ŁAWKA
– Małgosia! A drugie śniadanie? – dobiegł ją głos mamy, która wychyliła się z okna.
– Wzięłam! – odkrzyknęła i przyspieszyła kroku.
Mieszkała w starym bloku przy Saskiej. Z jej okien widać było kościół i kawałek ogródka jordanowskiego. Do szkoły miała pięć minut drogi, ale dziś wydawało jej się, że wędrówka trwa całe wieki. Dawno się tak nie denerwowała. Czekała niecierpliwie na pierwszy dzień w nowej szkole, ale jednocześnie bardzo się go obawiała. Bo z Kamilą niby przyjaźniły się od dawna. Nawet w lipcu były razem na obozie. No i obiecały sobie, że usiądą w jednej ławce, ale… pewien niepokój pozostał. Po pierwsze Kamila jeszcze nie wróciła z wakacji, a po drugie kto jeszcze trafi do ich klasy? Tego Małgosia nie wiedziała. Gimnazjum uchodziło za jedno z lepszych w dzielnicy. Położone u zbiegu ulic Zwycięzców i Międzynarodowej przyciągało młodzież z prawobrzeżnej Warszawy.
W klasie siedziało już kilka osób. Część znała z kościoła, z ulicy czy sklepów. Innych widziała po raz pierwszy. Rozejrzała się po sali.
Jej wzrok przykuł chłopiec, którego zapamiętała z osiedlowej biblioteki. Tak jak i ona wypożyczał dużo książek. Spojrzał w jej kierunku i się uśmiechnął. Wszyscy powoli zajmowali ławki i zanim Małgosia się zorientowała, została dla niej tylko pierwsza w środkowym rzędzie.
„Kamila nie będzie zbyt zadowolona” – pomyślała, siadając.
* * *
– Ty to pewnie jakiś kujon jesteś – usłyszała za plecami czyjś głos.
Odwróciła się. Przed nią stała brunetka ubrana w mini i pantofle na obcasach. Wyglądem zupełnie nie pasowała do reszty klasy.
– Dlaczego…? – Małgosia zaczęła pytanie, którego nie zdążyła dokończyć, bo dziewczyny najwyraźniej nie interesowało.
– Siedzisz w pierwszej ławce i nosisz okulary. A okularnicy to z reguły kujony.
Małgosia wzruszyła ramionami. Miała ochotę coś odpowiedzieć, ale zrezygnowała. Odezwał się za to chłopak, którego znała z biblioteki:
– A takie wydekoltowane panny w miniówkach to jakie są?
– Ty się lepiej, Maciek, nie odzywaj, bo powiem Krzyśkowi i ci wleje.
– Z twojego powodu? Wątpię. I tak cię nie lubi.
– Głupi jesteś!
– Sama jesteś głupia…
Kłótnia trwała dobrą chwilę i potrwałaby pewnie dłużej, gdyby w obronie Kaśki nie stanęli… chłopcy. Najwyraźniej nie potrafili ukryć zachwytów nad jej urodą. Jeden odsunął Kaśce krzesło. Drugi zaproponował, że z nią usiądzie w ławce. Trzeci zarzucił Maćkowi, że ten jest chamem. Ale Maciek zaśmiał się tylko pod nosem i wzruszył ramionami, a po chwili, machnąwszy ręką, poszedł na koniec klasy.
Ta wymiana zdań wystarczyła jednak, by Małgosia zorientowała się, że dziewczyna ma na imię Kaśka, a chłopak Maciek i że Maciek zna jakiegoś Krzyśka, z którym Kaśka chyba się spotyka. No i że ci dwoje dobrze się znają.
„Ech… – westchnęła i popatrzyła na Kaśkę z zazdrością. – Ta to ma mnóstwo adoratorów, a ja?” – pomyślała i obejrzała się. Uchwyciła pogardliwe spojrzenie Kaśki, więc skuliła się w sobie i wbiła wzrok w tablicę. W tym momencie otworzyły się drzwi i weszła nauczycielka.
* * *
– Witam was w nowym roku szkolnym. Nazywam się Barbara Czajka i, jak zapewne już wiecie, jestem waszą wychowawczynią – przedstawiła się nauczycielka, obserwując uważnie twarze uczniów. – Ci, którzy byli na rozpoczęciu roku szkolnego, mieli okazję mnie poznać. Pracuję w tej szkole już bardzo długo i wiem, że szybciej wy poznacie mnie, niż ja zapamiętam wasze imiona i nazwiska. Mam nadzieję, że mi w tym trochę pomożecie. Zrobimy tak: ja powiem parę słów o sobie, a wy napiszecie dla mnie wypracowanie. Na przyszły tydzień. To jedyne wypracowanie, z którego nie będę wstawiać do dziennika stopni poniżej czwórki. Temat, Moje wakacje. Chcę po prostu poznać, jak piszecie. Wprawdzie najbardziej lubię gramatykę i, jak twierdzą wasi starsi koledzy, gnębię uczniów słowotwórstwem i budową zdań, ale… Tak? Słucham cię? – spytała pani Czajka, zauważywszy, że Małgosia podniosła rękę.
– Czy mamy opisywać całe wakacje? Czy tylko jakąś ich część? W końcu wakacje to ponad dwa miesiące i…
– Chcę nie tylko zobaczyć, jak piszecie, lecz także lepiej was poznać – wyjaśniła pani Czajka. – Dlatego forma wypracowania jest dowolna. Może być ono listem do mnie. Może być listem do koleżanki. Może być opowiadaniem albo zwykłą relacją. Możecie zrelacjonować jakąś swoją wakacyjną przygodę. Piszcie tak, by sprawiło wam to przyjemność. Niech ta pierwsza praca będzie bardziej zabawą.
– A jak długie to ma być? – spytała Małgosia.
– Według waszego uznania – odparła pani Czajka, po czym powiedziała klasie, że ma nadzieję, że te trzy lata, które spędzą razem, będą dla wszystkich nie tylko pracowite, lecz także miłe.
– Kujon! – syknęła Kaśka w kierunku Małgosi, kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę, a pani Czajka opuściła klasę.
* * *
– Poczekaj! – usłyszała za plecami czyjś głos.
Obróciła się – biegł za nią Maciek.
– Nie przejmuj się Kaśką – powiedział, ciężko sapiąc.
– Nie przejmuję się – odparła.
Ale to nie była prawda. Przejmowała się. Zwłaszcza tym, że wszyscy chłopcy wpatrywali się w Kaśkę jak w obraz i chcieli siedzieć właśnie z nią. Nawet teraz, kiedy Małgosia wychodziła, widziała, że taki jeden czarnowłosy zaproponował Kaśce niesienie teczki. Zupełnie jak w jakiejś powieści z dziewiętnastego wieku.
Przez chwilę ona i Maciek szli w milczeniu. Pierwszy odezwał się chłopak:
– Chodziłem z nią do podstawówki. To kretynka.
– Ładna. Widziałam, jak chłopcy na nią patrzą.
– Eee. Tak ci się wydaje. A poza tym im wszystkim zaraz to minie. Za parę dni nikt nie będzie jej lubił. Wspomnisz moje słowa. Zapytaj Staśka czy Tomka.
– Którzy to?
– Ci, co siedzą za mną. Przyjaciele od przedszkola. Chodzili z nami do klasy. Mieszkają zresztą tu obok. – Pokazał ręką na teren za kościołem.
– A ja tu – powiedziała Małgosia, stając przed klatką swojego domu.
– Ja kawałek dalej – uściślił Maciek, ale nie ruszył się z miejsca.
Małgosia też nie. Zupełnie nie wiedziała, jak się zachować.
– Znam cię z biblioteki – przyznała po chwili i w tym momencie Maciek wykrzyknął:
– Właśnie! Czułem, że gdzieś już cię widziałem! – I chciał jeszcze coś dodać, ale Małgosię zawołała mama.
* * *
Następnego dnia pierwszą lekcją była godzina wychowawcza. Pani Czajka zarządziła wybór gospodarza klasy i skarbnika. Powiedziała, że zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszyscy się znają, ale takie organizacyjne rzeczy trzeba jak najszybciej załatwić.
– To ja chciałam zgłosić kandydaturę Kingi – odezwał się czyjś głos.
– A ty jesteś…?
– Ewa – przedstawiła się dziewczyna. Miała krótko przystrzyżone włosy i dwa dołeczki w buzi. – Kinga chodziła ze mną do klasy w podstawówce i była gospodarzem przez cztery lata. Ma wprawę.
– A czy Kinga chce? – spytała pani Czajka.
– Jak klasa zechce, to mogę być – odparła Kinga, a wszystkie oczy zwróciły się w jej kierunku.
– Czy ktoś zgłasza inną kandydaturę?
Odpowiedziała cisza.
– Wobec tego Kinga zostaje gospodarzem klasy. A co ze skarbnikiem?
Po tym pytaniu zapadło długie i kłopotliwe milczenie.
– Może ten, kto u nich w klasie był skarbnikiem? – dało się słyszeć głos spod okna.
Wszystkie oczy zwróciły się w tym kierunku. Brunet, który poprzedniego dnia niósł Kaśce teczkę do domu, wyraźnie kpił sobie z Kingi, Ewki oraz… pani Czajki.
– Pewnie nie chodzi do tej klasy, ale co tam…
– To może ty? – padło pytanie wychowawczyni, ale chłopak zaśmiał się i pogardliwie prychnąwszy, odparł:
– Mam ważniejsze sprawy na głowie.
– Ty jesteś…?
Pani Czajka patrzyła na ucznia, którego imię bezskutecznie próbowała sobie przypomnieć.
– Michał. A pani to… pani Barbara Czajka, jeśli się nie mylę – powiedział, udając, że tak jak i wychowawczyni szuka w pamięci jej nazwiska.
– Nie zachowujesz się zbyt elegancko.
– Bo to nie audiencja u króla – odparł chłopak i usiadł, głośno szurając krzesłem.
Przez chwilę w klasie panowała cisza. Przerwały ją dopiero ciche słowa pani Czajki.
– Od dziś moje lekcje będą dla ciebie jak audiencja. Na razie pozwalam ci na nich być. I radzę korzystać z tej łaski. Bo gdy cię z nich wyproszę, będziesz musiał przyjść do mnie z ojcem. Zrozumiano?
– Nie mam ojca.
– To z matką, babcią, ciocią czy innym prawnym opiekunem! – Pani Czajka była już wyraźnie zirytowana. – Czy to jest jasne?
– Tak.
– Proszę pani! – Małgosia podniosła rękę i jednym tchem wyrecytowała formułkę, o której myślała już dłuższą chwilę. – Chciałam zgłosić na skarbnika Kaśkę.
Może jak ona pierwsza wyciągnie do Kaśki rękę, wówczas Kaśka nie będzie się tak zachowywała? Tak jak na przykład rano, kiedy w szatni powiedziała: „Ooo! Widzę, że dziecinka ma kapciuszki”.
– Ja też mam ważniejsze sprawy, niż być jakimś tam skarbnikiem. A ty się nie podlizuj, bo nic ci z tego nie wyjdzie – prychnęła Kaśka.
Małgosia aż się skuliła, słysząc te słowa. Kaśka nie wydawała się jej już taka ładna. Z satysfakcją zauważyła, że dziewczyna ma cienkie włosy i szpecący pieprzyk na policzku.
– To jest szczyt wszystkiego! – obruszyła się pani Czajka. – Pierwsza godzina wychowawcza i wychodzi na to, że w tej klasie są same konfliktowe osoby. Ciebie, moja droga, nie rozumiem – zwróciła się do Kaśki. – Ubrałaś się nie jak do szkoły, ale jak na pokaz mody. Koleżanka wyciąga do ciebie rękę, pokazuje, że obdarzyła cię zaufaniem, a ty kopiesz ją w tę rękę. Coś niebywałego! Po tym zachowaniu powiem ci, że nawet jakbyś chciała pełnić funkcję skarbnika, nie zgodziłabym się na to. Tak więc wracamy do punktu wyjścia. Kto zostanie skarbnikiem? Są kandydatury? Albo chętni?
Wychowawczyni rozejrzała się po klasie.
– Widzę – odezwała się po chwili – że będę musiała losować. Niech więc skarbnikiem będzie ten, kto w dzienniku ma numer trzynaście. To jest… – przysunęła do siebie dziennik i zajrzała do listy – Michał… – Wbiła wzrok w chłopca, z którym dopiero co przeprowadziła niemiłą rozmowę.
– Ja na pewno nie jestem trzynasty! – zaprotestował brunet. – Jestem na początku listy.
– O Boże! Niejednemu psu Burek – zirytował się Maciek, ale nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo z ławki przed nim wstał jasny blondyn i odezwał się flegmatycznie:
– Może być.
– A to ci dwa Michały! – zawołała pani Czajka, a Maciek dodał:
– Biały i Czarny.
Klasa, usłyszawszy to, się zaśmiała. I tylko Michał, który przed chwilą ochrzczony został Czarnym, siedział naburmuszony w ławce.
– Mam nadzieję, że ta pierwsza godzina wychowawcza była ostatnią, podczas której zachowywaliście się w ten sposób – powiedziała pani Czajka. – Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania?
– Ja. – Małgosia podniosła rękę.
– Słucham?
– Kiedy dostaniemy legitymacje szkolne? Bo chciałam zapisać się do biblioteki, ale pani bibliotekarka mówiła, że mogę tylko z legitymacją…
– No i zniżka na autobus… – odezwał się inny głos.
– Ojej! – Pani Czajka zrobiła się czerwona na twarzy. – Przepraszam was. Zupełnie o tym zapomniałam. Mam wasze legitymacje w pokoju nauczycielskim. Zaraz je przyniosę – powiedziała i pospiesznie wyszła klasy.
– No tak. Książeczki, okularki, garb z tyłu zamiast piersi z przodu. Kujon! – zaśmiała się pogardliwie Kaśka i spojrzała na męską część klasy, szukając aprobaty.
Ale w tym momencie w Małgosi najwyraźniej coś pękło, bo wybuchła:
– Wolę mieć garba na plecach, okulary na nosie i być kujonem bez piersi niż tobą. Chamską i niekoleżeńską. Pasujesz do tego tam! – Wskazała głową Czarnego Michała. – Dwa zarozumiałe chamy.
Kaśka zaśmiała się pewna swego. Jednak od tej pory z dnia na dzień budziła coraz mniejszy zachwyt i zainteresowanie męskiej części klasy. Pewnie dlatego, że codziennie zachowywała się tak samo wyzywająco. Jedno było pewne – po tygodniu już nikt nie chciał z nią siedzieć. Słowa Maćka sprawdziły się szybciej, niż Małgosia przypuszczała.