×

우리는 LingQ를 개선하기 위해서 쿠키를 사용합니다. 사이트를 방문함으로써 당신은 동의합니다 쿠키 정책.

무료 회원가입
image

Klasa pani Czajki - Małgorzata Karolina Piekarska, SPALONY DWÓR (1)

SPALONY DWÓR (1)

– Kamila! Kamila! – Echo niosło głos Małgosi po lesie. Bezskutecznie wypatrywała w mroku sylwetki przyjaciółki – rozszlochana dziewczyna gdzieś się zaszyła.

– Zostaw ją – usłyszała za plecami głos Maćka. – Pewnie chce być teraz sama.

– Nie mogę jej zostawić! Przecież to moja najlepsza przyjaciółka!

Milczeli dłuższą chwilę. Maciek odezwał się pierwszy:

– Słyszałaś, co mówił Michał?

Małgosia nie odpowiedziała. Słowa Michała cały czas brzmiały jej w uszach. I bolały. Jak zadra!

„Przyjaźni się z tobą, bo na twoim tle może błyszczeć! Bogactwem i ciuchami! Kiedy okaże się, że ty stoisz od niej wyżej, albo odejdzie, albo będzie cię zmuszać, byś zniżyła się do jej poziomu”. Jakie to straszne!

Oznaczałoby, że z nią i Kamilą jest tak, jak z mamą i Leśkiewiczową, która najpierw była taką wielką przyjaciółką, a teraz mama musi spłacać jej długi? Boże!

– Przecież nie wierzysz, że to prawda! – powiedziała do Maćka, ale on nie odezwał się ani słowem. Nie chciał jej ranić. Może dlatego, że sam spostrzegł to dość późno?

– Znajdzie się – dodał po chwili, obejmując Małgosię ramieniem.

Strąciła jego rękę.

– Chcę, żeby znalazła się teraz!

Za nic w świecie nie przyznałaby się przed Maćkiem, że chce znaleźć ją przede wszystkim po to, by spytać, czy to, co mówił Michał, jest prawdą. I musi to zrobić dziś – w końcu jutro już stąd wyjeżdżają.

* * *

W leżących nad Liwcem Urlach znalazła się prawie cała klasa pani Czajki. To pierwsze wakacje, kiedy mogli naprawdę się poznać!

„Czy przyjaźń z Kamilą przetrwa obozową próbę?” – to pytanie najczęściej nurtowało Małgosię. A wszystko dlatego, że już kilka dni przed wyjazdem Kamila była coraz bardziej naburmuszona. Na pytania: „Co się dzieje?” nie reagowała. Nie zająknęła się też, co stało się podczas wakacji z Olkiem i jego rodzicami.

A Małgosia miała tyle do opowiedzenia! O pocałunku z Maćkiem, książkach połykanych w deszczowe dni tego lata. Zwłaszcza o Koralinie Neila Gaimana, którą przeczytali z Maćkiem na głos, siedząc przytuleni do siebie u niej na łóżku.

Może dlatego, że zwierzała się Kamili, nie zauważała zazdrosnych spojrzeń przyjaciółki, gdy Maciek całował ją na powitanie czy pożegnanie.

Przez pierwsze dni obozu zapoznawali się z okolicą. W planach mieli wiele gier i zabaw zespołowych, pluskanie się w Liwcu, który wprawdzie płytki, ale pozwalał na zorganizowanie mnóstwa różnych zabaw – chociażby wodnej siatkówki. Urządzali zawody w zbieraniu jagód. No i wycieczki rowerowe, bo w końcu przyjechali tu, aby pojeździć po okolicy na rowerach. Tylko raz pani Czajka zgodziła się, by po zaopatrzeniu się w prowiant i minimum jeden telefon komórkowy zrobili sobie krótką pieszą wycieczkę.

Było to kilka dni przed końcem obozu. Pomysłodawcą wędrówki do starego dębu i stojącego u jego stóp drewnianego dworu był Aleks. W końcu to jego mama załatwiła im ten wyjazd, bo sama z Aleksem wielokrotnie bywała w tej okolicy, więc nic dziwnego, że Aleks znał tę atrakcję.

Wyruszyli po śniadaniu. Małgosia, skupiona na kolejnej dyskusji z Maćkiem na temat guzików w Koralinie, nawet nie zauważyła, co dzieje się wokół. A działo się wiele.

Wszyscy oglądali mijane po drodze domki i oceniali ich urodę. Kinga z Michałem żartobliwie kłócili się, który z nich sobie kupią, kiedy dorosną. Kaśka mówiła, że chciałaby mieszkać we dworze i mieć służbę, więc Aleks, jak to on, jej docinał.

– Jaką służbę?

– Na przykład z Ukrainy. Teraz oni sprzątają za małe pieniądze.

– Jak byś się z nimi dogadała? Jak ty po polsku kiepsko mówisz?

Kaśka wzruszyła ramionami. Ten Aleks! Przy nim nawet pomarzyć nie można.

Tylko Kamila milczała. Szła nieco z tyłu, odstając od wędrującej grupy.

„Co ja ich obchodzę? – zastanawiała się. – Małgosia nawet nie spytała o Olka”. Ale sama o nim nie wspominała. Nie chciała mówić, że podczas tego wspólnego wyjazdu zerwała z nim. Niby wszystko było w porządku, ale… ile razy patrzyła na niego, marzyła nie o jego szaroniebieskich oczach, ale… tych czarnych Michała. Z dnia na dzień stawało się to nie do zniesienia. I wreszcie kiedy pewnego wieczoru na plaży Olek chciał ją pocałować… skończyła. Jednym słowem. Niecenzuralnym, brzydkim, takim, jakim nie powinna się do niego odezwać, przecięła to, co trwało rok. Gdyby ktoś spytał Kamilę, dlaczego to zrobiła, za nic w świecie nie przyznałaby się do prawdziwych pobudek. Olek nie pytał o nic – wstał i odszedł. Do końca wspólnego wyjazdu zachowywał się tak, jakby stanowili jedynie parę znajomych. Była mu wdzięczna, że nie chce żadnych wyjaśnień. Nie umiałaby mu ich dać. Bo dlaczego nagle chłopak, którego cały rok ignorowała, zaczął ją nagle tak bardzo interesować? Bardziej niż wtedy w pierwszej klasie Krzysiek? Bardziej niż Olek? A przecież miała swoją szansę. Nie wykorzystała jej. Tak jakby myślała, że Michałowa adoracja potrwa wiecznie. Ale nic nie jest wieczne. Myślała o tym teraz, idąc piaszczystą drogą za grupką zachwycającą się okolicznymi domkami.

– Kamila! – zawołała ją Małgosia, która od dłuższego czasu też brała udział w rozstrzyganiu, które z domków są ładne, a które nie. – Chodź do nas!

– Weź im coś powiedz! – krzyknęła Kaśka. – Aleks twierdzi, że powinnam mieszkać w blaszanym baraku.

– I zadusić się w nim smrodem swoich lakierów do włosów i paznokci – dodał Aleks.

– Mam nadzieję, że wiesz, że lakiery do paznokci to są inne niż te do włosów…

– Ludzie! Trzymajcie mnie! – zawołał teatralnym głosem Aleks. – Mam wrażenie, że zamierzasz pisać egzamin gimnazjalny o różnicy między tymi lakierami na przykładzie lektur szkolnych. Zapewne sporą wiedzę na ten temat znajdziesz w… – Aleks nie dokończył, gdyż nagle błyskawicznie skoczył do przodu.

– Krzyżakach – dopowiedział za niego usłużnie Maciek, a wszyscy ryknęli śmiechem.

– Boże! – słyszany z daleka dramatyczny wrzask Aleksa sprawił, że wszyscy zamarli. Przedzierając się przez krzaki, pędzili tam, skąd dobiegał krzyk. Ich oczom ukazał się straszliwie smutny widok. Pogorzelisko. Ten piękny dwór, o którym tyle słyszeli i mieli go właśnie podziwiać, spłonął.

Siedli pod dębem. Choć osmalony z jednego boku, nadal był okazały. Wbita w pień tabliczka z napisem Pomnik przyrody prawem chroniony zwisała przekrzywiona. Maciek z Aleksem skoczyli zasięgnąć języka. Michał z Kingą siedzieli w milczeniu. On bawił się jej włosami, Kinga opierała głowę na jego ramieniu. Kamila zupełnie nie wiedziała, co ze sobą począć. Zazdrość kłuła tak mocno! O, jak by chciała, by włosy rywalki spłonęły jak ten dwór. Oczyma wyobraźni widziała łysą Kingę, której Michał już nie chce, i siebie u jego boku. Ale… czy chciałaby takiego Michała, który rzuca dziewczynę dlatego, że uległa wypadkowi? Ech… Kamila westchnęła. Po chwili wrócili Maciek z Aleksem – mówili, że to trzecie podpalenie w okolicy. Ponoć jest tu jakiś seryjny podpalacz.

Powoli zbierali się do powrotu. Na Michała i Kingę nikt poza Kamilą nie zwracał uwagi. Tylko ona widziała, jak podawał jej rękę, gdy przechodzili przez rowy. Jak ucałował mały palec, kiedy oparzyła się pokrzywą.

Zresztą… czy na kimkolwiek zrobiłoby to wrażenie? Maciek tak samo zachowywał się wobec Małgosi. Choć w przypadku Maćka wiele tych czynności miało żartobliwy charakter. Byli niedaleko ośrodka, kiedy położył się na ziemi „jako żywy mostek przez rów” i błagał Małgośkę, by przeszła mu po plecach, a jednocześnie kazał Staśkowi to fotografować.

– Jaka szkoda, że nie mogę być i mostem, i fotografem – jęczał potem, otrzepując koszulkę z igliwia.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE