×

우리는 LingQ를 개선하기 위해서 쿠키를 사용합니다. 사이트를 방문함으로써 당신은 동의합니다 쿠키 정책.

무료 회원가입
image

7 metrów pod ziemią, Dlaczego przestałam JEŚĆ? – 7 metrów pod ziemią

Dlaczego przestałam JEŚĆ? – 7 metrów pod ziemią

Dużo osób mówiło mi: „jesteś grubsza troszeczkę”, „tutaj przytyłaś”.

Wtedy zaczęłam się tym przejmować i chciałam po prostu schudnąć.

W takich najgorszych momentach to nie jadłam kompletnie nic,

ale tak to starałam się jeść tak mniej więcej 500 kalorii na dzień.

Ważyłam się rano, po obiedzie i na wieczór, żeby sprawdzić, czy czasami nie przybyło zbyt wiele.

Dopiero kiedy trafiłam do takiej dobrej psycholog, która mi z całego serca pomaga do dzisiejszego momentu,

ona mi prosto w twarz powiedziała: „to jest anoreksja i musimy z tym walczyć”.

Straciłam dobre 6 lat życia, bo mogłam wtedy robić coś ciekawego, a siedziałam i myślałam o jedzeniu.

Angelika, masz 17 lat i od sześciu zmagasz się z anoreksją.

Dlaczego przestałaś jeść?

Przestałam, bo chciałam schudnąć i znaleźć nowy styl życia.

Chciałam po prostu znaleźć w tym coś lepszego niż to życie, którym żyję.

Byłaś otyła?

Nie, nie byłam.

Byłam może troszeczkę okrąglejsza, ale to nic więcej.

Jak to się zaczęło?

Zaczęło się bardzo szybko, bo to było jakoś w szóstej klasie podstawówki.

Po prostu dużo osób mówiło mi: „jesteś grubsza troszeczkę”, „tutaj przytyłaś”.

Wtedy zaczęłam się tym przejmować i chciałam po prostu schudnąć,

więc znalazłam na internecie szybkie sposoby, żeby właśnie to zrobić.

I anoreksja była jednym z tych sposobów,

ale myślałam, że to będzie tylko na chwilę.

Jak wtedy wyglądała twoja dieta?

Jak ty się żywiłaś? Ile jadłaś?

W sumie jadłam bardzo mało.

Czasami zdarzało się, że przez całą trzydniową wycieczkę potrafiłam nie zjeść kompletnie nic,

a cały czas mieć siłę.

Myślałam o tym cały czas praktycznie. Ja wstałam i myślałam o tym, co zjem tego dnia,

żeby po prostu nie zjeść tego zbyt wiele, bo...

przecież na pewno przytyję jak zjem jednego banana.

Więc planowałam to wszystko dokładnie

i wiedziałam ile co ma kalorii, ile zjem, ile mogę zjeść, na ile mogę sobie pozwolić.

Wszystko planowałam dokładnie rano i później się do tego stosowałam.

A jeżeli się nie stosowałam, no to uciekałam w różne samookaleczenia i tym podobne.

I to było za karę?

Tak. Jeżeli zjadłam zbyt wiele, to potrafiłam się pociąć.

Masz blizny?

Mam.

Jak to możliwe, że nikt nie zauważył, że właściwie prawie nie jesz?

Tego nie było widać, bo ja to bardzo dobrze ukrywałam.

Chowałam to w pokoju, chowałam to w różnych restauracjach do chusteczek.

Chowałam to po prostu wszędzie, gdzie mogłam.

I tego po prostu nie było widać.

A co np. z obiadami w domu?

Kiedy siadałaś przy stole.

Zazwyczaj jadłam w samotności. Jadłam w swoim pokoju, więc tam miałam dużo możliwości, żeby to schować

i następnego dnia wynieść.

Nie byłaś głodna? Nie czułaś głodu?

W sumie troszeczkę czułam, ale...

zwalczałam to wodą bądź gumami do żucia. No i kawą.

Czy ty miałaś siłę skoro tak mało jadłaś?

Właśnie nie wiem skąd, ale ją brałam.

Miałam naprawdę dużo siły i...

osoba, która po prostu mnie widziała z boku, nie przypuszczałaby, że ja jestem chora.

Czy jesteś w stanie oszacować, ile mniej więcej kalorii wynosiła twoja dzienna dieta?

W sumie w takich najgorszych momentach to nie jadłam kompletnie nic,

ale tak to, starałam się na co dzień jeść tak mniej więcej 500 kalorii na dzień.

Jeśli moglibyśmy to na coś przeliczyć:

ile ma czekolada? Ile ma jabłko?

No czekolada ma akurat 500.

Okej. To była taka...

No taka jedna tabliczka czekolady powiedzmy.

Jabłko?

Jabłko – 90.

90. Banan? Banan będzie miał ze 130.

Dokładnie wiesz jakie produkty mają...

Tak, wszystko dokładnie mam w głowie.

To wszystko zostało.

I liczyłam wcześniej to tak cały czas praktycznie.

Miałam nawet aplikacje na telefonie, gdzie to wszystko liczyłam.

Bo musiałam to sprawdzać, bo jeżeli było więcej, to po prostu musiałam zacząć ćwiczyć i to spalić.

Często się ważyłaś?

Bardzo często, ważyłam się nawet czasami 3 razy dziennie.

Ważyłam się rano, po obiedzie i na wieczór, żeby sprawdzić, czy czasami nie przybyło zbyt wiele.

Jak w ciągu jednego dnia mogło przybyć zbyt wiele?

No... Myślałam, że jeżeli to jedzenie, które jadłam...

Myślałam, że one po prostu w moim ciele urośnie

i po prostu banan, którego zjem sprawi, że będę dwa kilo grubsza,

co teraz jest abstrakcyjne, ale faktycznie myślałam że on pokaże na wadze wtedy dwa kilo więcej.

W takim punkcie krytycznym twoja waga spadła do 35 kilo.

Jak wtedy wyglądałaś?

Teraz jak patrze na te zdjęcia widzę tam bardzo smutną, chudą dziewczynkę.

Te kości było widać wszędzie,

ale jakoś wtedy nie grało to dla mnie większej roli,

bo starałam się mówić, że „a, jeszcze troszeczkę, 30 kilo będzie okej”.

Domyślam się, że twoje otoczenie, twoi bliscy mówili, że jesteś za szczupła.

Tak, mówili.

Że nie musisz jeszcze bardziej się odchudzać.

Dlaczego ich nie słuchałaś?

Na przykład: często mówili też, że wyglądam świetnie,

a w mojej głowie przerabiałam to tak: „o, to na pewno przytyłaś, więc musisz jeszcze bardziej schudnąć”.

Po prostu w lustrze widzi się coś innego niż ludzie inni widzą.

Czy dzisiaj, kiedy patrzysz na te zdjęcia, widzisz, że przesadziłaś, że wtedy tamten obraz był zaburzony?

Tak, był bardzo zaburzony i na pewno przesadziłam troszeczkę.

Kiedy to twoje odchudzanie, kiedy dieta, stała się problemem?

W sumie na początku jak ważyłam te 35 kilo to nie był jakiś dla mnie większy problem,

Większym problem stało się to w momencie kiedy ważyłam 55 kilo,

bo wtedy przyszła do mnie też depresja i zmagałam się z nią.

Czyli kiedy przytyłaś niespodziewanie. A dlaczego przytyłaś?

Po prostu zaczęłam jeść, polubiłam jedzenie i po prostu brałam wszystko garściami.

I wtedy pojawiła się depresja i pojawił się problem. Jak to wyszło?

To po prostu szło dłuższą drogą, bo ja byłam bardzo zawsze wzorową uczennicą,

byłam przewodniczącą szkoły, wszystko po prostu robiłam perfekcyjnie, co mogłam,

ale odkryłam, że nie wyglądam perfekcyjnie znowu.

Więc musiałam znowu schudnąć, żeby ważyć te 35 kilo. Żeby znowu ważyć tyle, ile kiedyś.

Bo uważałam, że będę czuć się wtedy dobrze.

A kiedy okazało się, że to nie był tylko wymysł ambitnej, rozpieszczonej nastolatki,

tylko że to jest poważny problem, że to jest choroba?

To dopiero jak już schudłam parę kilo, 8 chyba.

I dopiero kiedy trafiłam do takiej dobrej psycholog, która mi z całego serca pomaga do dzisiejszego momentu,

ona mi prosto w twarz powiedziała: „to jest anoreksja i musimy z tym walczyć”.

Jaka była twoja reakcja? Byłaś zaskoczona?

Byłam przerażona na początku, bo jak słyszałam słowo „depresja”, to jakoś robiło to na mnie mniejsze wrażenie.

Czułam, że z tym dam radę, ale znowu jak usłyszałam „anoreksja” to było dla mnie coś okropnego.

Jak wygląda leczenie anoreksji?

Jeżeli jest taki już mocniejszy przypadek, no to oczywiście trzeba leczyć anorektyczkę,

chociaż nie lubię tego określenia akurat,

ale trzeba leczyć ją w szpitalu, bo trzeba ją karmić dożylnie.

Ale ja nie oszukiwałam jak już zaczęłam się leczyć, po prostu jadłam i starałam się jeść coraz więcej,

ale tak od małej porcji, ale coraz więcej.

Głównie najważniejsza jest psychoterapia,

bo na psychoterapii można przerobić praktycznie wszystko co, cię dręczy,

i zobaczyć, że ten obraz, który widzisz w lustrze, jest tak naprawdę okropny i nie pokazuje prawdy.

Bo na przykład jak moja psycholog mówi mi: „Angelika, ale ty wyglądałaś za chudo”, to dla mnie to ciągle jest takie „mogłam schudnąć”.

Ale też leki. Leki są ważne.

Ty w tej chwili spotykasz się z panią psycholog od kilku lat.

Czy udało wam się ustalić, co było przyczyną tego wszystkiego?

Myślałyśmy nad tym, ale na to na pewno wzięło się wiele czynników.

To mogły być właśnie te słowa, które słyszałam, że jestem zbyt gruba, jakaś pulchniejsza, że przytyłam,

ale równocześnie mój wewnętrzny perfekcjonizm dosyć przeszkadzał,

bo chciałam być perfekcyjna w szkole i chciałam być perfekcyjna robiąc akcje charytatywne, humanitarne i różne tego typu,

to chciałam też po prostu perfekcyjnie wyglądać.

Jaką ty cenę za to wszystko zapłaciłaś?

W sumie ogromną, bo sporo straciłam.

Straciłam dobre 6 lat życia, bo mogłam wtedy robić coś ciekawego, a siedziałam i myślałam o jedzeniu.

Wiele osób, które zmagają się z anoreksją, zrzeszają się na różnych grupach w sieci.

Ty masz takie doświadczenie?

W sumie takie delikatne mam, bo miałam pewnego bloga,

gdzie po prostu pisali mi komentarze i wspierali mnie w chudnięciu,

ale z tego szybko zrezygnowałam bo uważałam, że to nie jest okej.

Na czym polegało to wspieranie?

Bo rozumiem, że to było motywowanie do tego, żeby odchudzać się jeszcze intensywniej.

Tak, po prostu jedna dziewczyna pisała: „ja schudłam kilogram, to ty możesz schudnąć jeszcze dwa”.

Albo: „umówmy się, że ja schudnę jeden, ty schudniesz jeden i będziemy się wzajemnie sobą manipulować”.

No bo to tak wyglądało.

To był taki challenge, rywalizacja, tak?

Ale ty wtedy doszłaś do wniosku, że nie chcesz...

Że to jest nie okej, bo to jest niszczenie siebie i widziałam, że...

Może nie chodziło mi też o to, że niszczyłam siebie.

Mi chodziło o to, że niszczy się osoby, które siedziały po drugiej stronie.

Nie chodziło mi wtedy o siebie.

Czyli nie chciałaś motywować do odchudzania innych?

Nie chciałam motywować innych, bo wiem, że to było nie okej.

Jak dzisiaj czujesz się ze sobą, ze swoim ciałem?

Dzisiaj czuje się w miarę w porządku.

To znaczy, nie jest jeszcze to w takim momencie, kiedy mogę powiedzieć, że kocham siebie i kocham swoje ciało,

ale jestem w momencie, kiedy mogę powiedzieć, że jest okej.

I nie wyglądam aż tak źle, jak to sobie w mojej głowie przeobrażam.

Mówisz, „nie wyglądasz aż tak źle”. To znaczy, że co? Że chciałabyś być mimo wszystko szczuplejsza?

Gdzieś ten głos z tyłu głowy cały czas chodzi.

Jego się jeszcze tak szybko nie pozbędę.

Jak często łapiesz się na tym, że jednak odmawiasz sobie jedzenia?

Dzisiaj, po wielu latach.

To zależy od dnia,

bo jeżeli dzieje się coś takiego, na przykład mam jakiś kryzys, to wtedy potrafię wrócić w cały ten ciąg i nie jeść, nie jeść, nie jeść, nie jeść.

Teraz moi rodzice to widzą i starają się mówić: „dasz radę, zjesz”.

Pilnują cię?

Pilnują.

Jak będzie wyglądała twoja przyszłość? Czy uda się kompletnie cię z tego wyleczyć czy to jest taka choroba, która zostaje na lata z człowiekiem?

Uważam, że da się wyleczyć.

Tylko w momentach, kiedy przychodzi właśnie taki kryzys, to trzeba się wtedy mocniej pilnować,

bo wtedy to wszystko może przyjść jeszcze ze zdwojoną mocą.

Jaką najważniejszą myśl moglibyśmy przekazać twoim rówieśniczkom,

które myślą o tym, by zrzucić z siebie jak najwięcej kilogramów, by odmawiać sobie jedzenia?

Chciałabym im wszystkim powiedzieć, że to, co widzą w lustrze, to jest nieprawda.

I naprawdę nie muszą stawać się coraz chudsze dla kogoś.

Ten głos w głowie jest po prostu czymś takim... abstrakcyjnym,

bo to nie jest twój głos, to nie jest głos tej osoby, która to słyszy,

to jest głos, nie mam pojęcia kogo, po prostu choroby.

I chciałabym też, żeby wiedziały, że nie są same.

Są też osoby, które chorują na to samo

i można znaleźć je na internecie i wzajemnie wspierać się

nie w motywowaniu do chudnięcia, ale wzajemnie wspierać się w motywowaniu do zdrowia.

Angelika, bardzo dziękuję za rozmowę.

Dużo siły życzę.

Dziękuję.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE