×

우리는 LingQ를 개선하기 위해서 쿠키를 사용합니다. 사이트를 방문함으로써 당신은 동의합니다 쿠키 정책.


image

7 metrów pod ziemią, Lwy, tygrysy, broń, narkotyki... Prawda o zoo Joe Exotica – 7 metrów p... (2)

Lwy, tygrysy, broń, narkotyki... Prawda o zoo Joe Exotica – 7 metrów p... (2)

I... Na tym się skupiliśmy w czasie, kiedy pracowaliśmy nad tym reality show w międzyczasie.

I rzeczywiście tam oglądało nas może czasami 20-30 osób,

raczej nigdy więcej.

Mimo że próbowaliśmy robić, co się dało, ale po prostu...

I co? Nie zniechęcało go to?

Nie, on cały czas przekonywał się, że

to 20 osób, to pokazuje w jakimś tam regionie,

tak naprawdę to go ogląda kilka tysięcy osób i tak mu też Rick powiedział

ogólnie, wytłumaczył mu to, a Joe mu uwierzył.

Mimo że my cały czas wiedzieliśmy, że 20 osób to ogląda.

to on był przekonany, że ogląda go setki osób cały czas.

Czy on jest po prostu osobą na tyle naiwną?

Czy tak bardzo chciał odnieść ten sukces, że był w stanie w to uwierzyć?

Wiesz co, chyba troszkę oba. Jakby ta jego chęć

osiągnięcia sukcesu czyniła go tak naiwnym, że

można było nim łatwo manipulować, jeżeli oferowało mu się sławę.

Okej. Ważną postacią też tam była Carole Baskin,

czyli właścicielka innego zoo

na Florydzie. Oni się nienawidzili.

To właściwe słowo? Tak można by opisać tę relację?

Wydaje mi się, że nawet za małe.

Oni byli wrogami nr 1, którzy walczyli

od wczesnych lat 2000.

O co poszło? Wiadomo?

Tak. Zaczęło się od tego, że

Joe podróżował po centrach handlowych z tygryskami

i pokazywał dzieciom, żeby mogły się pobawić z małymi tygryskami.

Jej się to nie spodobało.

Że wykorzystuje?

Tak. Zaczęła wysyłać do wszystkich centrów handlowych

informacje o Joe i on zaczął tracić

miejsca, gdzie mógł się pokazywać z nimi.

Na co on postanowił zmienić podejście i użyć jej loga na tej swojej trasie,

żeby jej narobić tego złego PR-u.

Czyli taka zemsta?

Tak. Na co oczywiście to jest już nielegalne,

ponieważ to wchodzi już o prawa...

No tak, jakieś prawa autorskie.

Prawa autorskie, dokładnie. Więc ona go

pozwała do sądu, wygrała rozprawę

na kilka milionów dolarów za to

i od tego czasu się cały czas to wszystko ciągnęło.

Joe cały czas używał najlepszą obronę, jaką sobie wymyślił, czyli po prostu

był spłukany i "on nic nie ma", i nigdy nic pod jego imieniem nie było, wszystko było

pod imionami jego mężów, jego

znajomych, jego brat z parku itd.

Ona cały czas, przez 10 lat, przez ponad dekadę

walczyła i cały czas oblężenie robiła na zoo,

próbując znajdywać nowe połączenia, nowych ludzi.

Ciągała jego weterynarzy po sądach, ciągała jego znajomych,

pracowników, kogokolwiek tylko dorwała po imieniu,

to i wzywała do... na te "depositions", czyli trzeba było składać odpowiedzi na jakieś tam pytania w sprawie Joe.

No pewnie też wydała masę kasy na to.

Tak. Pewnie o wiele więcej niż by

dostała na początku, gdyby odpuściła.

Pewnie wtedy w 2000, nie wiem, którym, dziesiątym czy wcześniej,

to pewnie by o wiele więcej zaoszczędziła na tym wszystkim niż

straciła. I to straciła kasy,

no i zwierzęta, bo Joe

też tracił, tak jak mówiłem, że weterynarza ciągała.

On nie mógł mieć weterynarza w parku na stałe,

bo jak tylko kogoś miał... I, wiesz,

Joe lubił wszystko nagrywać też. Cały czas wszystko było z kamerą nagrywane w tym parku.

No to ona od razu znajdywała tego weterynarza, zaczynały się problemy itd.,

więc też ludzie się nie chcieli tam pokazywać.

Aha. Czyli ludzie nie chcieli przez to u niego, dla niego pracować?

Tak. Utrudniała mu. I utrudniała potem, wiesz,

był problem, że on nie mógł nawet mieć opieki weterynaryjnej na parku stałej.

Ale jak chciał, to Carole Baskin zaraz znajdywała tę osobę i zaraz ją męczyła.

I czy to właśnie dlatego on zabijał niektóre zwierzęta?

Bo to jest taki zarzut, tak?

To znaczy, wiesz co... To było tak, że jak ja tam byłem,

nigdy nie słyszałem o tej sytuacji, co się stało.

Ale potem, słuchając trochę jego wytłumaczeń później,

on... Rzeczywiście chyba zdarzało mu się zwierzęta zabijać,

używając po prostu kuli w łeb, no bo

on jest chłopakiem, który się wychował na wsi,

i na wsi, jak zwierzę było chore, to wiesz, nie wołało się do weterynarzy

uśpić zwierzę czy jakiegoś konia itd., tylko po prostu używało się

broni, żeby odstrzelić zwierzę, żeby mu po prostu odjąć cierpienia, żeby ukrócić to cierpienie

i położyć zwierzę, no bo czasami nie da się wyleczyć zwierzęcia, szczególnie jak nie ma się

stałej opieki weterynaryjnej,

to ciężko jest się tym zająć, więc to był

w jego głowie... to był bardzo humanitarny sposób

pomagania tym zwierzętom.

Oczywiście dla wielu osób może się to wydawać dziwne,

no bo strzelanie w głowę tygrysowi to jest

zupełnie nierealne,

ale jak już myślimy o krowie czy o koniu, o ubijaniu takiego zwierzęcia normalnie, to

już myślimy zupełnie inaczej wtedy.

Trzeba to jakby w perspektywie postawić tego, że on po prostu

był chłopakiem ze wsi i działał tak jak mógł.

Carole Baskin, ona mu stawiała wiele różnych zarzutów.

Który twoim zdaniem był najbardziej taki

uzasadniony, sprawiedliwy?

Wiesz co? Z tym, co ona cały czas robiła, to mi się...

Poza tym, że rzeczywiście on użył

jej loga wtedy,

to wydaje mi się, że nic, co ona później robiła,

miało jakikolwiek sens.

To już było takie naciągane wszystko.

Żeby po prostu dopaść Joe.

Nie wiem, czy ona była zazdrosna, że on miał fajne tygrysy, czy o co chodziło.

Po prostu ona nie chciała, żeby on miał tygrysy,

ona chciała... żeby ona

była jedną osobą, która ma tygrysy w Stanach ogólnie.

No to wojna skończyła się w ten sposób,

że Joe

siedzi dziś w więzieniu, dostał

wyrok 22 lat

więzienia za kilkanaście

przestępstw,

z czego to najpoważniejsze dotyczyło

zlecenia zabójstwa

Carole Baskin.

No, też warto dodać,

że Joe

dziesiątki albo setki razy

mówił publicznie, zapowiadał,

tak?, że w jakiś sposób

dobierze się

do tyłka Carole Baskin, jakkolwiek

to brzmi, ale wiadomo, o co chodzi.

Czy ty uważasz, że

on mógł faktycznie na poważnie

zlecić zabójstwo? Czy

nie chcesz w to wierzyć?

On powoli zaczynał tracić już

rozum, pod koniec

czasu, jak ja tam byłem.

Po utracie Travisa, jego męża,

który postrzelił się w głowę przypadkiem,

zaczął powoli wpadać gdzieś w taką demencję.

Przynajmniej nam tak się wydawało albo

alzheimera, ponieważ też miał to u siebie

w rodzinie. I...

zaczynał się robić coraz bardziej łatwy do manipulowania

według mnie, coraz bardziej

ludzie do niego dochodzili, coraz...

On nie był już do końca sobą,

tracił powoli całą tą moc

Joe Exotica, którą miał wcześniej.

I w tym momencie wydaje mi się, że właśnie wkroczył

Jeff Lowe, który udawał jego znajomego.

I ja jestem przekonany, że to on

mu to włożył do głowy raczej.

Nie wydaje mi się, żeby Joe sam

takie coś postanowił.

To jest wyjaśnienie: facet,

który ostatecznie przejął jego zoo.

Tak. Jeff też

się pojawił znikąd. Przyszedł nagle z

Kolorado, po rozstaniu się z byłą żoną.

Przyprowadził swoją nową, 20-letnią żonę,

przyjechał ze swoim ferrari

i hummerem. Włożył

to do garażu

w Unity Oklahoma, miasteczka, które ma 10 tysięcy ludzi, nie ma

nawet wiele dróg, to są drogi,

które nie są nawet

wyasfaltowane. Zamieszkał w baraku

na terenie parku i

działał jako znajomy Joe, który mu pomagał

przekładać jego majątki

różne, Joe na niego, żeby

Jeff mógł nimi zarządzać,

żeby to wszystko nie było pod imieniem

Joe. I w pewnym momencie, jak on zebrał wszystkie

podpisy potrzebne, żeby przejąć tą ziemię,

zwierzęta, licencję,

po prostu wykopał Joe z parku i zburzył

jego dom.

To smutny finał. Mateusz,

ty tam spędziłeś w sumie 3

lata. Czy miałeś

jakieś niebezpieczne sytuacje?

Bo to, że takie

się zdarzały, jest jasne. Sam Joe został

chyba kiedyś zaatakowany.

Przez lwicę? Nie wiem, czy dobrze pamiętam.

Przez tygrysa, z tego, co pamiętam.

Aha, okej.

I przez.... też. Dwa razy przynajmniej. No właśnie. Jak było w twoim przypadku?

Jak ty tam funkcjonowałeś? Jak

sobie radziłeś

w tej nowej, dzikiej rzeczywistości?

No, chyba taki najbardziej pamiętliwy, który zawsze wspominam, to było

w momencie, kiedy kosili trawę

w jednym z dużych wybiegów. Bo było tak, że

mieli pełno małych wybiegów, takich klatek,

i był tam taki główny, centralny wybieg,

gdzie wszystkie te tygrysy wypuszczano, żeby mogły...

Znaczy tam, wiesz, rotacyjnie, że

nie wszystkie na raz tylko rotacyjnie, żeby

mogły sobie pobiegać na większym terenie.

W pewnym momencie mieliśmy około pięciu

tygrysów, w tym chyba też mieszanka lagerów

i były tajgony. To były

też mieszanka... To jest,

zależy, czy to był lew czy to

lwica jako

rodzic. I to było mieszane z tygrysem,

też z tygrysicą albo z tygrysem.

To jest normalne, że się miesza

te gatunki?

Joe tak robił, bo uważał, że jak wymiesza je odpowiednio

dużo razy, to stworzy tygrysa szablozębnego.

Tego, który wyginął

w prehistorii, tak?

Tak. Uważał, że jak się połączy wszystkie te duże koty w pewnym momencie, to się stworzy

z powrotem tygrysa szablozębnego.

To była jego teoria.

No dobrze, ale opowiadaj dalej...

Ale wracając bardziej do faktów niż

jego historii,

w pewnym momencie

nagrywałem, jak oni kosili trawę.

Ponieważ, tak jak mówię, na tych wybiegach

oni nawet nie zamykali tych tygrysów tylko

jeździli na takich kosiarkach,

traktorkach i kosili tą trawę.

No i tygrysy tak jak koty domowe nie lubią tych głośnych dźwięków,

raczej się trzymają od tego z daleka.

