×

우리는 LingQ를 개선하기 위해서 쿠키를 사용합니다. 사이트를 방문함으로써 당신은 동의합니다 쿠키 정책.

무료 회원가입
image

Klasa pani Czajki - Małgorzata Karolina Piekarska, FILM

FILM

Była sobota. Kuba był u babci, a rodzice Kamili poszli do znajomych. Na podłodze w pokoju Kamili siedzieli Małgosia, Maciek, Wojtek i oczywiście sama Kamila. Rozmawiali na temat szkoły – jeszcze nie zdecydowali, gdzie pójdą od września. Wybór nie był prosty. Kamila chciała tam, gdzie Małgosia. Maciek też tam, gdzie Małgosia, Wojtek tam, gdzie Kamila, a Kamila tam, gdzie Wojtek. Małgosia tam, gdzie Kamila i Maciek, ale… cały czas wahali się między dwoma położonymi niedaleko siebie szkołami. Kamili i Wojtkowi pasował Mickiewicz. Małgosi i Maćkowi Prus. Po prostu do tych szkół mieli bliżej.

– Tylko czy jeśli pójdziemy do różnych szkół, to będziemy się jeszcze przyjaźnić? – spytała Kamila.

– Jeśli masz jakieś wątpliwości, to znaczy, że z twojej strony nie jest to przyjaźń, tylko wygodnictwo – powiedział Maciek, a Kamila obruszyła się.

– A inni gdzie idą? – zainteresował się nagle Wojtek.

– A co? – zaśmiał się Maciek. – Żal ci będzie reszty osób z klasy?

– Może nie wszystkich, ale w końcu jakoś udało nam się zgrać.

– À propos zgrania, to mieliśmy obejrzeć to, co z tatą nakręciliśmy o naszej klasie – powiedziała Kamila i uruchomiła sprzęt. – Tego nikt jeszcze nie oglądał, bo to jest przed zmontowaniem. Tata zabiłby mnie, że wam to pokazuję. Bo on nawet nie wie, że ja zobaczyłam nagranie. Zresztą tak po łebkach, na przyspieszonych obrotach.

– A co tam takiego jest? – spytał Maciek.

– Zobaczycie – odparła wymijająco Kamila.

Film zaczynał się w autokarze do Kampinosu. Najwięcej śmiechu wzbudził nagrany koński zad, pokazany zaraz po skrzywionej twarzy mamy Staśka.

– Twój tata chyba przegiął – odezwał się Wojtek.

– Mój tata? – zdumiała się Kamila. – Przecież to nie on filmował.

– To ja – przyznał się Maciek. – Uważam, że to całkiem fajne ujęcie.

– To jeszcze nic. Poczekajcie na dalszy ciąg.

Po nagraniu przypominającym im wycieczkę przez puszczę, zwiedzanie muzeum, jazdę na wozach i ognisko doszli do momentu, kiedy siedzieli w ławkach, na których dzięki staraniom komitetu rodzicielskiego leżały pączki. Egzamin zdawali zaledwie kilkanaście dni temu, ale wszystkim się wydawało, jakby to było straszliwie dawno. Maciek uśmiechnął się na samo wspomnienie.

* * *

Tego dnia obudził się wyjątkowo wcześnie. Świtało, kiedy Goguś zerwał go z łóżka ptasim gaworzeniem. I pierwszy raz gwizdy ptaka uznał za coś fajnego. „Dzięki niemu nie zaspałem” – powiedział do siebie i podszedł do klatki zmienić wodę. Punktualnie o wpół do dziewiątej zjawił się pod blokiem Małgosi i zagwizdał na palcach. Kilka minut później drzwi od klatki otworzyły się i wybiegła Małgosia.

– Masz jakiś amulet na szczęście? – spytała zdyszana.

– Tylko ciebie – odparł i pocałował ją w czubek głowy.

– Wariat! – zaśmiała się, ale zaraz spoważniała. – Boisz się?

– Tylko trochę. W końcu na próbnym miałem sporo punktów, choć sama pamiętasz, że nasze przygotowania składały się głównie z partii scrabbli. Ważne, że wiem już, czym to się je.

Przez chwilę szli w milczeniu.

– Kinga pewnie całą noc nie spała – powiedziała Małgosia.

– Kinga jak to Kinga – filozoficznie odparł Maciek. – Pomyśl lepiej o Staśku. Przecież ta jego mama jest szurnięta. Mogę się założyć, że do późnej nocy przepytywała go z gramatyki czy czegoś tam jeszcze.

* * *

Kiedy Małgosia z Maćkiem weszli do klasy, zastali tam Mateusza, który ustawiał na ławce kanapki zawinięte w folię aluminiową.

– Co to? Bufet? – zdziwił się rozbawiony Maciek.

– Nie, kurde – burknął Mateusz. – Egzamin mamy. Chcę dobrze napisać, a człowiek jak głodny, to nie myśli.

– Zależy kto. Mnie się najlepiej myśli, gdy mam pusty żołądek. Jak jestem najedzony, to chętnie bym spał.

– Ja tam uważam, że jak Polak głodny, to zły.

– Najedzony to wkurzony.

– Z tobą się gadać nie da.

– Stary! Wyluzuj! Ja przecież żartuję! – Maciek klepnął Mateusza w ramię.

Po chwili zjawili się pani Czajka, pani z komitetu rodzicielskiego, która miała pomóc w czasie egzaminu, i tata Kamili z kamerą. Od razu zaczął filmować ławki i twarze uczniów.

– Będzie to bardzo fajne zakończenie do materiału o klasie – powiedział pani Czajce, która wyjaśniła mu, że w czasie egzaminu nie wolno mu tu być, ale dopóki egzamin się nie zacznie, może nagrywać, co mu się żywnie podoba. Dla taty Kamili nie był to kłopot, chciał tylko sfilmować uczniów w ławkach, a potem pokazać samą szkołę. By dzieci pamiętały, jak wyglądały inne klasy, biblioteka czy sala gimnastyczna. Nagle pani Czajka zobaczyła zapasy Mateusza i zawołała go. W jej głosie słychać było zdumienie.

– Ty masz zamiar zjeść w czasie egzaminu te wszystkie kanapki?!!! Przecież dostaniecie po pączku.

– Tak, ale to za mało – powiedział Mateusz i przesunął kanapki, by mimo wszystko zrobić miejsce na pączka.

– Ludzie! – Pani Czajka załamała ręce. – Twoja mama to ma z tobą krzyż pański. Wyżywić kogoś z takim apetytem nie jest łatwo. No dobrze. W takim razie chodź ze mną po pączki, a w zamian za to dostaniesz dodatkowego, jeśli jakieś zostaną. Kto z was pójdzie z panią Rumińską po napoje? – zwróciła się do reszty klasy.

Z ławki podniósł się Wojtek. Po chwili cała czwórka wyszła z sali. Gdy po kwadransie wrócili, niosąc poczęstunek, na miejscu byli prawie wszyscy. Pani Czajka poprosiła dziewczyny o rozdanie pączków i kartoników z napojami. Kiedy wszystko było już ustawione, zapytała:

– Czy kogoś brakuje?

Brakowało Aleksa i Staśka. Wychowawczyni postanowiła poczekać na spóźnialskich. Aleks wpadł po pięciu minutach. Przez chwilę dyszał ciężko i tłumaczył, że długo się wczoraj uczył, więc zaspał. Ale Stasiek i po kwadransie się nie pojawił. Dlatego kiedy zegar wskazał pół do dziesiątej, pani Czajka oznajmiła, że dłużej czekać nie może. Tata Kamili został wyproszony z klasy. Rozpoczął się egzamin. Bez Staśka.

* * *

– Zatrzymaj na chwilę – powiedział Wojtek. – Czy w końcu wyjaśniło się, co ze Staśkiem?

– Tak – odparł Maciek – zachorował.

– No i co z jego egzaminem?

– Ma jakiś nowy termin, całkiem niedługo.

– Poczekajcie… zaraz coś zobaczycie – przerwała chłopcom Kamila. – Ja specjalnie was nie wtajemniczałam, bo chciałam, żebyście sami to zobaczyli.

Już po chwili kamera pokazała im bardzo dziwny obraz. Same nogi. I to niezbyt ostre. Nagle usłyszeli głos dyrektora.

– Proszę. Pani wejdzie.

Chwilę potem wszyscy usłyszeli głos mamy Staśka:

– Jestem oburzona!! I oto na oczach Kamili, Małgosi, Wojtka i Maćka rozegrała się scena, o której pewnie nigdy by się nie dowiedzieli…

* * *

Mama Stasia już dobre pięć minut wykrzykiwała, że musi być jakiś sposób, by syn pisał egzamin następnego dnia.

– Jest zdolny! Inteligentny! Państwo złośliwie chcecie mu zniszczyć karierę! – szlochała histerycznie. – Przecież każdemu zdarza się zachorować.

– Owszem, proszę pani, ale przepisy ministerstwa są jasne – tłumaczył dyrektor. – Syn będzie pisał egzamin, ale w innym terminie. Ten termin jest już podany. Syn ma jeszcze czas. To nie jest koniec świata!

Ale dla mamy Staśka to chyba był koniec świata. Bo nakrzyczawszy na dyrektora, wyszła z gabinetu i mocno trzasnęła drzwiami.

– Pan to tak zostawi? – zdziwiła się sekretarka, która stanęła w drzwiach.

– A co mam zrobić? Pani myśli, że problemem szkoły są uczniowie? Kochana! Skończyły się te czasy. Teraz coraz częściej są nim rodzice. Jak tylko im coś nie odpowiada, to zawiązują jakieś komitety, piszą do ministerstwa, żądają odwołania ze stanowiska. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby ta pani zrobiła to samo.

– Napisała do ministerstwa? – Na przykład.

– Myśli pan, że to możliwe?

– Wszystko jest możliwe. Poza tym ja za dobrze pamiętam historię z katechetką.

Być może w tym momencie dyrektor zobaczył pytające spojrzenie sekretarki, bo wyjaśnił:

– Aaa, pani przecież wtedy tu jeszcze nie pracowała. Kiedyś pani opowiem. Dziś nie mam do tego zdrowia. Wyjdę dziś wcześniej. Muszę odreagować tę rozmowę – powiedział i zniknął za drzwiami.

Sekretarka westchnęła ciężko. Już miała zamknąć gabinet, kiedy nagle wróciła i rozległ się jej zdumiony głos:

– Pan tu cały czas był? Rany! Zupełnie o panu zapomniałam. I co? Naładowały się baterie?

* * *

To były ostatnie słowa nagrane przez pana Andrzeja w gabinecie dyrektora. W pokoju Kamili zapadła cisza.

– O kurde! – zawołał Maciek.

– Tata wie, że to obejrzałaś? – spytał Wojtek.

– On chyba w ogóle nie wie, że to się nagrało. Celowo raczej nie filmował, bo jak widzieliście, obraz jest nieruchomy.

– A czemu się nie wtrącił? – spytała Małgosia.

– Bo on już taki jest. Nigdy się nie wtrąca w cudze sprawy.

– Nie to co moja mama – westchnął Maciek. – Ona na mamie Staśka nie zostawiłaby suchej nitki.

– Ja dopiero teraz rozumiem westchnienie ulgi, kiedy wieczorem mówił mamie, że dobrze, że ja już kończę tę szkołę – powiedziała Kamila.

– A o co chodzi z katechetką? – spytał Wojtek.

– Później ci opowiem – rzuciła szybko Kamila i znów puściła nagranie.

Ale dalszy ciąg nie wzbudził już takich emocji jak nagrana przypadkiem rozmowa.

Kiedy trzy dni później Kamila rozdawała w klasie kopie filmu, nikt nie domyśliłby się, że oprócz wywiadów z uczniami i migawek z wycieczki oraz szkoły nagrano również coś, co widziały i słyszały tylko cztery ściany dyrektorskiego gabinetu, jeden oszołomiony i ukryty za szafą ojciec Kamili oraz kilkoro uczniów III a.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE