Dlaczego sięgają po żyletki? DEPRESJA u nastolatek – 7 metrów pod ziemią
Samookaleczałam się i mam dużo bardzo rozległych blizn.
Czułam się tak, jakbym naprawdę nie odczuwała już ani smutku,
ani rozpaczy, ani szczęścia. Absolutnie nic.
Wielokrotnie to samobójstwo planowałam.
Moje przyjaciółki przychodziły do szkoły
szły do łazienki, cięły się, przychodziły z pociętą ręką na lekcję
i nauczyciel nie zwracał na to uwagi.
Amelia, masz 15 lat i 3 lata temu zaczęłaś zmagać się z depresją.
Co to znaczy mieć depresję?
Depresja jest chorobą.
I chciałabym, żeby ludzie postrzegali tę depresję rzeczywiście jako chorobę,
nie jako tylko zwyczajny smutek, jako jakieś chwilowe przygnębienie.
Bo bardzo często w języku potocznym mówi się:
„miał depresję, nie poszedł gdzieś tam do pracy, bo po prostu źle się czuł”.
Chciałabym, żeby ta depresja naprawdę traktowana była jako choroba,
bo to są objawy, które ciągną się tygodniami.
Czym depresja różni się od doła? Jak to przebiega? Jak było u ciebie?
U mnie było tak, że te objawy depresji
ciągnęły się pół roku co najmniej
zanim ona została w ogóle zdiagnozowana.
Byłam wzorową uczennicą, nagle zaczęły się słabsze oceny,
bo miałam problemy z koncentracją.
Miałam problemy w kontaktach z rówieśnikami.
Było mi bardzo trudno w ogóle rozmawiać o swoich uczuciach, emocjach,
bardzo się w sobie zamknęłam. Długotrwałe poczucie smutku,
pustki. To była taka pustka...
W pewnym momencie anhedonia.
To jest taki zupełny brak odczuwania czegokolwiek.
Ja czułam się tak, jakbym naprawdę nie odczuwała już ani smutku,
ani rozpaczy, ani szczęścia. Absolutnie nic.
Jakby zupełnie moje życie nie miało jakiegokolwiek sensu,
jakichkolwiek barw, niczego.
A to wszystko działo się w głowie. A fizycznie?
Czy normalnie funkcjonowałaś? Chodziłaś do szkoły, wstawałaś rano, myłaś zęby? Czy nie?
Skończyło się na tym, że w pewnym momencie przestałam chodzić w ogóle do szkoły.
Najpierw to były wagary, ale potem ja już nie byłam w stanie.
I siedziałam całymi dniami w domu, bardziej byłam aktywna w nocy.
Zwykle siedziałam wtedy w internecie,
gdzie też spotkałam się z wieloma zagrożeniami.
Byłam tam wielokrotnie zachęcana do samobójstwa i autoagresji.
W jaki sposób? O co chodzi? Gdzie?
Były takie fora, prowadzone przez nastolatki, gdzie one
wzajemnie się zachęcały do tych zachowań autoagresywnych,
do cięcia się, do głodówek, bo ja też…
Był taki moment, że głodziłam się, objadałam,
potem wymiotowałam. To nie była bulimia, bo to trwało zbyt krótko,
natomiast miałam takie objawy.
Samookaleczałam się i mam dużo bardzo rozległych blizn
po samookaleczeniach i pojawiły się też myśli samobójcze.
Na czym to polega? Próbuję to zrozumieć.
Dlaczego nastolatka się samookalecza?
Czemu to w tamtym momencie, w tamtym etapie twojego życia,
czemu to miało służyć?
U mnie było to tak, że ja nie potrafiłam sobie poradzić z tymi emocjami,
że ja nie potrafiłam ich nazwać, wyrazić.
Jedynym sposobem na to było zadawanie sobie fizycznego bólu.
Był to też taki sposób na...
jakieś...
przedstawienie tego cierpienia. Jakieś...
Ja nie potrafiłam sobie go wyobrazić ani przeżyć,
więc chciałam go w jakiś sposób uzewnętrznić.