Ja sobie stałem przy płocie z kamerą,

nagrywałem, co tam się działo. Tylko że wiesz,

wiadomo, wchodzi zaraz ten płot w kamerę,

blokuje się obiektyw, więc spytałem się

Erika, czy mogę wejść do środka

i zostać koło niego, żeby móc

trochę nagrać bez tych krat.

No on, że "wiesz, nie ma problemu, otworzę ci klatkę,

możesz wejść z nami,

ja będę stał koło ciebie, jakby

któryś się na ciebie sadził, to ja go

przytrzymam, żebyś mógł odejść".

No i wszedłem do środka, biorę kamerę, zacząłem

sobie nagrywać, wiesz, jest fajnie wszystko,

zasłoniłem sobie twarz kamerą, nic nie widzę.

I zdejmuję kamerę w dół, patrzę

- przede mną stoi tygrys.

Patrzy mi się prosto w oczy,

a Erik był po drugim końcu klatki.

No i pierwsze co,

to pomyślałem, wiesz, że coś muszę

przytrzymać na odległość, bo tak do mnie podchodzi,

bo mi tak wymachiwał łapą, żeby zaczepić

o mnie troszkę. To położyłem mu

rękę na czole.

On mi tak

spychał tą łapą

moją rękę.

"Erik, weź tego

tygrysa stąd, bo mnie zaraz zje".

No i w końcu on podszedł, tam go troszkę, wiesz,

On zaczął chodzić z takim kijkiem

bambusowym. On tego nie używał, żeby je bić, tylko

tam uderzał w ziemię, żeby

narobić trochę hałasu i tygrys

trochę się odsunął, on go złapał za głowę,

odsunął, ja sobie wyszedłem z klatki.

Ale już w tym momencie,

to pewnie trwało kilka sekund, ale ja

już myślałem, że to jest koniec.

Już tak myślałem: fajnie, teraz będę, wiesz,

nawet się z rodzicami nie pożegnam.

Zamknięty w klatce, zje mnie tygrys,

jak oni koszą trawę.

Skończyło się na szczęście dobrze dla

ciebie, ale...

emocje musiały być niesamowite.

Powiedz mi jeszcze, co sprawiało, że ty,

no, jednak tam zostawałeś, że chciałeś

tam być. Czy to być może były kwestie

finansowe, czy jednak

być może chodziło o coś innego? Być może

jakoś to miejsce cię

trzymało? Ty na samym początku chyba

dostałeś nawet taką poradę:

"uciekaj z tego miejsca,

bo ono cię pochłonie".

Czy faktycznie tak było?

Właśnie chyba mnie po miejsce powoli pochłonęło.

Wiesz, to po prostu

taka telewizja na żywo. Nawet jak

wiesz, to co tam było, cały czas się chodziło

co dzień do pracy,

codziennie coś się innego działo. Po prostu ciężko było

odejść i potem nie widzieć... Wiesz,

poszedłem na jeden dzień wolny,

wracałem i tyle się stało w ciągu jednego dnia. Na przykład

gdy miałem dzień wolny, to do tygrysów przyjeżdżał

Shag, ten

koszykarz. Nie wiem, czy kojarzysz.

Shaquille O'Neal.

A, kojarzę.

No. To on przyjeżdżał w te dni, kiedy ja miałem wolne, mnie to omijało

zawsze. Jednego dnia miałem wolne, to nawet tornado

prawie uderzyło w park. I po prostu, wiesz, cały czas...

Tyle się tam działo, że

ciężko było odejść, bo chciało się wiedzieć,

co w kolejnym odcinku kolejnego dnia.

Mimo że nikt, wiesz, to było nasze

prywatne show, które my oglądaliśmy

na co dzień. I było

przerażające momentami, a z drugiej strony cały czas

cię ciągnęło, żeby zobaczyć,

co będzie kolejnego dnia, co się znowu stanie,

co Joe wymyśli albo co przyniesie to miejsce.

No tak. To w jakiś sposób uzależnia.

Powiedz mi, gdyby Joe wyszedł na wolność za

kilka lat, jest przecież masa

osób, które domagają się

jego uniewinnienia,


Lwy, tygrysy, broń, narkotyki... Prawda o zoo Joe Exotica – 7 metrów p... (2) Löwen, Tiger, Waffen, Drogen ... Die Wahrheit über Joe Exotica Zoo - 7 Meter... (2) Lions, tigers, guns, drugs.... The truth about Joe Exotica Zoo - 7 meters p... (2) Львы, тигры, оружие, наркотики... Вся правда о зоопарке Джо Экзотика - 7 метров п... (2)

I... Na tym się skupiliśmy w czasie, kiedy pracowaliśmy nad tym reality show w międzyczasie.

I rzeczywiście tam oglądało nas może czasami 20-30 osób,

raczej nigdy więcej.

Mimo że próbowaliśmy robić, co się dało, ale po prostu...

I co? Nie zniechęcało go to?

Nie, on cały czas przekonywał się, że

to 20 osób, to pokazuje w jakimś tam regionie,

tak naprawdę to go ogląda kilka tysięcy osób i tak mu też Rick powiedział

ogólnie, wytłumaczył mu to, a Joe mu uwierzył.

Mimo że my cały czas wiedzieliśmy, że 20 osób to ogląda.

to on był przekonany, że ogląda go setki osób cały czas.

Czy on jest po prostu osobą na tyle naiwną?

Czy tak bardzo chciał odnieść ten sukces, że był w stanie w to uwierzyć?

Wiesz co, chyba troszkę oba. Jakby ta jego chęć

osiągnięcia sukcesu czyniła go tak naiwnym, że

można było nim łatwo manipulować, jeżeli oferowało mu się sławę.

Okej. Ważną postacią też tam była Carole Baskin,

czyli właścicielka innego zoo

na Florydzie. Oni się nienawidzili.

To właściwe słowo? Tak można by opisać tę relację?

Wydaje mi się, że nawet za małe.

Oni byli wrogami nr 1, którzy walczyli

od wczesnych lat 2000.

O co poszło? Wiadomo?

Tak. Zaczęło się od tego, że

Joe podróżował po centrach handlowych z tygryskami

i pokazywał dzieciom, żeby mogły się pobawić z małymi tygryskami.

Jej się to nie spodobało.

Że wykorzystuje?

Tak. Zaczęła wysyłać do wszystkich centrów handlowych

informacje o Joe i on zaczął tracić

miejsca, gdzie mógł się pokazywać z nimi.

Na co on postanowił zmienić podejście i użyć jej loga na tej swojej trasie,

żeby jej narobić tego złego PR-u.

Czyli taka zemsta?

Tak. Na co oczywiście to jest już nielegalne,

ponieważ to wchodzi już o prawa...

No tak, jakieś prawa autorskie.

Prawa autorskie, dokładnie. Więc ona go

pozwała do sądu, wygrała rozprawę

na kilka milionów dolarów za to

i od tego czasu się cały czas to wszystko ciągnęło.

Joe cały czas używał najlepszą obronę, jaką sobie wymyślił, czyli po prostu

był spłukany i "on nic nie ma", i nigdy nic pod jego imieniem nie było, wszystko było

pod imionami jego mężów, jego

znajomych, jego brat z parku itd.

Ona cały czas, przez 10 lat, przez ponad dekadę

walczyła i cały czas oblężenie robiła na zoo,

próbując znajdywać nowe połączenia, nowych ludzi.

Ciągała jego weterynarzy po sądach, ciągała jego znajomych,

pracowników, kogokolwiek tylko dorwała po imieniu,

to i wzywała do... na te "depositions", czyli trzeba było składać odpowiedzi na jakieś tam pytania w sprawie Joe.

No pewnie też wydała masę kasy na to.

Tak. Pewnie o wiele więcej niż by

dostała na początku, gdyby odpuściła.

Pewnie wtedy w 2000, nie wiem, którym, dziesiątym czy wcześniej,

to pewnie by o wiele więcej zaoszczędziła na tym wszystkim niż

straciła. I to straciła kasy,

no i zwierzęta, bo Joe

też tracił, tak jak mówiłem, że weterynarza ciągała.

On nie mógł mieć weterynarza w parku na stałe,

bo jak tylko kogoś miał... I, wiesz,

Joe lubił wszystko nagrywać też. Cały czas wszystko było z kamerą nagrywane w tym parku.

No to ona od razu znajdywała tego weterynarza, zaczynały się problemy itd.,

więc też ludzie się nie chcieli tam pokazywać.

Aha. Czyli ludzie nie chcieli przez to u niego, dla niego pracować?

Tak. Utrudniała mu. I utrudniała potem, wiesz,

był problem, że on nie mógł nawet mieć opieki weterynaryjnej na parku stałej.

Ale jak chciał, to Carole Baskin zaraz znajdywała tę osobę i zaraz ją męczyła.

I czy to właśnie dlatego on zabijał niektóre zwierzęta?

Bo to jest taki zarzut, tak?

To znaczy, wiesz co... To było tak, że jak ja tam byłem,

nigdy nie słyszałem o tej sytuacji, co się stało.

Ale potem, słuchając trochę jego wytłumaczeń później,

on... Rzeczywiście chyba zdarzało mu się zwierzęta zabijać,

używając po prostu kuli w łeb, no bo

on jest chłopakiem, który się wychował na wsi,

i na wsi, jak zwierzę było chore, to wiesz, nie wołało się do weterynarzy

uśpić zwierzę czy jakiegoś konia itd., tylko po prostu używało się

broni, żeby odstrzelić zwierzę, żeby mu po prostu odjąć cierpienia, żeby ukrócić to cierpienie

i położyć zwierzę, no bo czasami nie da się wyleczyć zwierzęcia, szczególnie jak nie ma się

stałej opieki weterynaryjnej,

to ciężko jest się tym zająć, więc to był

w jego głowie... to był bardzo humanitarny sposób

pomagania tym zwierzętom.

Oczywiście dla wielu osób może się to wydawać dziwne,

no bo strzelanie w głowę tygrysowi to jest

zupełnie nierealne,

ale jak już myślimy o krowie czy o koniu, o ubijaniu takiego zwierzęcia normalnie, to

już myślimy zupełnie inaczej wtedy.

Trzeba to jakby w perspektywie postawić tego, że on po prostu

był chłopakiem ze wsi i działał tak jak mógł.

Carole Baskin, ona mu stawiała wiele różnych zarzutów.

Który twoim zdaniem był najbardziej taki

uzasadniony, sprawiedliwy?

Wiesz co? Z tym, co ona cały czas robiła, to mi się...

Poza tym, że rzeczywiście on użył

jej loga wtedy,

to wydaje mi się, że nic, co ona później robiła,

miało jakikolwiek sens.

To już było takie naciągane wszystko.

Żeby po prostu dopaść Joe.

Nie wiem, czy ona była zazdrosna, że on miał fajne tygrysy, czy o co chodziło.

Po prostu ona nie chciała, żeby on miał tygrysy,

ona chciała... żeby ona

była jedną osobą, która ma tygrysy w Stanach ogólnie.

No to wojna skończyła się w ten sposób,

że Joe

siedzi dziś w więzieniu, dostał

wyrok 22 lat

więzienia za kilkanaście

przestępstw,

z czego to najpoważniejsze dotyczyło

zlecenia zabójstwa

Carole Baskin.

No, też warto dodać,

że Joe

dziesiątki albo setki razy

mówił publicznie, zapowiadał,

tak?, że w jakiś sposób

dobierze się

do tyłka Carole Baskin, jakkolwiek

to brzmi, ale wiadomo, o co chodzi.

Czy ty uważasz, że

on mógł faktycznie na poważnie

zlecić zabójstwo? Czy

nie chcesz w to wierzyć?

On powoli zaczynał tracić już

rozum, pod koniec

czasu, jak ja tam byłem.

Po utracie Travisa, jego męża,

który postrzelił się w głowę przypadkiem,

zaczął powoli wpadać gdzieś w taką demencję.

