Polski Daily Slow Vlog: Co mnie zaskoczyło w Dubaju? [A2+]
Cześć! Chcesz poćwiczyć słuchanie po polsku? Mam na imię Paulina Lipiec i w serii krótkich wideo będę
opowiadać o różnych tematach powoli, po polsku i z napisami po polsku i po angielsku.
Wybrałam kilka tematów ze swojego życia, więc będą to takie vlogi personalne, lajfstylowe może o nauce polskiego na różne tematy.
Dzisiaj będę mówić o tym, co mnie zaskoczyło w Dubaju, bo od kilku miesięcy,
mieszkam w Dubaju. Przeprowadziłam się tutaj ze swoim mężem.
ponieważ znalazł tutaj pracę
i dwa miesiące temu, a konkretnie w maju 2021 roku
Nigdy nie sądziłam, że będę mieszkać w Dubaju.
Jestem z Europy i bardzo lubię Europę.
No ale tak się ułożyło. Takie jest życie. Jesteśmy tutaj i musimy nauczyć się tutaj żyć.
A więc! Kilka rzeczy, które mnie zaskoczyły!
Jedna z pierwszych rzeczy, które zauważyłam, kiedy pierwszy raz wyszłam z hotelu
to ruch uliczny. Kilka lat temu mieszkałam w Kairze
i tam ruch uliczny jest okropny.
Samochody, a właściwie kierowcy nie trzymają się swoich pasów.
Czasami ulica ma 5 pasów i jest 8 samochodów obok siebie
i bardzo trudno przejść przez ulicę.
Też nie ma przejść dla pieszych.
Tutaj ruch jest bardzo zorganizowany. Kierowcy są kulturalni.
Nie ma dużo samochodów poza godzinami szczytu oczywiście!
Kiedy przeszłam przez ulicę w niedozwolonym miejscu (bo akurat nie było w pobliżu przejścia dla pieszych)
to kilku kierowców zatrzymało się, pokazało mi "proszę przejść"
i nie było żadnego problemu! Samochody, kierowcy
zatrzymują się i szanują pieszych. Dzięki Bogu!
Myślę, że nawet bardziej niż w Polsce!
No dobra! Co jeszcze mnie zaskoczyło w Dubaju?
Jak może wiecie... może nie, zależy
czy jesteście tutaj nowi czy już trochę mnie obserwujecie.
Od kilku lat uczę się arabskiego.
Średnio mi idzie.
I wszyscy mnie pytają, czy skoro mieszkam teraz w Dubaju w końcu mogę ćwiczyć swój arabski.
No niestety. Z arabskim nie za bardzo mam kontakt.
Co prawda mieszka tutaj trochę Egipcjan
a ja uczę się egipskiego arabskiego.
Jeśli chodzi o lokalnych mieszkańców, o Emiratczyków
to jest ich może 10-15%
i żyją w takiej bańce
żyją w swoim własnym społeczeństwie, w swojej własnej społeczności.
I nie ma z nimi kontaktu.
Myślę, że bardziej niż arabski w Dubaju może się przydać hindi,
albo urdu, ponieważ jest bardzo dużo kierowców taksówek, którzy mówią w hindi i w urdu.
Jest wiele osób, które pracują na przykład w dostawie
w usługach, którzy są albo z Indii albo z Pakistanu, z Bangladeszu czy z Filipin
No dobra. Co jeszcze mnie bardzo zaskoczyło.
W mieszkaniach jest kilka innych rzeczy niż w Europie. Jest kilka innych rzeczy niż w Polsce.
Może to będzie temat na cały odcinek.
Jedna z pierwszych rzeczy, na które zwróciłam uwagę to gniazdka
elektryczne. Tutaj są takie gniazdka elektryczne jak w Wielkiej Brytanii.
Mają takie trzy otwory.
I włącznik. Można gniazdko włączyć i wyłączyć.
Każde gniazdko tak wygląda, więc jeśli planujecie podróż do Dubaju
to weźcie ze sobą taki konwerter.
Takie coś, takie małe urządzenie, które zmienia wtyczkę.
Trzecią rzeczą, która jest dosyć nieprzyjemna jest...to ceny Internetu.
Kiedy mieszkaliśmy w Niemczech i płaciliśmy jakieś 10 Euro za miesiąc za doładowanie telefonu
myśleliśmy, że to dużo.
A tutaj za 10 Euro, za jakieś 40-45 złotych
czy 45 dirhamów, bo złotówka to tyle samo co dirham,
możesz kupić może 1 GB może maksymalnie 2 GB Internetu
a za Internet w mieszkaniu płacimy jakieś 400 dirhamów za prędkość 100 GB,
więc jest bardzo drogo. Poza tym jest problem, żeby używać różnych komunikatorów.
Skype na przykład nie funkcjonuje bez VPN.
Tak samo jest z Whatsappem to znaczy Whatsapp calls, czy
rozmowy na Messangerze na Facebooku. Też potrzebuję VPN, żeby dzwonić do znajomych czy rodziny.
Następna rzecz, która jest interesująca to: woda w kranie pochodzi z morza.
Jest mało krajów na świecie, które wykorzystują wodę z morza do picia
i ją odsalają.
Odsalają, czyli usuwają z niej sól.
A ponieważ Dubaj jest krajem (nie jest krajem, ale emiratem - my bad) pustynnym,
nie ma tutaj za dużo wody.
Jest jakaś oaza, ale to oczywiście nie wystarcza.
Ponad 90% wody w Dubaju pochodzi właśnie z morza.
To jest woda odsalana.
Chociaż w Internecie możemy przeczytać, że taka woda z kraju jest dobra do picia
to ja myślę, że ma dosyć intensywny smak.
Niestety, bo zawsze piłam wodę z kranu i myślę, że to jest bardziej ekologiczne.
I mam trochę dylemat: czy powinnam pić niesmaczną wodę z kranu
czy jednak pić wodę z butelki, które być może w Dubaju były transportowane w wysokich temperaturach. I to też nie jest zdrowe.
Następna rzecz.
Baseny i siłownie w hotelach. (Chciałam powiedzieć: w wieżowcach. To jest normalne, że w hotelach są baseny, prawda? ;))
Zawsze myślałam, że mieć basen w budynku czy siłownię to jest coś bardzo luksusowego.
Okazuje się, że wcale nie, bo to że mój mąż pracuje w Dubaju wcale nie znaczy, że nagle jesteśmy bardzo bogaci.
A jednak jak szukaliśmy mieszkania to właściwie wszystkie budynki
wszystkie wieżowce na naszym osiedlu i na osiedlach dookoła
mają basen i mają siłownię.
Czasem to jest jakaś mała siłownia, gdzie są dwie trzy maszyny
albo taka fajna siłownia, gdzie jest już cały profesjonalny sprzęt.
Więc to jest świetne. Czuję się bardzo komfortowo
z myślą, że mam basen i mogę pójść popływać, ale
oczywiście mieszkam tu już półtora miesiąca i byłam
na basenie dwa razy.
Tak to jest!
Następny punkt - dostawy. Wszystko można zamówić.
Nie trzeba wcale wychodzić z domu.
To jest logiczne, bo kiedy tutaj jest tak bardzo gorąco
(przynajmniej w lecie) przez jakieś 4 miesiące w roku
jest nieznośnie gorąco.
Dzisiaj...są obecnie 43 stopnie Celsjusza.
Mega upał. Mega słońce.
Ciężko w ogóle przejść [przez - niepotrzebne słowo] pięć minut
więc - iść na zakupy? Nie chce się.
Można wszystko zamówić przez aplikację.
Ja mam aplikację, która nazywa się Talabat.
I tam jak gotuję mogę sobie zamówić kilka produktów.
I znowu - to nie jest jakiś straszny luksus,
bo za dostawę, którą dostanę w ciągu 30-45 minut,
muszę zapłacić 3.5 dirhama - 3.5 złotego.
Kiedy kupuję więcej produktów to już ma sens.
Szczególnie, że jedzenie i produkty higieniczne są droższe. Droższe niż w Polsce.
Nie jakoś dużo droższe, ale jednak jedzenie jest w większości importowane.
Owoce, warzywa - to wszystko importują, więc logiczne, że ceny są wyższe.
Jak już mówiłam o pogodzie - jest mega gorąco,
chociaż ja lubię ciepło, więc czasem i tak idę do supermarketu
z moimi torbami płóciennymi, bo dostawcy przywożą wszystko w plastiku.
Ale co mnie zaskoczyło, naprawdę mnie zaskoczyło,
to wilgotność powietrza.
Kiedy idę rano na spacer z psem
jest tak wilgotno, że po 10 minutach
cała koszulka jest mokra.
Co chwilę muszę wycierać pot z czoła.
Mam mokre włosy.
No i oczywiście po powrocie ze spaceru natychmiast muszę wziąć prysznic.
Jest to niesamowite.
I wydawałoby się, że Dubaj jest krajem pustynnym.
Wszyscy mówią - a pustynia, wielbłądy, nie ma wody...
Tak. Ale jest to też kraj nad morzem.
Kiedy mamy takie wysokie temperatury to ta woda paruje, idzie do góry
i szczególnie rano ma się wrażenie, że się spaceruje w saunie.
Jak wspomniałam spaceruję z psem, bo od niedawna jesteśmy rodziną zastępcza dla psa.
Ale posiadanie psa w Dubaju nie jest takie proste!
Jest legenda (jaka legenda...co ja wygaduję). Nie wiem na ile to jest stereotyp, a na ile prawda,
że muzułmanie, Arabowie może bardziej generalnie,
nie lubią psów.
Jeśli jesteście muzułmanami albo Arabami, napiszcie mi w komentarzu
co myślicie o psach.
Z mojego doświadczenia wiem, że to nie do końca jest prawda,
bo rodzina mojego męża, Egipcjanie, lubią psy.
Nigdy nie mieli, ale lubią.
Mój mąż też.
Ale z tego powodu prawdopodobnie [w Dubaju] nie ma zbyt wielu psów.
I nie można chodzić z psem do wielu miejsc.
W wielu publicznych miejscach jest zakaz przebywania z psem.
Poza tym pies musi być cały czas na smyczy.
Nigdy nie może biegać sam.
No i jest niewiele parków. Oczywiście
jest gorąco, nie ma wody, więc nie ma tak dużo zieleni,
ale nawet kiedy już jakiś skwer, jakiś park jest
no to często widać tabliczki:
"Zakaz wprowadzania psów"
Niestety.
Chociaż na moim osiedlu jest taki mały park,
gdzie z psem można pobiegać
i są też śmietniki na psie kupy. Na szczęście!
No i jeszcze jedna ciekawostka. Jedna rzecz, która mnie zaskoczyła
to to, że chociaż obcokrajowcy mogą kupić mieszkanie w Dubaju,
to to mieszkanie nie do końca będzie ich.
Co mam na myśli?
Mam na myśli to, że po 99 latach
to mieszkanie wróci do państwa.
Będzie znowu należało do państwa. A więc
możesz kupić. Twoje dzieci będą miały to mieszkanie. Może wnuki, ale potem,
niestety przepada. Traci się.
No w tym odcinku to wszystko o ciekawostkach z życia w Dubaju.
Jeśli podoba ci się taka forma nauki, chcesz więcej takich vlogów
napisz mi w komentarzu. Zapraszam cię też serdecznie na moją stronę internetową:
gdzie jest dużo ćwiczeń do nauki języka polskiego.
Zapraszam cię też na mojego Instagrama @polski_daily,
gdzie codziennie dodaję jakieś ciekawostki, nagrania, słownictwo
i tak dalej. No i ostatnia rzecz
Posłuchaj mojego podkastu! Znajdziesz go na Spotify, Apple Podcast
i na wszystkich platformach z podkastami!
To wszystko na dzisiaj! Dzięki za uwagę i do zobaczenia!