Metoda na UZDROWIENIE czy igranie ze ŚMIERCIĄ? – 7 metrów pod ziemią
Każda ceremonia jest inna.
Są śpiewy, czasami ich nie ma, czasami
jest gra na bębnach, czasami słychać grzechotki.
Takim rozżarzonym patyczkiem
dotyka skóry,
schodzi ta pierwsza warstwa skóry. To delikatnie piecze.
Rośnie bardzo tętno serca, bicie serca.
Nawet do, niektórzy mówią, 250 uderzeń
na minutę.
Dla mnie jest to substancja, która przynosi uzdrowienie.
No i teraz każdy musi sobie zadać pytanie, co chce uzdrowić.
Mateusz.
Czym jest kambo?
Dla mnie kambo to jest medycyna.
Pierwotna medycyna z amazońskiego lasu,
która pozwala
nam, ludziom
oczyścić się z pewnych kwestii
emocjonalnych, fizycznych, umysłowych.
Dla mnie jest to substancja,
która przynosi uzdrowienie,
no i teraz każdy musi sobie zadać pytanie, co chce uzdrowić.
Jest to dla mnie medycyna.
Brzmi enigmatycznie, dlatego opowiedzmy, jak wygląda sam rytuał.
Na czym to polega? Jak to się odbywa?
Ja przeżyłem kambo pięć razy w takich warunkach naszych, zachodnich, warszawskich, tutaj.
Doświadczałem tego u boku szamana,
bo tak nazywa się osoba, która odprawia
ten ceremoniał. U Tomka, który z kolei
sam się uczył
w rdzennym plemieniu, gdzie to kambo jest
przynoszone, gdzie to kambo jest pozyskiwane.
No i on poprzez wiele lat spędzania
czasu w Amazonii, postanowił tę medycynę
przynieść tutaj do Polski, pokazać ją ludziom tutaj w Polsce.
No i w skrócie to polega na tym, że przychodzi
się z pewną intencją tego, co się chce oczyścić
albo z czym ma się jakiś problem. Bo każdy z nas ma jakieś różne problemy,
czy to fizyczne, czy to emocjonalne.
Przychodzi się gdzie, dokąd? Do mieszkania,
do siłowni?
To jest miejsce rozwoju osobistego, w którym byłem. Tam to się odbywa. Na Wilanowie.
No i tam docelowo się dzieją
różne rzeczy rozwojowe. Nie tylko kambo, ale też są
różne warsztaty,
są różne ceremonie, no i tam między innymi też jest kambo.
I od samego początku, od wejścia przez próg
tego miejsca,
no,
wszyscy tak jakby zachowują ciszę,
wchodzi się do kręgu,
no i w tym kręgu zazwyczaj
jest od pięciu do sześciu, czasami jest mniej osób.
W każdym razie ja czułem się akurat bardzo
bezpiecznie, bo wiedziałem, że na każdą osobę przypadają co najmniej...
Że na osiem osób, które były za pierwszym razem,
było trzech opiekunów, więc
dość dużo.
No i ceremonia zaczyna się od
otwarcia tak zwanego kręgu, gdzie każdy mówi na głos
po co przychodzi, z jaką intencją. Następnie
w przeciągu dwudziestu minut każdy musi wypić co najmniej dwa litry
wody.
No i tuż po tym zaczyna się cała ceremonia.
Każda ceremonia jest inna. Są śpiewy,
czasami ich nie ma, czasami jest gra na bębnach,
czasami słychać grzechotki. No,
jest ta cała muzykalna otoczka,
no i faktycznie człowiek się trochę czuje tak jakby
był gdzieś w rdzennym plemieniu Amazonii, bo to są takie bardzo
pierwotne brzmienia i bardzo
proste instrumenty, no ale takie, no, które
dobrze czuć, które dobrze korespondują
z człowiekiem. Nieważne, czy się interesuje muzyką, czy nie.
Wszystko to, żeby dojść do sedna, którym jest...?
Którym jest podanie substancji kambo.
Jak ono się odbywa?
To się odbywa w ten sposób, że mistrz ceremonii, szaman,
takim rozżarzonym patyczkiem
dotyka skóry.
