×

우리는 LingQ를 개선하기 위해서 쿠키를 사용합니다. 사이트를 방문함으로써 당신은 동의합니다 쿠키 정책.

무료 회원가입
image

Klasa pani Czajki - Małgorzata Karolina Piekarska, ŁADNY GIPS

ŁADNY GIPS

Tegoroczne mikołajki były smutniejsze niż zwykle. Jeszcze na zebraniu rodziców ustalono, że prezenty kupione będą za kwoty nieprzekraczające dwudziestu pięciu złotych. Pani Czajka poprosiła też o wpisanie się na listę rodziców, których nie stać na taki wydatek.

– Będzie pokryte z funduszu klasowego. Państwo się nie denerwują…

Na liście znalazło się siedem nazwisk. To zdziwiło Małgosię, która do tej pory myślała, że to u niej w domu jest największa bieda. Ale i u innych pod względem finansowym było niewesoło. Ojciec Natalii, ślusarz narzędziowy, drugi rok nie miał pracy. Nie najlepiej działo się też u Zosi, której mama nie pracowała od roku. W klasie sporo osób wychowało się też w niepełnych rodzinach. Tam wprawdzie biedy nie było, ale samotne matki pracowały bardzo ciężko. Mama Czarnego Michała, urażona i dumna, nigdy nie wzięła nic od jego ojca. Mama Maćka wprawdzie mieszkała z ojczymem, ale dla Maćka nie oznaczało to finansowej sielanki, bo ojczym zarabiał bardzo mało, a prawdziwy tata Maćka alimentów na niego nie płacił.

– Wszystkiemu winne bezrobocie – mówił Maciek, kiedy razem z Małgosią, Aleksem i Kamilą szli na mikołajkowe zakupy. – Moja mama opowiadała, że są w Polsce rodziny, które żyją za tak małe pieniądze, że ich dzieci nie dojadają.

– To po co mają aż tyle dzieci? – rzuciła Kamila.

Sprawy między nią a Małgosią jeszcze się nie wyjaśniły, ale dziewczyny zachowywały się tak, jakby nic się nie stało. Jakby obie czekały na okazję, kiedy będzie można porozmawiać na drażliwy temat kłamstwa i Czarnego Michała.

– Mówisz poważnie czy żartujesz? – spytał Maciek.

– Poważnie – odparła Kamila. – Jak ktoś nie ma pieniędzy, to nie powinien robić sobie tyle dzieci.

– Nie mogę! Trzymajcie mnie! – Maciek aż krzyknął. – Czy ty nie rozumiesz, że z reguły tak dzieje się w biednych, nieuświadomionych rodzinach? U prostych ludzi? Takich, którzy nie myślą o przyszłości. Nauczyli ich, że wszystko im się należy, i oni teraz czekają na to, co im się należy.

– Skąd ty to wszystko wiesz? – mruknęła Kamila z przekąsem.

– Od mamy – wyjaśnił Maciek. – A poza tym czytałem w gazetach. Czy nie zauważyłaś, ile jest przypadków dzieci na śmietniku? Albo w beczkach?

– W jakich beczkach? – spytała Kamila.

– Nie oglądasz wiadomości? – zdziwił się Maciek.

– Nie. Po co.

– To zacznij.

– Kamila myśli, że u wszystkich jest tak, jak u niej w domu – odezwał się Aleks z drwiną w głosie. – Babcia robi ciepłe bułeczki i okrywa wnuki kołderką do snu.

– Są takie domy, gdzie w jednym łóżku śpi kilka osób – mówił dalej Maciek. – Ty żyjesz w Warszawie, a na wakacje jeździsz za granicę. Pojedź raz w Bieszczady. Tam, gdzie nie ma prądu. Tam zobaczysz prawdziwą Polskę, a nie taką jak w Klanie czy Złotopolskich.

– Czy możemy zmienić temat? – zdenerwowała się Małgosia.

Sama ze wstydem przyznała w duchu, że ona też nie ogląda żadnych wiadomości ani nie czyta gazet. U Maćka było inaczej. Jego mama ciągle z nim rozmawiała – i to na poważne tematy. Ostatnio Maciek mówił, że czytał z nią w „Wysokich Obcasach” artykuł o zagrożeniach w internecie. Jej rodzice traktowali ją jak dziecko. Kamila miała tak samo ze swoimi. Ale może trzeba samej pokazać, że jest się dorosłą, i czytać te gazety, i oglądać wiadomości? No i o co chodzi z tymi beczkami, to Małgosia musi się dopytać.

* * *

Kamila wylosowała Kaśkę. Kupiła jej trzy różne gumki do włosów. Każda w innym kolorze, każda strojna. Jak Kaśka. Kamila Kaśki nie lubiła, ale mikołajki to mikołajki – prezent musi być ładny. Już w zeszłym roku o tym przecież mówili.

– A może Kaśka ma krótkie włosy? – zauważył Aleks.

– Dlaczego ma mieć krótkie? – spytała Kamila.

– Na przykład dzisiaj obcięła. Lub wczoraj. W końcu od kilku dni nie ma jej w szkole.

– E tam! Prędzej by tobie obcięła język niż sobie włosy.

Maciek wylosował Czarnego Michała, więc po wielu chwilach namysłu zdecydował się na czarny organizer.

– Niech sobie w nim organizuje życie z Kingą – mruknął, wsuwając prezent do papierowej torby w choinki.

Małgosia kupiła dla Białego Michała komiks. Aleks długo sprawdzał, czy aby Biały Michał takiego nie ma. Sam zaś wylosował Ewę i kupił dla niej kamienne puzderko.

– Nie mam pomysłu, a w takie puzderko coś sobie na pewno schowa – wyjaśnił reszcie.

– Na przykład plotkę – zachichotała Kamila.

* * *

Prezenty wybrali czadowe. Tak określił to Wojtek, kiedy wieczorem wpadł do Kamili. Na zakupy z nimi nie poszedł – nie chciał awantury z Aleksem. Maciek z Małgosią nie mieli nic przeciwko, ale Aleks… A nuż zacząłby docinki, że Wojtek i Kamila to para. A przecież to nieprawda! Wojtek wylosował Aleksa i wpadł do Kamili poradzić się, czy przygotował dla niego fajny prezent. Zależało mu, by klasa go zaakceptowała. W końcu był w niej już trzeci miesiąc i cały czas czuł się tu jak wyrzutek. O tym, że wylosował Aleksa, z całej klasy wiedziała tylko Kamila. Prezent był super. Stara wersja jednej z pierwszych gier komputerowych.

– Za niecałe dwadzieścia złotych w Media Markt – wyjaśnił, gdy Kamila z uwagą oglądała pudełko Settlersów.

– No, to zmieściłeś się w cenie – odparła Kamila i zamierzała jeszcze coś powiedzieć, ale zadzwonił telefon.

To była Ewa. Zadzwoniła, by poinformować, że Kaśka jest w szpitalu. To dlatego od tygodnia nie przychodziła do szkoły.

– Pijany kierowca wpadł na nią na pasach – mówiła Ewa. – Jest już po kilku operacjach. Wczoraj odzyskała przytomność, więc rodzice dopiero dziś do mnie zadzwonili. Podobno za tydzień będzie można ją odwiedzić.

– W domu?

– Coś ty! W szpitalu! Ona wyjdzie najwcześniej na święta, a i to nie jest pewne.

Po telefonie Ewy rozmowa z Wojtkiem już się nie kleiła. Kamila przeprosiła go i zadzwoniła do Małgosi.

– Wiesz już?

– O Kaśce?

– Czyli wiesz.

– Wiem. Znasz Ewkę. Na pewno obdzwoniła całą klasę. – Przez chwilę dziewczynki milczały. Wreszcie odezwała się Małgosia: – Ja cały czas się zastanawiam, czy ty jej kupiłaś dobry prezent. Ona chyba miała operację na otwartej czaszce. Czy przypadkiem nie ogolili jej głowy?

– Ja też się waham, czy to dobry prezent – przyznała Kamila i po chwili dodała: – Wiesz… kupię coś nowego.

– Najlepiej książkę – doradziła Małgosia.

– Kaśka i książki to tak jak Biały Michał i randki. – Kamila jakoś nie umiała wyobrazić sobie Kaśki pochylonej nad lekturą.

– No wiesz… – szepnęła w słuchawkę Małgosia. – W szpitalu ludzie czasem się zmieniają. Jak ona ma tam długo leżeć, to ile można gapić się w okno lub oglądać telewizję?

– Myślisz, że ma tam telewizor?

– Właśnie. Może nie mieć. Więc książka jest dobrym pomysłem.

* * *

Następnego dnia cała klasa wiedziała o tym, co przytrafiło się Kaśce.

– O wypadku postanowiłam wam nie mówić – perorowała pani Czajka na godzinie wychowawczej – dopóki Kasia nie odzyska przytomności. Teraz przed wami będzie najtrudniejsze zadanie. Sprawdzian z koleżeństwa, z przyjaźni, z solidarności. Kasia będzie do zdrowia dochodziła kilka tygodni. Musicie jej pomóc nadrobić zaległości. Liczę na całą klasę, a nie tylko na Kingę.

– A co z mikołajkowym prezentem dla Kaśki? – chciała wiedzieć Kamila, która jako jedyna nie włożyła swojej paczki do wielkiego klasowego mikołajkowego wora.

– Rozumiem, że pytasz, bo to ty masz dla niej prezent?

– Tak. Nie dołożyłam go do pozostałych, bo Kaśki i tak nie ma w klasie.

– Pójdzie delegacja i go zaniesie. Ale najpierw musicie skontaktować się z jej rodzicami i spytać, czy można ją odwiedzać.

Po raz pierwszy w historii klasy mikołajki nie były wesołe. Oglądając prezenty, wszyscy zastanawiali się, jak się czuje Kaśka. I co tak naprawdę jej jest. Kamila dopiero w domu obejrzała dokładnie swój prezent – notes we włochatej różowej okładce. Każda kartka notesu była różowa i pachnąca.

„Może zacząć pisać pamiętnik?” – pomyślała.

W plecaku znalazła jeszcze jedną rzecz, której z pewnością wcześniej tam nie było. Malutkie zawiniątko, a w nim… świeczka różyczka i dołączona karteczka z napisem Z podziękowaniem za życzliwość. Od kogo? Tego Kamila nie wiedziała. Ale nawet niespecjalnie ją to interesowało. Myślała o Kaśce. O tym, jak nagle wszyscy przejęli się jej losem i zapomnieli o numerach, które wyczyniała w klasie.

* * *

Tydzień później poszli do Kaśki we trójkę: Kamila, Małgosia i Maciek. Do rodziców Kaśki zadzwonił Maciek. W końcu znali się jeszcze z podstawówki. To Maciek dowiedział się, że Kaśka ma obie nogi na wyciągu, że przeszła wstrząśnienie mózgu i jest po trepanacji czaszki, bo usuwali jej krwiaka. No i że miała jakieś obrażenia wewnętrzne.

Kaśki nikt nie poznał. Kamila, Małgosia i Maciek stali jak wmurowani, patrząc na spuchniętą twarz śpiącej koleżanki. Nie chcieli jej budzić. Kamila położyła na stoliku paczkę z książką i wszyscy po cichu zaczęli się wycofywać.

– Ładny gips – jęknął szeptem Maciek.

– Co jej kupiłaś? – spytała Małgosia również szeptem.

– Letnią akademię uczuć Hanny Kowalewskiej – odparła Kamila. – Poradziłaś, że to wakacyjne, o uczuciach i w zimowe dni w szpitalu powinno jej poprawić humor. Może przeczyta…

Kaśka usłyszała ich, bo poruszyła się na łóżku. Słabym głosem zawołała Małgosię.

– Jak się czujesz? – Małgosia od razu zdała sobie sprawę, że pyta głupio.

– Dobrze. – Kaśka jęknęła cicho, ale widać było, że wcale dobrze się nie czuje.

Rozmowa się nie kleiła. Maciek gadał jak najęty. A Kaśka jakby z niepokojem patrzyła na reakcję koleżanek.

– Przynieśliśmy ci prezent mikołajkowy – odezwała się milcząca dotąd Kamila.

– Ja nawet nie wiem, co mama kupiła dla Natalii – odparła Kaśka, ale do prezentu nie zajrzała. Widać było, że nie ma siły.

– No, nie będziemy cię męczyć – powiedział Maciek. – Wpadniemy pojutrze.

Kaśka skinęła głową. Kiedy wyszli, Małgosia rozpłakała się. Dla niej Kaśka – wiecznie dogryzająca, wywyższająca się i udająca najbardziej doświadczoną w sprawach damsko-męskich – była zawsze okropna. Ale ta Kaśka, którą zobaczyli dziś, wydawała się inną osobą.

– Nie muszę jej lubić, ale niech wyzdrowieje – chlipała, a Maciek ocierał jej łzy.

– A ja Kaśce zazdroszczę – wykrztusiła nieoczekiwanie Kamila.

– Ciekawe czego? – spytał z przekąsem Maciek.

– Bo teraz wszyscy jej wybaczają te wszystkie świństwa. Chciałbym też wylądować w szpitalu. Wtedy i wy wybaczylibyście mi historię z Michałem czy Olkiem. Bo widzę, że aby zmazać swoje winy, to najlepiej ciężko zachorować.

Po wyznaniu Kamili zapadła cisza. A potem Małgosia podeszła do przyjaciółki i mocno ją przytuliła.

– Przecież ja ci nic nie zarzucam – szepnęła, a potem obie się rozpłakały.

– Baby ryczą, będzie lać – stwierdził Maciek i mruknął pod nosem: – Ładny gips.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE