×

我们使用cookies帮助改善LingQ。通过浏览本网站,表示你同意我们的 cookie 政策.


image

7 metrów pod ziemią, ARKADIUSZ KRASKA. O życiu za kratami i nowym życiu na wolności – 7 met... (2)

ARKADIUSZ KRASKA. O życiu za kratami i nowym życiu na wolności – 7 met... (2)

ale mówią. A ja mam dalej gnić

w więzieniu. No nie, no. Co to ma być w ogóle, kurde.

I to jeszcze bardziej to mnie napędziło, że nie, no słuchajcie.

Ja nie będę się w ogóle z wami teraz cackał.

Kurde, i to już było... Ale to było też...

Ja musiałem sobie zdać sprawę, że byłem sam.

Jeszcze byłem młodym człowiekiem, kurde, co nie? Bo to...

Wtedy miałeś 26 lat.

Tak. I mówię, i tu musiałem sobie

naprawdę, ale to już nie było wyjścia.

To już mówię nie, takie rzeczy, to już przegięcie pały jest, co nie?

I trzeci najgorszy moment?

No i trzeci najgorszy moment, 2011 rok,

kiedy zacząłem pisać już, kurczę,

wnioski do sądów o ponowienie rozprawy, sam

zacząłem pisać, później adwokat,

z którym jestem już tyle lat, się przyłączył, też zaczął pisać.

Sprawa zaczęła już być nagłaśniana, zaczęło się już o tym głośno mówić

w więzieniu. I wtedy właśnie osoby tutaj zamieszane w tą sprawę, no czuły się bardzo

zagrożone. Naprawdę bardzo zagrożone.

I zaczęły być co do mnie naprawdę

ostre ataki robione. I nie dość, że napisy gdzieś tam jakieś wulgarne,

groźby, że jestem zabity, jakieś tam inne rzeczy, że kogoś tam wynajęli.

Ale gdzie takie napisy się pojawiały?

Na ścianach, na poczekalniach różnych,

I to były wyryte

jakimś gwoździem czy czymś, żeby

po prostu nikt tego nie mógł zamalować czy coś.

To po prostu już taka perfidia szła, gdzieś tam nasyłali

za jakieś tam narkotyki kogoś, kurde, żeby gdzieś ktoś mnie atakował, ubliżał, żeby mnie ktoś sprowokował.

To już po prostu była fala tego. To po prostu ojejka, mówię, no nie, no nie wierzę.

No ale to już wiadomo - uderz w stół, a nożycie się odezwą, co nie? Także

Także tak to zadziałało. No i później ten pierwszy reportaż, "Kobiety i mafia",

co powstał. No to jak to już się ukazało, to już mówię, to już wtedy

to już była lawina tego wszystkiego, co nie?

A kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, poczułeś, że

jest, no, realna nadzieja, że wyjdziesz?

No ten moment cały czas trwał. No mówię,

z biegiem lat to było zawsze takie, kurde,

marzenie ściętej głowy, że człowiek gdzieś tam wierzył w to, ale

gdzieś to tam gasło. Bardzo, bardzo gasło życie. Bo to życie zgasło

we mnie, to nie ma co mówić. Teraz, żeby dojść do normalności, naprawdę, to

jest... No, jeszcze nie doszedłem. I chyba jeszcze dużo lat mi to zajmie, żeby normalnie

wyprostować gdzieś tam się emocjonalnie czy jakoś, bo naprawdę,

spustoszenie w organizmie to zrobiło u mnie straszne.

Ale wierzyłeś cały czas, tak? Że jednak wyjdziesz? Ile dokładnie siedziałeś?

19 lat, 7 miesięcy i 6 dni.

Wiesz dokładnie?

Tak. No bo to się liczy, no niestety,

to jest moja krzywda, tak? 19 lat,

7 miesięcy i 6 dni

nie wychowywałem mojego dzieciaka, co nie? Także to dla mnie,

to było dla mnie najgorsze, co nie?

Jak wyglądał dzień, kiedy ty wyszedłeś na wolność?

Kurde. To szał, to był po prostu

szał, niedowierzenie. Ja to nie wierzyłem. To znaczy do tej pory mi ciężko jest uwierzyć,

kurczę, bo wiecie no, 20 lat

tam byłem i te półtora roku, gdzie tu jestem, to

niczego na razie w głowie nie zmieni, to cały czas gdzieś tam więzienie, naprawdę,

wykuło gdzieś tam w głowie.

No ale świat się zmienił.

Świat się zmienił, no wszystko się zmieniło.

Ilość w ogóle samochodów. No miasta się rozbudowały.

Jak byłem kiedyś, jak przyjeżdżałem na mecze do Warszawy na Legię,

no to było szaro, ponuro. Tak samo jak był Szczecin szary, ponury. A teraz,

jak przyjechałem tutaj do Warszawy po tylu latach, to naprawdę

robi wrażenie. To bez dwóch zdań, człowiek nie słodzi, ale jest taka prawda,

że robi wrażenie to wszystko.

Tak samo w Szczecinie, co nie? Miasto się rozbudowało. Miało 250 tysięcy,

a teraz ma pół miliona. To mówię, przez 20 lat to tak szybko?

Ty nie wychodziłeś na przepustki?

Nie, w ogóle, nic.

W ogóle nic kompletnie. Ja to...

no mówię to jeszcze raz,

jakim człowiekiem jestem. Proponowano też gdzieś mi, żebym o jakieś ułaskawienie gdzieś tam napisał

do prezydenta czy coś. No to dla mnie to jest obraza.

Obraza dla mnie to jest. To ja wolę zdechnąć w więzieniu. Przecież ja nie będę

dlatego, żeby wyjść na wolność,

to ja mam się do czegoś przyznać, czego nie zrobiłem, aby tylko na wolność wyjść?

Obraza w tym sensie, że wtedy musiałbyś się przyznać do winy?

Oczywiście. No ludzie, przecież, no nie, to ja wolę zdechnąć w więzieniu.

Tu nie ma dyskusji jakiejkolwiek. Bo tu już nie chodzi o mnie.

Tu chodzi właśnie o mojego syna, o wnuki, w ogóle o rodzinę,

o dzieci mojej siostry, które przez te zarzuty

niesłuszne nie będą mogły się kształcić na, nie wiem, na jakiegoś sędziego,

gdyby chciały, czy na jakiegoś policjanta.

Czy agenta jakiegoś. No to już nie, droga zamknięta. Dlatego że ktoś sobie

zadecydował niesłusznie. A tak nie może być. Dlatego tutaj nie ma dyskusji.

Okej. Wróćmy do tego twojego wyjścia już na wolność, do powrotu do nowej rzeczywistości.

Miałeś jakieś kłopoty, problemy, żeby się zaadaptować do tej

nowej rzeczywistości? Na czym one polegają, na czym polegały?

Jak to jest wyjść po 20 latach?

To ja wam powiem tak, żeby ktoś zrozumiał

to wszystko, no.

W więzieniu jest dana ilość kolorów.

Funkcjonariusz, czyli mundur,

my własne tam ubiory, znaczy te więzienne.

Ściany tak samo wyglądają. I przez 20 lat patrzysz na te kolory. I wychodząc z więzienia,

widzisz całkiem inne kolory. Multum innych.

Głowa szaleje, na wymioty zbiera, po prostu...

Nawet do tego stopnia?

Oczywiście. Cały czas tak jest. Widzisz, jak za szybko gdzieś mi coś się rusza,

to od razu takie jakby, kurde, choroba lokomocyjna, co nie? Ale to jest spowodowane dlatego, że człowiek

był cały czas w jednym miejscu.

Na celi sam siedziałem przez pięć i pół roku, później na dwuosobowej celi

siedziałem. Także, no jakby nie patrzeć, to mała ilość osób, mało tego wszystkiego. A teraz multum.

I po prostu głowa tego nie przerabia.

No tak. to jest jedna rzecz. Technologia.

No, technologia to jest druga. To też jest masakra.

Z telefonem już tam obsługuję trochę, chociaż

z tymi mailami jeszcze mam problem czy jakieś inne, to zawsze żona

za mnie to robi. Oczywiście krzyczy, ale to żebym się nauczył w końcu.

Yhm.

Z jakimś komputerem to w ogóle nie ruszam się do tego, bo

w ogóle nie mam zielonego pojęcia, co i jak to wszystko tam wygląda

i co tam trzeba robić. No są takie

jeszcze... Jak ja z samochodem, w ogóle się jeszcze nie nauczyłem jeździć. Nawet

nie próbowałem, żeby gdzieś tam

się nauczyć samemu nawet gdzieś tam, nie? Bo

wolę być przygotowany przez zawodowca.

Żeby mnie nauczył ktoś już od podstaw. Do tej pory czasu nie mam

nawet, kurde. Mam profil, wszystko mam, a nie ma kiedy, kurczę,

co nie? No bo jak nie koronawirus, to gdzieś, kurde, sprawy i to człowiek

naprawdę gdzieś musi skupić, bo

to głowa naprawdę musi być czysta.

Czy ty dostałeś jakąkolwiek pomoc od państwa, żeby

się odnaleźć w tym świecie, żeby jakoś stanąć na nogi?

Ta, ryżu i po krzyżu, co nie?

No, tyle dostałem od nich.

No... Nic, kompletnie, zero.

Radź sobie sam facet i do widzenia. Ciesz się, że w ogóle jesteś na wolności.

Tak jakby łaskę ktoś mi robił, że mnie za darmo się trzyma i tyle

lat w więzieniu. I teraz jeszcze łaskę, że ktoś mnie wypuścił. No co to ma być w ogóle?

To z czego ty żyjesz?

No, udzielam się dużo. To właśnie to jest

to życie, które otrzymałem,

drugie, staram się naprawdę bardzo aktywnie żyć.

Pomagając ludziom, ci którzy rzeczywiście potrzebują pomocy

i tym się zajmuję. A to jest nieodpłatne, ja to robię za darmo.

Ale pomoc Caritasu mam bardzo dużą, co nie?

Także tam rzeczywiście mam pomoc, bo i mam

kartę Biedronki i tam jakieś jeszcze

zapomogę jakąś tam zawsze mi Caritas daje, bo razem z nimi współdziałam

właśnie też przy realizacji różnych projektów. Pomoc

ludziom czy w wyremontowaniu jakiegoś mieszkania komuś,

kogo na to nie stać po prostu. Ja gdzieś tam ekipę staram się skrzyknąć

i gdzieś tam wchodzimy i remontujemy.

I tak, no po prostu tak to wygląda, co nie? No teraz stowarzyszenie

moje powstało. Też staram się prężnie działać, dużo

ludzie dzwonią w przeróżnych sprawach, staram się

z nimi rozmawiać. Z tymi rodzinami, które potrzebują rzeczywiście

pomocy. Jak słyszą, że po drugiej stronie telefonu jestem ja, to

uwierzcie mi, że normalnie aż tak czuć, że ten ciężar tak im spada, że

już nie będą musieli gryźć się w język, bo z jakimś prawnikiem gadają czy no. Gadają z człowiekiem,

który przeszedł przez piekło i wie, o czym my mówimy, co nie? Także...

I tutaj bardzo prężnie też działam w stowarzyszeniu. Różnego rodzaju projekty też

robimy. Teraz mamy projekt tam adaptacyjny, taki z

trudną młodzieżą. No i tak to wygląda.

No, po prostu. I to robię bez żadnego jakiegoś rozgłosu, bo

robię to, bo po prostu trzeba.

I takim rzeczom poświęcasz swoją uwagę.

Ty jesteś już na wolności, ale oficjalnie nie jesteś jeszcze człowiekiem niewinnym.

Jak to jest żyć w takim zawieszeniu?

No, dlatego trzeba jak karp łapać to powietrze.

Naprawdę, bo inaczej nie da rady. No po prostu jest to bardzo ciężkie,

bo to człowiek musi cały czas się przygotowywać do jakichś rozpraw,

gdzie to mnie nie interesuje w ogóle. Mówię: ludzie, o co macie mnie oskarżać? Ja pierniczę.

Za to, że żyję? To mało jeszcze żeście mi krzywdy zrobili

w życiu? To takie zwykłe, takie ludzkie podejście. Ja tak...

A masz chociażby jakąś taką niewielką obawę,

że... znowu zamkną cię w więzieniu?

Wszystko mogą zrobić.

Dopuszczasz taką myśl?

Mogą wszystko zrobić. Ja dopuszczam...

Równie dobrze mogą mnie zabić.

Wszystko

jest możliwe, co nie?

Także tutaj...

Dlatego człowiek tak żyje właśnie, z takim że...

chcę jak najwięcej ludziom pomóc,

jak najwięcej chcę rzeczy dobrych zrobić, bo

ktoś znowu

może wpaść na jakiś pomysł, już teraz

rzeczywiście mogą mnie się pozbyć.

Bo po co już mamy się przejmować, lepiej

go gdzieś tam, kurczę, i ślad po nim

zaginie i do widzenia, co nie?

Tutaj wszystkiego mogę się

spodziewać także...

No ale no... No co?

Człowiek przygotowany jest do walki.

Tak mi lekarze, bo chodzę też

na... Mam porady

psychiatryczne i z psychologami,

to mówią,

że ja cały czas na wojnie byłem i cały czas na wojnie

jestem. I organizm jeżeli

nie czuje tego, to łapią mnie właśnie te...

ten zespół stresu jakiś,

tam oni to nazwali u mnie.

I później się dzieją takie rzeczy

ze mną, że chce przez okno wyskakiwać, że jakieś tam

inne są, kurczę, bo

organizm po prostu, głowa za

organizmem nie idzie.

Zdarzają się takie sytuacje?

Tak, zdarzają się, mimo że biorę leki,

bo leki biorę bardzo, bardzo mocne, biorę

leki antydepresyjne, uspokajające,

to mimo to, że jak atak jakiś przychodzi to już jest

ojejka, pozamiatana rzecz jest, kurde.

To jest... Aż jestem zszokowany, kurde,

bo nawet nigdy czegoś takiego nie miałem.

To po prostu się dzieje tu i teraz, ja

w szoku jestem. Żebym chociaż wiedział, jak to

smakuje, to może bym się jakoś mógł do tego przygotować, a...

Teraz już wiem mniej więcej, jak

to coś trzeba nazwać sobie,

żeby to nie atakowało po prostu.

No bo tak trzeba z tym stresem rozmawiać, no bo

to jak walnie, to nie ma mocy, nie ma siły.

Szpital, tylko i wyłącznie szpital.

Wylądowałem w Berlinie w szpitalu,

jak mnie atak złapał w Berlinie, co u siostry mojej byłem.

I wylądowałem w szpitalu, co nie?

Kurczę, bez szpitala to umarłbym chyba,

bo serce by mi chyba eksplodowało.

Panika zaraz, lęki, to wszystko

takie jest normalnie... Nie wiem, skąd to się bierze.

A powiedz mi jeszcze:

czy ty po tych wszystkich latach masz jeszcze

nadzieję na to, że ten ponowny proces wskaże

faktycznych zabójców

czy straciłeś całkowicie wiarę w sprawiedliwość?

Widząc to, co się dzieje, to

cienkie szanse są na to.

Mówię poważnie, że bardzo cienkie szanse są na to.

I aż przykro, aż przykro się robi, bo

trud wielu osób, a zwłaszcza śledczych przecież...

Przecież to na wniosek ministra Ziobry, przecież to...

prokuratorzy zebrali, pracowali z policjantami

i teraz raptownie to tak się robi... Ja naprawdę jestem... Ja nie wiem,


ARKADIUSZ KRASKA. O życiu za kratami i nowym życiu na wolności – 7 met... (2) ARKADIUSZ KRASKA. Über das Leben hinter Gittern und ein neues Leben in Freiheit - 7 Met... (2) ARKADIUSZ KRASKA. About life behind bars and new life in freedom - 7 met... (2)

ale mówią. A ja mam dalej gnić

w więzieniu. No nie, no. Co to ma być w ogóle, kurde.

I to jeszcze bardziej to mnie napędziło, że nie, no słuchajcie.

Ja nie będę się w ogóle z wami teraz cackał.

Kurde, i to już było... Ale to było też...

Ja musiałem sobie zdać sprawę, że byłem sam.

Jeszcze byłem młodym człowiekiem, kurde, co nie? Bo to...

Wtedy miałeś 26 lat.

Tak. I mówię, i tu musiałem sobie

naprawdę, ale to już nie było wyjścia.

To już mówię nie, takie rzeczy, to już przegięcie pały jest, co nie?

I trzeci najgorszy moment?

No i trzeci najgorszy moment, 2011 rok,

kiedy zacząłem pisać już, kurczę,

wnioski do sądów o ponowienie rozprawy, sam

zacząłem pisać, później adwokat,

z którym jestem już tyle lat, się przyłączył, też zaczął pisać.

Sprawa zaczęła już być nagłaśniana, zaczęło się już o tym głośno mówić

w więzieniu. I wtedy właśnie osoby tutaj zamieszane w tą sprawę, no czuły się bardzo

zagrożone. Naprawdę bardzo zagrożone.

I zaczęły być co do mnie naprawdę

ostre ataki robione. I nie dość, że napisy gdzieś tam jakieś wulgarne,

groźby, że jestem zabity, jakieś tam inne rzeczy, że kogoś tam wynajęli.

Ale gdzie takie napisy się pojawiały?

Na ścianach, na poczekalniach różnych,

I to były wyryte

jakimś gwoździem czy czymś, żeby

po prostu nikt tego nie mógł zamalować czy coś.

To po prostu już taka perfidia szła, gdzieś tam nasyłali

za jakieś tam narkotyki kogoś, kurde, żeby gdzieś ktoś mnie atakował, ubliżał, żeby mnie ktoś sprowokował.

To już po prostu była fala tego. To po prostu ojejka, mówię, no nie, no nie wierzę.

No ale to już wiadomo - uderz w stół, a nożycie się odezwą, co nie? Także

Także tak to zadziałało. No i później ten pierwszy reportaż, "Kobiety i mafia",

co powstał. No to jak to już się ukazało, to już mówię, to już wtedy

to już była lawina tego wszystkiego, co nie?

A kiedy po raz pierwszy pomyślałeś, poczułeś, że

jest, no, realna nadzieja, że wyjdziesz?

No ten moment cały czas trwał. No mówię,

z biegiem lat to było zawsze takie, kurde,

marzenie ściętej głowy, że człowiek gdzieś tam wierzył w to, ale

gdzieś to tam gasło. Bardzo, bardzo gasło życie. Bo to życie zgasło

we mnie, to nie ma co mówić. Teraz, żeby dojść do normalności, naprawdę, to

jest... No, jeszcze nie doszedłem. I chyba jeszcze dużo lat mi to zajmie, żeby normalnie

wyprostować gdzieś tam się emocjonalnie czy jakoś, bo naprawdę,

spustoszenie w organizmie to zrobiło u mnie straszne.

Ale wierzyłeś cały czas, tak? Że jednak wyjdziesz? Ile dokładnie siedziałeś?

19 lat, 7 miesięcy i 6 dni.

Wiesz dokładnie?

Tak. No bo to się liczy, no niestety,

to jest moja krzywda, tak? 19 lat,

7 miesięcy i 6 dni

nie wychowywałem mojego dzieciaka, co nie? Także to dla mnie,

to było dla mnie najgorsze, co nie?

Jak wyglądał dzień, kiedy ty wyszedłeś na wolność?

Kurde. To szał, to był po prostu

szał, niedowierzenie. Ja to nie wierzyłem. To znaczy do tej pory mi ciężko jest uwierzyć,

kurczę, bo wiecie no, 20 lat

tam byłem i te półtora roku, gdzie tu jestem, to

niczego na razie w głowie nie zmieni, to cały czas gdzieś tam więzienie, naprawdę,

wykuło gdzieś tam w głowie.

No ale świat się zmienił.

Świat się zmienił, no wszystko się zmieniło.

Ilość w ogóle samochodów. No miasta się rozbudowały.

Jak byłem kiedyś, jak przyjeżdżałem na mecze do Warszawy na Legię,

no to było szaro, ponuro. Tak samo jak był Szczecin szary, ponury. A teraz,

jak przyjechałem tutaj do Warszawy po tylu latach, to naprawdę

robi wrażenie. To bez dwóch zdań, człowiek nie słodzi, ale jest taka prawda,

że robi wrażenie to wszystko.

Tak samo w Szczecinie, co nie? Miasto się rozbudowało. Miało 250 tysięcy,

a teraz ma pół miliona. To mówię, przez 20 lat to tak szybko?

Ty nie wychodziłeś na przepustki?

Nie, w ogóle, nic.

W ogóle nic kompletnie. Ja to...

no mówię to jeszcze raz,

jakim człowiekiem jestem. Proponowano też gdzieś mi, żebym o jakieś ułaskawienie gdzieś tam napisał

do prezydenta czy coś. No to dla mnie to jest obraza.

Obraza dla mnie to jest. To ja wolę zdechnąć w więzieniu. Przecież ja nie będę

dlatego, żeby wyjść na wolność,

to ja mam się do czegoś przyznać, czego nie zrobiłem, aby tylko na wolność wyjść?

Obraza w tym sensie, że wtedy musiałbyś się przyznać do winy?

Oczywiście. No ludzie, przecież, no nie, to ja wolę zdechnąć w więzieniu.

Tu nie ma dyskusji jakiejkolwiek. Bo tu już nie chodzi o mnie.

Tu chodzi właśnie o mojego syna, o wnuki, w ogóle o rodzinę,

o dzieci mojej siostry, które przez te zarzuty

niesłuszne nie będą mogły się kształcić na, nie wiem, na jakiegoś sędziego,

gdyby chciały, czy na jakiegoś policjanta.

Czy agenta jakiegoś. No to już nie, droga zamknięta. Dlatego że ktoś sobie

zadecydował niesłusznie. A tak nie może być. Dlatego tutaj nie ma dyskusji.

Okej. Wróćmy do tego twojego wyjścia już na wolność, do powrotu do nowej rzeczywistości.

Miałeś jakieś kłopoty, problemy, żeby się zaadaptować do tej

nowej rzeczywistości? Na czym one polegają, na czym polegały?

Jak to jest wyjść po 20 latach?

To ja wam powiem tak, żeby ktoś zrozumiał

to wszystko, no.

W więzieniu jest dana ilość kolorów.

Funkcjonariusz, czyli mundur,

my własne tam ubiory, znaczy te więzienne.

Ściany tak samo wyglądają. I przez 20 lat patrzysz na te kolory. I wychodząc z więzienia,

widzisz całkiem inne kolory. Multum innych.

Głowa szaleje, na wymioty zbiera, po prostu...

Nawet do tego stopnia?

Oczywiście. Cały czas tak jest. Widzisz, jak za szybko gdzieś mi coś się rusza,

to od razu takie jakby, kurde, choroba lokomocyjna, co nie? Ale to jest spowodowane dlatego, że człowiek

był cały czas w jednym miejscu.

Na celi sam siedziałem przez pięć i pół roku, później na dwuosobowej celi

siedziałem. Także, no jakby nie patrzeć, to mała ilość osób, mało tego wszystkiego. A teraz multum.

I po prostu głowa tego nie przerabia.

No tak. to jest jedna rzecz. Technologia.

No, technologia to jest druga. To też jest masakra.

Z telefonem już tam obsługuję trochę, chociaż

z tymi mailami jeszcze mam problem czy jakieś inne, to zawsze żona

za mnie to robi. Oczywiście krzyczy, ale to żebym się nauczył w końcu.

Yhm.

Z jakimś komputerem to w ogóle nie ruszam się do tego, bo

w ogóle nie mam zielonego pojęcia, co i jak to wszystko tam wygląda

i co tam trzeba robić. No są takie

jeszcze... Jak ja z samochodem, w ogóle się jeszcze nie nauczyłem jeździć. Nawet

nie próbowałem, żeby gdzieś tam

się nauczyć samemu nawet gdzieś tam, nie? Bo

wolę być przygotowany przez zawodowca.

Żeby mnie nauczył ktoś już od podstaw. Do tej pory czasu nie mam

nawet, kurde. Mam profil, wszystko mam, a nie ma kiedy, kurczę,

co nie? No bo jak nie koronawirus, to gdzieś, kurde, sprawy i to człowiek

naprawdę gdzieś musi skupić, bo

to głowa naprawdę musi być czysta.

Czy ty dostałeś jakąkolwiek pomoc od państwa, żeby

się odnaleźć w tym świecie, żeby jakoś stanąć na nogi?

Ta, ryżu i po krzyżu, co nie?

No, tyle dostałem od nich.

No... Nic, kompletnie, zero.

Radź sobie sam facet i do widzenia. Ciesz się, że w ogóle jesteś na wolności.

Tak jakby łaskę ktoś mi robił, że mnie za darmo się trzyma i tyle

lat w więzieniu. I teraz jeszcze łaskę, że ktoś mnie wypuścił. No co to ma być w ogóle?

To z czego ty żyjesz?

No, udzielam się dużo. To właśnie to jest

to życie, które otrzymałem,

drugie, staram się naprawdę bardzo aktywnie żyć.

Pomagając ludziom, ci którzy rzeczywiście potrzebują pomocy

i tym się zajmuję. A to jest nieodpłatne, ja to robię za darmo.

Ale pomoc Caritasu mam bardzo dużą, co nie?

Także tam rzeczywiście mam pomoc, bo i mam

kartę Biedronki i tam jakieś jeszcze

zapomogę jakąś tam zawsze mi Caritas daje, bo razem z nimi współdziałam

właśnie też przy realizacji różnych projektów. Pomoc

ludziom czy w wyremontowaniu jakiegoś mieszkania komuś,

kogo na to nie stać po prostu. Ja gdzieś tam ekipę staram się skrzyknąć

i gdzieś tam wchodzimy i remontujemy.

I tak, no po prostu tak to wygląda, co nie? No teraz stowarzyszenie

moje powstało. Też staram się prężnie działać, dużo

ludzie dzwonią w przeróżnych sprawach, staram się

z nimi rozmawiać. Z tymi rodzinami, które potrzebują rzeczywiście

pomocy. Jak słyszą, że po drugiej stronie telefonu jestem ja, to

uwierzcie mi, że normalnie aż tak czuć, że ten ciężar tak im spada, że

już nie będą musieli gryźć się w język, bo z jakimś prawnikiem gadają czy no. Gadają z człowiekiem,

który przeszedł przez piekło i wie, o czym my mówimy, co nie? Także...

I tutaj bardzo prężnie też działam w stowarzyszeniu. Różnego rodzaju projekty też

robimy. Teraz mamy projekt tam adaptacyjny, taki z

trudną młodzieżą. No i tak to wygląda.

No, po prostu. I to robię bez żadnego jakiegoś rozgłosu, bo

robię to, bo po prostu trzeba.

I takim rzeczom poświęcasz swoją uwagę.

Ty jesteś już na wolności, ale oficjalnie nie jesteś jeszcze człowiekiem niewinnym.

Jak to jest żyć w takim zawieszeniu?

No, dlatego trzeba jak karp łapać to powietrze.

Naprawdę, bo inaczej nie da rady. No po prostu jest to bardzo ciężkie,

bo to człowiek musi cały czas się przygotowywać do jakichś rozpraw,

gdzie to mnie nie interesuje w ogóle. Mówię: ludzie, o co macie mnie oskarżać? Ja pierniczę.

Za to, że żyję? To mało jeszcze żeście mi krzywdy zrobili

w życiu? To takie zwykłe, takie ludzkie podejście. Ja tak...

A masz chociażby jakąś taką niewielką obawę,

że... znowu zamkną cię w więzieniu?

Wszystko mogą zrobić.

Dopuszczasz taką myśl?

Mogą wszystko zrobić. Ja dopuszczam...

Równie dobrze mogą mnie zabić.

Wszystko

jest możliwe, co nie?

Także tutaj...

Dlatego człowiek tak żyje właśnie, z takim że...

chcę jak najwięcej ludziom pomóc,

jak najwięcej chcę rzeczy dobrych zrobić, bo

ktoś znowu

może wpaść na jakiś pomysł, już teraz

rzeczywiście mogą mnie się pozbyć.

Bo po co już mamy się przejmować, lepiej

go gdzieś tam, kurczę, i ślad po nim

zaginie i do widzenia, co nie?

Tutaj wszystkiego mogę się

spodziewać także...

No ale no... No co?

Człowiek przygotowany jest do walki.

Tak mi lekarze, bo chodzę też

na... Mam porady

psychiatryczne i z psychologami,

to mówią,

że ja cały czas na wojnie byłem i cały czas na wojnie

jestem. I organizm jeżeli

nie czuje tego, to łapią mnie właśnie te...

ten zespół stresu jakiś,

tam oni to nazwali u mnie.

I później się dzieją takie rzeczy

ze mną, że chce przez okno wyskakiwać, że jakieś tam

inne są, kurczę, bo

organizm po prostu, głowa za

organizmem nie idzie.

Zdarzają się takie sytuacje?

Tak, zdarzają się, mimo że biorę leki,

bo leki biorę bardzo, bardzo mocne, biorę

leki antydepresyjne, uspokajające,

to mimo to, że jak atak jakiś przychodzi to już jest

ojejka, pozamiatana rzecz jest, kurde.

To jest... Aż jestem zszokowany, kurde,

bo nawet nigdy czegoś takiego nie miałem.

To po prostu się dzieje tu i teraz, ja

w szoku jestem. Żebym chociaż wiedział, jak to

smakuje, to może bym się jakoś mógł do tego przygotować, a...

Teraz już wiem mniej więcej, jak

to coś trzeba nazwać sobie,

żeby to nie atakowało po prostu.

No bo tak trzeba z tym stresem rozmawiać, no bo

to jak walnie, to nie ma mocy, nie ma siły.

Szpital, tylko i wyłącznie szpital.

Wylądowałem w Berlinie w szpitalu,

jak mnie atak złapał w Berlinie, co u siostry mojej byłem.

I wylądowałem w szpitalu, co nie?

Kurczę, bez szpitala to umarłbym chyba,

bo serce by mi chyba eksplodowało.

Panika zaraz, lęki, to wszystko

takie jest normalnie... Nie wiem, skąd to się bierze.

A powiedz mi jeszcze:

czy ty po tych wszystkich latach masz jeszcze

nadzieję na to, że ten ponowny proces wskaże

faktycznych zabójców

czy straciłeś całkowicie wiarę w sprawiedliwość?

Widząc to, co się dzieje, to

cienkie szanse są na to.

Mówię poważnie, że bardzo cienkie szanse są na to.

I aż przykro, aż przykro się robi, bo

trud wielu osób, a zwłaszcza śledczych przecież...

Przecież to na wniosek ministra Ziobry, przecież to...

prokuratorzy zebrali, pracowali z policjantami

i teraz raptownie to tak się robi... Ja naprawdę jestem... Ja nie wiem,