×

LingQ'yu daha iyi hale getirmek için çerezleri kullanıyoruz. Siteyi ziyaret ederek, bunu kabul edersiniz: çerez politikası.

Yeni Yıl İndirimi %50'ye Varan İndirim
Ücretsiz Kaydol
image

Klasa pani Czajki - Małgorzata Karolina Piekarska, WRÓŻBA

WRÓŻBA

Kamila nie mogła znaleźć sobie miejsca. Od czasu imienin Maćka Wojtek ignorował ją kompletnie. Kiedy wchodziła do klasy, rozmawiał z chłopakami, którzy od historii z papugą patrzyli na niego zupełnie inaczej. A i dziewczyny przekonały się, że zachowanie z początku roku było wybrykiem.

Olek podobno spotykał się z Kaśką. Wprawdzie Kamila zupełnie nie chciała w to wierzyć, ale może to prawda? Kaśka ostatnio rzucała jej pogardliwe spojrzenia i znów jak dawniej mówiła: „Dziecinko”.

Czarny Michał po krótkiej przerwie zaczął przychodzić do szkoły, ale snuł się po niej jak cień i na przerwach szeptał tylko z Kingą. Podobno jego mama miała poważne kłopoty ze zdrowiem.

Małgosia z Maćkiem czytali Pottera i właściwie na nic innego nie mieli czasu. Historia Zakonu Feniksa pochłonęła ich całkowicie. Kamila tylko co jakiś czas słyszała, jak padały słowa „Tonks”, „śmierciożercy”, „stworek” i jeszcze jakieś, które niewiele jej mówiły. Sama nie miała głowy do piątego tomu. Nie teraz.

Kamila powlekła się w kierunku komputera. Przeczytała ze trzy różne horoskopy, ale żadna z wiadomości nie była tą, która by ją ucieszyła. Uruchomiła Gadu-Gadu i spojrzała na ekran. Wojtek był na linii. Ależ ją korciło, by jak dawniej odezwać się do niego! Chętnie by z nim pogadała, ale coś ją paraliżowało. Sprawiało, że patrzyła na nick Primabaleron i nie mogła się zdecydować, by cokolwiek wystukać. Nawet Przepraszam. Nagle ku jej zdumieniu przy nicku Wojtka pojawił się napis: Pustak jest ignorowany. Kamila aż zamrugała ze zdumienia. Po chwili nick Wojtka przestał migać. Znaczyło to tylko jedno – nie było go już na linii.

„Ten »pustak« to o mnie” – zawyrokowała i aż ją coś ścisnęło za serce.

Zadzwoniła do Małgosi. Miała cichą nadzieję, że przyjaciółka znajdzie dla niej choć chwilę, ale Małgosia tkwiła po uszy w piątym tomie Pottera.

– Kamila… – nie dała jej nawet dojść do słowa. – Zadzwonię do ciebie wieczorem. Ja już prawie kończę książkę, dobrze?

„Tak, nawet Małgosia nie ma dla mnie czasu – pomyślała Kamila. – Co ja powinnam zrobić?”.

Nagle zadzwonił telefon. To była Ewa.

– Zgadnij, kto przed chwilą przechodził przez moje podwórko? – spytała tajemniczym głosem.

– Nie zgadnę. Nie męcz mnie. Mów – burknęła Kamila.

– Kaśka z… twoim Olkiem. Wisiała na nim jak na wieszaku.

– To nie jest mój Olek. Dokąd szli?

– A jednak! Interesuje cię to, co?

– Nie. Skąd. Tak tylko pytam.

– W kierunku ronda. Pewnie pojechali gdzieś do centrum.

– Kamila! – Karcący głos matki dochodził z końca mieszkania, a jego brzmienie nie wróżyło nic dobrego.

– Słuchaj, muszę kończyć. Mama mnie woła.

– Może wpadniesz do mnie?

– Zobaczę. Cześć!

– Kamila! – Twarz mamy aż płonęła z oburzenia. – Pies zsikał się w przedpokoju! Natychmiast sprzątnij i idź z nim na długi spacer. To już szczyt wszystkiego! Tak chciałaś psa, a teraz…

Dalej nie słuchała. Szybko ubrała się, przypięła Płatkowi smycz i z całej siły szarpnęła psa, aż przeleciał przez korytarz, a dojechawszy do drzwi, podkulił ogon i spojrzał na nią z wyrzutem.

– Co to za zachowanie! – Mama krzyknęła takim tonem, że Kamila błyskawicznie otworzyła drzwi wyjściowe. – Co ty robisz z psem! To jest żywe zwierzę! To już szczyt!!! Poczekaj, niech tylko ojciec wróci z pracy! Już on z tobą porozmawia!

Zbiegła po schodach, nie czekając na dalszy ciąg matczynego wywodu. Była wściekła, rozdrażniona i smutna naraz. Ten Olek, ten Wojtek, ten napis na Gadu-Gadu… Wszystko to sprawiło, że czuła się straszliwie osamotniona i bezradna.

Ciągnąc za sobą psa, ruszyła w kierunku głównej ulicy. Płatek próbował protestować, zapierał się i wskazywał drogę do parku, ale Kamila zdecydowanym ruchem szarpnęła go w przeciwnym kierunku. Żeby tak ktoś powiedział jej, co robić… Nagle… zaświtał jej pomysł. Wyciągnęła z kieszeni komórkę i po szybkim wystukaniu numeru przytknęła telefon do ucha. Po chwili usłyszała w słuchawce męski głos.

– Dzień dobry. Mówi Kamila, czy mogłabym rozmawiać z Ewą?

– Chwileczkę…

– No, co tam? – spytała wesoło Ewa. – Ciekawi cię, co dalej z Olkiem?

– Poniekąd – bąknęła Kamila. – Powróżyłabyś mi?

– Kiedy?

– No… wpadłabym do ciebie za kilka minut.

– Okay, wpadaj!

– Tyko że… – Kamila się zająknęła.

– No? – dociekała Ewa tonem, który zdradzał, że spodziewa się usłyszeć ploteczkę.

– Jestem z psem. Mogę z psem?

– Możesz – odparła wyraźnie rozczarowana.

* * *

– Po co ci wróżba? – spytała Ewa, gdy usiadły w jej ciasnym pokoiku.

– Tak sobie – odparła Kamila. – Na poprawę humoru.

Za nic w świecie nie przyznałaby się przed Ewą, że nie wie, co robić, więc zdaje się na karty, gwiazdy i horoskopy.

– Stoisz na rozdrożu – powiedziała Ewa, wolno rozkładając karty. – Sama nie wiesz, czego chcesz…

„Jakbyś czytała w mojej głowie” – pomyślała Kamila i spojrzała w karty, choć nic nie umiała z nich wyczytać.

– Jest jakiś chłopiec. Niby blisko, ale daleko. Tak jakby coś was dzieliło. A tu drugi. Straszliwie zraniony, coś ci próbuje udowodnić i zachowuje się trochę głupio. Czekają cię kłopoty w szkole. Powinnaś skupić się na nauce…

– Słuchaj, czy ty jesteś w zmowie z moimi starymi? – przerwała Ewie Kamila.

– No, chciałaś wróżbę… to ci wróżę.

– Ale nie o szkole!

– Słuchaj, ale tu wychodzi, że możesz mieć poważne kłopoty…

– Nie wierzę…

– To po co mam ci wróżyć, jak nie wierzysz?

– No dobra… to mów. Co w tej szkole?

– Jakiś nauczyciel jest na ciebie cięty.

– Eee tam – odparła Kamila, głaszcząc Płatka za uszami. Pies lizał jej ręce. – Co tam jeszcze widzisz?

– Poczekaj. Zaraz. Muszę potasować. A wiesz, że Michała mama jest już po operacji? Wycięli jej krtań. Na szczęście okazało się, że wykupiła sobie kiedyś ubezpieczenie i teraz będzie dostawała dość wysoką rentę. No, przełóż. – Ewa podsunęła Kamili potasowaną kupkę kart.

„Michał…” – powtórzyła w duchu Kamila i nagle odkryła, że dawno nie myślała o Michale. Jakby przestał dla niej istnieć. Ale kto teraz istniał? Kto był ważny? Tego nie wiedziała.

– …słuchasz mnie? – Ewa szturchnęła ją łokciem.

– Przepraszam, zamyśliłam się.

– W najbliższym czasie spotka cię coś, co odmieni twoje życie. Taki punkt zwrotny. Ale… będzie boleć. Jednak jak się już wydarzy, to spełnią się wszystkie twoje marzenia. Bardzo dobry układ. No! Koniec. Tylko nie dziękuj, a teraz przygotuj najmniejszy pieniążek, jaki masz. Za wróżbę trzeba płacić – powiedziała Ewa i podsunęła Kamili pod nos skarbonkę, w której brzęczały monety. Kamila wyskrobała grosz i wrzuciła do skarbonki.

Mama Ewy wniosła do pokoju herbatę i ciastka. Dziewczynki, rzucając co chwila ciastko Płatkowi, rozmawiały. Nagle Kamila spojrzała na zegarek.

– Rany! Wyszłam z domu prawie trzy godziny temu.

– Gdyby rodzice coś chcieli, pewnie zadzwoniliby do ciebie na komórkę – stwierdziła Ewa i jakby w odpowiedzi zadzwonił telefon Kamili.

– Tak, mamo. Już wracam… Nie. Spaceruję – wyjaśniła do słuchawki. – Zaraz będę. Pa.

* * *

Pędziła w kierunku domu, ciągnąc za sobą Płatka, który, szczęśliwy, że wreszcie może pobiec, głośno ujadał.

Nagle jej wzrok przykuła para idąca drugą stroną ulicy. Wysoki, dobrze zbudowany chłopak i zgrabna dziewczyna. Olek i Kaśka. Kamila szarpnęła smycz. Przyciągnęła do siebie Płatka i uwalniając go, szepnęła:

– Bądź cicho i leć do domu.

Pies jakby ją zrozumiał, bo puścił się biegiem w kierunku podwórka Kamili.

Para, zajęta rozmową, nawet nie spojrzała w jej kierunku. Żywo gestykulując, szli dalej w stronę, gdzie mieszkała Kaśka. Po chwili Kamila usłyszała baryton Olka, który na całą ulicę śpiewał:

– Kaśka miała fajny biust!

Rozległ się tupot jego nóg, a za chwilę potem stukot pantofli Kaśki, która śmiejąc się i krzycząc: „Ty świntuchu!”, próbowała go dogonić.

* * *

– No! Zmazałaś swoje winy! Pies się wreszcie wybiegał. Aż trzy godziny na dworze! Jednak czasem można na ciebie liczyć. Szkoda, że tylko wtedy, kiedy najpierw zostaniesz skrzyczana – powiedziała mama i pocałowała ją w czoło na powitanie.

Kamila czuła, że policzki płoną jej ze wstydu, ale nic nie powiedziała. W uszach brzmiała jej piosenka, którą sparafrazował Olek, a która nie tak dawno była ich piosenką. Przed oczami zaś miała Kaśkę biegnącą za nim po chodniku. I trzy asy, wróżące, jak powiedziała Ewa, spełnienie marzeń. „Tylko jakich?” – pomyślała i zamknęła za sobą drzwi od pokoju.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE