Jak WÓZEK zmienia ŻYCIE? – 7 metrów pod ziemią
Nie było śladów hamowania, zwalniania, nic.
Uderzyliśmy w bok tamtego samochodu,
wszyscy zginęli na miejscu, poodbijali się od drzew.
Nacisk poszedł na brzuch,
prawie zostałem przecięty na pół.
Czyli duża część wątroby pocięta,
śledziona uszkodzona, trzustka uszkodzona, jednej nerki nie ma, połowa jelit wycięta.
Pamiętam muzykę dokładnie sprzed wypadku.
To jest chyba jedna z niewielu rzeczy w moim życiu,
która może wzbudzić u mnie łzy.
Moja mama usłyszała, że
raczej ma się nastawiać na najgorsze, a to, że przeżyję,
że w ogóle przeżyje, mama usłyszała chyba po miesiącu.
Alan, od ośmiu lat poruszasz się na wózku.
Co się stało?
Wypadek komunikacyjny.
Jak byłem młody dużo jeździłem na kładach.
Byliśmy na jednych z wielu zawodów
no i wracając z tych zawodów samochodem
z podporządkowanej drogi wyjechał nam samochód.
W ostatnim momencie. Nie było nawet śladów hamowania, więc każdy może sobie wyobrazić,
jak ostatni to był moment.
Problem jest taki, że byliśmy zmęczeni. To były długie zawody...
Pasy obsunęły mi się z klatki piersiowej ciut niżej.
I wtedy już, jak dochodzi do wypadku,
cały ucisk idzie ci na brzuch i pękają ci plecy.
Tak mówiąc kolokwialnie.
Uderzyliśmy w bok tamtego samochodu.
Wszyscy zginęli na miejscu, poodbijali się od drzew.
Żona z mężem i z psem.
Mówisz o pasażerach tamtego samochodu?
Tak
Jakie były twoje obrażenia?
Nacisk poszedł na brzuch, prawie zostałem przecięty na pół.
Czyli duża część wątroby pocięta,
śledziona uszkodzona, trzustka uszkodzona,
jednej nerki nie ma, połowa jelit wycięta,
amputacja lewej kończyny pod kolanem.
Powód do końca nie jest mi osobiście znany.
W każdym razie wynika to z tego, że ucisk od pasów.
I do tego uszkodzenie rdzenia kręgowego.
Na jakiej wysokości?
Wiesz co, odcinek kręgosłupa L3-L5, czyli to jest odcinek lędźwiowy. To nie jest wysoko,
tylko że rdzeń został uszkodzony ciut wyżej.
Wynika to właśnie z ułożenia pasów i tego momentu przełamania.
Efekt jest taki, że jesteś sparaliżowany.
Od jakiej wysokości?
Czucie traci się w tym momencie, w którym jest uszkodzony bądź przerwany rdzeń kręgowy.
On u mnie jest uszkodzony mniej więcej gdzieś na tym odcinku.
Czucie zeszło niżej do pewnego momentu i na tym się zatrzymuje.
Pamiętasz wypadek?
Pamiętam ostatnie chwile przed wypadkiem.
Pamiętam muzykę.
Pamiętam muzykę dokładnie sprzed wypadku.
To jest chyba jedna z niewielu rzeczy w moim życiu,
która może wzbudzić u mnie łzy. Ja nie umiem płakać.
Tamta piosenka?
Tamta piosenka od razu sprzed wypadku.
Ostatnia piosenka, którą pamiętam.
Kolejna scena jaką pamiętasz to?
To był szpital.
Podczas powrotu z zawodów myślałem o tym,
żeby położyć się w wannie, zjeść coś dobrego,
popatrzeć w sufit, porelaksować się.
No i obudziłem się w szpitalnym łóżku. Biały sufit się zgadza, cała reszta otoczenia już nie.
Ludzie umierają dookoła na OIOM-ie w szpitalu.
Pielęgniarki biegają, pikają jakieś alarmy.
Takie niemiłe doświadczenie.
Miałeś świadomość co się dzieje, gdzie jesteś, co się stało?
Na OIOM-ie przyjmowałem strasznie dużo leków
i możliwe, że odbiło to się na mnie w ten sposób, że to moje myślenie
było jakieś takie nie do końca racjonalne.
Wiadomo jeszcze wypadek, szok, to wszystko się jakoś tak skupiło,
że myślałem jakoś na odwrót.
Dopiero po przejściu na chirurgię zacząłem myśleć tak racjonalnie.
Czemu to się stało? Dlaczego ja?
Co się ze mną stało?
Co potem? Dopiero wtedy.
Jak przyjąłeś te wszystkie informacje?
Kiedy zdałeś sobie sprawę, jak ciężka jest sytuacja, jak bardzo zmieni się twoje życie.
Rzadko kiedy się dobijałem,
rzadko kiedy byłem załamany.
Raczej myślałem o tym, co zrobię, jak wyjdę ze szpitala.
Albo marzyłem sobie o tym, żeby zjeść albo napić się czegokolwiek,
bo było to lato stulecia.
Było 40 stopni, podczas gdy leżałem w szpitalu.
Nie mogłem ani jeść, ani pić.
I to bardziej na takich rzeczach się skupiłem,
które były najważniejsze dla mnie na tamten moment.
Jakie to były marzenia?
Te prozaiczne, małe.
Te rzeczy, o których myślałeś?
Wyobraź sobie, że leżysz w szpitalu i oglądasz telewizję.
Reklama McDonalda, KFC, Nestea.
Ty w tym momencie nie możesz napić się nawet wody.
Możesz jedynie przepłukać usta.
To były takie najważniejsze marzenia na tamten moment.
Później zaczęło się myśleć o czymś takim jak wykąpanie się na przykład w wannie,
wyjście na dwór.
Pomijam rowery, quady i całą resztę, bo wiadomo.
Ile czasu łącznie spędziłeś w szpitalu?
Pierwszy szpital...
Po wypadku helikopterem, bo mój stan był krytyczny – zagrożenie życia...
W sumie moja mama usłyszała, że raczej ma się nastawiać na najgorsze, a to, że przeżyję,
że w ogóle przeżyję, mama usłyszała chyba po miesiącu.
Przez miesiąc żyła w niepewności, czy ja w ogóle będę żył.
Helikopter przetransportował mnie do szpitala w Płońsku.
W Płońsku stwierdzili, że nie podejmą się aż tak ciężkiego przypadku.
I odesłali mnie do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu
I tam uratowali mi życie.
Tam spędziłem sześć miesięcy.
Później na święta wyszedłem do domu.
I do Bydgoszczy na kolejne dwa miesiące rehabilitacji.
Wracasz do domu i jak zmienia się twoje życie?
Szczerze mówiąc...
Wszystko się zmieniło. Nie wróciłem do swojego domu.
Wróciłem do domu, który...
Nie znałem go wcześniej.
Nowe osiedle.
Musieliście się przeprowadzić?
Dokładnie.
Mieszkałem na 4 piętrze.
Przeprowadziliśmy się na parter i tutaj...
Pani prezydent Ciechanowa nam pomogła,
zorganizowała nam mieszkanie.
Nie miałem gdzie wrócić.
A ja nienawidzę być niesamodzielny
i nie wyobrażam sobie czegoś takiego, żebym nie mógł wyjść z domu.
Mieszkałem na czwartym piętrze, więc...
mieszkanie musiało być nowe, inne.
Domyślam się, że to nie była jedyna zmiana?
Co ze znajomymi?
Czy wszyscy byli przy tobie?
Czy być może część odwróciła się od ciebie?
Nie umiem powiedzieć czegoś takiego, że ktoś się ode mnie odwrócił.
Nie. Ale to jest tak, że...
zmieniasz szkołę, zmieniasz miejsce.
Wiadomo na początku jest szok.
Ci lepsi znajomi, przyjaciele odwiedzają. W szpitalu i domu.
Tylko mija czas i chcąc, nie chcąc ludzie zapominają.
Nie wymagam tego, żeby o mnie pamiętali,
odwiedzali mnie co dwa dni. Nie.
Ale czas mija...
Znajomości moje się zmieniają,
ich się zmieniają, ich towarzystwo się zmienia.
No i tak z czasem te spotkania są coraz rzadsze.
Aż doszło do momentu, gdzie zostali tacy najbardziej wytrwali.
Mało ich.
Jestem taką osobą, która nie lubi zrywać żadnych znajomości.
I w momencie, w którym usamodzielniłem się do tego stopnia,
żeby móc wyjść na spokojnie bez opieki, bez pomocy i wrócić,
wtedy to ja zacząłem do nich dojeżdżać.
No i się spotykaliśmy po prostu.
Jakie codzienne czynności były dla ciebie największym wyzwaniem?
Szczerze mówiąc na dzień dzisiejszy to już nie jest dla mnie żaden problem,
ale na tamten moment:
przesiąść się z łóżka na wózek,
otworzyć okno,
sięgnąć coś z lodówki, wyjść z psem.
Takie czynności.
A!
Chociażby nalanie coli.
Ja byłem do tego stopnia osłabiony, że nalanie napoju jedną ręką odpadało.
Leciałem do przodu.
Nie dało rady. Po prostu.
To osłabienie wynikało z tego, że tak długo leżałeś w szpitalu, tak?
Dokładnie.
Leżenie w szpitalu, wiadomo.
Mięśnie jak każde słabną.
Mięśnie oddechowe tak samo.
Dostałem od pań z rehabilitacji, które mnie odwiedziły...
Przyniosły mi balon po prostu, żeby trenować mięśnie oddechowe.
Mięśnie jak wszystkie słabną.
Ale minęło osiem lat.
A ty dziś funkcjonujesz już zupełnie inaczej.
Opowiedz coś o tym. Przyjechałeś do nas samochodem.
Samodzielnie.
Dokładnie. Wiesz co...
Jak to możliwe?
Jak to jest z jazdą samochodem? Otóż jest to bardzo proste.
Zacznijmy może od prawa jazdy.
Żeby zdać prawo jazdy, musiałem przyjechać do Warszawy.
Znaleźć instruktora, który ma samochód dostosowany. Dostosowanie jest mega proste.
Polega na połączenie pedałów z jedną dźwignią, która jest tuż pod kierownicą.
Gaz, hamulec, nic prostszego.
Czysta mechanika, zero elektroniki akurat w moim przypadku.
Prawo jazdy w Warszawie...
Uczyłem się z instruktorem, którego znalazłem sobie sam.
To był pan, który 23 lata uczy jeździć.
Nauczył mnie bardzo dobrze.
Przyłożył się do tego.
Egzamin również taki sam jak każdy inny – teoria i praktyka jest dokładnie taka sama.
Różniło się to tym, że nie zdawałem samochodem z WORD-u,
tylko samochodem, który podstawił instruktor.
Za którym razem zdałeś?
Pierwszym oczywiście.
Teoria, praktyka.
Gratulacje.
Dziękuję.
To nie wszystko. Uprawiasz sport.
Ogólnie ja jestem osobą, która interesuje się wszystkim i jak to się mówi
jest mnie wszędzie pełno. Strzelam z łuku,
układam Kostkę Rubika,
quadem jeździłem, uwielbiam jazdę samochodem chociażby.
No i oczywiście trenuję szermierkę.
Od 8 lat jest to duża część mojego życia.
Teraz aktualnie mam przerwę zdrowotną, ale mam zamiar jak najszybciej do tego wrócić.
Osoby z różnego rodzaju niepełnosprawnościami często narzekają na samotność. Ty nie narzekasz.
Masz dziewczynę. Jak ją znalazłeś?
To było ciekawe. Poznaliśmy się typowo przypadkowo, przez internet na Omegle.
Weszliśmy porobić sobie żarty z kolegami.
No i z tych żartów jestem już półtora roku w związku z Natalią.
Odległość koło 100 km to już nie był dla mnie problem, już miałem samochód.
Po rozmowie wymieniliśmy się kontaktami. Minęły dwa dni
i stwierdziliśmy, że pojedziemy do niej.
Ona wiedziała, że poruszasz się na wózku?
Nie wiem. Przez internet tego nie było widać.
Ale jak już do niej jechałem, powiedziałem jej, żeby spojrzała dokładnie na mojego Facebooka.
Nie dało się tego ominąć. Ona mówiła, że widziała.
Że tak.
Stwierdziłem, że jak wszystko widziała, no to...
To można jechać?
Dokładnie.
Jak dojechałem, miałem lekkie opory, żeby wysiąść, no bo tak...
czułem się nieswojo, ale...
znajoma tylko, więc wysiadamy.
Później zaczęliśmy się poznawać, więcej rozmawiać.
No i z tego, co się dowiedziałem teraz,
to już od samego początku zrobiłem na niej jakieś takie wrażenie.
No i później już było tylko lepiej.
Nie miałeś obaw, tak szczerze, że...
twój wózek w jakiś sposób będzie przeszkodą?
Kilka dni później, bo już po 8 dniach od spotkania, byliśmy razem.
I dopiero jakieś 2-3 tygodnie po byciu razem
tak naprawdę zacząłem się przejmować tym, czy jej to przeszkadza.
I nie patrzyłem przez pryzmat tego, jaki jestem zły, słaby i w ogóle,
tylko od tej strony, czy...
będę wystarczająco dobry dla niej,
czy spełnię jej zachcianki.
Może... „Zachcianki”...
Czy jestem w stanie sprostać jej wymaganiom?
Bo ja nie traktuję siebie jako osobę jakąś gorszą.
Można powiedzieć, że inną.
I to nie zmienia faktu, że...
chciałbym, jeśli już jesteśmy razem,
żeby nie czuła się jakoś z tego powodu gorsza.
Żeby czuła się dobrze, tak jak każda jej rówieśniczka chociażby.
Jak społeczeństwo postrzega osoby poruszające się na wózku?
Czy są sytuacje, w których czujesz się niekomfortowo?
Bywają takie sytuacje.
W gruncie rzeczy bardzo proste, ale ja zwracam uwagę na szczegóły.
A już na pewno na zachowanie ludzi.
Poszedłem z kolegą do Biedronki po napój.
Wychodząc z Biedronki, podchodzi jakiś pan, prosi o 2 złote.
Zaczepia nas, prosi nas, patrzy na kolegę.
Więc ja stwierdziłem, że jeśli patrzy na kolegę, to chce od kolegi i po prostu olałem i odszedłem dalej.
Ty zostałeś niezauważony?
Zostałem niezauważony, więc stwierdziłem,
że jeśli mu aż tak bardzo nie zależy na mojej osobie, no to nie to nie.
Druga sytuacja: znowu zostaję niezauważony.
Jesteśmy w szpitalu.
I tam były schody i przestarzała winda.
Stwierdziłem, że nie będę czekał na tę windę. Są schody, zszedłem sobie po schodach.
Mama stała z tyłu. No i...
jakiś przechodzień mówi, patrząc na moją mamę, zwraca się do mamy:
„proszę pani, tam jest winda”,
Przy czym to ja schodzę po schodach, nie moja mama.
Nie rozumiem czemu ludzie nie zwracają się do mnie. Nie wiem. Jakiś nienormalny jestem?
Mogliby powiedzieć: „proszę pana, tu jest winda, może będzie panu łatwiej?”.
A jeśli ktoś z góry zakłada, że winda jest dla kulawców, to nie. Ja wolę schody.
Jeśli mam czekać pół godziny na windę, to sobie zejdę, wejdę po schodach. Będzie dwa razy szybciej.
Alan, dziękuję za rozmowę i za to, że przełamujesz te wszystkie stereotypy.
Dziękuję bardzo.