
Po chwili w ciągu dosłownie kilku minut Marcin poznał poglądy na świat pana Koperskiego. Okazało się, że to on stwierdził, że Miriam jest pewnie Żydówką lub Arabką, co wywnioskował na podstawie jej imienia, nazwiska oraz śniadej cery. To pan Koperski mówił, że największym zagrożeniem dla Europy są uchodźcy i trzeba się ich natychmiast wszystkich pozbyć i zacząć od takich Miriam. Dlaczego bardziej od Koperskiego małą Miriam gnębił Mateusz? Okazało się, że miał lepszy dostęp do komputera. Zaganiany ojciec, uczący się bracia nie kontrolowali tego, co chłopak tam wyprawiał, a jak się teraz okazało, gdy Marcin dokładnie przejrzał historię odwiedzanych przez młodszego brata stron, ten pod nieobecność dorosłych zdążył obejrzeć w sieci także kilka witryn porno. To między innymi stąd wzięło mu się określenie „lachociąg” czy „pałossaj”. I tak Marcin z minuty na minutę odkrywał coraz bardziej przerażającą prawdę.
Resztę popołudnia spędził, zakładając Mateuszowi na komputer blokadę rodzicielską i likwidując pozakładane przez jedenastolatka grupy szkalujące Miriam.
– Mateusz, są dwie możliwości… – powiedział, siadając wieczorem przy łóżku młodszego brata, który szykował się do snu. – Pierwsza jest taka, że poproszę o przeniesienie cię do innej klasy niż ta, w której jest Koperski, a ty nikomu nie powiesz dlaczego.
– A druga? – spytał Mateusz z nadzieją, że druga propozycja jest mniej drastyczna i nie podkopie jego przyjaźni z Koprem.
– Druga jest taka, że zmienisz szkołę. Oczywiście dojdzie do tego wtedy, kiedy komukolwiek powiesz, czemu zmieniłeś klasę. Tylko pamiętaj, że w tej nowej możesz zostać tak potraktowany jak Miriam. Przyjdziesz nowy, więc mogą wziąć cię za uchodźcę lub Żyda. W końcu Mateusz to też żydowskie imię.
– Żartujesz! – w głosie Mateusza było słychać przerażenie.
– Nie żartuję. Jestem śmiertelnie poważny. Możesz też się nasłuchać, że jesteś pedałem. Wiesz kto to, prawda? Pamiętam jak przy okazji ślimaków powiedziałeś, że Koperski w tej sprawie też już cię uświadomił.
– Ale dlaczego ma mnie ktoś nazwać pedałem? Dlaczego?! – wykrzyknął Mateusz bliski płaczu.
– A dlaczego ty nazywałeś Miriam arabską dziwką i lachociągiem?
Mateusz milczał. Odezwał się dopiero po chwili. Jego głos brzmiał inaczej niż wcześniej. Był cichy i błagalny.
– A jak przeproszę Miriam?
– Myślę, że przepraszanie Miriam tylko po to, by nadal przyjaźnić się z Koperskim, to słaby pomysł. Powinieneś przeprosić ją tylko wtedy, kiedy poczujesz, że tego chcesz. A nie dlatego, że uważasz, że musisz. Nie musisz. Ja cię z przepraszania Miriam zwalniam. I poproszę panią dyrektor, by też cię z tego zwolniła. A teraz posłuchaj tego – zakończył i zanim wyszedł z pokoju, włączył Mateuszowi na komputerze piosenkę do słów Edwarda Stachury, która zrobiła na nim dziś takie wrażenie.
Tekst: „Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba” rozbrzmiewał mu w uszach, gdy kwadrans później wysłał do dyrektor Zdzieszyńskiej esemesa: „Jestem po rozmowie. Mam informacje i propozycję. Marcin Niewiadomski”. Zdecydował się na esemesa, bo nie wiedział, czy o tak późnej porze powinien dzwonić. Dyrektorka oddzwoniła natychmiast. Rozmawiali krótko. Decyzja o tym, że Mateusz zmieni klasę, zapadła błyskawicznie. Marcin wziął na siebie rozmowę z ojcem. Umówili się, że powie mu, że chodzi o odizolowanie Mateusza od Koperskiego.
Gdy po północy zmęczony Marcin przewracał się w łóżku, próbując zasnąć, uświadomił sobie, że dyrektorkę czeka jeszcze rozmowa z panem Koperskim, i uśmiechnął się do siebie. Nagle poczuł się szczęśliwy i to tylko z tego powodu, że pojawiła się iskierka nadziei, że więcej tego faceta nie będzie oglądać.