W sklepie spożywczym
Lekcja dziesiąta: W sklepie spożywczym.
Pani Zosia: Dzień dobry!
Sprzedawczyni: Dzień dobry! Ale dzisiaj chłodno! Zimna Zośka! Prawda … Przecież pani ma imieniny. Wszystkiego najlepszego!
Pani Zosia: Dziękuję. Proszę dziesięć jajek i półtora kilograma białego półtłustego sera.
Sprzedawczyni: Będzie pani piec sernik?
Pani Zosia: Sernik i szarlotkę. Będziemy mieli sporo gości.
Sprzedawczyni: Aha … To ile jabłek na szarlotkę?
Pani Zosia: Wystarczy kilo.
Sprzedawczyni: Proszę. To nowa odmiana … jabłka słodkie jak miód!
Pani Zosia: Miód … Może też słoik miodu.
Sprzedawczyni: Mały czy duży?
Pani Zosia: Ile kosztuje ten mały?
Sprzedawczyni: Sześć złotych, a dziesięć złotych duży.
Pani Zosia: Wezmę duży.
Sprzedawczyni: Proszę bardzo. Co jeszcze?
Pani Zosia: Kilo pomidorów.
Sprzedawczyni: Na zupę czy na sałatkę?
Pani Zosia: Na sałatkę. Mąż i ja jemy teraz dużo sałatek. Mąż jest trochę za tęgi …
Sprzedawczyni: Eee … przesadza pani.
Pani Zosia: Oj tak, tak! Za dużo piwa, za dużo tłustych rzeczy, za mało świeżych owoców i warzyw. I za mało ruchu. Jeszcze chleb … albo może bułeczki? Ładnie wyglądają.
Sprzedawczyni: I dobrze smakują. To nowy gatunek. Ile bułeczek?
Pani Zosia: Pięć.
Sprzedawczyni: To wszystko?
Pani Zosia: Proszę jeszcze trzydzieści deka żółtego sera. I pęczek rzodkiewek.
Sprzedawczyni: Na sałatkę?
Pani Zosia: Właśnie. Ile płacę?