Przynajmniej nam tak się wydawało albo

alzheimera, ponieważ też miał to u siebie

w rodzinie. I...

zaczynał się robić coraz bardziej łatwy do manipulowania

według mnie, coraz bardziej

ludzie do niego dochodzili, coraz...

On nie był już do końca sobą,

tracił powoli całą tą moc

Joe Exotica, którą miał wcześniej.

I w tym momencie wydaje mi się, że właśnie wkroczył

Jeff Lowe, który udawał jego znajomego.

I ja jestem przekonany, że to on

mu to włożył do głowy raczej.

Nie wydaje mi się, żeby Joe sam

takie coś postanowił.

To jest wyjaśnienie: facet,

który ostatecznie przejął jego zoo.

Tak. Jeff też

się pojawił znikąd. Przyszedł nagle z

Kolorado, po rozstaniu się z byłą żoną.

Przyprowadził swoją nową, 20-letnią żonę,

przyjechał ze swoim ferrari

i hummerem. Włożył

to do garażu

w Unity Oklahoma, miasteczka, które ma 10 tysięcy ludzi, nie ma

nawet wiele dróg, to są drogi,

które nie są nawet

wyasfaltowane. Zamieszkał w baraku

na terenie parku i

działał jako znajomy Joe, który mu pomagał

przekładać jego majątki

różne, Joe na niego, żeby

Jeff mógł nimi zarządzać,

żeby to wszystko nie było pod imieniem

Joe. I w pewnym momencie, jak on zebrał wszystkie

podpisy potrzebne, żeby przejąć tą ziemię,

zwierzęta, licencję,

po prostu wykopał Joe z parku i zburzył

jego dom.

To smutny finał. Mateusz,

ty tam spędziłeś w sumie 3

lata. Czy miałeś

jakieś niebezpieczne sytuacje?

Bo to, że takie

się zdarzały, jest jasne. Sam Joe został

chyba kiedyś zaatakowany.

Przez lwicę? Nie wiem, czy dobrze pamiętam.

Przez tygrysa, z tego, co pamiętam.

Aha, okej.

I przez.... też. Dwa razy przynajmniej. No właśnie. Jak było w twoim przypadku?

Jak ty tam funkcjonowałeś? Jak

sobie radziłeś

w tej nowej, dzikiej rzeczywistości?

No, chyba taki najbardziej pamiętliwy, który zawsze wspominam, to było

w momencie, kiedy kosili trawę

w jednym z dużych wybiegów. Bo było tak, że

mieli pełno małych wybiegów, takich klatek,

i był tam taki główny, centralny wybieg,

gdzie wszystkie te tygrysy wypuszczano, żeby mogły...

Znaczy tam, wiesz, rotacyjnie, że

nie wszystkie na raz tylko rotacyjnie, żeby

mogły sobie pobiegać na większym terenie.

W pewnym momencie mieliśmy około pięciu

tygrysów, w tym chyba też mieszanka lagerów

i były tajgony. To były

też mieszanka... To jest,

zależy, czy to był lew czy to

lwica jako

rodzic. I to było mieszane z tygrysem,

też z tygrysicą albo z tygrysem.

To jest normalne, że się miesza

te gatunki?

Joe tak robił, bo uważał, że jak wymiesza je odpowiednio

dużo razy, to stworzy tygrysa szablozębnego.

Tego, który wyginął

w prehistorii, tak?

Tak. Uważał, że jak się połączy wszystkie te duże koty w pewnym momencie, to się stworzy

z powrotem tygrysa szablozębnego.

To była jego teoria.

No dobrze, ale opowiadaj dalej...

Ale wracając bardziej do faktów niż

jego historii,

w pewnym momencie

nagrywałem, jak oni kosili trawę.

Ponieważ, tak jak mówię, na tych wybiegach

oni nawet nie zamykali tych tygrysów tylko

jeździli na takich kosiarkach,

traktorkach i kosili tą trawę.

No i tygrysy tak jak koty domowe nie lubią tych głośnych dźwięków,

raczej się trzymają od tego z daleka.

Ja sobie stałem przy płocie z kamerą,

nagrywałem, co tam się działo. Tylko że wiesz,

wiadomo, wchodzi zaraz ten płot w kamerę,

blokuje się obiektyw, więc spytałem się

Erika, czy mogę wejść do środka

i zostać koło niego, żeby móc

trochę nagrać bez tych krat.

No on, że "wiesz, nie ma problemu, otworzę ci klatkę,

możesz wejść z nami,

ja będę stał koło ciebie, jakby

któryś się na ciebie sadził, to ja go

przytrzymam, żebyś mógł odejść".

No i wszedłem do środka, biorę kamerę, zacząłem

sobie nagrywać, wiesz, jest fajnie wszystko,

zasłoniłem sobie twarz kamerą, nic nie widzę.

I zdejmuję kamerę w dół, patrzę

- przede mną stoi tygrys.

Patrzy mi się prosto w oczy,

a Erik był po drugim końcu klatki.

No i pierwsze co,

to pomyślałem, wiesz, że coś muszę

przytrzymać na odległość, bo tak do mnie podchodzi,

bo mi tak wymachiwał łapą, żeby zaczepić

o mnie troszkę. To położyłem mu

rękę na czole.

On mi tak

spychał tą łapą

moją rękę.

"Erik, weź tego

tygrysa stąd, bo mnie zaraz zje".

No i w końcu on podszedł, tam go troszkę, wiesz,

On zaczął chodzić z takim kijkiem

bambusowym. On tego nie używał, żeby je bić, tylko

tam uderzał w ziemię, żeby

narobić trochę hałasu i tygrys

trochę się odsunął, on go złapał za głowę,

odsunął, ja sobie wyszedłem z klatki.

Ale już w tym momencie,

to pewnie trwało kilka sekund, ale ja

już myślałem, że to jest koniec.

Już tak myślałem: fajnie, teraz będę, wiesz,

nawet się z rodzicami nie pożegnam.

Zamknięty w klatce, zje mnie tygrys,

jak oni koszą trawę.

Skończyło się na szczęście dobrze dla

ciebie, ale...

emocje musiały być niesamowite.

Powiedz mi jeszcze, co sprawiało, że ty,

no, jednak tam zostawałeś, że chciałeś

tam być. Czy to być może były kwestie

finansowe, czy jednak

być może chodziło o coś innego? Być może

jakoś to miejsce cię

trzymało? Ty na samym początku chyba

dostałeś nawet taką poradę:

"uciekaj z tego miejsca,

bo ono cię pochłonie".

Czy faktycznie tak było?

Właśnie chyba mnie po miejsce powoli pochłonęło.

Wiesz, to po prostu

taka telewizja na żywo. Nawet jak

wiesz, to co tam było, cały czas się chodziło

co dzień do pracy,

codziennie coś się innego działo. Po prostu ciężko było

odejść i potem nie widzieć... Wiesz,

poszedłem na jeden dzień wolny,

wracałem i tyle się stało w ciągu jednego dnia. Na przykład

gdy miałem dzień wolny, to do tygrysów przyjeżdżał

Shag, ten

koszykarz. Nie wiem, czy kojarzysz.

Shaquille O'Neal.

A, kojarzę.

No. To on przyjeżdżał w te dni, kiedy ja miałem wolne, mnie to omijało

zawsze. Jednego dnia miałem wolne, to nawet tornado

prawie uderzyło w park. I po prostu, wiesz, cały czas...

Tyle się tam działo, że

ciężko było odejść, bo chciało się wiedzieć,

co w kolejnym odcinku kolejnego dnia.

Mimo że nikt, wiesz, to było nasze

prywatne show, które my oglądaliśmy

na co dzień. I było

przerażające momentami, a z drugiej strony cały czas

cię ciągnęło, żeby zobaczyć,

co będzie kolejnego dnia, co się znowu stanie,

co Joe wymyśli albo co przyniesie to miejsce.

No tak. To w jakiś sposób uzależnia.

Powiedz mi, gdyby Joe wyszedł na wolność za

kilka lat, jest przecież masa

osób, które domagają się

jego uniewinnienia,