×

우리는 LingQ를 개선하기 위해서 쿠키를 사용합니다. 사이트를 방문함으로써 당신은 동의합니다 쿠키 정책.

image

7 metrów pod ziemią, Pojedynek na ŚMIERĆ i ŻYCIE – 7 metrów pod ziemią

Pojedynek na ŚMIERĆ i ŻYCIE – 7 metrów pod ziemią

Niecały rok temu podjęto operację wycięcia mi guza, macicy, jajników i wyłonienia stomii.

I ta operacja właśnie uratowała mi życie.

Wszystko mnie strasznie bolało: kręgosłup, brzuch…

Po prostu nie mogłam spać, nie mogłam leżeć, nie mogłam siedzieć.

Ile już chemii przyjęłaś?

W ciągu roku…

Z 15 chyba.

Czy był moment, kiedy pomyślałaś, że faktycznie możesz umrzeć?

Był.

Mając 17 lat dowiedziałaś się, że masz raka.

Tak.

Co dzieje się w głowie nastolatki, kiedy dostaje taką informację?

Szczerze? Na początku to do mnie nie docierało.

Przez ładnych parę miesięcy.

Dopiero po operacji, kiedy mogłam już nie żyć,

dotarło do mnie, że wygrałam, że faktycznie jestem chora.

Dotarło do mnie, w jakim jestem poważnym stanie.

Operacja była takim przełomem w moim życiu.

Wtedy sobie uświadomiłam, że to jest choroba,

że wygranie z nią nie jest takie łatwe.

Ale też że daję radę, bo nie jestem sama.

W jakich okolicznościach dowiedziałaś się o chorobie?

Mnie przez dwa lata niecałe leczyli na jelita.

I w międzyczasie, kiedy szukałam jakiegoś ratunku u lekarzy,

bo nie wiedziano co jest przyczyną, trafiłam do zwykłej pani internistki.

I przez przypadek dowiedziałam się, że to jest rak.

W jaki sposób przekazano ci tę informację?

Kto cię o tym poinformował? Jakimi słowami?

W sumie dowiedziałam się o tym sama,

dlatego że wszystkie informacje przekazywano moim rodzicom,

a że ja jeszcze nie byłam pełnoletnia i byłam po prostu dzieckiem,

tym bardziej, że rak to jest jednak ciężki temat,

chyba nikt nie był w stanie odważyć się i powiedzieć mi tego wprost.

Tego dnia, kiedy dostałam wypis od lekarza w szpitalu, dostałam też wyniki badań

i tam były markery nowotworowe.

I w sumie już po nich dowiedziałam się, że to jest rak.

Wiedziałam też, że jest jakiś guz.

No i tak się właśnie dowiedziałam, że jestem chora.

Wspomniałaś o operacji, która uratowała ci życie.

Co to była za operacja?

Przepraszam.

Niecały rok temu podjęto operację wycięcia mi guza, macicy, jajników i wyłonienia stomii.

I ta operacja właśnie uratowała mi życie.

W Polsce stomia to jest niestety wciąż temat tabu.

Tak.

Możesz powiedzieć na czym to polega?

To jest wyłonienie jelita na powierzchnię brzucha,

przez które po prostu człowiek się załatwia i odchodzą gazy.

Czy to była dla ciebie jedna z największych „niedogodności” tej choroby?

Przed operacją byłam świadoma, że wytną mi macicę i nie będę mogła mieć nigdy dzieci.

I że najprawdopodobniej będę mieć stomię.

I szczerze mówiąc nie wiem, co było dla mnie najgorsze.

Bo nie mogłam się pogodzić z tym, że będę mieć tę stomię,

i że nie będę mogła mieć dzieci.

Bo dla mnie, dla kobiety, jednak to jest ciężkie.

Czego obawiałaś się najbardziej?

Pierwszej chemii? Czy może tego, że wypadną ci włosy?

Nie, chyba najbardziej bałam się pierwszej chemii.

Pamiętam jak byłam w szpitalu, wtedy byłam jeszcze po biopsji,

i nagle mi powiedziano, że za kilka dni dostanę chemię.

W filmach wiele razy było pokazane po prostu, jak ludzie wymiotują, jak się źle czują.

