×

我们使用cookies帮助改善LingQ。通过浏览本网站,表示你同意我们的 cookie 政策.


image

7 metrów pod ziemią, Czego NIE WIEDZĄ widzowie seriali? – 7 metrów pod ziemią (2)

Czego NIE WIEDZĄ widzowie seriali? – 7 metrów pod ziemią (2)

To jest to samo, tak. Stety, niestety,

ale to jest taka robota, to znaczy

kiedy mówimy "akcja",

aż do "stop", to rzeczywiście

to trwa 30 sekund,

40 sekund, tyle, ile trwa

scena. Natomiast

ustawienie tej sceny

to jest cały zespół ludzi, którzy

to robią. I to jest scenografia,

to jest światło, operator

to wszystko szykuje, oczywiście

jest cała inscenizacja, czyli reżyser

mówi, gdzie kto idzie i co

mówi. Poza tym jest jeszcze

kontynuacja, czyli jeżeli ktoś się napił herbaty

po słowie "i wtedy...",

to on musi się za każdym razem

w tym dublu, po "i wtedy...",

napić tej herbaty. A scenografia

musi mu tej herbaty później dolać, żeby

była taka sama...

I wszyscy tego pilnują, żeby wszystko się zgadzało.

Wszyscy tego pilnują, my mamy podgląd, czyli jest taki telewizorek,

na którym w czasie rzeczywistym

jest widać, co się dzieje,

jest on gdzieś indziej schowany, tak naprawdę,

wiesz, to jest śmieszne, ponieważ

jak oglądasz serial i później tak

widzisz, taka intymna scena,

czasami intymna w sensie dosłownym, całują się

albo idą do łóżka, ale jest

czasami intymna, dlatego że się sobie dwie przyjaciółki

zwierzają z jakichś bardzo

prywatnych i osobistych spraw,

i my myślimy, że one tak

sobie, tak się zwierzają i tak dalej,

a jakby rozszerzyć ten obrazek, a tam jest

tłum ludzi dookoła i tylko tak

o tyle ich dzieli, żeby

nie weszli w kadr...

Takie sekrety

teraz zdradziłam, ale

to tak jest właśnie bardzo mało

intymnie na planie.

Duże wyzwanie dla aktorów, żeby zapomnieć o

tych wszystkich osobach, które są...

Tak, tak, tym bardziej, że muszą jeszcze zagrać...

Czasami na przykład trzeba się zapłakać.

I teraz zapłacz.

Pięć razy.

W tym samym miejscu, wobec

tych wszystkich ludzi, którzy są dookoła.

I gdzieś tam poza kadrem

stoi sobie podgląd,

pod którym sobie siedzi

zespół charakteryzatorek,

zespół od kostiumów,

przecież ktoś musi obciągnąć bluzeczkę,

jeżeli się niechcący podniosła.

Jest do tego specjalna osoba?

Tak, jest pani, która u nas jest na planie...

Ja sam muszę wszystko tu...

Obciągnijmy sobie ładnie bluzeczki,

czy równo leżą.

No z sali zawsze biegnie, jest

charakteryzatorka, która przypudruje,

więc... Drugi reżyser,

który woła "akcja!",

to wcale nie reżyser

krzyczy "akcja", jeżeli mamy takie...

Czyli to nie on krzyczy, tak? Jego zastępca?

Drugi reżyser, tak.

Reżyser jest w innym miejscu zazwyczaj

niż drugi reżyser. Drugi reżyser jest

tam, gdzie są aktorzy,

a reżyser siedzi

przy podglądzie, a

podgląd nie może wejść w kadr, czyli jest

gdzieś indziej. Jest też takie

miejsce, gdzie siedzą dźwiękowcy.

I z kolei dźwiękowiec

ma kilka ścieżek dźwiękowych

i słyszy znacznie więcej niż

wszyscy inni i my jesteśmy

szczęśliwi, zadowoleni, że dubelek pięknie

nam poszedł, a dźwięk mówi...

...

No, że coś nam nie wyszło.

Coś tam weszło.

Nie wiem, samolot przeleciał. A on w tej innej ścieżce, bo mamy tych kilka

ścieżek, słyszał.

No i dubelek.

Ile osób pracuje przy takim serialu?

Może na przykładzie tego ostatniego, Usta usta?

Ile tam macie osób?

Dziesiątki, to znaczy kilkadziesiąt,

ponad stówę czasami, jeżeli

mamy statystów, przecież są sceny,

gdzie gramy w miejscach,

które mają udawać, że są miejscami

publicznymi. To znaczy są miejscami

publicznymi, ale scena ma

udawać. Jeżeli ktoś

ogląda później, to musi wyglądać naturalnie, czyli

jeżeli gramy w sklepie, to muszą

przechodzić klienci, musi

być ekspedientka, musi to

po prostu żyć.

Jeżeli będą tylko dwie aktorki,

które się przypadkowo spotkały

w sklepie z ciuchami, to

tak nie wygląda życie, więc

będziemy czuć wtedy surowość i sztuczność,

a w filmie starasz się

odtworzyć

kawałeczek życia. I zrobić to

tak realistycznie, żebyś uwierzyła w tę

historię, żebyś uwierzyła, że ona

naprawdę przeżywa to

rozstanie na przykład z kochankiem

i tak dalej. Bo inaczej się nie wzruszysz,

nie zaangażujesz się.

A też staramy się tak to zrobić, i zresztą

w tych postaciach, które mamy,

myślę, że wiele

osób i widzów znajdzie

dla siebie kogoś,

z kim się identyfikuje. Ja na przykład

znalazłam taką postać. I też

jakby oglądam i myślę sobie:

"ale dlaczego, przecież mogłaś

coś, tak zareagować inaczej

wobec swojego mężczyzny.

No, tak to działa.

No, ale to jest właśnie... Mimo że

ja wszystko to widzę dookoła,

wyobraź sobie, że potrafię

się popłakać na planie, jeżeli aktor

dobrze zagra

swoją scenę.

Czyli nie znieczulacie się na emocje, na to, co się dzieje.

Ja jestem straszna pod tym względem, ja mam po prostu tak

cieniutką warstewkę,

bo jestem tak po prostu,

wiesz, łatwo

jakby reaguję.

To dobrze, testujesz, czy

aktorzy stanęli na wysokości zadania.

Powiedziałaś, że

na planie nawet kilkadziesiąt osób pracuje.

No wyobrażam sobie, ile to kosztuje,

taki dzień zdjęciowy. Pewnie

mi nie powiesz, bo to tajemnica. Czy jednak możesz?

Nie powiem, bo tak naprawdę do końca nie wiem,

ale to są miliony.

Miliony?

Tak. Znaczy no jeżeli, wiesz, masz budżet filmów, to

już jest taka rzecz w miarę oficjalna,

no to to są zbliżone rzeczy, chociaż oczywiście

seriale robi się szybciej

i są przez to trochę tańsze.

Robi się z mniejszym rozmachem,

przez to są odrobinę tańsze, ale

zdecydowanie

to idzie w miliony.

I to pewnie sprowadza się do

takiego wyzwania, zadania, jakie

przed tobą stoi,

no żeby jak najwięcej

scen, rzeczy, poupychać

na jeden dzień zdjęciowy.

Co wy robicie, jakie macie sposoby na to,

żeby, no ten dzień zdjęciowy

właśnie, za te miliony, był

jak najbardziej efektywny?

To znaczy tak, najpierw się przygotowuje

kalendarzówkę. Kalendarzówka to jest taki plan,

kiedy gramy jakie sceny

i jest bardzo dokładnie

rozpisane...

Scenariusz

ma sceny, które są numerowane

i później w kalendarzówce

jest numer odcinka i numer

sceny i jest...

Czyli to nie jest chronologicznie?

Nie, zupełnie nie. To znaczy jednego dna, jeżeli mamy

serię, która... Bo teraz "Usta Usta" mają

sześć odcinków, czyli prawda jest

taka, że myśmy pierwszego dnia zdjęciowego

grali finał.

To ciekawe.

Musieliśmy zgrać obiekt,

bo gra się obiektami

i dostępnością aktorów.

To są dwa priorytety przy układaniu kalendarzówki.

Więc dlatego jest numer odcinka,

numer sceny, później jest

linijeczka, która określa gdzie się gra, i linijeczka

informacji, co - w skrócie -

dzieje się w tej scenie.

Później jest informacja, która to jest doba

w przebiegu, bądź noc, bo czasami

się wyciemnia i robi się noc przecież.

Która to jest doba, żeby

kontynuować strój, bo jeżeli

w pierwszym odcinku bohater

wyszedł w zielonym płaszczu i scenę

później wszedł do sklepu

w zielonym płaszczu, ale my tę scenę gramy

dwa miesiące później, to my musimy

pamiętać, że tutaj musimy dać mu ten sam

zielony płaszcz. I później jest numerek

jeszcze, w tej kalendarzówce, numerek

określający aktora. I my tam widzimy

kilka numerków, nie ma nazwisk,

tylko jest numerkami określone.

Ktoś, kto - myślę - z zewnątrz

nie mógł by zrozumieć takiego kwitu,

a w tym kwicie jest masa

bardzo precyzyjnie określonych informacji.

I nabijamy ten dzień zdjęciowy do granic

wytrzymałości ludzkiej, i...

I aktorskiej. I w dodatku nie możemy tego

przewalić. Nie możemy dłużej

grać niż zaplanowaliśmy,

bo następnego dnia od rana znowu

gramy, więc też...

to by miało konsekwencje,

a na przykład bardzo... Na planie pracy

nawet jest napisane, kiedy jest wschód słońca,

kiedy jest zachód słońca, jaka jest pogoda.

Dlatego że to bardzo wpływa

na sposób realizacji.

Wszystko ma znaczenie.

Tak.

A co w takiej sytuacji, zupełnie życiowej:

no macie zaplanowane wszystko co do szczegółu,

a tu jednak okazuje się, że jakiś aktor

na przykład się przeziębił

i być może nie może wystąpić albo

deszcz pada w scenie, gdzie

wy zaplanowaliście, że będzie słońce.

Co w takich sytuacjach? Jak sobie radzicie?

Aktorzy po prostu nie mogą chorować,

nie ma wyjścia, po prostu kocyk,

herbatka ciepła,

a na ujęciu zdejmujemy kocyk

i gramy, po prostu musimy.

Czyli poważnie nie ma w ogóle na to szans, nie ma przestrzeni.

Jeżeli mielibyśmy na to szansę,

żeby przenieść jakąś scenę...

Możemy na przykład w obrębie jednego dnia zdjęciowego,

możemy jakieś ruchy zrobić. Takie przypadki,

że aktorka miała lekki katar, co już

jest słyszalne, dlatego że ma już wtedy

nosowy troszkę głos.

No tak.

No to wtedy staramy się to jakoś

jakimiś lekarstwami ogólnodostępnymi

ratować ten głos, ale...

Aktorki po prostu, aktorzy,

mają ciężkie życie. Nie mogą chorować,

a jak zachorują, to grają chorzy.

Nie ma, że boli.

Nie ma, że boli.

Dlatego to jest ciężka praca naprawdę.

A co z pogodą?

Dzwonimy do Torunia.

Dzwonimy do Torunia i mówimy:

"proszę wyłączyć ten deszcz".

Albo: "proszę wyłączyć to słońce".

Czasami jest tak, że sam fakt, że

wyszło słońce na ujęciu...

Przeszkadza?

Na ujęciu potrafi wyjść.

Wiesz co, do pewnego stopnia. To znaczy

staramy się realistyczny serial zrobić, w którym jest

jakaś prawda o życiu. Czasami w życiu też wychodzi

słońce w trakcie, kiedy się rozmawia,

prawda? Więc jedynym kłopotem

to jest kontynuacja.

Czyli jeżeli robimy dubelek na jedną stronę i ten jest

w słońcu, a później robimy ustawienie z tej strony

i ten jest w cieniu, no to on nam się

kiepsko zmontuje.

Więc przeczekujemy, jeżeli

jest taka możliwość.

Po prostu.

Mówiłaś o tym,

jak wiele rzeczy, jak wiele szczegółów

trzeba tam dopilnować,

żeby te wszystkie sceny później na montażu się

montowały, ale na pewno

pojawiają się - mimo wszystko -

wpadki.

Jakie masz w pamięci wpadki? Chociażby na przykładzie

serialu "Usta Usta".

Mieliśmy taką historię,

że Krzysztof, czyli Marcin Perchuć,

dostał mandat, dostał list, no i tam miał, że

dostał cztery punkty za przekroczenie

prędkości i wtedy będzie miał taką

ilość punktów karnych, że mu już odbiorą

prawo jazdy. I on krzyczał:

"Co to? Co to? Będę miał

22 punkty, zabiorą mi prawo jazdy".

I nagraliśmy tę scenę w ten sposób.

I wszyscy na planie to słyszeli. Myśmy później

to bardzo wiele razy powtarzali, no bo

to było na niego, na nią, na ogólny.

A potem na montażu zmontowaliśmy, a potem

na kolaudacji oglądaliśmy, a potem

jeszcze jedną kolaudację mieliśmy, bo najpierw

była zoomowa, a później była zwykła.

I dopiero, już tam nie wiem, chyba setna

osoba na kolaudacji,

bardzo ważny pan dyrektor,

powiedział:

"Ale przecież przepisy się zmieniły

i teraz trzeba mieć 24 punkty"...

No tak.

I my musieliśmy dograć

postsynchrony, czyli musieliśmy

zaprosić Marcina Perchucia,

który powiedział, że "będę miał dwadzieścia...".

Czyli sam dźwięk wtedy?

Sam dźwięk się wtedy dogrywa. Przemontowuje

się obrazek w taki sposób,

żeby kiedy mówi...

Bo słowo "dwadzieścia dwa"

a "dwadzieścia pięć" inaczej się

buzia układa, więc nie możemy

tego obrazka włożyć, ale dźwięk możemy

włożyć, no więc jest na ramię drugiej

osoby, w sensie na aktorkę,

z którą grał, czyli Magdę Walach w tym przypadku.

I wtedy nie widać tych ust.

A z dźwięku słyszymy, tak.

No i się udało.

Tak się robi.

Dużo mieliście wyzwań? Dużo ty miałaś wyzwań

podczas tego serialu?

Takie największe, z jakim

musiałaś się mierzyć.

Wiesz co, no sceny niektóre były

fizycznie wyczerpujące.

To jest na pewno duże wyzwanie.

Trzeba mieć megakondycję

w tym zawodzie, trzeba być po prostu

zdrowym, mieć krzepę i wytrzymywać, dlatego że

dzień zdjęciowy to jest kilkanaście

godzin pracy od rana do wieczora.

I, no, czasami w nocy się pracuje

na zasadzie, że zaczynasz o 20

i kończysz o 8 rano.

I musisz być przez cały ten czas

na bardzo wysokim takim

poziomie koncentracji, skupienia i cały czas

pracujesz i cały czas pilnujesz wszystkich tych

szczegółów itd. W nocy przecież

naturalną koleją rzeczy obniża ci się troszkę to, nawet

jeżeli jesteś na 50 kawach itd.,

a też nie możesz przesadzić.

Więc wydaje mi się, że to były

trudne rzeczy. Myśmy nie mieli wcale

tak dużo scen kaskaderskich, chociaż

jak będziecie oglądać ten serial, co was zachęcam,

to może zobaczycie

jakieś sceny, że...

Mamy tam jedną bardzo

fajną, do której... I to w dodatku

robiliśmy ją na początku

całych... całego okresu zdjęciowego.

To była pierwsza scena, gdzie potrzebowaliśmy

kaskadera, gdzie

była krew, lało się.

I...

No i wtedy to są trudne sceny.

I to są wymagające rzeczy?

Wiesz co, jakie krwi nie jest aż takie wymagające

i na szczęście udało nam się cudownie to

zrobić, dlatego że nam się aż tak

na ujęciu cudownie rozlewa. To był wypadek

jednej z postaci.

I "cudownie" mówię dlatego, że...

No właśnie jak to w ogóle brzmi...

Cudownie się rozlewa.

To byliśmy wszyscy zachwyceni, po prostu

oglądaliśmy, jak pięknie nam się na ujęciu

rozlała krew. Ponieważ

chcemy, wiesz, piłujesz

emocje, to znaczy to ma chwycić

za serce.

I to chwytało za serce, nawet

w takich technicznych okolicznościach,

gdzie rzeczywiście,


Czego NIE WIEDZĄ widzowie seriali? – 7 metrów pod ziemią (2) Was wissen die Zuschauer der Serie NICHT? - 7 Meter unter der Erde (2)

To jest to samo, tak. Stety, niestety,

ale to jest taka robota, to znaczy

kiedy mówimy "akcja",

aż do "stop", to rzeczywiście

to trwa 30 sekund,

40 sekund, tyle, ile trwa

scena. Natomiast

ustawienie tej sceny

to jest cały zespół ludzi, którzy

to robią. I to jest scenografia,

to jest światło, operator

to wszystko szykuje, oczywiście

jest cała inscenizacja, czyli reżyser

mówi, gdzie kto idzie i co

mówi. Poza tym jest jeszcze

kontynuacja, czyli jeżeli ktoś się napił herbaty

po słowie "i wtedy...",

to on musi się za każdym razem

w tym dublu, po "i wtedy...",

napić tej herbaty. A scenografia

musi mu tej herbaty później dolać, żeby

była taka sama...

I wszyscy tego pilnują, żeby wszystko się zgadzało.

Wszyscy tego pilnują, my mamy podgląd, czyli jest taki telewizorek,

na którym w czasie rzeczywistym

jest widać, co się dzieje,

jest on gdzieś indziej schowany, tak naprawdę,

wiesz, to jest śmieszne, ponieważ

jak oglądasz serial i później tak

widzisz, taka intymna scena,

czasami intymna w sensie dosłownym, całują się

albo idą do łóżka, ale jest

czasami intymna, dlatego że się sobie dwie przyjaciółki

zwierzają z jakichś bardzo

prywatnych i osobistych spraw,

i my myślimy, że one tak

sobie, tak się zwierzają i tak dalej,

a jakby rozszerzyć ten obrazek, a tam jest

tłum ludzi dookoła i tylko tak

o tyle ich dzieli, żeby

nie weszli w kadr...

Takie sekrety

teraz zdradziłam, ale

to tak jest właśnie bardzo mało

intymnie na planie.

Duże wyzwanie dla aktorów, żeby zapomnieć o

tych wszystkich osobach, które są...

Tak, tak, tym bardziej, że muszą jeszcze zagrać...

Czasami na przykład trzeba się zapłakać.

I teraz zapłacz.

Pięć razy.

W tym samym miejscu, wobec

tych wszystkich ludzi, którzy są dookoła.

I gdzieś tam poza kadrem

stoi sobie podgląd,

pod którym sobie siedzi

zespół charakteryzatorek,

zespół od kostiumów,

przecież ktoś musi obciągnąć bluzeczkę,

jeżeli się niechcący podniosła.

Jest do tego specjalna osoba?

Tak, jest pani, która u nas jest na planie...

Ja sam muszę wszystko tu...

Obciągnijmy sobie ładnie bluzeczki,

czy równo leżą.

No z sali zawsze biegnie, jest

charakteryzatorka, która przypudruje,

więc... Drugi reżyser,

który woła "akcja!",

to wcale nie reżyser

krzyczy "akcja", jeżeli mamy takie...

Czyli to nie on krzyczy, tak? Jego zastępca?

Drugi reżyser, tak.

Reżyser jest w innym miejscu zazwyczaj

niż drugi reżyser. Drugi reżyser jest

tam, gdzie są aktorzy,

a reżyser siedzi

przy podglądzie, a

podgląd nie może wejść w kadr, czyli jest

gdzieś indziej. Jest też takie

miejsce, gdzie siedzą dźwiękowcy.

I z kolei dźwiękowiec

ma kilka ścieżek dźwiękowych

i słyszy znacznie więcej niż

wszyscy inni i my jesteśmy

szczęśliwi, zadowoleni, że dubelek pięknie

nam poszedł, a dźwięk mówi...

...

No, że coś nam nie wyszło.

Coś tam weszło.

Nie wiem, samolot przeleciał. A on w tej innej ścieżce, bo mamy tych kilka

ścieżek, słyszał.

No i dubelek.

Ile osób pracuje przy takim serialu?

Może na przykładzie tego ostatniego, Usta usta?

Ile tam macie osób?

Dziesiątki, to znaczy kilkadziesiąt,

ponad stówę czasami, jeżeli

mamy statystów, przecież są sceny,

gdzie gramy w miejscach,

które mają udawać, że są miejscami

publicznymi. To znaczy są miejscami

publicznymi, ale scena ma

udawać. Jeżeli ktoś

ogląda później, to musi wyglądać naturalnie, czyli

jeżeli gramy w sklepie, to muszą

przechodzić klienci, musi

być ekspedientka, musi to

po prostu żyć.

Jeżeli będą tylko dwie aktorki,

które się przypadkowo spotkały

w sklepie z ciuchami, to

tak nie wygląda życie, więc

będziemy czuć wtedy surowość i sztuczność,

a w filmie starasz się

odtworzyć

kawałeczek życia. I zrobić to

tak realistycznie, żebyś uwierzyła w tę

historię, żebyś uwierzyła, że ona

naprawdę przeżywa to

rozstanie na przykład z kochankiem

i tak dalej. Bo inaczej się nie wzruszysz,

nie zaangażujesz się.

A też staramy się tak to zrobić, i zresztą

w tych postaciach, które mamy,

myślę, że wiele

osób i widzów znajdzie

dla siebie kogoś,

z kim się identyfikuje. Ja na przykład

znalazłam taką postać. I też

jakby oglądam i myślę sobie:

"ale dlaczego, przecież mogłaś

coś, tak zareagować inaczej

wobec swojego mężczyzny.

No, tak to działa.

No, ale to jest właśnie... Mimo że

ja wszystko to widzę dookoła,

wyobraź sobie, że potrafię

się popłakać na planie, jeżeli aktor

dobrze zagra

swoją scenę.

Czyli nie znieczulacie się na emocje, na to, co się dzieje.

Ja jestem straszna pod tym względem, ja mam po prostu tak

cieniutką warstewkę,

bo jestem tak po prostu,

wiesz, łatwo

jakby reaguję.

To dobrze, testujesz, czy

aktorzy stanęli na wysokości zadania.

Powiedziałaś, że

na planie nawet kilkadziesiąt osób pracuje.

No wyobrażam sobie, ile to kosztuje,

taki dzień zdjęciowy. Pewnie

mi nie powiesz, bo to tajemnica. Czy jednak możesz?

Nie powiem, bo tak naprawdę do końca nie wiem,

ale to są miliony.

Miliony?

Tak. Znaczy no jeżeli, wiesz, masz budżet filmów, to

już jest taka rzecz w miarę oficjalna,

no to to są zbliżone rzeczy, chociaż oczywiście

seriale robi się szybciej

i są przez to trochę tańsze.

Robi się z mniejszym rozmachem,

przez to są odrobinę tańsze, ale

zdecydowanie

to idzie w miliony.

I to pewnie sprowadza się do

takiego wyzwania, zadania, jakie

przed tobą stoi,

no żeby jak najwięcej

scen, rzeczy, poupychać

na jeden dzień zdjęciowy.

Co wy robicie, jakie macie sposoby na to,

żeby, no ten dzień zdjęciowy

właśnie, za te miliony, był

jak najbardziej efektywny?

To znaczy tak, najpierw się przygotowuje

kalendarzówkę. Kalendarzówka to jest taki plan,

kiedy gramy jakie sceny

i jest bardzo dokładnie

rozpisane...

Scenariusz

ma sceny, które są numerowane

i później w kalendarzówce

jest numer odcinka i numer

sceny i jest...

Czyli to nie jest chronologicznie?

Nie, zupełnie nie. To znaczy jednego dna, jeżeli mamy

serię, która... Bo teraz "Usta Usta" mają

sześć odcinków, czyli prawda jest

taka, że myśmy pierwszego dnia zdjęciowego

grali finał.

To ciekawe.

Musieliśmy zgrać obiekt,

bo gra się obiektami

i dostępnością aktorów.

To są dwa priorytety przy układaniu kalendarzówki.

Więc dlatego jest numer odcinka,

numer sceny, później jest

linijeczka, która określa gdzie się gra, i linijeczka

informacji, co - w skrócie -

dzieje się w tej scenie.

Później jest informacja, która to jest doba

w przebiegu, bądź noc, bo czasami

się wyciemnia i robi się noc przecież.

Która to jest doba, żeby

kontynuować strój, bo jeżeli

w pierwszym odcinku bohater

wyszedł w zielonym płaszczu i scenę

później wszedł do sklepu

w zielonym płaszczu, ale my tę scenę gramy

dwa miesiące później, to my musimy

pamiętać, że tutaj musimy dać mu ten sam

zielony płaszcz. I później jest numerek

jeszcze, w tej kalendarzówce, numerek

określający aktora. I my tam widzimy

kilka numerków, nie ma nazwisk,

tylko jest numerkami określone.

Ktoś, kto - myślę - z zewnątrz

nie mógł by zrozumieć takiego kwitu,

a w tym kwicie jest masa

bardzo precyzyjnie określonych informacji.

I nabijamy ten dzień zdjęciowy do granic

wytrzymałości ludzkiej, i...

I aktorskiej. I w dodatku nie możemy tego

przewalić. Nie możemy dłużej

grać niż zaplanowaliśmy,

bo następnego dnia od rana znowu

gramy, więc też...

to by miało konsekwencje,

a na przykład bardzo... Na planie pracy

nawet jest napisane, kiedy jest wschód słońca,

kiedy jest zachód słońca, jaka jest pogoda.

Dlatego że to bardzo wpływa

na sposób realizacji.

Wszystko ma znaczenie.

Tak.

A co w takiej sytuacji, zupełnie życiowej:

no macie zaplanowane wszystko co do szczegółu,

a tu jednak okazuje się, że jakiś aktor

na przykład się przeziębił

i być może nie może wystąpić albo

deszcz pada w scenie, gdzie

wy zaplanowaliście, że będzie słońce.

Co w takich sytuacjach? Jak sobie radzicie?

Aktorzy po prostu nie mogą chorować,

nie ma wyjścia, po prostu kocyk,

herbatka ciepła,

a na ujęciu zdejmujemy kocyk

i gramy, po prostu musimy.

Czyli poważnie nie ma w ogóle na to szans, nie ma przestrzeni.

Jeżeli mielibyśmy na to szansę,

żeby przenieść jakąś scenę...

Możemy na przykład w obrębie jednego dnia zdjęciowego,

możemy jakieś ruchy zrobić. Takie przypadki,

że aktorka miała lekki katar, co już

jest słyszalne, dlatego że ma już wtedy

nosowy troszkę głos.

No tak.

No to wtedy staramy się to jakoś

jakimiś lekarstwami ogólnodostępnymi

ratować ten głos, ale...

Aktorki po prostu, aktorzy,

mają ciężkie życie. Nie mogą chorować,

a jak zachorują, to grają chorzy.

Nie ma, że boli.

Nie ma, że boli.

Dlatego to jest ciężka praca naprawdę.

A co z pogodą?

Dzwonimy do Torunia.

Dzwonimy do Torunia i mówimy:

"proszę wyłączyć ten deszcz".

Albo: "proszę wyłączyć to słońce".

Czasami jest tak, że sam fakt, że

wyszło słońce na ujęciu...

Przeszkadza?

Na ujęciu potrafi wyjść.

Wiesz co, do pewnego stopnia. To znaczy

staramy się realistyczny serial zrobić, w którym jest

jakaś prawda o życiu. Czasami w życiu też wychodzi

słońce w trakcie, kiedy się rozmawia,

prawda? Więc jedynym kłopotem

to jest kontynuacja.

Czyli jeżeli robimy dubelek na jedną stronę i ten jest

w słońcu, a później robimy ustawienie z tej strony

i ten jest w cieniu, no to on nam się

kiepsko zmontuje.

Więc przeczekujemy, jeżeli

jest taka możliwość.

Po prostu.

Mówiłaś o tym,

jak wiele rzeczy, jak wiele szczegółów

trzeba tam dopilnować,

żeby te wszystkie sceny później na montażu się

montowały, ale na pewno

pojawiają się - mimo wszystko -

wpadki.

Jakie masz w pamięci wpadki? Chociażby na przykładzie

serialu "Usta Usta".

Mieliśmy taką historię,

że Krzysztof, czyli Marcin Perchuć,

dostał mandat, dostał list, no i tam miał, że

dostał cztery punkty za przekroczenie

prędkości i wtedy będzie miał taką

ilość punktów karnych, że mu już odbiorą

prawo jazdy. I on krzyczał:

"Co to? Co to? Będę miał

22 punkty, zabiorą mi prawo jazdy".

I nagraliśmy tę scenę w ten sposób.

I wszyscy na planie to słyszeli. Myśmy później

to bardzo wiele razy powtarzali, no bo

to było na niego, na nią, na ogólny.

A potem na montażu zmontowaliśmy, a potem

na kolaudacji oglądaliśmy, a potem

jeszcze jedną kolaudację mieliśmy, bo najpierw

była zoomowa, a później była zwykła.

I dopiero, już tam nie wiem, chyba setna

osoba na kolaudacji,

bardzo ważny pan dyrektor,

powiedział:

"Ale przecież przepisy się zmieniły

i teraz trzeba mieć 24 punkty"...

No tak.

I my musieliśmy dograć

postsynchrony, czyli musieliśmy

zaprosić Marcina Perchucia,

który powiedział, że "będę miał dwadzieścia...".

Czyli sam dźwięk wtedy?

Sam dźwięk się wtedy dogrywa. Przemontowuje

się obrazek w taki sposób,

żeby kiedy mówi...

Bo słowo "dwadzieścia dwa"

a "dwadzieścia pięć" inaczej się

buzia układa, więc nie możemy

tego obrazka włożyć, ale dźwięk możemy

włożyć, no więc jest na ramię drugiej

osoby, w sensie na aktorkę,

z którą grał, czyli Magdę Walach w tym przypadku.

I wtedy nie widać tych ust.

A z dźwięku słyszymy, tak.

No i się udało.

Tak się robi.

Dużo mieliście wyzwań? Dużo ty miałaś wyzwań

podczas tego serialu?

Takie największe, z jakim

musiałaś się mierzyć.

Wiesz co, no sceny niektóre były

fizycznie wyczerpujące.

To jest na pewno duże wyzwanie.

Trzeba mieć megakondycję

w tym zawodzie, trzeba być po prostu

zdrowym, mieć krzepę i wytrzymywać, dlatego że

dzień zdjęciowy to jest kilkanaście

godzin pracy od rana do wieczora.

I, no, czasami w nocy się pracuje

na zasadzie, że zaczynasz o 20

i kończysz o 8 rano.

I musisz być przez cały ten czas

na bardzo wysokim takim

poziomie koncentracji, skupienia i cały czas

pracujesz i cały czas pilnujesz wszystkich tych

szczegółów itd. W nocy przecież

naturalną koleją rzeczy obniża ci się troszkę to, nawet

jeżeli jesteś na 50 kawach itd.,

a też nie możesz przesadzić.

Więc wydaje mi się, że to były

trudne rzeczy. Myśmy nie mieli wcale

tak dużo scen kaskaderskich, chociaż

jak będziecie oglądać ten serial, co was zachęcam,

to może zobaczycie

jakieś sceny, że...

Mamy tam jedną bardzo

fajną, do której... I to w dodatku

robiliśmy ją na początku

całych... całego okresu zdjęciowego.

To była pierwsza scena, gdzie potrzebowaliśmy

kaskadera, gdzie

była krew, lało się.

I...

No i wtedy to są trudne sceny.

I to są wymagające rzeczy?

Wiesz co, jakie krwi nie jest aż takie wymagające

i na szczęście udało nam się cudownie to

zrobić, dlatego że nam się aż tak

na ujęciu cudownie rozlewa. To był wypadek

jednej z postaci.

I "cudownie" mówię dlatego, że...

No właśnie jak to w ogóle brzmi...

Cudownie się rozlewa.

To byliśmy wszyscy zachwyceni, po prostu

oglądaliśmy, jak pięknie nam się na ujęciu

rozlała krew. Ponieważ

chcemy, wiesz, piłujesz

emocje, to znaczy to ma chwycić

za serce.

I to chwytało za serce, nawet

w takich technicznych okolicznościach,

gdzie rzeczywiście,