Schodzi ta pierwsza warstwa skóry, to delikatnie piecze.
No i w zależności od tego
jak szaman poczuje, tyle daje punktów
tej substancji.
A skąd ta substancja? Wyjaśnijmy jeszcze.
No, kambo bierzemy z Amazonii. To znaczy, to jest wydzielina żaby kambo. No i ta
wydzielina jest zbierana z tej żaby.
I to ona jest podawana?
I to ona jest podawana na skórę. Tak.
Tutaj w Polsce - w Warszawie, w innych miastach.
Czy w innych miastach, to nie wiem. Ja mogę być pewny tylko tego jednego miejsca, w którym byłem i tym
osobom ufam. Wiem o tym, ze kambo jest
coraz bardziej popularne nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie tak naprawdę.
No i to trafia w ręce różnych ludzi. No i nie ma też się co oszukiwać,
że niektórzy to robią tylko dlatego, że czują w tym biznes.
No bo kambo ma bardzo dobrą skuteczność.
No i gdzieś tam dla niektórych
stało się takim przedmiotem mocno instrumentalnym, po prostu
do zarabiania pieniędzy. Natomiast, no, ja bardzo
przestrzegam przed tym, gdzie
kambo jest podawane, no i bardzo rekomenduję, aby
było to podawane przez bardzo doświadczone osoby, które
już z tą medycyną długo pracują. No bo to jak
ze wszystkim, kambo jest tylko narzędziem,
z którego trzeba korzystać w miarę rozsądnie.
Co się dzieje dalej? Kambo podawane jest na skórę.
Tak.
Co się dzieje z człowiekiem?
No i dalej następuje bardzo szybka reakcja w organizmie. Ona jest bardzo
intensywna i często bardzo trudna. Dla mnie na początku była bardzo
trudna. W skrócie, gdybym miał przywołać te wszystkie
emocje i te odczucia fizyczne,
to bardzo szybko rośnie ciśnienie.
Rośnie bardzo tętno serca, bicie serca,
nawet do, niektórzy mówią, 250 uderzeń
na minutę. No, ja myślę, że w moim przypadku, to na pewno
było pod 200. Rośnie temperatura ciała,
zaczynamy się bardzo szybko pocić.
No i u mnie ten proces oczyszczania był od
samego początku szybki, gwałtowny, intensywny.
To jest po prostu wymiotowanie?
No, w dalszym etapie tak, ale u mnie przez te pierwsze 10 minut
to było takie uczucie, jakbym umierał,
dosłownie. Tak jakby moje ciało...,
to było takie pozytywne umieranie. Nawet trudno to opisać.
Każda próba mówienia o tym, z mojej perspektywy,
czy opisania tego, jest absolutnie niedoskonała, bo
to po prostu trzeba przeżyć. To trochę tak, jakby mówić ślepemu jak wygląda zielony.
Mam dużo pokory wobec tej substancji.
Natomiast człowiek czuje, że faktycznie
w tym jego ciele wszystko się tak jakby zaczyna
oczyszczać, że to kambo wędruje po całym organizmie i
po bilionach naszych komórek i wyrzuca z tych komórek wszystko to, co
nie jest potrzebne. I nie jest to proces łatwy.
No bo jednak wyrzucamy z siebie jakieś tam toksyny.
Po i po tych dziesięciu minutach, jak człowiekowi, przynajmniej mi
było tak bardzo niekomfortowo i to było takie uczucie, że
nie do końca wiedziałem, w którą to stronę
pójdzie, ale wiedziałem, że muszę to przetrzymać,
wtedy właśnie mistrz ceremonii, szaman, podszedł do mnie i
powiedział, żebym po prostu oddychał i starał się
być w tym procesie jak najbardziej świadomy,
co jest trudne, ale po dziesięciu mniej więcej minutach
przychodzi takie uczucie, że
jak te wszystkie toksyny się nagromadziły i już wyszły
z naszego ciała, no to ma się wtedy ochotę wymiotować.
No i to jest
bardzo dziwne uczucie, bo fizycznie człowiek
wymiotuje, ale tak na poziomie czucia
swojego ciała, intuicji, no ja czułem, że
wyrzucam z siebie
całe zło,
którego doświadczyłem, będąc człowiekiem, od samych
urodzin aż po dziś dzień.
No i czułem, że pozbywam się lęków swoich,
złych doświadczeń i
odblokowuję w skrócie swój potencjał i
te wszystkie rzeczy, które gdzieś tam mnie hamowały
w moim rozwoju. I wiem, że to może brzmieć,
no, tak bardzo mocno
nieracjonalnie i duchowo, ezoterycznie,
niech każdy sobie to nazwie jak chce. Ale ja faktycznie tak czułem -
że pozbywam się megaciężkiego ciężaru.
No i pamiętam, że na tej pierwszej ceremonii,
ona była dla mnie bardzo intensywna, bo bardzo wymiotowałem,
no, nawet nie chcę mówić, czym. Ale to, co później,
jak się patrzy na to...
Nie musimy wchodzić w szczegóły.
Nie musimy wchodzić w szczegóły, ale człowiek się dziwi, że w nim takie rzeczy siedzą.
I też, żebyśmy
mieli świadomość, ja do tego się przygotowywałem o tyle, że
tydzień wcześniej jadłem tylko warzywa,
piłem bardzo dużo wody, bardzo zdrowo się prowadziłem. No, byłem,
starałem się ten swój organizm doprowadzić do takiego momentu, w którym
będę czuł, że jestem gotowy na to, aby
doświadczyć, bądź co bądź, intensywnej
medycyny.
Mateusz, mówisz o tych wszystkich doznaniach duchowych, a może to jest po prostu narkotyk. Miałeś fazę, to wszystko.
Pytanie, co to znaczy, że to jest tylko narkotyk. I pytanie,
co to znaczy faza. Dla mnie to jest po prostu odmienny stan świadomości
i ludzie na drodze rozwoju duchowego wprowadzają się w te odmienne
stany świadomości i poprzez medytację,
poprzez oddech, a niektórzy to robią,
korzystając z medycyny, z enteogenów.
No i te możliwości są różne. I na pewno
kambo jest na tyle złożoną substancją, że z tego, co wiem,
ale nie czuję się ekspertem absolutnie, dlatego odsyłam
do badań naukowych.
Kambo ma w sobie opioidy, które, no,
gdzieś powodują ten stan euforii
i uniesienia, ale samo wymiotowanie też powoduje stan euforii i
wyrzut endorfin.
Dlatego, no, trudno mi odpowiedzieć na to pytanie,
na pewno jest to doświadczenie
bardzo intensywne i
takie, które wprowadza nas w odmienne stany świadomości. Przynajmniej
mnie, ale...
no, tak bym w skrócie na to pytanie odpowiedział.
Mateusz, dlaczego ty się w ogóle zdecydowałeś? Ktoś mógłby pomyśleć:
po co sobie coś takiego organizować?
Ja w swoim życiu dokonałem bardzo dużej zmiany.
W momencie kiedy zacząłem słuchać swojego serca,
i wiem, że to może znowu brzmieć bardzo
enigmatycznie, ale w pewnym momencie życia,
jak zaczynasz się rozwijać, to czujesz
intuicyjnie, co powinieneś robić, a czego nie powinieneś robić.
I jak pierwszy raz usłyszałem o kambo, to
wiedziałem, że to jest dla mnie, nawet nie wiedząc, co to jest.
I wtedy zaczęła się moja cała przygoda
z etnobotaniką,
którą się już wcześniej interesowałem, ale
tylko na poziomie czytania. No a później
wszedłem w fazę doświadczania i bardzo się otworzyłem
na ten świat etnobotaniki, która jest, no,
według mnie, nauką, która może przynieść naszej
cywilizacji, no, bardzo dużo dobrego.
Oczywiście to też tylko narzędzie i podchodzę do tego
z pokorą. A dlaczego chciałem to robić? No, przede wszystkim,
żeby bardziej poznać siebie.
Lekarze jednak przestrzegają przed kambo. Mniej więcej rok temu media obiegła
informacja o 30-latce, która zmarła po takim
rytuale.
