Jaka jest NAJCENNIEJSZA rzecz, którą odbierają NARKOTYKI? – 7 metrów pod ziemią
Zaczęło się tak, że nas poczęstował,
nam się to spodobało, jakieś takie zupełnie inne doznanie.
Po takim naprawdę długim, kilkudniowym ciągu brania
ja wstałem z łóżka i jakby...
poczułem, że po prostu nie mam władzy w nogach
i praktycznie spadłem z tego łóżka.
Przyjechałem, no to już byłem w takim momencie życia,
że stwierdziłem, że "No, kurczę, albo coś ze sobą zrobię
albo już naprawdę może skończyć źle.
Michał,
jaka była najcenniejsza rzecz, jaką odebrały ci narkotyki ?
Chyba najcenniejsza rzecz, jaką mi narkotyki odebrały,
to był jakiś taki, nie wiem, powiedzmy, szacunek do samego siebie
albo takie dobre zdanie na swój temat.
Pamiętam, że dużą trudność mi sprawiało to, że
w pewnym okresie jakby spotykałem się z różnymi ludźmi,
musiałem kreować różne rzeczywistości,
że np., jak tam dana osoba dzwoniła,
to, powiedzmy, się musiałem zastanowić, że to to muszę powiedzieć,
bo tutaj skłamałem,
jak rozmawiałem z rodzicami, to musiałem coś innego powiedzieć, tak?
Jak np. byłem na uczelni, to jest co innego.
No, więc takie chyba...
Żyłeś w dwóch światach?
Tak. I chyba takie zakłamanie,
tzn. to nie była akurat rzecz, którą mi zabrały narkotyki,
ale sam fakt, że w takim zakłamaniu dużym żyłem.
Już naprawdę czasami nie wiedziałem, jak jest w niektórych momentach.
Więc to taka najtrudniejsza rzecz.
Zaczynałeś od marihuany, miałeś wtedy 17-18 lat mniej więcej. Czy ona w jakiś sposób wpływała na twoje życie?
W jakimś momencie zaczęła się stawać... Nie chce powiedzieć: stylem życia, ale jakąś taką formą wyrazu, powiedzmy,
bo to było tak, że byliśmy z kolegami, na początku nigdy samemu nie paliłem, tylko w jakiejś tam większej grupie.
No więc to chyba było tak, że po prostu w grupie znajomych, takiej jakiejś ekipie, co się trzymaliśmy,
no to jakieś to było takie dla nas normalne, że jakby zawsze ona była takim dodatkiem.
Oczywiście po jakimś czasie się zrobiło tak, że praktycznie cały czas.
Już krąg znajomych się troszkę zamykał, no i potem pojawiły się już inne, twardsze narkotyki.
No to tak wyglądało.
Jak wyglądał moment przejścia? Bo wiele osób w Polsce, i nie tylko w Polsce, pali trawę,
ale nie każdy jednak sięga po amfetaminę czy metaamfetaminę. Jak u ciebie to przejście wyglądało?
To było tak, że po prostu na jakiejś imprezie pojawiło się...
Jeden z kolegów mówi, że ma amfetaminę czy tam inny proszek,
no i zaczęło się tak, że nas poczęstował.
Nam się to spodobało, jakieś takie zupełnie inne doznanie, tak? Takie bardziej, powiedzmy, euforyczne.
No i jakoś potem wracaliśmy do tego, tak?
W jakich sytuacjach orientowałeś się, że masz problem, że coś jest nie tak, że sprawy poszły za daleko?
W momencie, w którym chyba zauważyłem, że pojawiały się jakieś tam konflikty z prawem.
W pewnym momencie, w momencie, w którym na przykład zauważyłem...
(bo pracowałem w sieciówce, w pizzerii),
jak zauważyłem że nawet tam zaczęły problemy, zaczęli to zauważać,
na przykład parę razy dostałem informację, że mogą mnie zwolnić, takie różne rzeczy.
No i w momencie, w którym ze studiami zaczęło jakoś słabiej iść, bo studiowałem dziennie.
Jakoś się starałem to wszystko utrzymywać tak, żeby nie było widać, że coś się dzieje.
No, ale w momencie, w którym już praktycznie pierwszy rok zawaliłem, to zauważyłem, że coś jest jednak nie tak.
I to chyba od takich rzeczy. Zacząłem zawalać pewne kwestie, ale oczywiście obracałem to w drugą stronę,
że "no, ale to bez przesady, że tam jakoś to będzie", wiesz.
Jak to sobie tłumaczyłeś?
Oczywiście na wszystko zwalałem. Że gorsza pogoda, że coś takiego. Bo to nawet stopnia do takiego bywało, że
jakoś sobie tłumaczyłem, że a to ludzie są przeciwko mnie i tak dalej,
że a to w sumie trochę zawaliłem, ale bez przesady, że nie róbmy problemu,
że tam ogólnie nie wstałem do pracy, każdemu się zdarza, wiesz, takie sobie tłumaczenie wszystkiego po prostu.
A czy były dni, kiedy próbowałeś z tym skończyć, rzucić to?
Tak, bywały takie dni, bo też pojawiały się właśnie z tym kolegą takie pomysły, żeby może coś zmienić
i wtedy poszliśmy tam. Zgłosiłem się do poradni leczenia uzależnień i poszedłem parę razy na spotkanie.
Więc pamiętam, nawet przeżyłem taką euforię, powiedzmy, tak? Że się udało: "O, tam dzisiaj, 2-3 dni byłem trzeźwy".
To był sukces, tak? 2-3 dni?
Tak, to był sukces, ale znowu kończyło się w drugą stronę: "No, to trzy dni wytrzymałem,
no to dzisiaj na przykład sobie to jakoś sobie zrekompensuję, no nie?". I wracałem do tego samego.
Michał, tak po ludzku, czym jest głód narkotykowy?
Co człowiek myśli, co człowiek czuje w takiej sytuacji, kiedy wiesz, że musisz? Jak to opisać?
Głód chyba polegał u mnie na tym, że...
rozdrażniony byłem, zły, ale czasami też fizycznie się jakoś słabiej czułem, tak? Że na przykład
czułem się jakiś osłabiony.
A w pewnym momencie, w ostatnim, powiedzmy, roku, czy nawet więcej - dwóch,
to miałem tak, że po prostu wiedziałem, co wziąć, czy ile czego powinienem wypić, żeby się czuć w taki, a nie w inny sposób.
Pierwszy raz, jak zauważyłem taki brak narkotyków,
to jak się spotkaliśmy kiedyś z kolegami w tej samej ekipie, co zawsze,
i nagle, jak się okazało, że tam nie ma skąd czego załatwić. No to nagle nie było żadnego tematu do rozmowy
i po 5-10 minutach każdy stwierdził, że "no dobra, to ja tam lecę do domu, idę sobie coś tam innego porobię, to złapiemy się jutro".
Czy były dni, kiedy fizycznie byłeś w kiepskim stanie?
Pamiętam kiedyś sytuację, i to już było praktycznie tuż przed ośrodkiem, jakieś dwa-trzy tygodnie przed.
Po takim naprawdę długim, kilkudniowym ciągu brania, to pamiętam, że mama mnie obudziła,
bo jeszcze przekonana była, że chodzę na studia
jakby, tak?
I pamiętam, że przyszła mnie obudzić rano
i ja wstałem z łóżka
i jakby
poczułem, że po prostu nie mam władzy w nogach.
I praktycznie spadłem z tego łóżka, tak?
I chwilę trwało, doczołgałem się jakoś do framugi,
wspiąłem się i dopiero stanąłem jakoś, czułem, że w ogóle dochodzę do siebie, tak?
I to pamiętam, że to było tak.
I już wtedy stwierdziłem, że no, to już jest... nie jest dobrze jakby.
Przychodzi dzień, kiedy podejmujesz decyzję, że idziesz do ośrodka.
Co się takiego wydarzyło, że stwierdziłeś, że to jest ten czas?
Wróciłem, pamiętam, do domu któregoś dnia,
no, mocno..., pod mocnym wpływem alkoholu.
Położyłem się spać i pamiętam, bo jeden z moich takich bliższych osób,
zresztą, do dzisiaj akurat utrzymujemy kontakt, bo też jest po terapii, jest neofitą,
przyjaźnimy się. I pamiętam, że nagle mój tata przyszedł
i mówi: ''Wstawaj, bo przyjechał ten kolega", tak?
Były też takie momenty, że mi się troszkę jawa ze snem
myliła, jakby na początku w ogóle tego nie potraktowałem na poważnie, tak?
I nagle przychodzi za jakiś tam kolejny kwadrans
i mówi: "Słuchaj no, on tam nie będzie czekał wiecznie''.
I nagle podniosłem się z tego łóżka i mówię: ''Kurczę".
Zszedłem na dół i właśnie zobaczyłem go, jak stał i on popatrzył na mnie i
pamiętam, że był w ciężkim szoku, co się stało,
bo on przyjechał zerwać tam kontakt po prostu ze mną, tak?
Żeby już nie wracać do tych...
A czemu był w szoku?
W szoku był, w jakim jestem stanie.
W jakim ty jesteś, tak?
Ja byłem mocno pod wpływem alkoholu,
w ogóle zaniedbany strasznie.
I pamiętam, że w ogóle zdębiał, jak mnie zobaczył.
I właśnie powiedział mi to, że chciał ten kontakt zerwać,
ale mówi, że jak widzi mnie w takim stanie,
to może, czy nie chciałbym po prostu podjąć terapię,
czegoś zmienić w swoim życiu, czegoś ze sobą zrobić,
bo pamięta, jak jeszcze te pół roku temu...
Sam był w tej sytuacji.
Sam ze mną rozmawiał, że może byśmy coś ze sobą zrobili, coś byśmy zmienili, tak?
Nie utrzymywałem z nim kontaktu praktycznie.
Jakiś list wysyłałem i nagle, jak mi to powiedział,
to pękło we mnie wszystko, rozpłakałem się praktycznie.
Pamiętam, że powiedziałem, że ''rób, co możesz..''.
Czekałeś na to?
Może tak, może w jakiś sposób tak. I pamiętam właśnie, że
wtedy powiedziałem, że "no, oddaję wszystko w twoje ręce,
jak jest taka możliwość, to ja z dnia na dzień mogę jechać".
No i za dwa dni on wrócił z tej przepustki, z tego wyjazdu do domu
i pamiętam jeszcze, powiedział mi tamtego dnia:
"To zadzwoń do mnie około 9. rano".
I ja już tam od 7.30 dzwoniłem do niego na telefon domowy.
Pamiętam, że odebrał i mówi do mnie: ''Słuchaj, chciałem się wyspać", bo zawsze w ośrodku się wcześniej wstawało, tak?
I on mówi, że "Okej, no to fajnie, że podjąłeś taką decyzję,
będę dzwonił", no i za dwa dni dostałem telefon z ośrodka.
Dostałem informację, że jest miejsce i mogę przyjechać tam po prostu na terapię.
Praktycznie od razu się spakowałem i po weekendzie rodzice mnie przywieźli.
I już tam zostałem na leczenie.
Jak wygląda pobyt w takim miejscu?
Dla mnie, jak miałem zupełnie rozregulowany ten dzień, tak?
Wstawałem gdzieś o różnych porach, o różnych porach kładłem się spać,
czasami w ogóle nie spałem.
No, a tam jest usystematyzowany ten dzień,
tak? Że wstajemy o określonej godzinie, robimy określone rzeczy,
jesteśmy cały czas w grupie, wspieramy się w tym wszystkim,
więc to było takie mocne, pamiętam, przestawienie.
Że muszę w jakiś rytm dnia w ogóle wejść i jakoś się dostosować do paru rzeczy,
to było takie trudne.
Czy to jest tak jak na filmach, że ludziom się goli głowę,
zakłada się jakiś drelich?
Czy jednak rzeczywistość wygląda nieco inaczej,
łagodniej?
To znaczy już teraz nie ma takich historii,
tak?
Pamiętam, że jak przyjechałem do ośrodka, to rzeczywiście ten drelich był na zasadzie
takiej, że po prostu, powiedzmy, nowej skóry, tak?
Że zostawiam ten stary strój, tak?
Ale ogólnie, to tego golenia głów już nie ma.
Jest taka mocna integracja w grupie, tak?
Bo są różne etapy, więc te osoby, które są długo w terapii,
wprowadzają tych, które są krótko...
Wszystko praktycznie robimy wspólnie.
Buntowałeś się? Czy były jakieś problemy z tobą? Jak to dzisiaj wspominasz?
To znaczy, powiem szczerze, że były takie momenty,
że na przykład wpadałem na pomysł, że mówię: "Kurczę,
już jestem trzeźwy parę tygodni..."
(bo to pamiętam, na początku tak miałem), to mówię: "Nie no, to już wrócę do
domu, bo przecież trzeba iść do pracy,
jakieś pieniądze zarobić" i tak dalej, tak?
I miałem pomysły, żeby wyjść. Bo tam nie ma żadnych krat, żadnych bram przecież.
To jest otwarty teren i to jest moja wola, czy ja chcę
podejmować tę terapię, czy nie.
Ale zasady są takie, że nie możesz wychodzić sam na początku.
Tak. Jest w ten sposób, że jakby jesteśmy tam cały czas na miejscu.
Ale jakby mówię o tym, bo to nie jest taki sposób, że ktoś mnie przywiązuje czy
jakieś takie rzeczy, bo myślę, że... Czasami
słyszę, że ludzie mają wręcz takie wyobrażenie o ośrodkach, a to nie jest taki sposób,
to jest moja decyzja po prostu,
żeby zostać. Ja pamiętam, jak przyjechałem, to byłem już w takim momencie życia,
że stwierdziłem, że "no, kurczę, albo
coś ze sobą zrobię, albo już naprawdę może się skończyć źle.
Czy na samym początku było ci jakoś fizycznie ciężko?
Jak przechodziłeś odstawienie narkotyków?
Pamiętam, że rzeczywiście czułem się taki mocno osłabiony
na początku, na przykład wieczorami
jak się kładłem, to czułem, że się trzęsę, powiedzmy, tak?
Śniły mi się jakieś rzeczy.
Praktycznie przez pierwszych parę tygodni, powiedzmy, parę
miesięcy pierwszych, to było tak,
że mi się śniły te sytuacje różne, tak?
Jak brałem, jak byłem gdzieś tam ze znajomymi, jakieś imprezy
czy takie rzeczy.
Śniły mi się też jakieś koszmary, że coś się ze mną będzie działo na przykład, tak?
I parę razy zimne poty mnie oblewały, budziłem się w nocy,
ale potem się rozglądałem, że jestem w bezpiecznym miejscu
i jakoś to przechodziło.
Czy ty dziś wiesz, czy znalazłeś odpowiedź na pytanie,
dlaczego ty w ogóle w to wpadłeś?
Bałem się utraty bliskich osób, kolegów.
Bo miałem pewną historię jeszcze za czasów szkoły podstawowej,
że praktycznie z dnia na dzień posypało mi się, bo
koledzy się ode mnie odwrócili i tak dalej,
i chyba bałem się stracić po prostu
kolegów.
I jakoś znalazłem sobie taką grupę, że tam, gdzie były te narkotyki,
czuliśmy się ze sobą tak swobodnie,
i jakoś chyba przez to
też nie miałem jakichś takich, nie wiem,
celu czy jakichś takich
zainteresowań i po prostu to akurat
na tamten moment zapewniało mi jakieś moje potrzeby, powiedzmy.
Bo czułem się wyluzowany, czułem się jakoś lepiej,
czułem się przynależny do jakiejś grupy. Więc to
chyba o to u mnie chodziło.
Dziś jesteś już czysty 5 lat.
Tak.
Kawałek bądź kawał czasu.
Jaki jest przepis na sukces?
Jak z tego wyjść? Co trzeba w sobie mieć?
Tak naprawdę wydaje mi się, że warto, żeby mieć jakiś cel po prostu, tak?
Żeby dążyć
do czegoś, żeby polubić w ogóle samego siebie.
Bo wydaje mi się, że bez tego w ogóle ciężko
jakoś normalnie funkcjonować.
Pamiętam, że też dla mnie było ważne, żeby po prostu
w momencie, w którym... Bo był taki moment,
że po prostu polubiłem samego siebie,
że stwierdziłem, że mam różne wady, że mam różne zalety i tak dalej,
ale jestem taką osobą, jaką jestem
i trzeba być jakoś zadowolonym z siebie, tak?
Więc myślę, że to jest ważne, żeby mieć jakiś cel,
jakieś zajęcie, zainteresowania,
bliskie osoby przy sobie, żeby
jakoś to wszystko wyważyć i
po prostu, żeby być jakoś szczęśliwym.
Twoja historia kończy się happy endem.
A czy wszyscy mieli tyle szczęścia, co ty?
Ci wszyscy ludzie, chociażby w Monarze, których spotkałeś?
Jak wyglądały ich historie, jak wyglądało ich wychodzenie
z uzależnienia?
Była część osób, która potem do tego wracała,
czasami kończyło się to tragicznie,
że ktoś po prostu targnął się na życie albo już
gdzieś ciężko w szpitalu wylądował i tak dalej.
Nawet gdzieś tam, jak słyszałem, że taki znajomy -
tu się z nim coś stało, tu z tamtym to się stało,
ale jest spora część osób, które
poprawiają swoją jakość życia, wychodzą z tego i dochodzą do takiego punktu, że
nawet, jak wróciły do tego po terapii, to
potem się okazuje, że jakoś zakładają rodzinę
i po prostu stwierdzają, że do niczego im to nie jest potrzebne.
Mają te wartości - rodzinę, bliskich,
dzieci często też.
Z paru historii, tak jak ze znajomymi po terapii rozmawiałem,
to właśnie np. moment pojawienia się dziecka w ich życiu, to też był taki przełomowy.
Więc jak najbardziej,
jest dużo osób, które sobie
z tym radzą.
Dziękuję ci za rozmowę i powodzenia.
Dzięki serdeczne.