MAJÓWKA
To było ostatnie zebranie rodziców przed końcem roku, a co za tym idzie – końcem nauki w gimnazjum. Nie wszyscy przyszli. Mama Michała nie przyszła – napisała do pani Czajki pismo, że ze względu na stan zdrowia nie może się pojawić, ale jeśli podejmowano by jakieś ważne decyzje, to ona zgadza się z większością. Ważna decyzja była jedna. Majówka. Jednodniowa, ale całodzienna wycieczka bez noclegu. Do Puszczy Kampinoskiej. Z wędrówką szlakiem, zwiedzaniem muzeum puszczy, jazdą drabiniastymi wozami i ogniskiem z kiełbaskami.
– Czy to warto? Tak przed końcem roku? – obruszyła się mama Stasia, która słynęła z tego, że to, co było związane z rozrywką, a nie nauką, uważała niemalże za naganne. – Oni powinni się uczyć! – dodała, a w tym momencie mamy Maćka i Białego Michała spojrzały na siebie porozumiewawczo.
– Czy pani nie przesadza? – spytała mama Maćka. – Ja ze szkoły najlepiej wspominam wycieczki i to, co działo się na przerwach, a nie to, co miało miejsce na lekcjach.
– Pewnie nie była pani najlepszą uczennicą – prychnęła z pogardą mama Stasia.
– Nie byłam – przyznała mama Maćka. – Ale nie wydaje mi się, bym wyrosła na kogoś, kto jest zakałą społeczeństwa. A pani ciągle sugeruje, że tylko najlepsi uczniowie mają jakąś wartość.
– Otóż to! – odezwała się mama Kaśki. Jej córka najlepszych ocen nigdy nie miała, a w tym roku zarówno przez długi pobyt w szpitalu, jak i zachowanie z ostatnich tygodni średnia spadła jej w sposób znaczący. – Każdy jest potrzebny. Nie tylko naukowiec, ale i piekarz…
– To niech pani śle córkę do szkoły piekarskiej, ale nie zmusza innych, by tak jak pani nie dbali o edukację swoich dzieci! – odparowała mama Stasia, mocno zagniewana.
– Proszę państwa – odezwała się pani Czajka – w ten sposób nie dojdziemy do porozumienia. Prosiłabym, by podnieśli ręce ci rodzice, którzy nie chcą wycieczki. Zaznaczam, że jeśli problemem są finanse, to dla najbardziej potrzebujących mamy dotację z komitetu rodzicielskiego. Więc? Kto nie chce wycieczki?
Z całej grupy rodziców rękę podniosła tylko mama Stasia.
– Mój syn nie pojedzie! – powiedziała obrażonym tonem.
– To już jest pani sprawa – ucięła pani Czajka, a mama Maćka skomentowała to dość głośno:
– Biedne dziecko.
Z rodziców jako opiekun zgłosił się… tata Kamili.
* * *
A jednak Staś pojechał na wycieczkę. Co sprawiło, że jego mama zmieniła zdanie? Tego nikt nie wiedział. On sam na pytanie Maćka machnął ręką i ruchem głowy pokazał za siebie. Za jego plecami stała mama i rozmawiała z panią Czajką:
– Uznałam, że najlepiej będzie, jeśli pojadę z państwem – zakomunikowała głosem nieznoszącym sprzeciwu. – Chyba znajdzie się jeszcze miejsce w autokarze?
– Oczywiście – powiedziała pani Czajka. – Tylko nie wiem, jak będzie z kiełbasą na ognisko.
– Poradzimy sobie – odparła mama Stasia i wsiadła do autokaru.
Spod szkoły wyjechali punktualnie. Kamila miała ze sobą kamerę. Dzień przed wycieczką zapowiedziała, że nakręci film o klasie III a, a jej tata potem go zmontuje. Wszyscy będą mogli zamówić sobie kopię. Zwłaszcza że każdy dostanie w nim swoje pięć minut.
Kamila już w autokarze zaczęła nagrywać wywiady. Oczywiście na pierwszy ogień poszła… pani Czajka.
– Co jest najfajniejsze, kiedy jest się nauczycielem? – spytała wychowawczynię.
– Mam mówić serio?
– Jak pani chce – odparła Kamila, nie przestając filmować.
– Ma się dwa miesiące wakacji – odparła pani Czajka – a poza tym wypuszcza się uczniów w świat.
– Najśmieszniejszy psikus, jaki pani zrobiono?
– Kiedyś na prima aprilis pisałam białym serem po tablicy.
– Przecież to nasz psikus! – ucieszyła się Kamila.
– A faktycznie! – odparła pani Czajka i zaśmiała się.
Kamila podeszła do kierowcy.
– Czy rozmowa podczas jazdy jest zabroniona?
Kierowca jednak nie zdążył odpowiedzieć, bo tuż koło Kamili stanęła mama Stasia i kazała jej wrócić na miejsce.
– Mógłby pan pilnować córki – odezwała się z wyrzutem do ojca Kamili, który tylko ciężko westchnął.
– Tata, wytłumacz pani, że będą fajniejsze ujęcia, kiedy z kierowcą zamieni się dwa zdania w czasie jazdy.
Ale tata Kamili, zamiast cokolwiek tłumaczyć mamie Stasia, wziął kamerę i sam poszedł na rozmowę z kierowcą.
* * *
Na miejsce dotarli tuż po dziewiątej. Puszcza pachniała wiosną. Szlak, którym poprowadził ich przewodnik, był krótki, ale wędrówka trwała dość długo. A to dlatego, że tata Kamili tuż przed wyruszeniem zapowiedział, że aby film nakręcony podczas wycieczki był dla wszystkich cenną pamiątką, każdy zostanie operatorem kamery. Jeśli ktoś nie wie, jak ją obsługiwać, ma się nie wstydzić, tylko podejść i poprosić o instrukcje. Podczas całej wędrówki kamera przechodziła z rąk do rąk. Każdy filmował co innego. Czasem na tego, w którego rękach się znajdowała, trzeba było trochę poczekać. Natalia nakręciła owady. Nawet najokropniejszy robak dostał dobrą minutę na filmie, który przecież z założenia miał być poświęcony III a. Dziewczyny się wściekały, ale Patryk z zapałem podjął pomysł Natalii i pobiegł uwiecznić życie ogrodzonego żerdziami mrowiska.
Najwięcej kłopotów sprawiło filmowanie w muzeum. Było tam dość ciemno, jednak żeńska część klasy poradziła sobie z tym problemem. Dziewczyny nakręciły… siebie i to na bliskim planie.
Muzeum okazało się tym miejscem, które mama Stasia uznała za warte zwiedzenia. Wypchane zwierzęta, w tym ptaki, które normalnie trudno zauważyć, były tym, co najbardziej ją zachwyciło.
– No! Jednak wycieczka okazała się pożyteczna – powiedziała i spojrzała na tatę Kamili, oczekując z jego strony aprobaty.
– Tak, tak. Oczywiście – bąknął pod nosem pan Andrzej i oddalił się w kierunku pani Czajki.
– To co? – zagadnął ją po chwili. – Teraz będziemy jechać tymi wozami?
– Tak – odparła pani Czajka. – Zbliża się właśnie pora, na którą umówiliśmy się z woźnicami.
– To musimy jakoś zorganizować, by kamera nakręciła i to, co dzieje się na jednym i na drugim wozie – powiedział tata Kamili. – Pójdę się dowiedzieć, czy jest jakaś szansa, by w trakcie jazdy przekazać kamerę z wozu do wozu – dodał i oddalił się w kierunku palących papierosy woźniców. Po chwili wrócił zadowolony i oznajmił, że wszystko załatwione. – W połowie trasy pierwszy wóz zatrzyma się i poczeka, aż dobije do niego drugi. Wtedy przeniesiemy kamerę – wyjaśnił pani Czajce.
Do Maćka kamera trafiła, kiedy jechał na wozie. Nakręcił więc rozmowę z woźnicą i dużo, dużo Małgosi. A także… mamę Stasia, która z wielkim niesmakiem patrzyła na muchy latające wokół końskiego zadu. Ewka nakręciła rozmowę z Kaśką o kosmetykach, zatytułowaną: O wyższości tipsów nad obgryzionymi paznokciami. A Kaśka dyskurs z Ewką o wróżbach: Fusy – plusy i minusy. Biały Michał wygłosił wykład na temat komiksów. Tomek nic nie mówił, tylko wyciągnął aparat fotograficzny i fotografował kamerę, która z kolei filmowała jego.
Kinga odpowiadała na pytanie o swój ulubiony przedmiot. Mocno wahała się między językiem polskim a… geografią. Czarny Michał mówił o tym, kim będzie, jak dorośnie. Ku zdumieniu wszystkich wyznał, że… lekarzem. I tylko Kinga domyśliła się dlaczego. W końcu w domu czekała na Michała mama, powoli odzyskująca siły po operacji, ale głos, którym przez lata zarabiała na życie, pozostał już tylko na archiwalnych taśmach Polskiego Radia.
* * *
Najwięcej radości sprawiło ognisko. Po pierwsze dlatego, że kiedy wreszcie udało się je rozpalić, wszyscy byli już porządnie głodni. Oczywiście najbardziej Mateusz, który jak tylko zjadł, porwał kamerę i pobiegł filmować… jedzenie. Poza tym wszyscy śpiewali.
Kamila z Wojtkiem siedzieli obok siebie przy ognisku.
– Wiesz – szepnął Wojtek – dopiero teraz zaczynam się dobrze czuć w tej klasie. Szkoda, że już za kilka tygodni się rozstaniemy.
– Ale przecież możemy pójść razem do ogólniaka – odparła szybko Kamila, a potem już wolniej i ciszej dodała: – Jeśli chcesz…
– Pewnie, że chcę – odparł Wojtek i pociągnął ją leciutko za włosy. W tym momencie stanął przed nimi Mateusz z kamerą.
– No! Teraz wasza kolej na filmowanie. Ja muszę się rozejrzeć, może jest jeszcze jakaś kiełbasa.
I oblizując się, poszedł w kierunku stołu, przy którym siedzieli rodzice i zażarcie dyskutowali o tym, jak należy wychowywać dzieci. Jedynie pani Czajka nie brała udziału w dyskusji. Myślała bowiem tylko o jednym. Że zmieniają się czasy, ale i dzieci, i rodzice mają ciągle te same problemy.