I ja byłam od razu przyszykowana na to,

że ze mną będzie dokładnie tak samo.

Po prostu się bałam.

A jak było w rzeczywistości?

Dobrze.

O dziwo, było dobrze.

Następne chemie były gorsze, bo było już coraz gorzej.

Ale...

jakoś się dało radę.

Jak zniosłaś wypadanie włosów?

Byłaś na to przygotowana?

Chyba nawet na to czekałam.

W sensie... Wiedziałam, że mi wypadną.

I gdy zobaczyłam, że zaczynają wypadać, obcięłam się na krótko.

A później już ścięłam totalnie włosy.

W jednym z postów na Facebooku napisałaś, że przeżyłaś piekło.

Jak wyglądało to twoje piekło?

Gdzieś tydzień przed operacją nie mogłam już spać.

Miałam wielki brzuch jak kobieta w ciąży.

Wszystko mnie strasznie bolało: kręgosłup, brzuch...

I po prostu nie mogłam spać.

Nie mogłam leżeć. Nie mogłam siedzieć. To było chyba najgorsze.

Później, dzień przed operacją, zrobiono mi punkcję brzucha,

żeby spuścić wodę, którą miałam w brzuchu.

I było jej prawie pięć litrów.

I w sumie dzień przed operacją się wyspałam,

jeżeli mogę tak to powiedzieć.

I to było chyba dla mnie najgorsze.

Bo po operacji to już była taka po prostu ulga.

Zanim włączyliśmy kamery powiedziałaś mi,

że pewnej nocy zrozumiałaś, na czym polega umieranie.

Co to była za noc?

Zrozumiałam, że dzieje się ze mną coś niedobrego.

Czy był moment, kiedy pomyślałaś, że faktycznie możesz umrzeć?

Był.

Pamiętam, jak szukaliśmy kliniki, która zoperuje mnie za granicą

i nie było żadnej odpowiedzi.

Po prostu. Nie było osoby, która by mnie zoperowała.

A ja wtedy się tak strasznie źle czułam.

I wtedy przeszło mi przez myśl, że może to już jest po prostu koniec.

Ale nie był.

Nie był.

Czy dziś boisz się?

Czy lęk to jest coś, co towarzyszy ci dzisiaj?

Czy udało ci się go pokonać?

Boję się.

Boję się, bo w sumie do końca życia będę musiała się jakoś kontrolować,

jak wyzdrowieje, jak z tego wyjdę.

I myślę, że do końca życia będzie jakiś tam strach w środku.

I obawa, że jednak to może wszystko wrócić.

Na ile ta choroba zmieniła twoje codzienne życie?

Co ze szkołą?

Przez rok nie chodziłam w ogóle do szkoły,

ponieważ były te operacje, źle się czułam, po prostu nie byłam fizycznie w stanie.

Myślę, że nawet psychicznie nie myślałam o tym, żeby iść do szkoły.

Wiedziałam, że kiedyś może być taki moment, że po prostu będę się lepiej czuć i pójdę.

Tak jak normalna nastolatka.

I tak jest teraz. Chodzę do szkoły, spotykam się z rówieśnikami...

Teraz jestem na etapie jeżdżenia na chemię do Poznania.

Jeżdżę na leczenie do Hanoweru.

Ile już chemii przyjęłaś?

W ciągu roku...

Z 15 chyba.

Tak mi się wydaje, że od początku to już z 15. Nie liczę już teraz.

Jak to wygląda? W jaki sposób przyjmuje się chemię?

I co dzieje się z człowiekiem, kiedy przyjmuje chemię?

To jest jak kroplówka.

Po prostu. Dostaje się worek z chemią i to normalnie do żyły spływa.

Co wtedy człowiek robi? Siedzisz? Leżysz?

Siedzę.

Można leżeć, ale ja jestem tego zdania, że jak jadę do szpitala,

to po prostu: badania, chemia i wracam do domu.

Nie lubię kłaść się do łóżka, bo wtedy czuję, że jestem chora.

Czy to boli? Czy człowiek coś czuje?

Czy dopiero objawy później przychodzą?

Samo podanie chemii nie boli.

Później jednak jest gorzej.

Gorzej, to znaczy?

Są mdłości, niektórzy mają zaparcia, biegunki, robią się afty w buzi...

Wypadają włosy.

Bolą ludzi po prostu kości.

Mogą mieć problemy z paznokciami.

Są różne objawy tego.

Jak dziś wyglądają wyniki twoich badań?

Czy jest coraz lepiej?

W brzuchu jest czysto, to jest najważniejsze,

aczkolwiek ostatni tomograf pokazał, że powiększyły mi się węzły chłonne.

Zobaczymy, co będzie.

Dostałam jeszcze dwie chemie, które obecnie przyjmowałam.

Po dwóch chemiach będę mieć tomograf

i zobaczymy, co będzie dalej.

W jaki sposób ta choroba zmieniła ciebie?

To, jak patrzysz na świat.

Kiedyś miałam problem z akceptacją świata, z akceptacją w sumie siebie.

I gdy dotarło do mnie, że mogłam to życie stracić,

zaczęłam to doceniać.

Zaczęłam doceniać to, co mam, zaczęłam doceniać ludzi wokół siebie.

I staram się cieszyć z małych rzeczy.

Realizować swoje jakieś małe plany

i spełniać marzenia.

Masz odwagę marzyć, myśleć o przyszłości?

Jak daleko wybiegasz?

Kiedyś nie wybiegałam w ogóle.

Jak ktoś się mnie spytał o moje marzenie, to powiedziałam, że go nie mam.

Teraz mam jakieś moje małe marzenia.

Jak daleko wybiegam?

Nie chce wybiegać jakoś daleko,

aczkolwiek mój docent ostatnio powiedział, że moje leczenie potrwa jeszcze kilka lat

i muszę sobie sporządzić jakiś plan i go realizować.

Bo co, jeżeli później nagle się okaże, że jestem zdrowa,

a nie będę mieć żadnego planu?

Także jakiś tam mój mały plan jest,

nawet na dalszą przyszłość.

Ale zostawię to dla siebie.

Mogę zapytać o marzenia?

Moje marzenia?

Zawsze chciałam być modelką.

I coś już w tym kierunku robię, także coś tam się spełnia.

A reszta to chyba już tak, jak każda kobieta.

Mieć swój dom, rodzinę, dzieci.

Jak tę twoją chorobę przeżyli, przeżywają twoi bliscy?

Rodzina, ale też przyjaciele.

Wydaje mi się, że na początku każdy bał się ze mną rozmawiać na ten temat, pytać.

Najprawdopodobniej bali się po prostu mojej reakcji na to, jak ja to przyjmę.

Czyli ten temat był omijany?

Wydaje mi się, że trochę tak.

Jednak w domu rodzice musieli ze mną rozmawiać,

bo przebywali ze mną praktycznie cały czas.

Ale...

Wydaje mi się, że nie umieli ze mną rozmawiać.

Bali się jakoś nawiązać temat.

A jeżeli chodzi o moich znajomych,

to z tym jest różnie, bo niektórzy chcieli rozmawiać, pytali się,

a niektórzy się bali.

Czy twoja choroba jakoś zweryfikowała pewne znajomości?

Jak to się mówi: prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

No właśnie. I jak było w twoim przypadku?

Na początku było tak, że niektórzy moi znajomi mi pomagali,

a teraz się odwrócili. Nie powiem, że nie,

bo są takie osoby.

Ale raczej te osoby, które ze mną były, są do tej pory

i poznałam dużo nowych osób.

W jaki sposób można ci dziś pomóc?

Na koncie Fundacji You Can Help zbierane są pieniądze dla mnie.

Jest już uzbierana dość ładna sumka, prawie całe 100 procent,

aczkolwiek z każdym moim wyjazdem do Hanoweru, z każdym moim kupnem leków itd.

pieniądze maleją.

A ja boję się, że przyjdzie kiedyś taki moment, że zabraknie tych pieniędzy

i nie będę mogła się leczyć.

Czego ci życzyć?

Zdrowia.

Nic więcej.

Jak będzie zdrowie, to reszta sama przyjdzie.

Tego ci życzę. Dziękuję bardzo za spotkanie.

Dziękuję bardzo.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE