×

우리는 LingQ를 개선하기 위해서 쿠키를 사용합니다. 사이트를 방문함으로써 당신은 동의합니다 쿠키 정책.

신년 할인 - 연장된 주 최대 50% 할인
image

Licencja na dorosłość - Małgorzata Karolina Piekarska, PRETEKST

PRETEKST

– Bardzo żałuję, że nie studiujemy razem – słowa Aśki brzmiały Aleksowi w uszach jak najpiękniejsza melodia.

Wspominał je w czasie jazdy pociągiem i chyba dzięki temu powrót do Łodzi nie wydawał mu się koszmarem. A i pani Basia Kukiełka już nie takim potworem jak jeszcze kilka dni temu, kiedy po raz kolejny zwróciła mu uwagę, że za często nastawia pranie, bo… zużywa jej pralkę.

* * *

Tego roku pierwszy dzień listopada wypadał w czwartek, dlatego wiele uczelni, by przedłużyć weekend, wprowadziło w piątek dzień rektorski. Dla Aleksa oznaczało to przyjazd do Warszawy już w środę i to dość wcześnie, bo tego dnia kończył zajęcia przed południem.

Gdy wsiadał do pociągu, pomyślał, że Opatrzność nad nim czuwa. Miał bilet i to z miejscówką, który kupił kilka dni wcześniej. Wszystko dlatego, że w ten długi weekend, w piątek wieczorem całą paczką umówili się w pubie Lolek na Polu Mokotowskim, a on najzwyczajniej w świecie nie mógł się doczekać.

Na dworcu Łódź Fabryczna tłum, który nacierał, by dostać się do pociągu, był tak koszmarny, że gdyby nie miał biletu z miejscówką, pewnie nie dałby rady wsiąść. A przynajmniej nie do pociągu jadącego do Warszawy wczesnym popołudniem. Chciał jak najszybciej być na miejscu. Umówił się z Maćkiem na wędrówkę po cmentarzach jeszcze dziś. Obaj nie lubili chodzenia na groby pierwszego listopada, bo tłumy na warszawskich nekropoliach były tak straszne, że ludzie bez przerwy potykali się o siebie.

– Czy na pewno Aśka będzie pojutrze w pubie? – spytał Maćka, a ten spojrzał na niego zdumiony.

Siedzieli w Maćkowym pokoju na podłodze i gadali, popijając gorącą herbatę z sokiem malinowym. Spacer po cmentarzach nie tylko ich zmęczył. Przede wszystkim obaj byli przemarznięci. Niby pogoda była wyjątkowo ładna, ale temperatura wyjątkowo niska. Dlatego pili herbatę i wdychali zapach racuchów, które smażyła mama Maćka. No i siedząc na podłodze, bawili się wypuszczonym z klatki Gogusiem, który szybował po mieszkaniu, by raz po raz siadać na ich głowach i skubać im włosy. Do Maćka dopiero teraz zaczynał docierać, że Aśka, którą obaj znali tyle lat, to dla Aleksa zarówno problem, jak i poważna sprawa. Choć w czasie wędrówki po grobach nawet nie zająknął się na jej temat. Opowiadał Maćkowi o Łodzi, studiach, stancji i kłopotach z właścicielką mieszkania. Teraz nagle zaczął o Aśce.

– Wie, że jutro wszyscy się spotykamy – powiedział Maciek, przyglądając się uważnie kumplowi i starając się nadać swojemu głosowi uspokajający ton.

– Ale czy przyjdzie? – W głosie Aleksa brzmiał niepokój. Chciał go ukryć, ale… nie umiał. Wszystko dlatego, że obawiał się najgorszego. Aśka może kogoś poznać. A może już kogoś ma? Myślał o tym przez ostatnie tygodnie. Czy Maciek coś wie? Spytać go? Ale jak?

– Czy ona ma… Czy ona tam… – zaczął, jąkając się.

Maciek spojrzał na kumpla i po raz kolejny nie mógł uwierzyć w to, co widzi i słyszy. Ten wyszczekany Aleks. Ten zawsze głośny i roześmiany kumpel! A tu nagle zachowywał się tak, jakby tracił grunt pod nogami. Niesamowite.

– Słuchaj, masz świetny i naturalny pretekst, by do niej zadzwonić i sam o wszystko spytać. – Maciek brutalnie przerwał to dziwne dla Aleksa jąkanie. – Studiujecie to samo na dwóch różnych uczelniach w dwóch różnych miastach. Ja na twoim miejscu dzwoniłbym do niej bez przerwy i dopytywał. Jak jest u niej na uczelni? Co im zadają? Opowiadał, jak jest u mnie na uczelni, no i tak dalej. Poza tym… po pierwszym roku sporo studentów odpada. Będziesz mógł przenieść się do Warszawy. Jeżeli przez ten rok uda ci się…

Aleksa zatkało i dalej Maćka nie słuchał. O tym, że ma naturalny pretekst, by kontaktować się z Aśką, w ogóle nie pomyślał. „Chyba naprawdę miłość odbiera rozum”. Miłość. Teraz był pewien, że to jest to. W końcu tam w Łodzi myślał o Aśce bez przerwy. Przypominał sobie, jak w Świnoujściu na plaży szydełkowała kwiatki. Do tej pory nie wiedział po co. Na dodatek ciągle pluł sobie w brodę, że w liceum nie uczył się na tyle dobrze, by teraz móc studiować razem z nią.

– Zadzwonić… – powiedział ni to do siebie, ni to do Maćka i wyciągnął z kieszeni telefon.

Aśka odebrała natychmiast.

– Fajnie, że się odezwałeś – dobiegł go w słuchawce jej głos. – Jesteś już w Warszawie? – spytała, a usłyszawszy odpowiedź twierdzącą, choć składającą się tylko ze zdawkowego „aha”, ciągnęła: – Pewnie jak się spotkamy całą paczką, to nie będzie tyle czasu, by pogadać o tym, jak tam u ciebie na uczelni, a ja mam trochę pytań. Może byśmy się spotkali wcześniej?

– Kiedy?

– No nawet dziś, jeśli dla ciebie to nie za późno…

Gdy po chwili żegnał się z Maćkiem, jego mama wnosiła właśnie do pokoju racuchy.

– Nie zostaniesz? – zdziwiła się.

Aleks wymówił się w pośpiechu i wybiegł, nie biorąc do ust nawet jednego racucha. Po kilku sekundach słychać było na schodach już tylko jego kroki kończące się na każdym półpiętrze solidnym tupnięciem zdradzającym, że tak naprawdę biegł, przeskakując po kilka stopni.

Mama Maćka spojrzała pytająco na syna, ale on nic nie powiedział, tylko machnął ręką, by przegonić Gogusia, który właśnie miał zamiar wylądować na talerzu z racuchami.

Chwilę później Maciek pałaszował je sam, myśląc, że właściwie to zazdrości Aleksowi. Ma szanse u Aśki. Teraz będzie przed nim wszystko, co najpiękniejsze. Wszystko to, co jest już poza nim, bo Małgosia cały czas nie dała znaku życia. A on nie tylko traci nadzieję, ale nie jest w stanie otworzyć się na nikogo nowego.

* * *

– Dzień dobry! – zawołał w głąb mieszkania.

– Rodzice poszli do teatru – powiedziała Aśka i zamykając za Aleksem drzwi wejściowe, spytała: – Jesteś głodny?

– Nie… to znaczy, tak… to znaczy… nie bardzo…

– To tak czy nie?

Aleks kiwnął głową. Aśka popatrzyła na niego rozbawiona, ale po chwili zarumieniła się pod spojrzeniem chłopaka. Patrzył na nią jakoś tak… Aśka znała to spojrzenie. Podchwyciła je już kilka razy. Czy to możliwe, że to, co mówiła Ewka, jest prawdą? Że ona mu się podoba? Miała wrażenie, że Aleksa zupełnie nie interesują dziewczyny, ale to spojrzenie nie dawało jej spokoju. Dziwne jakieś. Choć z drugiej strony, gdyby się nią interesował, toby choć raz zadzwonił do niej z Łodzi, a tak…

Nie wiedziała, że dla Aleksa to wszystko nie było takie proste. Jako ten, który we wszystkim musiał być pierwszy, któremu wszystko się udawało, niczego tak bardzo się nie bał, jak porażki. Tymczasem taką porażką był dla niego sam fakt, że nie dostał się na studia w Warszawie i musiał mieszkać w mieście, które mu się wydawało po prostu zapyziałe. Choć zdawał sobie sprawę, że na odbiór Łodzi wpływ miała przede wszystkim osoba pani Barbary Kukiełki. Gdyby do tego doszło odrzucenie przez Aśkę… nie chciał nawet o tym myśleć.

Ale ona tego po prostu nie wiedziała. Nie miała też pojęcia, że tego dnia Aleksowi na jej widok odebrało mowę. Wszystkiemu zaś winna była żółta, szydełkowa sukienka, która wreszcie wyjaśniała tajemnicę szydełkowych kwiatków. Tych kwiatków, które wtedy, gdy całą paczką byli w Świnoujściu, Aśka zrobiła niemal worek, ale nikomu, nawet dziewczynom, nie chciała zdradzić, do czego one są.

„Tajemnica” – mówiła, dobierając kolory do kolejnego kwiatka i sprawdzając, by nie było dwóch takich samych. Teraz wszystkie te kwiatki zdobiły sukienkę. Otaczały wycięty dekolt, a także kloszowany dół. Dziewczyna wyglądała po prostu jak letnia łąka. A fakt, że ubrała się tak w zimny, jesienny dzień, sprawiał, że wydawała się Aleksowi jeszcze ładniejsza niż zazwyczaj.

– Rozgość się. – Aśka otworzyła przed nim drzwi do swojego pokoju, a sama poszła do kuchni.

Rozejrzał się po wnętrzu. Do matury z angielskiego uczyli się tu często całą paczką. Pokój wyglądał tak jak wtedy. Zmienił się tylko plan lekcji.

„Trochę inne zajęcia” – pomyślał Aleks, wpatrując się w plan i dochodząc do wniosku, że rzeczywiście mógł zadzwonić do Aśki już na początku października.

Gdy po chwili wróciła z talerzem kanapek z serem, szynką, pomidorem i rzodkiewkami, zagadnął o ten plan zajęć.

– No właśnie chciałam porównać – powiedziała, stawiając talerz na biurku koło komputera i przysuwając drugie krzesło.

Aleks wbił zęby w kanapkę. Dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo zgłodniał.

Przez chwilę milczeli. W pokoju słychać było tylko odgłosy chrupania rzodkiewek. Pierwszy odezwał się Aleks:

– Ty w ogóle nie masz czegoś takiego, co się nazywa wstęp do nauki języka angielskiego.

– A co to za zajęcia? – spytała Aśka.

– Zastanawiam się, czy to nie jest to coś, co u ciebie nazywa się… – Aleks przez chwilę gryzł kanapkę, starając się zjeść ją jak najszybciej.

– Spokojnie! Nie spiesz się! Widzę, że jesteś strasznie głodny. Kiedy ostatnio jadłeś?

– Rano. Jakoś koło siódmej…

Aśka spojrzała na zegarek. Dochodziła dwudziesta.

– To co do tej pory robiłeś? O której przyjechałeś do Warszawy?

– Wcześnie, ale najpierw zawiozłem rzeczy do domu, potem byliśmy z Maćkiem na grobach, a to trwało, potem poszliśmy do niego…

– Maciek nie dał ci nic do zjedzenia?

– Jego mama zrobiła racuchy, ale nie zdążyłem zjeść.

– Jak to nie zdążyłeś?

– No… zadzwoniłem do ciebie i…

Zapadła krępująca cisza. Aleks myślał, że teraz to Aśka już wie, że mu zależy, a ona po raz kolejny zastanawiała się, czy to w ogóle możliwe, by Aleks się nią interesował. Jednak żadne nie poruszyło tego tematu.

Gdy zjedli, Aśka pokazała Aleksowi swoje książki, spis lektur i opowiedziała, co omawiają na zajęciach z literatury. Okazało się, że w sumie na obu uczelniach uczono dość podobnych rzeczy, ale zajęcia prowadzono inaczej. Rozmowa na ten temat zajęła im dobrą godzinę i pewnie ciągnęłaby się jeszcze długo, gdyby rodzice dziewczyny nie wrócili do domu.

Na ich widok Aleks zerwał się z krzesła:

– O matko! Która godzina? Dwudziesta druga? Czas spędzony razem zleciał błyskawicznie. Aleks z ociąganiem zaczął iść w kierunku drzwi. Aśka go nie zatrzymywała, choć dałaby wiele, by jeszcze został. Lubiła Aleksa. Miała też wrażenie, że jeszcze nie wszystko sobie powiedzieli. Na uczelni czuła się samotna. Właściwie z nikim jeszcze się nie zaprzyjaźniła.

– Bardzo żałuję, że nie studiujemy razem – westchnęła.

Te słowa zabrzmiały dla Aleksa jak miłosne wyznanie, choć przecież nim nie były. Ale dawały mu ogromną nadzieję. Rozejrzał się po pokoju. Nagle wzrok jego przykuło zdjęcie w ramce. Zrobione na świnoujskiej plaży przedstawiało niemal całą ich paczkę i Spytka. Brakowało Maćka. Aleks dobrze pamiętał moment, kiedy to zostało uchwycone. Zrobiła je Marta i to tuż po tym, jak odwiozła Maćka do Szczecina. Ciekawe, co się z nią dzieje?

– Czy ty masz kontakt z Martą?

– Z Martą? – zdziwiła się Aśka, bo nie kojarzyła żadnej Marty, ale podążywszy wzrokiem za spojrzeniem Aleksa, zrozumiała, o kogo pyta. – Tylko w sieci – stwierdziła. – A czemu pytasz?

– A właściwie tak sobie – odparł. – Po prostu spojrzałem na zdjęcie i przypomniała mi się ona i to, jak uczyłaś ją szydełkować. Udał jej się choć jeden kwiatek?

– Nie wiem. – Aśka wzruszyła ramionami. Sama nie wiedziała czemu, ale nagle zrobiło jej się strasznie smutno. – Przy mnie skończyła jeden, ale był średnio udany. Może potem zrobiła postępy.

– Tobie pewnie i tak nigdy nie dorówna w szydełkowaniu – stwierdził Aleks, a w jego głosie brzmiało najwyższe uznanie. – Ta sukienka jest bombowa! – wypalił i zaraz pożałował. Czy nie za bardzo odsłonił swoje uczucia? Zwłaszcza że zdumiona Aśka spojrzała na niego i powiedziała jakimś dziwnym głosem:

– Myślałam, że faceci nie zwracają uwagi na takie rzeczy…

Chciał to obrócić w żart. Jak to on, więc dodał:

– Gdybyś zrobiła trzy kwiatki, może bym nie zauważył, ale wyszła ci cała łąka…

Aśka uśmiechnęła się, co go ośmieliło.

– Może teraz ty do mnie wpadniesz.

– W porządku – powiedziała i spytała: – Jutro wieczorem?

Skinął głową.

* * *

Weekend spędzili we dwójkę. Cały czas rozmawiali o uczelniach, literaturze, obgadywali profesorów. Do Lolka na spotkanie całej paczki przyszli razem, co nikogo nie zdziwiło. Być może dlatego, że przywitał ich Maciek wesołym:

– Witamy naszych anglistów! Czy już ustaliliście, kto studiuje w Oksfordzie, a kto w Cambridge?

To jego pytanie odsunęło podejrzenia, że jest między nimi cokolwiek innego niż wspólnota jednego kierunku studiów, a co za tym idzie, naprawdę świetny pretekst do tego, by kontaktować się ze sobą i przebywać razem.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE