×

Używamy ciasteczek, aby ulepszyć LingQ. Odwiedzając stronę wyrażasz zgodę na nasze polityka Cookie.


image

7 metrów pod ziemią, „Zdrowy pies lizał mnie po ręce, a ja odbierałam mu życie" – 7 metrów ... (1)

„Zdrowy pies lizał mnie po ręce, a ja odbierałam mu życie" – 7 metrów ... (1)

Niektórzy opiekunowie zwierząt

czasami traktują swoich podopiecznych jak

przedmioty albo jak problem, którego należy się pozbyć.

Zdrowy zupełnie, młody pies

lizał nas po twarzy, po rękach i...

A my odbierałyśmy mu życie, ponieważ tak

zadecydował właściciel i nie ma dyskusji.

Nie powiem, że się znieczulam, ale...

jest to dla mnie też olbrzymie obciążenie.

Od sześciu lat jesteś lekarzem weterynarii. Powiedz,

proszę, czy Polacy dbają o swoje

domowe zwierzaki?

Dbają i nie dbają. Wiesz, często

osoby,

bardzo skromne i niezamożne

są w stanie wydać na swoje zwierzęta

bardzo dużo. Jest wiele osób, które traktują

zwierzaki jak swoich członków rodziny

i poświęcają bardzo dużo czasu,

ale wiesz, wystarczy też wyjechać

poza granice większego miasta i zobaczyć zwierzęta

na łańcuchu, które są

wychudzone, stoją przy budzie, więc

sytuacja myślę, że jest no taka

bardzo różnorodna u nas Jeśli mówimy o tych sytuacjach,

kiedy nie dbają właściciele

o swoje zwierzęta, to na czym to

niedbalstwo najczęściej polega?

Myślę, że przede wszystkim

kiepskim żywieniem zwierząt, tym, że

karmią zwierzęta

wieprzowiną, kośćmi z

rosołu, które są kruche i mogą pokaleczyć układ

pokarmowy psa, rzeczami niejadalnymi.

Jest dużo rzeczy, wiesz, trujących też dla zwierząt jak

czekolada czy rodzynki, cebula,

czosnek, część przypraw i...

Cześć osób sobie w ogóle z tego nie zdaje sprawy,

że te rzeczy szkodzą zwierzętom, tak jak

konserwanty w jedzeniu. Też często

właściciele przychodzą do nas za późno, kiedy

już zwierzęciu nie da się pomóc, bo przegapili

ważne objawy, które świadczyły o tym na przykład, że zwierzę

boli albo że cierpi, albo na przykład że przestało jeść

od pewnego czasu. I...

właściciel zareagował, wiesz, dość późno.

I...

No to jest taka trudna sytuacja, która pokazuje,

że nadal wiele osób

nie ma zupełnie świadomości o tym, że

zwierzęta też mają potrzeby tak jak ludzie i

też potrzebują specjalistycznej

opieki medycznej, tak jak my.

A czy bywają sytuacje, kiedy przychodzi do ciebie

klient ze zwierzakiem

np. po to, żeby wyczyścić zęby,

no a ty widzisz, że problem jest

znacznie poważniejszy, bo na przykład zwierzak

jest bity, kopany. Czy jesteś w stanie

takie rzeczy zauważyć?

Oczywiście, jesteśmy w stanie to zobaczyć.

Widać to po zachowaniu zwierzęcia, że ono jest

zalęknione, że się boi, że na przykład, wiesz, ma takie

zachowania, że robi uniki, że

gdzieś się, wiesz, kuli, jest zalęknione i...

Też są zwierzęta po różnych traumach,

wzięte np. ze schroniska,

ale zdarza się i przemoc w stosunku

do zwierząt, kiedy widzisz, że zwierzę jest

bite, kiedy jest

wychudzone, kiedy ma, wiesz, powrastaną np. obrożę.

Takie sytuacje też mają

miejsce, myślę, że częściej właśnie na wsi

i w mniejszych miejscowościach.

Co w takiej sytuacji?

Możemy zgłosić sprawę na policję,

do inspektoratu

i do Towarzystwa Ochrony nad Zwierzętami,

ale sytuacja jest o tyle trudna, że

z jednej strony jesteśmy zmuszeni do zachowania tajemnicy

lekarskiej, z drugiej strony

powinniśmy reagować. W praktyce też osoba, która

tak się zachowuje,

która znęca się nad zwierzęciem, zdarza się też

że znęca się nad swoimi członkami rodziny, więc...

To często idzie w parze?

Tak, bo okazuje się, wiesz, właśnie, że

jakby nie było, to

przemoc zaczyna się w stosunku

najczęściej do zwierząt, później przenosi się na ludzi,

a potem pojawiają się przestępstwa i...

Często lekarze obawiają się wręcz o samych siebie,

o swoje życie. Ja na szczęście nie miałam...

Nie pracuje też na wsi, więc nie mam do czynienia z takimi

sytuacjami, ale koledzy moi

mają przypadki rzeczywiście takiej przemocy w stosunku

do zwierząt. To są dramatyczne sytuacje,

gdzie

no siłą rzeczy musisz taką sprawę zgłosić

po prostu na policję. Natomiast w Polsce nasza ustawa

o ochronie zwierząt też nie jest od lat

na tyle rygorystyczna, żeby tych ludzi potem

pociągać do odpowiedzialności i kolejne

rządy... Nie ma obietnic,

niestety nadal nic z tym nie robią i...

Czyli jak to wygląda w praktyce?

No w praktyce, jeśli taka

sytuacja w ogóle, wiesz, trafia

na wokandę, ktoś zgłosi znęcanie

się nad zwierzęciem, bo słyszy się o kimś, kto zakopał zwierzę

w lesie albo ciągnął zwierzę za sobą

i to zostanie zgłoszone,

to prawdopodobnie ta osoba co najwyżej dostanie, wiesz,

500 zł grzywny i jakiś wyrok w zawieszeniu, czyli w praktyce

nic. Bardzo rzadko

słyszy się o takich wyrokach, że rzeczywiście ktoś musiał

coś odpracować albo trafić do więzienia i...

Nadal od lat ta ustawa

jest w niezmienionej w formie, a powinna

być gruntownie przebudowana.

To są takie mało przyjemne aspekty twojej pracy, kiedy

spotykasz się właśnie z takimi sytuacjami.

A czy jest ich więcej? Tych mniej przyjemnych.

Myślę, że wszelkiego typu trudne

decyzje związane z leczeniem zwierząt.

Bardzo taką, no, trudną częścią naszej

pracy jest moment, w którym musimy porozmawiać

z opiekunem o dalszych losach

zwierzęcia, kiedy np. nie ma

pieniędzy na leczenie, to jest taka

częsta sytuacja w naszej pracy, gdzie

w momencie, kiedy

możemy zwierzę leczyć, mamy do tego sprzęt, mamy wiedzę,

mamy doświadczenie, mamy specjalizację,

po prostu nie ma finansów i pada decyzja

o eutanazji, uśpieniu zwierzęcia.

To jest jeden, myślę, z takich czynników ważnych

wypalenia zawodowego w naszej branży.

Coś, co sprawia, że wiele osób czuje,

że ślizga się po powierzchni, że nie może pomóc,

mimo że mogłoby, to tak naprawdę...

Te sytuacje bardzo mocno na nas psychicznie wpływają.

Zdarzyła ci się taka sytuacja, kiedy

wiedziałaś, że można by leczyć tego zwierzaka,

a jednak uszanowałaś decyzję właściciela

i przeprowadziłaś eutanazję?

Oczywiście, wielokrotnie. I jakby

opiekun zwierzęcia ma zawsze tutaj ostatnie

słowo i trzeba

je uszanować, bo to on podejmuje decyzje

za naszą radą i też rekomendacją,

ale decyzja w 100 proc. jest do niego.

Takim przykładem jest choćby choroba,

która nazywa się ropomacicze. To jest choroba suk, pojawia się

u zwierząt, które nie są sterylizowane. No i

jakby leczeniem z wyboru jest sterylizacja

tego zwierzęcia i usunięcie tego zmienionego organu.

No ale w Polsce wiele zwierząt nie jest sterylizowanych

i ta choroba bardzo często się pojawia

i właściciele, słysząc,

że może zwierzę leczyć i zabieg kosztuje,

nie wiem, kilkaset złotych, mówi, że nie ma takich pieniędzy

i podejmuje decyzję właśnie o uśpieniu zwierzęcia.

Za granicą również, więc...

A ile kosztuje samo uśpienie?

To wszystko zależy, wiesz, od zwierzęcia, czy jest

to kot, czy jest to pies, mały czy też

duży. Różnie, między 150,

nawet 300-400 złotych.

Wszystko zależy od tego, ile też trzeba podać zwierzęciu środka

właśnie do uśpienia.

Ale najczęściej jest to tańsze

niż leczenie tego zwierzaka.

Zdecydowanie.

A czy ty nie możesz po prostu odmówić?

Możemy odmówić w momencie, kiedy nie mamy medycznych

przesłanek do tego,

ale zawsze trzeba wziąć pod uwagę

również sytuację ekonomiczną właściciela i...

dobro tego zwierzęcia, bo jeżeli na przykład

nie będzie w stanie ten właściciel zapewnić mu

prawidłowej opieki później, opiekować się na przykład zwierzęciem,

nie wiem, sparaliżowanym albo przewlekle chorym,

któremu trzeba podawać leki, karmić je

specjalistyczną, drogą karmą, to

też musi właściciel usłyszeć o wszystkich możliwościach,

więc to jest taki, wiesz, olbrzymi

dylemat również pomiędzy

dobrem zwierzęcia, dobrem właściciela, a też kwestią

ekonomiczną, bo nie należy zapominać,

że jednak zakład

leczniczy dla zwierząt to jest firma,

która też generuje zysk i tym samym

wynagrodzenie dla pracowników i...

A eutanazja to usługa.

Jest też właśnie usługą, więc...

taką siłą rzeczy to miejsce

skazuje się też, no,

w tym momencie na stratę.

No sama eutanazja, ale również później kremacja zwierzęcia, więc...

Bardzo trudna sytuacja.

A czy zdarzają się sytuacje odwrotne, kiedy

przesłanki są takie, żeby jednak

zaoszczędzić temu zwierzakowi cierpienia,

a właściciel za wszelką cenę

chce to życie przedłużyć. Mówi: "nie,

nie zgadzam się".

Tak, takie sytuacje też często się zdarzają, ponieważ

opiekun zwierzęcia

często słysząc od nas niepomyślne wieści

w swojej takiej, wiesz,

zupełnie instynktownej reakcji zaprzecza temu,

co słyszy. To jest taka reakcja obronna na

niepomyślne wieści. I jakby nie dopuszcza tego do siebie.

To jest też taki moment wchodzenia w proces żałoby,

przyjęcia niepomyślnych wieści. Na początku

takiej złości, zaprzeczenia, potem próby targowania

się i dopiero takiego, wiesz, smutku,

akceptacji, przejścia dalej i...

niejednokrotnie mamy zwierzęta terminalnie chore,

które na przykład mają nowotwory i są w końcowym

stadium choroby i właściciel prosi

jeszcze, żeby walczyć, żeby utrzymać je przy życiu.

I musi od nas usłyszeć po prostu

też o wszystkich za i przeciw, ale on na koniec dnia

podejmuje decyzję i...

Pamiętaj też, że na koniec

płaczemy nad sobą, nad

swoją stratą, po stracie członka rodziny,

bliskiej osoby, ale też zwierzęcia, bo, wiesz, dzisiaj

pies czy kot jest członkiem rodziny.

I... będzie chciał jeszcze właśnie

często do końca walczyć, kiedy wiemy, że sytuacja

jest beznadziejna. Dla nas najważniejsze jest to, żeby

wyczuć ten trudny moment, kiedy jest

czas, żeby powiedzieć "do widzenia".

Macie jakieś sposoby na to, żeby

znieczulić, zmniejszyć ból człowieka

wynikający z faktu, że musi pożegnać się ze swoim,

tak jak mówisz, przyjacielem, członkiem rodziny.

W szkole nikt nas kompletnie tego nie uczy,

nie ma żadnych zajęć w Polsce

z przekazywania niepomyślnych wieści.

Bardzo dużo zależy od samej

osobowości lekarza weterynarii, od umiejętności komunikacyjnych,

od...

przede wszystkim empatii i...

Wiele osób w ogóle, wiesz, myli

empatię ze współczuciem. Empatia to nie jest

współczucie komuś i poklepanie go po ramieniu "o,

jest mi przykro w związku z pana sytuacją".

Empatia to jest..., która jest

niezbędną częścią naszej pracy, jest umiejętnością

współodczuwania, czyli wstawienia się

w buty tej osoby, w jej sytuację,

ale zachowania też własnej perspektywy,

w związku z czym my jesteśmy takim okrętem i sterem

dla tej osoby w trudnej sytuacji, która może

wpaść w histerię, może się nam rozpłakać

może się zdenerwować i wyjść, może trzasnąć drzwiami,

może... może... Wiesz, jest

w ciężkich często emocjach i taka

umiejętność samokontroli, zapanowania nad sytuacją i pokazania

"jestem tutaj dla ciebie", "widzę, że cierpisz".

I przede wszystkim też nieokazywania tylko tej empatii

zwierzęciu, tylko drugiej osobie,

o czym właśnie często wielu lekarzy zapomina.

I mówią to również badania, że nie jesteśmy z tego

przeszkoleni, to jest umiejętność, którą się nabywa.

Empatia do innych wzrasta z czasem też

z doświadczeniem, więc młodzi lekarze też nie czują się na tyle pewnie.

Tak, muszą się tego nauczyć. Ale co można powiedzieć?

Tak już to sprowadzając do

tej sytuacji. Co powiedzieć takiemu człowiekowi,

żeby jakoś mu

było lepiej?

Jakie są twoje doświadczenia? Jak ty postępujesz?

Przede wszystkim sam fakt, że lekarz

wypowie, że widzi, co czuje ta osoba, a często,

a często czuje żal, złość, smutek.

Często lęk w takiej sytuacji. Powiedzenie

opiekunowi zwierzęcia, że "widzę, że jest pani ciężko",

okazanie zrozumienia dla tej sytuacji,

okazanie wsparcia

i powiedzenie, że jesteśmy tutaj razem

i zrobiliśmy wszystko, żeby pani zwierzęciu pomóc.

Takie, wiesz, drobne gesty, które... To się

nazywa w ogóle kojący dotyk

i ja nie mówię teraz o, wiesz, rzucaniu się w ramiona

obcej osobie czy przytulaniu

obcych ludzi, chociaż powiem ci szczerze, że ja w ogóle nie mam z tym problemu.

Bo ja w ogóle w swojej pracy, jak pracuję

na ostrym dyżurze

często mam bardzo dużo eutanazji, zdarza mi się, że mam,

wiesz, sześć takich zabiegów dziennie.

W ciągu jednego dnia?

W ciągu jednego dnia. Bo wiele zwierząt trafia do nas

w bardzo ciężkim stanie,

odesłanych np. z innych lecznic, okazuje się, że

niestety nie możemy nic więcej zrobić albo

koszty leczenia przerastają możliwości właścicieli.

Czy ty się nie znieczulasz wtedy?

Nie powiem, że się znieczulam, ale...

jest to dla mnie też olbrzymie obciążenie, już, wiesz,

w takiej ilości.

Średnio mówi się, że lekarze

dokonują, nie wiem, 5-10 eutanazji

w miesiącu. Lekarze, którzy

pracują w lecznicach całodobowych myślę, że mają znacznie

więcej ich na swoim koncie, bo tam jest więcej po prostu takich

bardzo ciężkich przypadków.

I... Ja na przykład delikatnie

trzymam za rękę opiekuna i...

kładę komuś rękę na ramieniu i...

wielokrotnie zdarzało mi się, że zupełnie obca osoba sama

padała mi w ramiona. I wtedy odwzajemniam ten uścisk,

przytulam taką osobę,

gładzę na przykład kogoś po ramieniu i...

ludzie bardzo dobrze na to reagują, bo to jest często

po prostu taki odruch...

Zupełnie ludzki.

Ludzki, człowieczeństwa. I to jest to, czego potrzebują.

Chociaż wiem, że wielu lekarzy tego nie

praktykuje...

Często to jest właśnie to, co sprawia, że

w percepcji tego opiekuna

my wychodzimy właśnie na tych ludzkich, współodczuwających, że

on ma fizyczny dowód na to,

że my jesteśmy przy nim.

A jaka jest najgorsza rzecz, jaką lekarz mógłby w takiej sytuacji


„Zdrowy pies lizał mnie po ręce, a ja odbierałam mu życie" – 7 metrów ... (1)

Niektórzy opiekunowie zwierząt

czasami traktują swoich podopiecznych jak

przedmioty albo jak problem, którego należy się pozbyć.

Zdrowy zupełnie, młody pies

lizał nas po twarzy, po rękach i...

A my odbierałyśmy mu życie, ponieważ tak

zadecydował właściciel i nie ma dyskusji.

Nie powiem, że się znieczulam, ale...

jest to dla mnie też olbrzymie obciążenie.

Od sześciu lat jesteś lekarzem weterynarii. Powiedz,

proszę, czy Polacy dbają o swoje

domowe zwierzaki?

Dbają i nie dbają. Wiesz, często

osoby,

bardzo skromne i niezamożne

są w stanie wydać na swoje zwierzęta

bardzo dużo. Jest wiele osób, które traktują

zwierzaki jak swoich członków rodziny

i poświęcają bardzo dużo czasu,

ale wiesz, wystarczy też wyjechać

poza granice większego miasta i zobaczyć zwierzęta

na łańcuchu, które są

wychudzone, stoją przy budzie, więc

sytuacja myślę, że jest no taka

bardzo różnorodna u nas Jeśli mówimy o tych sytuacjach,

kiedy nie dbają właściciele

o swoje zwierzęta, to na czym to

niedbalstwo najczęściej polega?

Myślę, że przede wszystkim

kiepskim żywieniem zwierząt, tym, że

karmią zwierzęta

wieprzowiną, kośćmi z

rosołu, które są kruche i mogą pokaleczyć układ

pokarmowy psa, rzeczami niejadalnymi.

Jest dużo rzeczy, wiesz, trujących też dla zwierząt jak

czekolada czy rodzynki, cebula,

czosnek, część przypraw i...

Cześć osób sobie w ogóle z tego nie zdaje sprawy,

że te rzeczy szkodzą zwierzętom, tak jak

konserwanty w jedzeniu. Też często

właściciele przychodzą do nas za późno, kiedy

już zwierzęciu nie da się pomóc, bo przegapili

ważne objawy, które świadczyły o tym na przykład, że zwierzę

boli albo że cierpi, albo na przykład że przestało jeść

od pewnego czasu. I...

właściciel zareagował, wiesz, dość późno.

I...

No to jest taka trudna sytuacja, która pokazuje,

że nadal wiele osób

nie ma zupełnie świadomości o tym, że

zwierzęta też mają potrzeby tak jak ludzie i

też potrzebują specjalistycznej

opieki medycznej, tak jak my.

A czy bywają sytuacje, kiedy przychodzi do ciebie

klient ze zwierzakiem

np. po to, żeby wyczyścić zęby,

no a ty widzisz, że problem jest

znacznie poważniejszy, bo na przykład zwierzak

jest bity, kopany. Czy jesteś w stanie

takie rzeczy zauważyć?

Oczywiście, jesteśmy w stanie to zobaczyć.

Widać to po zachowaniu zwierzęcia, że ono jest

zalęknione, że się boi, że na przykład, wiesz, ma takie

zachowania, że robi uniki, że

gdzieś się, wiesz, kuli, jest zalęknione i...

Też są zwierzęta po różnych traumach,

wzięte np. ze schroniska,

ale zdarza się i przemoc w stosunku

do zwierząt, kiedy widzisz, że zwierzę jest

bite, kiedy jest

wychudzone, kiedy ma, wiesz, powrastaną np. obrożę.

Takie sytuacje też mają

miejsce, myślę, że częściej właśnie na wsi

i w mniejszych miejscowościach.

Co w takiej sytuacji?

Możemy zgłosić sprawę na policję,

do inspektoratu

i do Towarzystwa Ochrony nad Zwierzętami,

ale sytuacja jest o tyle trudna, że

z jednej strony jesteśmy zmuszeni do zachowania tajemnicy

lekarskiej, z drugiej strony

powinniśmy reagować. W praktyce też osoba, która

tak się zachowuje,

która znęca się nad zwierzęciem, zdarza się też

że znęca się nad swoimi członkami rodziny, więc...

To często idzie w parze?

Tak, bo okazuje się, wiesz, właśnie, że

jakby nie było, to

przemoc zaczyna się w stosunku

najczęściej do zwierząt, później przenosi się na ludzi,

a potem pojawiają się przestępstwa i...

Często lekarze obawiają się wręcz o samych siebie,

o swoje życie. Ja na szczęście nie miałam...

Nie pracuje też na wsi, więc nie mam do czynienia z takimi

sytuacjami, ale koledzy moi

mają przypadki rzeczywiście takiej przemocy w stosunku

do zwierząt. To są dramatyczne sytuacje,

gdzie

no siłą rzeczy musisz taką sprawę zgłosić

po prostu na policję. Natomiast w Polsce nasza ustawa

o ochronie zwierząt też nie jest od lat

na tyle rygorystyczna, żeby tych ludzi potem

pociągać do odpowiedzialności i kolejne

rządy... Nie ma obietnic,

niestety nadal nic z tym nie robią i...

Czyli jak to wygląda w praktyce?

No w praktyce, jeśli taka

sytuacja w ogóle, wiesz, trafia

na wokandę, ktoś zgłosi znęcanie

się nad zwierzęciem, bo słyszy się o kimś, kto zakopał zwierzę

w lesie albo ciągnął zwierzę za sobą

i to zostanie zgłoszone,

to prawdopodobnie ta osoba co najwyżej dostanie, wiesz,

500 zł grzywny i jakiś wyrok w zawieszeniu, czyli w praktyce

nic. Bardzo rzadko

słyszy się o takich wyrokach, że rzeczywiście ktoś musiał

coś odpracować albo trafić do więzienia i...

Nadal od lat ta ustawa

jest w niezmienionej w formie, a powinna

być gruntownie przebudowana.

To są takie mało przyjemne aspekty twojej pracy, kiedy

spotykasz się właśnie z takimi sytuacjami.

A czy jest ich więcej? Tych mniej przyjemnych.

Myślę, że wszelkiego typu trudne

decyzje związane z leczeniem zwierząt.

Bardzo taką, no, trudną częścią naszej

pracy jest moment, w którym musimy porozmawiać

z opiekunem o dalszych losach

zwierzęcia, kiedy np. nie ma

pieniędzy na leczenie, to jest taka

częsta sytuacja w naszej pracy, gdzie

w momencie, kiedy

możemy zwierzę leczyć, mamy do tego sprzęt, mamy wiedzę,

mamy doświadczenie, mamy specjalizację,

po prostu nie ma finansów i pada decyzja

o eutanazji, uśpieniu zwierzęcia.

To jest jeden, myślę, z takich czynników ważnych

wypalenia zawodowego w naszej branży.

Coś, co sprawia, że wiele osób czuje,

że ślizga się po powierzchni, że nie może pomóc,

mimo że mogłoby, to tak naprawdę...

Te sytuacje bardzo mocno na nas psychicznie wpływają.

Zdarzyła ci się taka sytuacja, kiedy

wiedziałaś, że można by leczyć tego zwierzaka,

a jednak uszanowałaś decyzję właściciela

i przeprowadziłaś eutanazję?

Oczywiście, wielokrotnie. I jakby

opiekun zwierzęcia ma zawsze tutaj ostatnie

słowo i trzeba

je uszanować, bo to on podejmuje decyzje

za naszą radą i też rekomendacją,

ale decyzja w 100 proc. jest do niego.

Takim przykładem jest choćby choroba,

która nazywa się ropomacicze. To jest choroba suk, pojawia się

u zwierząt, które nie są sterylizowane. No i

jakby leczeniem z wyboru jest sterylizacja

tego zwierzęcia i usunięcie tego zmienionego organu.

No ale w Polsce wiele zwierząt nie jest sterylizowanych

i ta choroba bardzo często się pojawia

i właściciele, słysząc,

że może zwierzę leczyć i zabieg kosztuje,

nie wiem, kilkaset złotych, mówi, że nie ma takich pieniędzy

i podejmuje decyzję właśnie o uśpieniu zwierzęcia.

Za granicą również, więc...

A ile kosztuje samo uśpienie?

To wszystko zależy, wiesz, od zwierzęcia, czy jest

to kot, czy jest to pies, mały czy też

duży. Różnie, między 150,

nawet 300-400 złotych.

Wszystko zależy od tego, ile też trzeba podać zwierzęciu środka

właśnie do uśpienia.

Ale najczęściej jest to tańsze

niż leczenie tego zwierzaka.

Zdecydowanie.

A czy ty nie możesz po prostu odmówić?

Możemy odmówić w momencie, kiedy nie mamy medycznych

przesłanek do tego,

ale zawsze trzeba wziąć pod uwagę

również sytuację ekonomiczną właściciela i...

dobro tego zwierzęcia, bo jeżeli na przykład

nie będzie w stanie ten właściciel zapewnić mu

prawidłowej opieki później, opiekować się na przykład zwierzęciem,

nie wiem, sparaliżowanym albo przewlekle chorym,

któremu trzeba podawać leki, karmić je

specjalistyczną, drogą karmą, to

też musi właściciel usłyszeć o wszystkich możliwościach,

więc to jest taki, wiesz, olbrzymi

dylemat również pomiędzy

dobrem zwierzęcia, dobrem właściciela, a też kwestią

ekonomiczną, bo nie należy zapominać,

że jednak zakład

leczniczy dla zwierząt to jest firma,

która też generuje zysk i tym samym

wynagrodzenie dla pracowników i...

A eutanazja to usługa.

Jest też właśnie usługą, więc...

taką siłą rzeczy to miejsce

skazuje się też, no,

w tym momencie na stratę.

No sama eutanazja, ale również później kremacja zwierzęcia, więc...

Bardzo trudna sytuacja.

A czy zdarzają się sytuacje odwrotne, kiedy

przesłanki są takie, żeby jednak

zaoszczędzić temu zwierzakowi cierpienia,

a właściciel za wszelką cenę

chce to życie przedłużyć. Mówi: "nie,

nie zgadzam się".

Tak, takie sytuacje też często się zdarzają, ponieważ

opiekun zwierzęcia

często słysząc od nas niepomyślne wieści

w swojej takiej, wiesz,

zupełnie instynktownej reakcji zaprzecza temu,

co słyszy. To jest taka reakcja obronna na

niepomyślne wieści. I jakby nie dopuszcza tego do siebie.

To jest też taki moment wchodzenia w proces żałoby,

przyjęcia niepomyślnych wieści. Na początku

takiej złości, zaprzeczenia, potem próby targowania

się i dopiero takiego, wiesz, smutku,

akceptacji, przejścia dalej i...

niejednokrotnie mamy zwierzęta terminalnie chore,

które na przykład mają nowotwory i są w końcowym

stadium choroby i właściciel prosi

jeszcze, żeby walczyć, żeby utrzymać je przy życiu.

I musi od nas usłyszeć po prostu

też o wszystkich za i przeciw, ale on na koniec dnia

podejmuje decyzję i...

Pamiętaj też, że na koniec

płaczemy nad sobą, nad

swoją stratą, po stracie członka rodziny,

bliskiej osoby, ale też zwierzęcia, bo, wiesz, dzisiaj

pies czy kot jest członkiem rodziny.

I... będzie chciał jeszcze właśnie

często do końca walczyć, kiedy wiemy, że sytuacja

jest beznadziejna. Dla nas najważniejsze jest to, żeby

wyczuć ten trudny moment, kiedy jest

czas, żeby powiedzieć "do widzenia".

Macie jakieś sposoby na to, żeby

znieczulić, zmniejszyć ból człowieka

wynikający z faktu, że musi pożegnać się ze swoim,

tak jak mówisz, przyjacielem, członkiem rodziny.

W szkole nikt nas kompletnie tego nie uczy,

nie ma żadnych zajęć w Polsce

z przekazywania niepomyślnych wieści.

Bardzo dużo zależy od samej

osobowości lekarza weterynarii, od umiejętności komunikacyjnych,

od...

przede wszystkim empatii i...

Wiele osób w ogóle, wiesz, myli

empatię ze współczuciem. Empatia to nie jest

współczucie komuś i poklepanie go po ramieniu "o,

jest mi przykro w związku z pana sytuacją".

Empatia to jest..., która jest

niezbędną częścią naszej pracy, jest umiejętnością

współodczuwania, czyli wstawienia się

w buty tej osoby, w jej sytuację,

ale zachowania też własnej perspektywy,

w związku z czym my jesteśmy takim okrętem i sterem

dla tej osoby w trudnej sytuacji, która może

wpaść w histerię, może się nam rozpłakać

może się zdenerwować i wyjść, może trzasnąć drzwiami,

może... może... Wiesz, jest

w ciężkich często emocjach i taka

umiejętność samokontroli, zapanowania nad sytuacją i pokazania

"jestem tutaj dla ciebie", "widzę, że cierpisz".

I przede wszystkim też nieokazywania tylko tej empatii

zwierzęciu, tylko drugiej osobie,

o czym właśnie często wielu lekarzy zapomina.

I mówią to również badania, że nie jesteśmy z tego

przeszkoleni, to jest umiejętność, którą się nabywa.

Empatia do innych wzrasta z czasem też

z doświadczeniem, więc młodzi lekarze też nie czują się na tyle pewnie.

Tak, muszą się tego nauczyć. Ale co można powiedzieć?

Tak już to sprowadzając do

tej sytuacji. Co powiedzieć takiemu człowiekowi,

żeby jakoś mu

było lepiej?

Jakie są twoje doświadczenia? Jak ty postępujesz?

Przede wszystkim sam fakt, że lekarz

wypowie, że widzi, co czuje ta osoba, a często,

a często czuje żal, złość, smutek.

Często lęk w takiej sytuacji. Powiedzenie

opiekunowi zwierzęcia, że "widzę, że jest pani ciężko",

okazanie zrozumienia dla tej sytuacji,

okazanie wsparcia

i powiedzenie, że jesteśmy tutaj razem

i zrobiliśmy wszystko, żeby pani zwierzęciu pomóc.

Takie, wiesz, drobne gesty, które... To się

nazywa w ogóle kojący dotyk

i ja nie mówię teraz o, wiesz, rzucaniu się w ramiona

obcej osobie czy przytulaniu

obcych ludzi, chociaż powiem ci szczerze, że ja w ogóle nie mam z tym problemu.

Bo ja w ogóle w swojej pracy, jak pracuję

na ostrym dyżurze

często mam bardzo dużo eutanazji, zdarza mi się, że mam,

wiesz, sześć takich zabiegów dziennie.

W ciągu jednego dnia?

W ciągu jednego dnia. Bo wiele zwierząt trafia do nas

w bardzo ciężkim stanie,

odesłanych np. z innych lecznic, okazuje się, że

niestety nie możemy nic więcej zrobić albo

koszty leczenia przerastają możliwości właścicieli.

Czy ty się nie znieczulasz wtedy?

Nie powiem, że się znieczulam, ale...

jest to dla mnie też olbrzymie obciążenie, już, wiesz,

w takiej ilości.

Średnio mówi się, że lekarze

dokonują, nie wiem, 5-10 eutanazji

w miesiącu. Lekarze, którzy

pracują w lecznicach całodobowych myślę, że mają znacznie

więcej ich na swoim koncie, bo tam jest więcej po prostu takich

bardzo ciężkich przypadków.

I... Ja na przykład delikatnie

trzymam za rękę opiekuna i...

kładę komuś rękę na ramieniu i...

wielokrotnie zdarzało mi się, że zupełnie obca osoba sama

padała mi w ramiona. I wtedy odwzajemniam ten uścisk,

przytulam taką osobę,

gładzę na przykład kogoś po ramieniu i...

ludzie bardzo dobrze na to reagują, bo to jest często

po prostu taki odruch...

Zupełnie ludzki.

Ludzki, człowieczeństwa. I to jest to, czego potrzebują.

Chociaż wiem, że wielu lekarzy tego nie

praktykuje...

Często to jest właśnie to, co sprawia, że

w percepcji tego opiekuna

my wychodzimy właśnie na tych ludzkich, współodczuwających, że

on ma fizyczny dowód na to,

że my jesteśmy przy nim.

A jaka jest najgorsza rzecz, jaką lekarz mógłby w takiej sytuacji