Mówi się, że młodzi ludzie często w ten sposób próbują zwrócić uwagę dorosłych,
że coś się dzieje.
Czy tak było w twoim przypadku, czy to zupełnie nie o to chodzi?
Czasami tak jest.
Ale ja się akurat zaczęłam samookaleczać na brzuchu,
tak żeby nikt tego nie widział. I tam mam najwięcej blizn.
Myślę natomiast, że jeżeli ktokolwiek próbuje zwrócić na siebie uwagę
takimi zachowaniami, to nie należy tego lekceważyć.
Bo to jest pierwszy sygnał i potem naprawdę może być gorzej.
I to tak się mówi, że „a, próbuje zwrócić na siebie uwagę”,
ale to jest jakiś problem, to jest jakaś potrzeba,
to jest jakaś prośba o pomoc i ten człowiek po prostu nie potrafi inaczej tego zrobić.
Wspomniałaś o tym, że myślałaś o samobójstwie.
Na ile poważne były te myśli?
Czy ty na przykład planowałaś swoje samobójstwo?
Nie przeszłam próby samobójczej, ale wielokrotnie to samobójstwo planowałam.
Czy ty szukałaś pomocy? Czy gdzieś się zgłaszałaś?
Czy poszłaś na przykład do szkolnego psychologa czy do wychowawcy?
Ja w jakiś sposób o tę pomoc prosiłam,
bo pokazywałam, starałam pokazać otoczeniu,
że ta pomoc jest mi potrzebna.
Natomiast nigdy ta prośba nie wypłynęła ode mnie tak wprost.
Ja nigdy tego nie powiedziałam,
bo nie potrafiłam po prostu.
I uzyskałam pomoc w szkole.
Była to wtedy 6 klasa szkoły podstawowej, ale dlatego
że brałam młodszą siostrę na ręce
i podwinęła mi się bluzka.
I ktoś zauważył?
Nauczycielka od muzyki zobaczyła blizny.
I rzeczywiście wtedy ja skorzystałam z tej pomocy, bo chciałam skorzystać.
Ważnym warunkiem tego, żeby się wyleczyć z depresji,
jest to, żeby chcieć się leczyć. I ja chciałam się wyleczyć.
Ale...
Trudno mi było o tę pomoc poprosić i...
To też taka rada,
że jeżeli widzimy, że ktoś
zmaga się z jakimiś takimi objawami depresji,
to że czasami samo wyciągnięcie dłoni i zaproponowanie tej pomocy
to jest dużo, bo naprawdę te osoby
czasami nie są w stanie zrobić tego pierwszego kroku.
Pani od muzyki zauważyła, wykazała się pewnym refleksem,
pomogła ci. A jak pozostali nauczyciele?
Czy szkoła w ogóle jest przygotowana na to,
by pomagać młodym osobom w depresji?
Moja szkoła podstawowa zachowała się akurat wzorowo,
bo uzyskałam bardzo dobre wsparcie.
I gdyby nie to...
Nie wiem, nie mam pojęcia, co by się ze mną stało,
bo to pani od języka polskiego
razem z moim tatą zawiozła mnie do szpitala psychiatrycznego.
I to ci nauczyciele zorganizowali mi tę pomoc,
natomiast kiedy poszłam do gimnazjum, a byłam w trzech różnych szkołach,
każdego roku w innej, więc mam dużo doświadczeń...
I jakie one są?
Szkoła nie jest przygotowana na coś takiego.
I o ile w szkole podstawowej było OK
i miałam wrażenie, że naprawdę nauczyciele w jakiś sposób starają się mi pomóc,
nie zawsze jakoś... wiedzieli jak mnie wesprzeć,
to naprawdę się starali i udało się,
to jednak w moim gimnazjum były takie sytuacje,
że moje przyjaciółki przychodziły do szkoły,
szły do łazienki, cięły się,
przychodziły z pociętą ręką na lekcje
i nauczyciel nie zwracał na to uwagi.
Potem chciały iść do pielęgniarki, prosiły o to, żeby zabandażowała im rękę,
pielęgniarka nie chciała się do tego dotykać, bo bała się konsekwencji.
I co się działo? Ja bandażowałam te ręce.
Ja im odkażałam te rany i miałam zawsze przy sobie apteczkę.
W momencie, w którym jedna z moich koleżanek miała próbę samobójczą
i to poważną próbę,
naprawdę się o nią martwiłam, bo wzięła leki i przyszła do szkoły,
szkoła nie chciała wprowadzić profilaktyki samobójstw.
Co to znaczy?
Ja oczekiwałam od szkoły, to też była taka moja prośba,
żeby porozmawiać w klasie na ten temat, żeby uświadomić,
co robić w takiej sytuacji.
Już po tej próbie samobójczej, tak?
Tak, jak temu zapobiegać. I też...
I szkoła pomimo tej próby, pomimo tego, co się wydarzyło,
nie chciała podjąć tematu, tak?
Tak, szkoła się obawiała, że to źle wpłynie na innych uczniów,
a prawda jest taka, że każda profilaktyka źle poprowadzona,
profilaktyka narkotyków na przykład, no to też może być szkodliwa.
I po prostu nauczyciele, szkoły nie mają pojęcia co robić, nie są przygotowani.
Większość, bo ja nie chcę wrzucać wszystkich do jednego worka.
Ale większość szkół rzeczywiście nie ma pojęcia co robić
i oni naprawdę boją się w ogóle dotykać tego tematu.
Wspomniałaś o tym, że w wakacje trafiłaś do szpitala.
Jak wyglądał pobyt w szpitalu?
Wokół szpitala psychiatrycznego narosło wiele mitów
bo jest to dobre miejsce na kręcenie wielu filmów, horrorów,
ale...
ten pobyt w szpitalu naprawdę bardzo mi pomógł.
I gdyby nie to, ja bym nie wyzdrowiała.
Odcięcie się od rzeczywistości,
stała pomoc psychologa,
lekarza psychiatry... Była dla mnie czymś...
Była czymś, czego ja potrzebowałam.
To mi dało poczucie bezpieczeństwa. Poznałam tam osoby,
które też zmagały się z podobnymi problemami
i dopiero wtedy pomyślałam sobie:
„ja nie jestem sama, ja nie jestem dziwna i wszystko jest ze mną OK”.
To jest po prostu choroba i to nie jest tak, że ja nie pasuje zupełnie do tego świata.
Po prostu poczułam się tam zrozumiana i akceptowana
dokładnie taka, jaka jestem. Nikt mi nie stawiał oczekiwań
po prostu takich nie do przeskoczenia.
Tak miałam, byłam wtedy wzorową uczennicą.
I tutaj nauczyciele w szkole cały czas oczekiwali:
„Amelka, musisz mieć średnią 5.30, wzorowe zachowanie,
stypendium naukowe, tak jak zawsze było”.
A ja nie dawałam rady.
I nikt mi nie powiedział: „Amelka, to jest OK czuć się nie OK, po prostu możesz”.
Wiele osób wstydziłoby się o tym opowiadać.
Dlaczego ty się nie wstydzisz? Skąd masz tę odwagę,
aby o tym mówić?
Dlatego że wiem, że depresja u osób w moim wieku
to jest duży problem i...
Wyjście w wieku 13 lat
i powiedzenie głośno:
„choruje na depresję”
było... czymś naprawdę takim...
odważnym, niesamowitym i czasami zastanawiam się,
dlaczego właściwie ja się zdecydowałam na to,
bo miałam bardzo dużo obaw.
Miałam obawy, że źle zostanę przyjęta w szkole.
Miałam obawy, jak to wpłynie na moje przyszłe życie, no bo teraz ktoś,
załóżmy przyszły pracodawca, będzie wiedział.
Wystarczy, że wpisze twoje nazwisko w wyszukiwarkę i będzie wiedział, że zmagałaś się z depresją.
Tak, ale ja chcę, żeby depresja przestała być tematem tabu.
Chcę, żeby ci ludzie byli traktowani tak samo jak osoby z cukrzycą,
bo gdybym ja teraz powiedziała panu, że choruję na cukrzycę, to co?
To nic. Nic by się nie stało. Więc dlaczego tak traktujemy depresję?
Jako coś dziwnego, jako coś, co…
Często ludzie myślą, że depresja to jest wina tej osoby, która zachorowała,
że to jest słabość, ale to nie jest słabość.
To jest choroba, tak jak każda inna choroba.
Kiedy powiedziałaś głośno o tym, że zmagałaś się z depresją,
jak twoi rówieśnicy, jak twoje koleżanki, koledzy przyjęli tę wiadomość?
Kiedy powiedziałam otwarcie o tym, że choruję na depresję,
okazało się, że wiele osób
w moim najbliższym środowisku
również zmaga się z podobnym problemem.
I potem było tak, że...
Nie wykluczyli cię jakoś? Nie stałaś się persona non grata?
Nie. Było zupełnie, zupełnie na odwrót.
To było tak, że przychodziły do mnie osoby, mówiły:
„wow, Amelka, powiedziałaś o tym głośno, ty nawet nie wiesz jak ja się tego wstydzę,
wiesz że byłyśmy na tym samym oddziale? czy ty wiesz,
że ja też leczę się psychiatrycznie?
dzięki, że mi to mówisz, dzięki że mnie rozumiesz,
bo ja po prostu się czuję tutaj dziwnie w tej szkole,
mam takie wrażenie, że nikt mnie tutaj nie rozumie”.
Minęło już kilka lat.
Czy ty dziś wiesz, dlaczego ty zachorowałaś na depresję?
Co było przyczyną?
Na depresję zawsze składa się wiele czynników.
Na pewno takim...
Coś, co przelało już to, co tam się we mnie wzbierało od dłuższego czasu,
była choroba mamy, która wówczas w śmiertelnym stanie trafiła do szpitala.
Jestem najstarszą z sióstr i ja wtedy miałam takie poczucie,
że biorę odpowiedzialność za nie.
Że...
Mam na sobie bardzo dużo obowiązków, że teraz muszę o nie dbać,
więc to było bardzo dużo. Bardzo dużo.
Byłyśmy wtedy pod opieką dziadka.
I...
To nie był pierwszy raz, kiedy moja mama była w szpitalu.
To był już drugi i...
miałam obawy, że ona nie wróci.
Że...
Naprawdę to było mnóstwo, ja wtedy straciłam takie poczucie bezpieczeństwa.
Jednak w wieku 12 lat ta mama
była dla mnie taką ogromną podporą, nadawała mi siłę.
Potem było tak, że ja się przestałam dogadywać z moimi najbliższymi przyjaciółkami w klasie.
Jedna z nich również miała problemy,
bo zaczęła chorować na anoreksję.
Jedna z jej najbliższych osób popełniła samobójstwo,
ja też nie bardzo wiedziałam, jak mam się wtedy zachować.
I to było strasznie trudne, dlatego że w pewnym momencie
one zupełnie mnie z tej grupy wykluczyły, każda z nas
miała swój świat, siedziała w tej chorobie.
Było nam się bardzo trudno dogadać.
I to, co jest teraz takiego pozytywnego, co wynikło z tego,
to że ja zaczęłam się leczyć,
ona zaczęła się leczyć i po dwóch latach się spotkałyśmy
i nagle zaczęłyśmy znowu być dobrymi przyjaciółkami,
więc to pokazuje, że te osoby chore...
Ta choroba nigdy nie jest całym człowiekiem.
Ten człowiek zawsze ma swoją chorobę, zawsze ma też oprócz tego swoją historię,
swoje pasje, swoje marzenia.
I że warto patrzeć na tych ludzi jako na ludzi, a nie jak tylko na jakieś zaburzenie.
Nie tylko jak na depresję, nie tylko jak anoreksję,
bo to są osoby, które wychodzą potem z tego
i one są sobą, są naprawdę ze sobą w kontakcie.
Bardzo dziękuję ci za rozmowę.
Dziękuję.