×

LingQ'yu daha iyi hale getirmek için çerezleri kullanıyoruz. Siteyi ziyaret ederek, bunu kabul edersiniz: çerez politikası.

Ücretsiz Kaydol
image

Klasa pani Czajki - Małgorzata Karolina Piekarska, PŁATEK

PŁATEK

– Dziękuję! Dziękuję! – krzyczała Kamila, bo to, co dostała pod choinkę, przeszło jej najśmielsze oczekiwania.

Gdy po wieczerzy wigilijnej prezenty wyjechały na środek pokoju, jako pierwsza zauważyła wiklinowy kosz z wielkim napisem Kamila. To nie był największy prezent, ale z koszyka dochodziły jakieś szmery, a po chwili wyciekła jakaś woda, co z kolei spowodowało, że mama krzyknęła: „Jasna cholera!”. Na końcu z koszyka dał się słyszeć piskliwy szczek.

– Pieees! – Kamila aż wrzasnęła z radości i zaczęła niecierpliwie otwierać koszyk.

Rzeczywiście – w środku podskakiwał piesek rasy yorkshire terrier. A pies to od lat było jej największe marzenie. Dlatego ten prezent przyćmił inne – bluzka, spódnica, kosmetyki i płyty okazały się zupełnie nieważne. Liczył się tylko zwierzak, którego w noc wigilijną Kamila nazwała… Płatek. Miał być Opłatek, ale tata powiedział jej, że psy powinny mieć imiona dwusylabowe, bo takie najłatwiej zapamiętują i najlepiej na nie reagują. Kamila dowiedziała się też, że pies jest już zaszczepiony, więc jutro będzie można z nim wyjść na pierwszy spacer. Płatek też dostał pod choinkę prezenty – kilka psich zabawek, smycz, obrożę i identyfikator, który Kamila natychmiast podpisała.

Następnego dnia Kamila obudziła się bardzo wcześnie – Płatek nie dał jej spać. Piszczał, bo przez pół nocy bezskutecznie próbował dostać się do jej łóżka. A gdy wszelkie próby wskoczenia na tapczanik nie powiodły się, zaczął biegać po pokoju za piłką, którą znalazł pod posłaniem Kuby. Dopiero gdy Kamila wstała, okazało się, ile to pies narobił w domu szkód. Po pierwsze zjadł Kamili jednego kapcia. Po drugie nasiusiał do drugiego, a poza tym rozsypał po podłodze chipsy, które Kuba położył na szafce przy swoim łóżku. Psie zabawki i posłanie leżały nietknięte – najwyraźniej Płatek stwierdził, że o wiele przyjemniej śpi się na ręczniku. Zresztą pół nocy zajęło mu ściągnięcie go z kaloryfera. Jednak to wszystko nie było ważne. Liczył się fakt, że Kamila wreszcie miała psa. Zadzwoniła do Olka, by mu się pochwalić, a potem do Małgosi, aby umówić się z nią na spacer.

Pierwszy spacer Płatka upłynął pod znakiem śnieżnego szaleństwa – pies pierwszy raz w życiu widział śnieg. Łapał do otwartej mordki płatki i Kamila uznała, że imię Płatek bardzo do niego pasuje. Na dodatek szczeniak pierwszy raz w życiu był na smyczy – dlatego dojście pod blok Małgosi zajęło Kamili dużo więcej czasu niż zwykle.

– Co dostałaś? – spytała Małgosię.

W odpowiedzi usłyszała istną wyliczankę – Małgosia dostała bowiem mnóstwo drobiazgów. Jednak największą przyjemność sprawił jej prezent od Maćka.

Z dumą pokazywała Kamili połówkę srebrnego serduszka, które wisiało na małym łańcuszku.

– A rummy mu się podobało? – spytała Kamila, która wiedziała, że Małgosia spędziła pół dnia w sklepie z grami, by wybrać coś, czego Maciek jeszcze nie miał. A rummy, odpowiednik karcianej gry w remika, wpadł Małgosi w oko w chwili, kiedy była już zupełnie załamana.

Kamila kupiła Olkowi komplet bandan, czyli chustek na głowę lub szyję, i to bandan we wszystkich kolorach tęczy. Używał ich na treningach. Ale po co? Tego nie wiedziała.

Wracając do domu, Kamila postanowiła spuścić Płatka ze smyczy. Przez chwilę biegła przed nim, wołając go po imieniu, cmokając, kucając i klepiąc się po kolanach. Płatek rzeczywiście dreptał za nią. Byli coraz bliżej domu, kiedy nagle zupełnie niespodziewanie wielki stalowoszary dog zaczął pędzić w stronę Płatka. Szczeniak na sam widok olbrzymiego psa zaskowyczał i nim dog dobiegł do niego, Płatek pognał przed siebie, ile miał tylko sił w krótkich nóżkach.

– Płatek! – krzyknęła Kamila i puściła się w pogoń za szczeniakiem. Bezskutecznie. Płatek zniknął.

Wprawdzie właściciel doga przepraszał i tłumaczył, że jego pies jest łagodny jak baranek, ale Kamili na nic zdały się te przeprosiny. Płatka jak nie było, tak nie było.

„Po co ja go spuściłam ze smyczy?” – pomyślała Kamila i rozpłakała się.

Z twarzą mokrą od łez błąkała się po ośnieżonych uliczkach, zaczepiając każdego przechodnia i pytając:

– Czy nie widział pan małego pieska? Takiego kudłatego z kokardką na głowie. Rasy yorkshire terrier…

Niestety – wszyscy napotkani kręcili głowami. Ten pierwszy spacer Płatka trwał już trzecią godzinę, a Kamila zaczęła tracić nadzieję. Widziała Płatka w każdym ogonie, który wystawał ze śnieżnej zaspy. I w każdym szarym przedmiocie leżącym na ziemi – nawet gdy już z daleka przypominał brudną szmatę. Cały czas zastanawiała się, co powie rodzicom. A jeśli Płatka potrącił samochód? Brrr. Ta wizja wydała jej się najgorszą z możliwych. Kamila rozszlochała się jeszcze mocniej. Nagle przyszedł jej do głowy pomysł – rozlepi kartki z ogłoszeniem. A poza tym Płatek ma przecież na szyi identyfikator. Okrągłe kółeczko z plastikową szybką, za którą wczoraj wsunęła plakietkę z jego imieniem i swoim numerem telefonu. Jest więc szansa, że się znajdzie. Skąd jednak wziąć kartki? Nie przyjdzie przecież bez Płatka do domu. Wyjęła z kieszeni komórkę i już miała wystukać numer Małgosi, kiedy telefon zadzwonił.

– Wracaj, Kamilko – Głos mamy w słuchawce był tym, którego Kamila nie chciała teraz słyszeć.

– Jeszcze chwilkę, mamo – poprosiła, starając się powstrzymać płacz.

– Jak tam pies?

– Dobrze, ale muszę kończyć, bo on strasznie szarpie – powiedziała Kamila i rozłączyła się.

Czuła, jak policzki jej płoną po tym kłamstwie.

„Boże! Zaraz się wszystko wyda!” – pomyślała z rozpaczą. I sama już nie wiedziała, czy bardziej jej żal psa, który błąka się gdzieś samotny, czy rodziców, którzy jej go kupili, czy wreszcie siebie.

– Kamila! – usłyszała za sobą czyjś głos.

Odwróciła się. Ktoś biegł w jej kierunku i machał ręką. Sylwetka znajoma, ale kto to? Zakapturzona postać była tak opatulona szalikiem, że jej głos nie brzmiał zbyt wyraźnie. Jednak to się nie liczyło. Kamila zobaczyła, że ten ktoś niesie Płatka!

– Płatek! – Z okrzykiem radości rzuciła się w kierunku zakapturzonej postaci.

Po chwili roztrzęsiony piesek piszczał w jej ramionach.

– Dzięki – powiedziała.

– Nie ma za co – odparł przytłumiony głos.

Z odległości metra zabrzmiał znajomo. Kamila dopiero teraz przyjrzała się zakapturzonej postaci i aż drgnęła.

– Skąd się tu wziąłeś? – spytała, unikając patrzenia w czarne oczy.

– Przechodziłem i usłyszałem pisk pod schodami sklepu. Zajrzałem tam i zobaczyłem psa. Przeczytałem identyfikator, no a reszty się domyślasz…

– Jak ja ci się odwdzięczę? – spytała i zaraz pożałowała tego pytania.

A nuż będzie czegoś chciał? Ale Czarny Michał wyczuł jej obawy, bo rzucił tylko krótkie: „Nie ma sprawy” i powiedziawszy: „Cześć” oraz „Wesołych świąt”, oddalił się w kierunku swojego domu. Za nic w świecie nie przyznałby się Kamili, że tak naprawdę szedł do niej. Chciał podziękować za ramkę, którą znalazł w teczce, i spytać, czy może w niej trzymać jej zdjęcie. Bo takie jedno, na którym wyszła szczególnie pięknie, zrobił jej w zeszłym roku w Białowieży.

„Ale ja jestem głupi” – złościł się na siebie, otwierając drzwi mieszkania.

W tym samym czasie w domu Kamila zdejmowała kurtkę.

– Jak było na spacerze? – spytał tata.

– Dobrze – odpowiedziała.

Ale nie była to prawda. I wcale nie dlatego, że zginął jej Płatek, bo przecież w końcu się znalazł. Kamila po prostu czuła, że znalezienie Płatka przez Michała to nie przypadek.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE