×

우리는 LingQ를 개선하기 위해서 쿠키를 사용합니다. 사이트를 방문함으로써 당신은 동의합니다 쿠키 정책.

신년 할인 - 연장된 주 최대 50% 할인
image

7 metrów pod ziemią, 150 zł za SEKS. Dlaczego studentka zostaje PROSTYTUTKĄ? – 7 metrów pod ziemią

150 zł za SEKS. Dlaczego studentka zostaje PROSTYTUTKĄ? – 7 metrów pod ziemią

Znaczy ja sobie ustawiłam 150 za godzinę,

więc, no,

jak mi przyszło czterech klientów

dziennie, no to już miałam 600 złotych.

Zazwyczaj zaczyna się od, po prostu, seksu

oralnego

i potem się przechodzi do

zwyczajnego, na misjonarza praktycznie.

To jest od jednego klienta dziennie, czasem potrafi być kilkunastu.

Dla mnie, no w sumie seks jest trochę jak

pójście do kina albo do

McDonalda.

Mogę pójść do McDonalda z kimś, kogo nie lubię

i będzie mi dalej smakował ten McDonald.

Magda.

Jak to się stało, że młoda,

tak ładna dziewczyna

zostaje prostytutką?

No, po prostu, no, taką kroplą, co przeważyła w sumie czarę

był pewien moment w moim życiu, jak dostałam

wypłatę,

około to było 950 złotych.

Gdzie pracowałaś wtedy?

Wtedy pracowałam w call center. I dostałam wypłatę

950 złotych.

Przy czynszu, no,

około 800.

I zapłaciłam jeszcze rachunki, no i

wyszło mi, że zostaje mi około

50 zł na życie na cały

miesiąc, nie? No i

wtedy rzuciłam tą pracę w tym call center,

no bo sobie stwierdziłam, że skoro i tak

nie mam pieniędzy na przeżycie na ten miesiąc, no to

przynajmniej nie będę się męczyć i rano wstawać

do tej pracy

i tak w sumie nawet

nagle tak się zastanowiłam...,

nie wiem, nad taką

zupełnie alternatywną opcją typu,

nie wiem, wyprzedaż rzeczy albo

zaoferowanie jakiejś dziwacznej usługi

na internecie. I sobie właśnie pomyślałam

o prostytucji. Nawet nie wiem, jak mi to wpadło tak

do głowy jakoś tak szybko i

nawet nie miałam jakichś superrozterek.

Tylko najbardziej to nie wiedziałam w sumie,

jak się za to zabrać, nie?

Ty studiowałaś...

Może wystarczyło poczekać,

skończyć studia i

po studiach być może

dostałabyś znacznie

lepiej płatną pracę.

Znaczy, no, na studiach też musiałam się jakoś utrzymać. Wiadomo,

ja pracowałam 8 godzin dziennie,

6 dni w tygodniu. No to

już nie było mowy tak naprawdę o studiach, w takim wypadku, bo

nie wiem, kiedy miałabym studiować. No, może weekendowo albo

wieczorowo.

A nawet te czterdzieści tam parę godzin

tygodniowo nie było wystarczające,

żeby się w ogóle utrzymać.

A generalnie, no, studia trwają sobie trochę.

Jakoś trzeba przez te parę lat żyć

i coś trzeba jeść i gdzieś trzeba mieszkać.

Decyzja zapadła.

W jaki sposób zostałaś

prostytutką? Zalogowałaś się na

portalu, poszłaś do agencji

towarzyskiej?

To jest dosyć zabawne, bo nawet nie wpadłam na to, żeby pójść do agencji

towarzyskiej na początku, w ogóle. Totalnie mi to

nie przyszło do głowy. Dowiedziałam się,

poszukałam po prostu,

wpisałam w wyszukiwarkę,

nie wiem, "prostytutki" czy "seks

płatny", czy cokolwiek, nie wiem, "randki

online", nie wiem.

I po prostu wyskoczyły mi strony, na których

się dziewczyny ogłaszały.

I się do takiej strony po prostu zalogowałam.

No i tam czekałam może tam jeden dzień

czy dwa, żeby oni mi tam zaakceptowali

ten profil. W Polsce dosyć łatwo

założyć taki profil, nie trzeba

jakoś specjalnie się wysilać, dawać jakichś

danych i w ogóle, no ale

po prostu tam dałam jakiś krótki opis, wrzuciłam

zdjęcia w miarę...

Pamiętasz, co napisałaś?

Co napisałam? Na początku, nie pamiętam,

w ogóle jakieś tam pierdoły, żeby

tam coś...

o miłym spędzaniu czasu, bla,

bla, bla. Takie głupoty.

Ale, no, dałam

dosyć niską sobie stawkę wtedy, pamiętam,

ale to po to, żeby mieć

dużo telefonów, nie? Bo nie miałam

telefonistki ani nic, w ogóle byłam zielona

w tym, jak to się robi, nie? Ale, no, powiem

szczerze, że

w kilka dni zarobiłam

tyle, że już mogłam tak naprawdę się wylogować,

nie? Więc

było warto, że tak powiem.

Tyle, to znaczy - ile?

Znaczy, ja sobie ustawiłam 150 za

godzinę. I to było tak, że się nie dzieliłam

oczywiście z nikim, więc, no,

jak mi przyszło czterech klientów

dziennie, no to już miałam 600 złotych.

No to już kolejny dzień...

Prawie miesięczna pensja.

...miałam na zapłacenie czynszu, kolejny tydzień

minął i ja już miałam ponad

moją starą pensję i w sumie mogłam już mieć

wszystko w dupie tak naprawdę.

I się nie przejmować. I pracować już sobie tylko

i wyłącznie dla odłożenia, dla przyjemności,

nie wiem, dla jaj,

a nie po prostu walczyć o przetrwanie wręcz.

Miałaś jakieś obawy, zanim

zdecydowałaś się?

No wiesz, takie obawy na zasadzie:

jacy klienci do mnie przyjdą, jak się będą

zachowywać, jakie będą mieli

oczekiwania, czy w ogóle im się spodobam. Jakby

nie wiedziałam nawet, jak wyglądają dziewczyny w tej branży.

Nie wiedziałam w ogóle, czego ludzie chcą

za bardzo. Więc, no...

A trudno było się tego dowiedzieć tak naprawdę

z internetu, no bo przecież sobie nie

wpiszę, no.

Jak wyglądało pierwsze spotkanie z klientem? Pamiętasz je?

Wtedy jeszcze nie chciałam za bardzo pracować

u siebie w domu,

więc mówiłam, że chcę się umawiać,

jechać do klientów, do ich domów,

więc pojechałam sobie

do niego,

przyjechał tam sobie po mnie,

pojechaliśmy. To było jakieś mieszkanie w bloku w ogóle,

gdzieś na osiedlu, no i

w sumie, no, taki starszy pan był,

to znaczy - starszy, no... Około tam wieku średniego,

nie? Trudno mi powiedzieć, około 50,

może czterdziestu paru,

w sumie, no co, no....

Uprawialiśmy seks,

nie było super i tyle, no.

Więc zapłacił i...

W sumie byłam trochę taka

zdziwiona w ogóle, że tacy ludzie tam

przychodzą, znaczy, zamawiają sobie takie dziewczyny,

przychodzą do takich dziewczyn, nie?

Nie wiem, wiesz...

Tacy ludzie, to znaczy? Czego się spodziewałaś...?

No zupełnie zwyczajny człowiek w wieku...,

to znaczy mężczyzna

wieku średniego.

Zwyczajny po prostu taki, no, Janusz

Kowalski po prostu. I tyle.

Nic, że jakiś biznesmen, nie że

jakiś tam Sebix taki wiesz, no.

Na przykład w filmach oglądam, że to

nie wiadomo kto przychodzi do tych prostytutek, nie wiadomo,

jak to wygląda i w ogóle, jak broń na wierzchu,

gangsterzy, kokaina się sypie...

Twój Janusz nie miał

kokainy, nie miał broni?

Nie, miał zwykły samochód i zwykłe

mieszkanie.

Nie miałaś problemów z tym, żeby uprawiać seks z obcym człowiekiem?

Nie. Wiesz, w sumie, no,

myślę, że to też dotyczy wielu

kobiet, nie tylko mnie, ale uprawianie

seksu, który nie sprawia mi przyjemności,

to jest tak naprawdę na porządku dziennym.

I to, myślę, że większość kobiet

się do tego nie chce może

czasem przyznać, ale taka jest prawda.

Uprawianie seksu, żeby chłopak

dał ci święty spokój,

nie wiem, uprawianie seksu, bo w sumie, no to

się obiecało komuś na imprezie,

bo się było pijanym, a się wcale nie chce tego robić,

no to jest tak naprawdę norma, więc

uprawianie seksu, z którego nie ma się

przyjemności, to nie jest coś takiego "łał"

dla mnie, nie? To jest w sumie taka

normalka, więc...

A to jeszcze robiłam sobie dla pieniędzy, więc

miałam jakąś korzyść z tego, tak?

A poza tym, to ten seks

trwał, no, 3 minuty,

bo, powiedzmy sobie szczerze, większość z nich dochodzi

w 5 sekund, więc to nawet

trauma, która trwa tak krótko, że trudno się nawet

na niej skupić.

Nie miałaś później wyrzutów sumienia,

jakichś myśli, które wracały?

Nie żałowałaś?

Nie. To jest moim zdaniem po prostu kwestia

podejścia do tego. No,

ja oferuję jakąś, po prostu, usługę,

to jest zwyczajna usługa. No, jeśli jesteś

masażystą, to masz traumę, bo

człowiek miał pryszcza na plecach,

a ty nie chciałeś go dotykać albo, jak

jesteś proktologiem, to masz traumę, bo komuś palec

w tyłek wsadziłeś? No nie, tak?

I to jest po prostu, dla mnie to jest po prostu

praca, jakiś rodzaj usługi. Nie robię nic

złego, nie robię nikomu krzywdy, więc...

Nie widzę powodów, żeby mieć w ogóle wyrzuty sumienia z tego powodu, nie?

No, ale czekaj. Przychodzą pewnie

żonaci mężczyźni.

No tak, a ja ich wyrywam siłą

od tych żon czy co? No,

ja poślubiłam ich żony czy

ja mam męża, czy nie?

To oni, tak? No,

słuchaj, ja nie mogę mówić dorosłemu

facetowi: a nie, przepraszam, pan

ma żonę, to proszę wyjść. To tak samo

w McDonaldzie: no, przepraszam, pan ma nadwagę,

to proszę wypie*lać po sałatkę, no.

No więc, wiesz, wyrzuty sumienia.

Ja miałam większe wyrzuty sumienia w poprzednich pracach.

To po prostu spać czasem

po nocy nie mogłam.

Wyrzuty sumienia, bo...?

No, z całego call center, no to przecież ja

prawie tam cierpiałam na bezsenność, bo

opychanie badziewia, które jest do niczego

niepotrzebne staruszkom z alzheimerem,

tylko po to, żeby zarobić na tym

pięć złotych

prowizji czy tam trzy złote prowizji,

no to było niemoralne, bo

wkopywałam ludzi w umowy,

ja wiem, że manipulowałam tymi ludźmi, bo na tym polega

praca w call center i wszyscy mówią, że

"ha, ha, ha", no takie są uroki call center,

i jest takie wmawianie, że to albo oni są

głupi i są dorośli

i podejmują swoje decyzje. Ale dobrze

wiem, że jeśli jestem inteligentniejsza od kogoś,

nawet o te 10 punktów IQ,

jestem w stanie tą osobę zmanipulować i

zmusić ją do wkopania się w umowę,

i wkopanie się w coś, na co ją nie stać.

Ja to robię dla trzech złotych.

To jest generalnie niemoralne moim zdaniem

i ja to robiłam, no, przez

rok czy dwa lata, nie pamiętam

już dokładnie, jak to było.

Jak wygląda przeciętne spotkanie z klientem?

Jak oni się zachowują?

To znaczy teraz to zależy, czy pytasz, czy w Polsce

czy tam gdzie pracuję teraz za granicą?

Jaka jest różnica?

Różnica...

Ogólnie w Polsce, Polska jest dosyć jednorodna

etnicznie, więc też

klienci są, że tak powiem,

jednorodni. No to zwykle

mężczyzna mniej więcej w przedziale 35-55,

raczej się rzadko zdarzają starsi, rzadko

się zdarzają młodsi,

większość to są jacyś drobni przedsiębiorcy,

coś w tym stylu, ewentualnie,

no, ludzie

z takiej, no, klasy średniej polskiej.

No, nie wiem, jak to nazwać.

W Polsce, no,

jest tylko opcja na godzinne

spotkania, no, ewentualnie tam dwu-trzy,

jeśli ktoś chce zostać dłużej.

Ogólnie jest tak, że zazwyczaj zaczyna się od,

po prostu, seksu oralnego

i potem się przechodzi do

zwyczajnego, na misjonarza praktycznie.

Ale

zwykle są dwa spełnienia w cenie,

nie? Ja tak w Polsce superdługo

nie pracowałam, no bo...

To znaczy nie chodziło o kwestię pieniężną,

tylko o wygodę, ale

pracowałam sama i pracowałam

w jednej agencji.

Więc... sama robiłam

sobie tyle spełnień, ile tam się chce,

nie? Miałam gdzieś...

Spełnień...?

Czyli, ile razy dojdzie facet.

Jak wyglądała praca w polskiej agencji?

Ja tam wytrzymałam tylko

jeden dzień. Znaczy, ja nie twierdzę,

że generalnie wszystkie agencje są

takie same, ale myślę, że to jest dosyć

podobnie.

No, to było tak, że na tym mieszkaniu

pracowały łącznie, w jednym

momencie, trzy dziewczyny jakoś, bo były

trzy pokoje. Telefony my w ogóle

same odbierałyśmy, co było dla mnie trochę głupie,

bo nie po to ja się dzielę z agencją po połowie,

żebym jeszcze sama telefon odbierała.

Ale

generalnie obiecywanki były

przez telefon to

wszystko mogli, nawet bez gumy i anal,

a wszystko, wszystko tam, w ucho, po prostu,

w oko, no, a potem...

Dziewczyny to obiecywały przez telefon?

Tak. I potem, jak przychodził klient, no to

wiadomo, było tam tylko trochę

loda i trochę seksu, tam, żeby se doszedł

jak najszybciej i ma spadać.

Nawet nie ma brać prysznica, tylko ma

wypad robić po prostu przez drzwi.

Już nie mówiąc o tym, że wychodziłyśmy

w kolejności, więc jak on przychodził

se do grubej blondynki, to mu tam

w drzwiach stawała chuda brunetka i nikogo to nie

obchodziło, a jak mu się nie podoba, to niech

spada w ogóle. Dla mnie dramat trochę, nie?

Ale, no

tak było w tej agencji.

Później wyjechałaś za granicę. Czym

ta praca różni się

w miejscu, w którym jesteś obecnie?

No, są trzy opcje

czasowe:

15 minut, pół godziny, godzina.

W piętnastu minutach jest niewiele,

tam,

w sumie tylko trochę seksu oralnego i

normalny. W półgodzinie i godzinie już masz

troszeczkę więcej tam,

jest większa jakby taka uczciwość względem klientów,

bo nie ma możliwości, żeby sobie dawać

fałszywe praktycznie zdjęcia,

bo się zaraz o to czepiają, nie ma możliwości,

żeby wywalać kogoś przed czasem

i tak dalej. Są jednak inni

klienci, nie? Bo

za granicą trochę też inaczej

wygląda ta demografia.

Inni, to znaczy?

No, różnej narodowości,

a każda narodowość tak naprawdę

charakteryzuje się, że tak powiem, innym zestawem

klientów, więc,

no, że tak powiem,

ci europejscy tubylcy w większości to są

po prostu starsi panowie

i to tacy powyżej sześćdziesiątego roku

życia, siedemdziesiątego, czasem

nawet tacy 90-letni dziadkowie

przychodzili, których musiałam po prostu

prawie wnosić tam, bo

tak szli się trzęsąc.

Jacyś Arabowie, Pakistańczycy

czy Kurdowie to są zwykle

gówniarze. Rzadko kiedy są

to żonaci jacyś faceci, czasem

się zdarzają, rzadko kiedy to są starzy

faceci, to już w ogóle.

Ale to są, no, czasem

koło 18-19 lat, ja niektórych to w ogóle

muszę legitymować, bo to ja nie wiem nawet, to

zarostu czasem nie ma, nie?

Więc, no, są inni.

Inaczej też, inne

mają wymagania każdy z nich.

W Polsce to wszyscy tak naprawdę jedno i to samo

chcą. Za granicą

jest różnie, więc... jest ciekawiej.

Inne wymagania. Czyli?

No,

niektórzy na przykład,

no, niektóre nacje

strasznie lubią seks oralny, nie?

Niektóre nacje w ogóle nie

akceptują seksu oralnego praktycznie.

Niektóre nacje

i niektóry rodzaj facetów strasznie

lubi na przykład kobietę doprowadzać,

jedni po prostu mają sobie to gdzieś, więc, no...

Za każdym razem to jest po prostu

inna bajka, inne podejście do każdego

klienta, nie? Nie można tak hurtem

se brać wszystko to samo.

Czy są rzeczy,

na które się nie zgadzasz?

Jest pełno rzeczy, na które się nie zgadzam.

Każda dziewczyna na stronie ma wypisany

swój serwis, który robi.

Jeśli facet coś tam...,

jest jakieś niedomówienie, to on pyta się telefonistki

czy tam ten. Jak się nie dopyta, to

jest jego problem, no bo

ewentualnie jeszcze to może przedyskutować sobie ze mną,

ale, no jeśli czegoś nie

robię, to czegoś nie robię, tak? I koniec.

Czy możesz powiedzieć, jakie są twoje zasady?

Znaczy, no na pewno nie robię seksu

jakiegoś analnego. Zresztą większość dziewczyn

nie robi, ale nie robię, nie wiem, jakiegoś tam

bicia czy czegoś,

jakichś takich sadomaso,

jakiegoś sikania na siebie. Nawet nie

chodzi o to, że to jest dla mnie, wiesz, obleśne czy coś,

ale to jest po prostu za dużo roboty

na takie cudawianki.

Czy ty czujesz się

bezpiecznie?

Tak.

Czy być może zdarzały się sytuacje,

gdzie nie do końca

sytuacja potoczyła się po twojej myśli?

Wiesz co, ja może miałam w całej

tej swojej pracy dwie jakieś

niemiłe sytuacje, nie powiem

nawet, że niebezpieczne. Bo nie były niebezpieczne,

po prostu były nieprzyjemne. I to były dwie

sytuacje, a tych klientów już miałam setki.

Więc, no...

prawda jest taka, że sprzedawca

w monopolowym ma więcej niebezpiecznych

sytuacji niż ja. Bo większość...

Na czym one polegały?

Po prostu klient był trochę

agresywny, coś mu się ubzdurało,

był pijany albo naćpany,

albo pijany i naćpany, twierdził, że był

krócej, niż w rzeczywistości był, nie chciał

wyjść, krzyczał se na mnie,

ja se stałam i się patrzyłam w sufit, i czekałam,

aż sobie odpuści. No i w końcu se odpuścił

i sobie poszedł.

Czy ty, uprawiając seks z klientem, czujesz podniecenie,

czy nie?

Czasem. Znaczy, zależy, co za klient.

No jak przychodzi do mnie po prostu,

no, bożyszcze, wyglądające jak z okładki,

jeszcze dobre w łóżku, no to jest chyba oczywiste,

że odczuwam przyjemność.

A jak przychodzi mi ktoś z małym pipkiem

i jest brzydki i śmierdzi trochę, no to...

Co wtedy?

To wtedy se tam myślę o czymś innym, no...

I o czym myślisz?

Zwykle o tym, jaki film sobie zaraz odpalę

albo co se zaraz zjem.

Takie po prostu, nie wiem,

co myślisz, stojąc w kolejce do sklepu.

Czyli wtedy do tego seksu

czysto technicznie podchodzisz?

No, po prostu to jest dla mnie coś, co muszę

odbębnić i tyle.

Zapłacił,

pójdzie i w sumie się tym nie przejmuję

jakoś specjalnie.

Miewasz stałych klientów?

Ja w sumie bazuję na samych stałych klientach.

No, zwłaszcza że już od dłuższego

czasu pracuję w jednym miejscu,

więc, no, niektórzy przychodzą dwa razy dziennie

nawet, kilka razy w tygodniu. Ale

większość przychodzi raz w tygodniu o określonej

porze w zegarku, nie?

Czy są rzeczy, za które nie lubisz swojej pracy?

Fakt, że jestem taka, no, na wpół legalna,

w sensie, no, jest taka

nieoficjalna. Nie płacę tego podatku,

więc, no, jestem na takim

trochę marginesie czasem, nie?

Bez ubezpieczenia zdrowotnego,

bez niczego. Mieszkam w sumie tak

naprawdę na burdelu, więc tak czasem,

no,

idziesz do jakiegoś westernu, nie wiem,

nawet przelać pieniądze, i pytają się ciebie, gdzie

pracujesz, i nie za bardzo wiesz, co powiedzieć.

No i gdzie mieszkasz? No, mieszkam

na burdelu. No, wiesz, no...

Co wtedy odpowiadasz?

Wiesz co, gadam coś, że sprzątam i tyle, nie?

Jeśli to nie jest jakoś specjalnie

ważne, a, no,

i też fakt, że

nie każdemu możesz o tej pracy powiedzieć,

że musisz dużo kłamać - o to mnie najbardziej wkurza,

że ciągle muszę kłamać.

Większość moich znajomych wie, co robię, więc

to nie jest problem, no ale rodzina i tak dalej,

no to nie mogę im powiedzieć: ej, jestem prostytutką,

nie? Spoko.

Nie możesz im powiedzieć, bo?

Bo dostaną wylewu. No,

jednak to nie jest...

jest mało w sumie społeczności,

które akceptują coś takiego.

Jeśli nawet jest taka społeczność, która

nie ma nic do prostytutek, to to się kończy,

kiedy twoja córka albo siostra, albo matka

jest prostytutką. Więc nie mogę powiedzieć

rodzinie, rodzicom, że jestem prostytutką,

bo po prostu dostaną wylewu. To już

nie jest kwestia, że będą na mnie źli

czy mnie z domu wyrzucą, bo to nie jest problem,

tylko że, no, i popsują się relacje

i oni będą, no, załamani.

Więc dlaczego mam załamywać kogoś, tak?

Jaka jest oficjalna wersja? Co im mówisz?

Wiesz co, jak ja pracuję za granicą, to

też łatwiej mi wkręcać. Dlatego

właśnie przeprowadziłam się też za granicę, bo

łatwiej mi było wciskać kit.

Tak to mnie zawsze mogą odwiedzić w pracy i

będzie przypał. Mówię

często, że sprzątam gdzieś

po hotelach, że mam

jakieś takie prace, nie wiem, dorywcze

albo w jakiejś fabryce czy coś tam,

nie? A też jakoś specjalnie

nie wydaję pieniędzy, nie obnoszę się super

z bogactwem, że się nie domyślają, że

"o, pracuje w fabryce, a

kupiła se właśnie cztery pary louboutinów,

tak o.

Stać cię dziś na to?

Wiesz co, teoretycznie

mnie na to stać, ale

nie uważam, że mnie na to stać.

Bo nie uważam, że ja tak mogę pracować

do końca życia, bo coś może mi się stać.

Może mi nogę urwać czy, nie wiem, cokolwiek,

albo, nie wiem, zachoruję na HIV-a

i wyląduję w szpitalu. No, nie wiem, cokolwiek takiego.

I to nie jest tak. No, teraz mam odłożone

10 tysięcy euro, nie?

I w sumie, tak naprawdę,

no to "łuh", mogę se za to żyć,

nie wiadomo co, nie wiadomo co sobie kupować

i sobie tak naprawdę odłożyłam w

parę miesięcy, w cztery miesiące?

Odłożyłam 10 tysięcy.

Więc, no, żyjąc i wydając,

ja przepalam,

palę po 2 gramy dziennie w ogóle, więc też

wydaję strasznie dużo na jakieś żarcie, na takie głupotki,

ja tyle sobie odłożyłam. Ale nie uważam,

że wywalanie tych pieniędzy na durne

buty to jest w ogóle mądre i sensowne.

Wolę to sobie odłożyć, wolę to zainwestować,

nie wiem, cokolwiek. Albo nawet

tego nie ruszać, tylko sobie trzymać na jakąś, wiesz,

czarną godzinę.

Jak długo chcesz się tym zajmować, jak

widzisz swoją przyszłość?

W sumie nie mam jakichś takich megaplanów.

To jest tak, że albo

sobie założę rodzinę i zostanę sobie, nie wiem,

kurą domową i będę sobie mieć te pieniądze

odłożone na wszelki wypadek,

jakby mój mąż okazał się psychopatą czy coś w tym stylu.

I powiesz prawdę czy nie?

Znaczy, aktualnie mam chłopaka, który

wie, co robię, więc

jeśli z nim założę rodzinę, no to...

wie, co robię.

Jak on to przyjął? Jak mu to powiedziałaś?

On się o tym dowiedział, zanim byliśmy razem.

Po prostu, no, powiedziałam. Na początku

nie chciałam z nim być, powiedziałam mu, że, no,

są powody, dla których to jest bez sensu.

I tak się drążył i dopytywał,

gdzie ja pracuję, że mu w końcu powiedziałam, no, co robię.

I mu powiedziałam: no, jak chcesz ze mną

być, no to okej, ale jak, no, nie chcesz

z tego powodu, no to ja się nie obrażę, nie? No bo

rozumiem, że to może cię drażnić.

A nie boisz się, że ta praca wyrządzi ci jakąś psychiczną

krzywdę? Że się

z tego nie podniesiesz?

Ja po prostu radzę sobie odpowiednim podejściem.

No, to jest tak, jak mówiłam

już wcześniej. To jest dla mnie po prostu usługa, którą

wykonuję, nie robię nic złego.

Nie robię nikomu krzywdy tym, co robię.

Nie uważam, że robię

sobie krzywdę, bo ja nie

nadaję sobie samej wartości poprzez

to, jak używana była moja wagina,

bo nie jestem spodniami ani butami,

które znoszone są mniej

warte od tych nowych.

To jest, no, sorry,

ale jeśli będę pracować w fabryce, to jestem

mniej wartościowa, bo mam zniszczone ręce?

Nie, więc...

A są dni, kiedy masz doła, płaczesz?

Nie.

Nie, bo nie mam powodu w ogóle, no.

Fajnie sobie ułożyłam życie,

robię coś, co...,

z czego mam pieniądze,

robię dużo rzeczy, które sprawiają mi przyjemność,

spędzam fajnie czas, nie martwię się

o przyszłość, a to jest to,

to jest najważniejsze w sumie, że nie martwię się o przyszłość

i to jest, naprawdę... Czasem ludzie

sobie nie zdają sprawy z tego, jak wielkim

komfortem jest praca,

w której zarabiasz tyle, że odkładasz,

że zostaje ci coś, nawet 20 złotych

czy 50 złotych, ale ci zostaje. Nie żyjesz od dziesiątego do dziesiątego. Masz takie zabezpieczenie,

że cokolwiek by się nie stało,

ja nie mam przynajmniej 10 złotych, żeby kupić

sobie chleb i masło. A ja czegoś

takiego nie miałam wcześniej i to mnie frustrowało,

to sprawiało, że miałam dołki i

że nie widziałam sensu kompletnie w niczym.

Bo to była po prostu walka o przetrwanie,

która tylko frustruje.

I to wcale nie jest spoko.

To nie jest spoko. Spoko jest to,

że się nie muszę martwić o

tą przyszłość. Dla mnie, no w sumie,

seks jest trochę jak

pójście do kina albo do McDonalda.

Mogę pójść do McDonalda z kimś,

kogo nie lubię i, no, będzie

mi dalej smakował ten McDonald, ale

będzie mnie wkur*ła ta osoba, co ze mną siedzi,

mogę pójść z kimś, kogo kocham. I wtedy

ten McDonald będzie tak samo smakował,

ale po prostu będzie zajebisty. To będzie po prostu

najlepszy wypad mojego życia. A mogę

pójść z jakimś frajerem, który mi zapłaci

za to, że ja pójdę do tego McDonalda,

no i dobra, nie bawię się z nim świetnie, ale mi zapłacił,

no to najadłam się, no i poszłam,

nie? No i to jest na tej samej zasadzie.

No, uprawiam tutaj seks dla pieniędzy, ale

kompletnie to się jakoś nie

łączy i nie koliduje z tym, że

potem idę sobie do mojego chłopaka i

uprawiam z nim seks dla przyjemności, bo go kocham.

Rozmawiacie czasem o pracy?

Czasem, jak sobie popije, to się mnie

pyta. Nie,

bo tak to się chyba wstydzi albo może

twierdzi, że to zbyt żenujący temat, żeby

o tym rozmawiać. A czasem się pyta, ilu miałam

klientów dziennie, czy tam

czasem się pyta, jakiego mieli penisa czy coś

takiego. No, ale ja to rozumiem,

że to po prostu ludzi ciekawi, tak? Bo to jest takie

trochę tabu, to jest jedna wielka tajemnica, co się dzieje

za tymi magicznymi drzwiami burdelu.

No, to jest dla każdego dosyć fascynujące.

Więc ja to rozumiem, jak ktoś się mnie o to pyta,

no to odpowiadam, no bo...

A dziennie ilu jest klientów?

No to jest, no...

naprawdę bardzo różnie. To w dużej

mierze zależy od telefonistki,

jak ona umawia. Dużo zależy od miejsca,

w jakim się jest...

Od - do.

To jest od jednego klienta dziennie czasem,

potrafi być kilkunastu.

Ponoć niektóre dziewczyny

mi opowiadały o jakichś takich cudownych dniach

w roku, kiedy to był taki

ruch, że miały po trzydziestu.

Nie za bardzo sobie wyobrażam, jak mogła mieć tych trzydziestu,

ale okej, chyba każdy wchodził do niej po

5 sekund i pracowała 28 godzin

na dobę.

A czy jesteś w stanie fizycznie uprawiać

seks kilkanaście razy w ciągu dnia?

No tak kiedyś miałam, przez 2 tygodnie

bite miałam po 15 klientów dziennie.

Dzień w dzień?

No... Wiesz, no, tubka lubrykantu,

jedziemy do przodu, no.

Tylko że wtedy, no to był zap*dol

tak naprawdę, no nie miałam czasu trochę się w tyłek podrapać,

coś zjeść. Więc nie było jakoś super

moim zdaniem.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Dziękuję za twoją szczerość.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE