×

我们使用cookies帮助改善LingQ。通过浏览本网站,表示你同意我们的 cookie 政策.


image

Emigracja - Malcolm XD, Squat (1)

Squat (1)

Dotarliśmy na ulicę, przy której rzekomo miał znajdować się squat. To było w centrum Londynu, niedaleko Hyde Parku, i na początku myślałem, że musiała zajść jakaś pomyłka, bo trudno było mi sobie wyobrazić squat w takiej okolicy. Na ulicy co drugi samochód to był bentley, aston martin albo jakieś porsche, a domy to całe kamienice, przerobione tak, żeby mieszkała w nich tylko jedna rodzina. Pomimo że w mieszkaniu Romana udało nam się wziąć prysznic, to czuliśmy, że nadal wizualnie nie pasujemy do tak ekskluzywnego otoczenia. Zapytałem Stomila, czy dobrze sprawdził adres, bo może na innej dzielnicy jest ulica, która się nazywa tak samo, bo to się czasami zdarza. Jednak po chwili zaczęło śmierdzieć skunem, co pozwoliło nam sądzić, że nasz cel może być blisko. Faktycznie kilka domów dalej spotkaliśmy tego koleżkę od gitary, który siedział na schodkach przed domem i palił blanta. Przedstawiliśmy mu naszą trudną sytuację mieszkaniową, a on powiedział, że jego oferta jest nadal aktualna i możemy tu jakiś czas pomieszkać, tylko musi nas jeszcze przedstawić wspólnocie, czyli pozostałym mieszkańcom. Dopalił, co miał, a potem weszliśmy do środka.

Wnętrze squatu było niesamowite, wykończone najlepszymi materiałami, i nie mogłem się doczekać, aby poznać historię, jak ten dom, który musiał być warty przynajmniej z 10 milionów funtów, został zamieniony w squat. Podłoga była marmurowa, a na ścianach była boazeria, ale nie taka, jaką się zna z normalnych mieszkań u nas w Polsce, tylko na bogato.

Zostaliśmy wprowadzeni do salonu połączonego z jadalnią, gdzie siedziało z 10 osób i jadło śniadanie. Były wspólnik Stomila od gitary wskazał na niego i powiedział mieszkańcom squatu, że to jest ten Polak, o którym wspominał, i jego koleżka, czyli ja. Że jesteśmy zagrożeni bezdomnością i czy w tej sytuacji nikt nie ma problemu, żebyśmy u nich pomieszkali, ile będziemy potrzebować. Wszyscy mówią, że spoko, nie ma problemu, tylko jeden typ się podniósł i powiedział, że najpierw musi być oficjalne powitanie. Na to wszyscy pozostali zaczęli robić NIEEEEEE, a on powiedział, że TAK TAK, bo tak zostało przegłosowane i nikt nie ma prawa podważać decyzji z Kręgu Dialogu – czymkolwiek ów krąg był. Zaczęło się więc powitanie.

WITAMY OSOBY POCHODZENIA AFRYKAŃSKIEGO.

My ze Stomilem się patrzymy po sobie, pytając wzrokiem, co tu się odpierdala, bo typ nas chyba z kimś pomylił.

WITAMY OSOBY POCHODZENIA AZJATYCKIEGO. POCHODZENIA EUROPEJSKIEGO. PRZEDSTAWICIELI RDZENNIEJ LUDNOŚCI AMERYKI PÓŁNOCNEJ, AMERYKI POŁUDNIOWEJ, AUSTRALII I PACYFIKU. WITAMY TEŻ OSOBY O MIESZANYM POCHODZENIU ORAZ TYCH, KTÓRZY NIE IDENTYFIKUJĄ SIĘ Z ŻADNYM POWYŻSZYM POCHODZENIEM.

No to ja mówię GOOD MORNING, ale typ co nas witał symbolicznie uciszył mnie gestem, bo bynajmniej nie zamierzał jeszcze kończyć powitania.

WITAMY KOBIETY, MĘŻCZYZN ORAZ OSOBY TRANSPŁCIOWE, JAK I TE, KTÓRE SWOJĄ PŁEĆ OKREŚLAJĄ W INNY SPOSÓB. WITAMY OSOBY Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI, ZARÓWNO WIDZIALNYMI, JAK I NIEWIDZIALNYMI. WITAMY OSOBY HETEROSEKSUALNE, HOMOSEKSUALNE, BISEKSUALNE, ASEKSUALNE, PANSEKSUALNE ORAZ TE, KTÓRE SWOJĄ SEKSUALNOŚĆ DEFINIUJĄ JESZCZE INACZEJ.

WITAMY ŻYDÓW I MUZUŁMANÓW. WITAMY PRZEDSTAWICIELI WSZYSTKICH ODŁAMÓW CHRZEŚCIJAŃSTWA. WITAMY WYZNAWCÓW BUDDYZMU, WYZNAWCÓW HINDUIZMU, TAOIZMU, KONFUCJANIZMU, SHINTOIZMU. WITAMY RÓWNIEŻ WYZNAWCÓW RELIGI RDZENNYCH LUDÓW OBU AMERYK, AFRYKI, AUSTRALII I OCEANII.

Typ jechał tak z 10 minut, w trakcie których wymienił kogo się tylko dało, a my zrozumieliśmy, dlaczego pozostali mieszkańcy oponowali przeciw temu oficjalnemu powitaniu. Jak myśleliśmy, że to już koniec, to zaczął witać jeszcze nastolatków, osoby mające 20 lat, osoby mające 30 lat, osoby mające 40 lat, osoby mające 50 lat i tak dalej, a nas już nogi bolały, bo staliśmy z bagażami. Wtedy Stomil zapytał A JAK Z POLSKI, TO TEŻ MOŻNA? A typ powiedział, że można. Skleiliśmy piony ze squatowcami, a gitarzysta, który na imię miał Joaquin i był z Brazylii, zaprowadził nas do naszego pokoju. W międzyczasie prawie wszyscy, którzy jedli na dole śniadanie, poszli do pracy, co było dla mnie zaskoczeniem, bo sądziłem, że na squacie się mieszka po to, żeby właśnie do pracy nie chodzić, tylko brać heroinę. Mogliśmy więc spokojnie pozwiedzać sobie cały nasz nowy dom.

Budynek miał 4 piętra i piwnicę. Nie było w nim prawie żadnych mebli po poprzednim właścicielu, ale całe wyposażenie jak sedesy czy zlewy zostało. Został też gigantyczny stół w jadalni, który chyba musiał zostać tam zbudowany, bo nie było żadnej opcji, żeby przecisnął się przez drzwi czy okno. W piwnicy był może i niewielki, ale jednak basen, w którym nie było jednak wody, więc został przerobiony na coś w rodzaju świetlicy. Było w nim dużo koców i poduszek do siedzenia, a nawet dwa fotele, które ktoś ogarnął ze śmietnika. Na ścianach dookoła basenu porozwieszano różne anarchistyczne banery, a centralną część jednej ściany zajmował materiał o wymiarach 2x2 metry z wizerunkiem jakiegoś azjatyckiego boga typu Budda. W piwnicy była też sauna i mały pokój ze stołem do bilardu, którego też nie było jak wynieść, tak jak stołu piętro wyżej.

Na parterze była kuchnia, salon z jadalnią, który miał ze 100 metrów, i pokój telewizyjny, co dało się poznać po tym, że w boazerii na ścianie było miejsce na telewizor. Squatowcy też mieli telewizor, tylko nie taki duży i stojący na podłodze. Nawet Xboxa mieli, więc umówiliśmy się z Joaquinem na granie w Fifę wieczorem. Trzeba było się tylko wpisać na listę wiszącą na ścianie, bo podobno Fifa miała tu wielu entuzjastów i dochodziło do ciężkich awantur, kto może kiedy grać, więc w końcu przegłosowano, że będzie taka kartka kolejkowa na ścianie, bo inaczej całej komunie groził rozpad.

Na pierwszym piętrze były już pokoje mieszkalne, w tym największy, który musiał być kiedyś gabinetem, bo miał na stałe zamontowane dębowe półki na wysokość całych ścian, i taras z widokiem na ogródek. W tym pokoju mieszkał Profesorek, czyli gość, który chwilę wcześniej prowadził nasze przydługie powitanie. Joaquin go tak nazywał, bo pracował na uczelni i miał doktorat, co podobno często podkreślał. Joaquin pouczył nas natomiast, żebyśmy mu nie mówili, że on nam powiedział, że tak na niego mówią, bo on się o to strasznie wkurwia i można go tak nazywać tylko za plecami. Na tym samym piętrze mieszkał też Rafałel, czyli Rafał, który był z Polski i pracował, jeżdżąc na rikszy. Nie mieliśmy okazji poznać go rano, bo pracował do późnej nocy i potem spał do południa. W pokoju obok mieszkali też panna i typ ze Szkocji, którzy przyjechali do Londynu za lepszym życiem, ale początki mieli równie trudne co my i zanim trafili na squat, to ponad tydzień spali, jeżdżąc autobusami nocnymi od zajezdni do zajezdni.

Piętro wyżej mieszkało 5 kolejnych osób, dwóch braci i trzy siostry, uchodźcy z Ugandy, a o których więcej powiem jeszcze później. Potem było piętro trzecie i zarazem ostatnie, czyli nasze. Na naszym piętrze, jak można się domyślić, mieszkać mieliśmy my. Poza nami był jeszcze Samuel, w skrócie Sam, który był Hiszpanem, a według relacji gitarzysty Joaquina do tego niegdyś był kobietą, ale potem zmienił płeć na mężczyznę. Oprócz tego były też dwie panny ze Szwecji, Ebba i Ebba, zagorzałe obrończynie praw flory i fauny. Lata później, gdy poznaliśmy ze Stomilem twórczość warszawskiego rapera Rogala DDL, mieliśmy grubą rozkminę, że i jego drogi musiały się z tymi Szwedkami kiedyś przeciąć, na co wskazuje tytuł jego najpopularniejszego utworu, EBE EBE. Co więcej, ani jedna, ani druga Ebba nie jadły mięsa, bo szkoda im było zwierząt, więc mniej więcej połowa gotowanych przez nie potraw to była cukinia przyrządzana na tysiąc sposobów. Tak więc jeżeli ktoś z was zastanawiał się kiedyś, o co chodzi z tekstem Rogala o nabijaniu cukinii farszem, to niewykluczone, że właśnie znalazł odpowiedź.

Squat (1) Squat (1)

Dotarliśmy na ulicę, przy której rzekomo miał znajdować się squat. To było w centrum Londynu, niedaleko Hyde Parku, i na początku myślałem, że musiała zajść jakaś pomyłka, bo trudno było mi sobie wyobrazić squat w takiej okolicy. Na ulicy co drugi samochód to był bentley, aston martin albo jakieś porsche, a domy to całe kamienice, przerobione tak, żeby mieszkała w nich tylko jedna rodzina. Pomimo że w mieszkaniu Romana udało nam się wziąć prysznic, to czuliśmy, że nadal wizualnie nie pasujemy do tak ekskluzywnego otoczenia. Zapytałem Stomila, czy dobrze sprawdził adres, bo może na innej dzielnicy jest ulica, która się nazywa tak samo, bo to się czasami zdarza. Jednak po chwili zaczęło śmierdzieć skunem, co pozwoliło nam sądzić, że nasz cel może być blisko. Faktycznie kilka domów dalej spotkaliśmy tego koleżkę od gitary, który siedział na schodkach przed domem i palił blanta. Przedstawiliśmy mu naszą trudną sytuację mieszkaniową, a on powiedział, że jego oferta jest nadal aktualna i możemy tu jakiś czas pomieszkać, tylko musi nas jeszcze przedstawić wspólnocie, czyli pozostałym mieszkańcom. Dopalił, co miał, a potem weszliśmy do środka.

Wnętrze squatu było niesamowite, wykończone najlepszymi materiałami, i nie mogłem się doczekać, aby poznać historię, jak ten dom, który musiał być warty przynajmniej z 10 milionów funtów, został zamieniony w squat. Podłoga była marmurowa, a na ścianach była boazeria, ale nie taka, jaką się zna z normalnych mieszkań u nas w Polsce, tylko na bogato.

Zostaliśmy wprowadzeni do salonu połączonego z jadalnią, gdzie siedziało z 10 osób i jadło śniadanie. Były wspólnik Stomila od gitary wskazał na niego i powiedział mieszkańcom squatu, że to jest ten Polak, o którym wspominał, i jego koleżka, czyli ja. Że jesteśmy zagrożeni bezdomnością i czy w tej sytuacji nikt nie ma problemu, żebyśmy u nich pomieszkali, ile będziemy potrzebować. Wszyscy mówią, że spoko, nie ma problemu, tylko jeden typ się podniósł i powiedział, że najpierw musi być oficjalne powitanie. Na to wszyscy pozostali zaczęli robić NIEEEEEE, a on powiedział, że TAK TAK, bo tak zostało przegłosowane i nikt nie ma prawa podważać decyzji z Kręgu Dialogu – czymkolwiek ów krąg był. Zaczęło się więc powitanie.

WITAMY OSOBY POCHODZENIA AFRYKAŃSKIEGO. PEOPLE OF AFRICAN DANCE ARE WELCOME.

My ze Stomilem się patrzymy po sobie, pytając wzrokiem, co tu się odpierdala, bo typ nas chyba z kimś pomylił.

WITAMY OSOBY POCHODZENIA AZJATYCKIEGO. ASIAN PERSONS WELCOME. POCHODZENIA EUROPEJSKIEGO. OF EUROPEAN ORIGIN. PRZEDSTAWICIELI RDZENNIEJ LUDNOŚCI AMERYKI PÓŁNOCNEJ, AMERYKI POŁUDNIOWEJ, AUSTRALII I PACYFIKU. NORTH AMERICA, SOUTH AMERICA, AUSTRALIA AND PACIFIC REPRESENTATIVES. WITAMY TEŻ OSOBY O MIESZANYM POCHODZENIU ORAZ TYCH, KTÓRZY NIE IDENTYFIKUJĄ SIĘ Z ŻADNYM POWYŻSZYM POCHODZENIEM.

No to ja mówię GOOD MORNING, ale typ co nas witał symbolicznie uciszył mnie gestem, bo bynajmniej nie zamierzał jeszcze kończyć powitania.

WITAMY KOBIETY, MĘŻCZYZN ORAZ OSOBY TRANSPŁCIOWE, JAK I TE, KTÓRE SWOJĄ PŁEĆ OKREŚLAJĄ W INNY SPOSÓB. WE WELCOME WOMEN, MEN AND TRANSGENDER PEOPLE AS WELL AS THOSE WHO DESCRIBE THEIR GENDER IN A DIFFERENT WAY. WITAMY OSOBY Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI, ZARÓWNO WIDZIALNYMI, JAK I NIEWIDZIALNYMI. WITAMY OSOBY HETEROSEKSUALNE, HOMOSEKSUALNE, BISEKSUALNE, ASEKSUALNE, PANSEKSUALNE ORAZ TE, KTÓRE SWOJĄ SEKSUALNOŚĆ DEFINIUJĄ JESZCZE INACZEJ. WE WELCOME HETEROSEXUAL, HOMOSEXUAL, BISEXUAL, ASEXUAL, PANSEXUAL PEOPLE AND THOSE WHO DEFINE THEIR SEXUALITY IN ANOTHER DIFFERENCE.

WITAMY ŻYDÓW I MUZUŁMANÓW. WELCOME JEWS AND MUSLIMS. WITAMY PRZEDSTAWICIELI WSZYSTKICH ODŁAMÓW CHRZEŚCIJAŃSTWA. WITAMY WYZNAWCÓW BUDDYZMU, WYZNAWCÓW HINDUIZMU, TAOIZMU, KONFUCJANIZMU, SHINTOIZMU. WITAMY RÓWNIEŻ WYZNAWCÓW RELIGI RDZENNYCH LUDÓW OBU AMERYK, AFRYKI, AUSTRALII I OCEANII.

Typ jechał tak z 10 minut, w trakcie których wymienił kogo się tylko dało, a my zrozumieliśmy, dlaczego pozostali mieszkańcy oponowali przeciw temu oficjalnemu powitaniu. Jak myśleliśmy, że to już koniec, to zaczął witać jeszcze nastolatków, osoby mające 20 lat, osoby mające 30 lat, osoby mające 40 lat, osoby mające 50 lat i tak dalej, a nas już nogi bolały, bo staliśmy z bagażami. Wtedy Stomil zapytał A JAK Z POLSKI, TO TEŻ MOŻNA? Then Stomil asked, AND HOW FROM POLAND, IS IT POSSIBLE? A typ powiedział, że można. Skleiliśmy piony ze squatowcami, a gitarzysta, który na imię miał Joaquin i był z Brazylii, zaprowadził nas do naszego pokoju. W międzyczasie prawie wszyscy, którzy jedli na dole śniadanie, poszli do pracy, co było dla mnie zaskoczeniem, bo sądziłem, że na squacie się mieszka po to, żeby właśnie do pracy nie chodzić, tylko brać heroinę. Mogliśmy więc spokojnie pozwiedzać sobie cały nasz nowy dom.

Budynek miał 4 piętra i piwnicę. The building had 4 floors and a basement. Nie było w nim prawie żadnych mebli po poprzednim właścicielu, ale całe wyposażenie jak sedesy czy zlewy zostało. Został też gigantyczny stół w jadalni, który chyba musiał zostać tam zbudowany, bo nie było żadnej opcji, żeby przecisnął się przez drzwi czy okno. W piwnicy był może i niewielki, ale jednak basen, w którym nie było jednak wody, więc został przerobiony na coś w rodzaju świetlicy. Było w nim dużo koców i poduszek do siedzenia, a nawet dwa fotele, które ktoś ogarnął ze śmietnika. Na ścianach dookoła basenu porozwieszano różne anarchistyczne banery, a centralną część jednej ściany zajmował materiał o wymiarach 2x2 metry z wizerunkiem jakiegoś azjatyckiego boga typu Budda. W piwnicy była też sauna i mały pokój ze stołem do bilardu, którego też nie było jak wynieść, tak jak stołu piętro wyżej.

Na parterze była kuchnia, salon z jadalnią, który miał ze 100 metrów, i pokój telewizyjny, co dało się poznać po tym, że w boazerii na ścianie było miejsce na telewizor. Squatowcy też mieli telewizor, tylko nie taki duży i stojący na podłodze. Nawet Xboxa mieli, więc umówiliśmy się z Joaquinem na granie w Fifę wieczorem. Trzeba było się tylko wpisać na listę wiszącą na ścianie, bo podobno Fifa miała tu wielu entuzjastów i dochodziło do ciężkich awantur, kto może kiedy grać, więc w końcu przegłosowano, że będzie taka kartka kolejkowa na ścianie, bo inaczej całej komunie groził rozpad.

Na pierwszym piętrze były już pokoje mieszkalne, w tym największy, który musiał być kiedyś gabinetem, bo miał na stałe zamontowane dębowe półki na wysokość całych ścian, i taras z widokiem na ogródek. W tym pokoju mieszkał Profesorek, czyli gość, który chwilę wcześniej prowadził nasze przydługie powitanie. Joaquin go tak nazywał, bo pracował na uczelni i miał doktorat, co podobno często podkreślał. Joaquin pouczył nas natomiast, żebyśmy mu nie mówili, że on nam powiedział, że tak na niego mówią, bo on się o to strasznie wkurwia i można go tak nazywać tylko za plecami. Na tym samym piętrze mieszkał też Rafałel, czyli Rafał, który był z Polski i pracował, jeżdżąc na rikszy. Nie mieliśmy okazji poznać go rano, bo pracował do późnej nocy i potem spał do południa. W pokoju obok mieszkali też panna i typ ze Szkocji, którzy przyjechali do Londynu za lepszym życiem, ale początki mieli równie trudne co my i zanim trafili na squat, to ponad tydzień spali, jeżdżąc autobusami nocnymi od zajezdni do zajezdni.

Piętro wyżej mieszkało 5 kolejnych osób, dwóch braci i trzy siostry, uchodźcy z Ugandy, a o których więcej powiem jeszcze później. Potem było piętro trzecie i zarazem ostatnie, czyli nasze. Na naszym piętrze, jak można się domyślić, mieszkać mieliśmy my. Poza nami był jeszcze Samuel, w skrócie Sam, który był Hiszpanem, a według relacji gitarzysty Joaquina do tego niegdyś był kobietą, ale potem zmienił płeć na mężczyznę. Oprócz tego były też dwie panny ze Szwecji, Ebba i Ebba, zagorzałe obrończynie praw flory i fauny. Lata później, gdy poznaliśmy ze Stomilem twórczość warszawskiego rapera Rogala DDL, mieliśmy grubą rozkminę, że i jego drogi musiały się z tymi Szwedkami kiedyś przeciąć, na co wskazuje tytuł jego najpopularniejszego utworu, EBE EBE. Co więcej, ani jedna, ani druga Ebba nie jadły mięsa, bo szkoda im było zwierząt, więc mniej więcej połowa gotowanych przez nie potraw to była cukinia przyrządzana na tysiąc sposobów. Tak więc jeżeli ktoś z was zastanawiał się kiedyś, o co chodzi z tekstem Rogala o nabijaniu cukinii farszem, to niewykluczone, że właśnie znalazł odpowiedź.