Mateusz, może ty jesteś szaleńcem, który igra ze swoim życiem?
A czy my wszyscy nie igramy ze swoim życiem, żyjąc? No nikt nie ma
pewności, że jutro wstanie i będzie dalej żyć, więc z tego poziomu
mogę się uznać, że jestem wariatem. Żyję,
więc jestem wariatem. Życie samo w sobie jest ryzykiem.
No ale dokładasz sobie jakieś ryzyko. Tak?
Nie, ja powiem ci tak. Tak jak powiedziałem na początku,
ja bardzo czuję, co powinienem, a czego nie powinienem
i w swoim życiu kieruję się intuicją. Nie umysłem,
tylko intuicją, sercem, każdy to nazywa, jak chce.
I czułem, że to jest dla mnie. I teraz, z poziomu
perspektywy człowieka, który był na tej ceremonii pięć razy, mogę
powiedzieć, że kambo zmieniło pozytywnie moje życie, na lepsze.
I to było absolutnie fenomenalne doświadczenie.
Ta zmiana życia przede wszystkim polegała na...?
Tyle się wydarzyło w ciągu tych dwóch lat, że nie jestem
w stanie nawet
powiedzieć w skrócie, ale między innymi zostałem ojcem,
poznałem miłość swojego życia,
buduję szczęśliwy dom i jestem w najlepszym etapie swojego
życia.
Ale co ma kambo wspólnego z byciem ojcem?
Miałem w swoim życiu dużo takich hamulców,
no, gdzie nie czułem się ze sobą dobrze po prostu. I kambo
pozwoliło mi gdzieś zrzucić z siebie ten cały ciężar.
Oczywiście to nie jest tak, że kambo robi na nas robotę, że przychodzimy
z jakimś problemem, z którym nie możemy sobie poradzić przez całe życie
i kambo nagle... dzieje się magia. To jest
proces. I kambo pomaga w tym procesie oczyszczenia
takiego duchowego, nazwałbym to katharsis,
myślę, że to jest najlepsze określenie.
Kambo to jednak nie jest jedyna rzecz, jedyny
"eksperyment", na jaki się zdecydowałeś. Co jeszcze?
Jak już wszedłem na drogę zaznajamiania się z
etnobotaniką, to zacząłem szukać
tego, w jakim ceremoniach mógłbym brać udział jeszcze.
No, ceremonia mojego życia, myślę, że jest wciąż przede mną,
dlatego że chciałbym, no, być w Amazonii i poznać te rdzenne plemienia, które, no, z tą medycyną są
od wielu pokoleń. I chciałbym tam tego doświadczyć.
Ale w swoim życiu doświadczałem m.in. DMT.
Jest to dimetylotryptamina,
którą każdy z nas ma w sobie, w szyszynce.
Jest to substancja, która wydziela się
w trzech sytuacjach w życiu, mniej więcej: jak się rodzimy,
jak śnimy i jak umieramy. No i w dużym skrócie jest to najsilniejsza
substancja psychodeliczna, psychoaktywna, którą
możemy doświadczać na ziemi.
I ją można podawać?
Są różne metody. Można ją palić, można ją... No, jest dużo metod,
ja nie jestem ekspertem, ja doświadczam.
Jak było w twoim przypadku? Jak to wyglądało?
Ja akurat to paliłem, no i też czułem, że potrzebuję to zrobić, a nie
wiedziałem nawet, co to jest. Oczywiście, ludzie mogą
nazwać mnie szaleńcem, ale ja wiedziałem, że robię
to w dobrym celu i że jest mi to potrzebne do doświadczenia.
Jakie było to doświadczenie, co się działo?
No, do tej pory najpiękniejsze w moim życiu. Bardzo intensywne. To jest tak,
niektórzy to mówią, że wtedy
bardzo szybko dusza wychodzi z naszego ciała.
I doświadczamy, no, absolutnie mistycznych wizji.
Niektórzy mówią, że to jest spotkanie z Bogiem
i doświadczenie tego, co się dzieje po śmierci.
Czy tak jest? Trudno mi powiedzieć. Ja mogę powiedzieć ze swojego
doświadczenia, że to na pewno jest, no, bardzo silne
doświadczenie, bardzo intensywne. Ono mniej więcej trwa
10 minut, ale człowiekowi
wydaje się, że, no, w tej przestrzeni, do której wędruje,
trwa to wiecznie,
no i po tym doświadczeniu już nic nie jest takie samo.
Inaczej człowiek patrzy na życie.
Ale co się zmienia?
No przede wszystkim świadomość tego, że nie jesteśmy tylko kupą mięcha, która stąpa po tej ziemi i
ma za zadanie zarabiać, jeść,
utrzymywać rodzinę. Jesteśmy istotami
duchowymi, zamkniętymi w ludzkim ciele.
Doświadczamy tutaj życia na planecie
Ziemia. Mam takie małe marzenie, że chciałbym,
żeby ludzie zdali sobie sprawę z tego, że życie jest naprawdę darem
i cudem, i że nasze ciało tak naprawdę to jest świątynia,
dzięki której możemy doświadczać różnych
niesamowitych rzeczy.
I szczególnie w dzisiejszych czasach jesteśmy bardzo mocno
osadzeni w ciele i w umyśle, i wypieramy aspekt
duszy, który kiedyś był, no,
tak powszednim tematem jak dzisiaj niemalże polityka.
Ludzie rozwijali się duchowo, dzisiaj o tym zapominamy.
Mateusz, czy ty się po prostu nie boisz o siebie?
Że zdecydujesz się na jakieś kolejne doświadczenie
i po prostu
nie wstaniesz?
I sobie zniknę z tego świata?
Skończy się doświadczenie.
Ja staram się do niczego nie przywiązywać. Mimo tego, że mam cudowną rodzinę i naprawdę kocham życie,
jestem szczęśliwy, to wiem, że nic nie jest mi dane na
zawsze. I nikomu nic nie jest dane na zawsze.
Dlatego z mojej perspektywy, dlatego inwestuję
w rozwój duchowy,
no bo materia nas ogranicza i
doceniam to, co mam, doceniam swoją rodzinę, swoje relacje, ale, no,
kiedyś umrę, będę musiał umrzeć.
I myślę, że wszechświat, Bóg, stwórca, nazywajmy to sobie, jak
chcemy, dokładnie wie, ile mam być na tym świecie i co
mam robić. I tak jak mówiłem, znowu się na to
powołam: ja bardzo czuję, co powinienem robić, a czego nie.
I to są dla mnie często tak wyraźne sygnały, że
jak wiem, że czegoś mam nie robić, a mimo tego idę w tą stronę,
no to dostaję bardzo mocno po twarzy od życia,
na wielu poziomach.
A jeżeli wiem, że coś mam zrobić, to czuję w sobie ogromny
spokój i wszystko się tak w życiu układa, że
naturalnie to robię, bez żadnego wysiłku
i wszystko jest po prostu dobrze.
Trochę mnie to boli, że na przykład kambo wyszło w ogóle
na światło dzienne poprzez tragedię, która się wydarzyła
faktycznie, tylko że to był jeden przypadek na
wiele tysięcy przypadków.
I, no, niestety
gdzieś tam znając tą sytuację od kuluarów, osoba,
która zmarła zataiła pewne
fakty na temat swojego zdrowia i dlatego prawdopodobnie się to wydarzyło.
Oczywiście jest to ogromna tragedia, no i myślę, że
taka lekcja pokory dla ludzi, żeby
mieć świadomość tego, że to jest wciąż narzędzie i
trzeba wobec tego narzędzia podchodzić bardzo pokornie.
To tak samo jak z nożem. Nożem możemy pokroić chleb, możemy też kogoś
zabić. I dlatego kambo też jest narzędziem i musi
być podawane przez doświadczone osoby, bo inaczej,
no, faktycznie jest to
mocne ryzyko. Ale z mojej perspektywy
jest to absolutnie fenomenalna medycyna,
z którą trzeba podchodzić ostrożnie,
z odpowiednim przygotowaniem, świadomością, no i
zaufaniem też.
Bardzo dziękuję ci za rozmowę.
Dziękuję również za możliwość podzielenia się doświadczeniem.