×

Utilizziamo i cookies per contribuire a migliorare LingQ. Visitando il sito, acconsenti alla nostra politica dei cookie.


image

7 metrów pod ziemią, Dlaczego ŻONA ALKOHOLIKA kupuje mu ALKOHOL? – 7 metrów pod ziemią

Dlaczego ŻONA ALKOHOLIKA kupuje mu ALKOHOL? – 7 metrów pod ziemią

Dziecko niepełnosprawne, mąż alkoholik,

drugie malutkie...

Moment takiego największego płaczu jak musiałam niestety ja pójść narąbać drewno,

żeby było ciepło w domu po prostu.

Jak ja wtedy...

z tą siekierą w ręku rąbałam to drewno, jak ja wtedy krzyczałam, że chcę do domu, chcę do mamy.

Jak on przychodził pijany i wstawał rano,

wszystko było posprzątane, wyprane, dzieci w przedszkolu.

No to jak on miał wiedzieć, że jest coś nie tak?

Potrafiłam sama siąść z mężem i też pić, żeby on miał mniej,

żeby on się może mniej upił.

Żaden wstyd, każdy popełnia błędy.

U nas się trafił alkoholizm, w innych rodzinach jest co innego.

Ważne, że się podnieśliśmy.

Angelika, mając 20 lat wyszłaś za mąż,

ale niestety początki tego małżeństwa nie były łatwe.

Dlaczego?

Okazało się, że...

mój mąż jest alkoholikiem.

Na początku tak tego do siebie nie dopuszczałam

i na początku myśmy nie mieli takiego...

przekonania do tego

ze względu na to, że to nie było określone przez żadnego terapeutę i specjalistę.

Więc...

to było na zasadzie takiej, że...

codzienne życie było takie...

na wariackich papierach, takie stresujące.

I...

Jak ono wyglądało? W jaki sposób alkohol zmienił wasz dom, wasze życie?

Wszystko się zaczęło wokół tego alkoholu kręcić.

Jak się spotykaliśmy na samym początku, jeszcze przed ślubem,

mój mąż dużo mi opowiadał o gwiazdach,

bo się bardzo interesuje fizyką,

więc mnie tym zaciekawił, ujął mnie tym.

Można powiedzieć, że na to mnie poderwał.

A w pewnym momencie już przestaliśmy rozmawiać o gwiazdach.

Już nie było tak...

tak kolorowo, tylko...

wszystko zaczynało być alkoholowe.

Wyjścia na spacer - musiało być piwko.

Siedzenie w domu to wiadomo, że też się nie siedziało

tak zdarma racji, po prostu,

tylko też był alkohol. Wszystko było zabarwione alkoholem.

Nie było nigdy nic wiadomo.

Ja nie wiedziałam, w jakim stanie mój mąż przyjdzie.

Czy będziemy się kłócić,

czy nie będziemy się kłócić, czy...

będzie tak bardzo wstawiony, że...

po prostu uśnie i będzie spokój,

czy będzie spokój właśnie z tego względu, że nie przyjdzie pijany.

Płakałaś?

Często.

Często, pamiętam moment...

gdzie mieszkaliśmy w domku, była zima.

I...

Moment takiego największego płaczu jak musiałam niestety ja pójść narąbać drewno,

żeby było ciepło w domu po prostu.

Jak ja wtedy...

z tą siekierą w ręku rąbałam to drewno, jak ja wtedy krzyczałam, że chcę do domu, chcę do mamy,

chcę mieć 10 lat. Ja nie chcę tak.

Ja chciałabym, żeby moje dzieci miały tak jak ja miałam jak byłam mała.

No, to był... to był...

Ten moment chyba mi długo zostanie przed oczami.

Jak dochodziłaś do tego,

że to nie jest zwykle piwo,

ale poważny problem alkoholowy?

Ja nie miałam z tym nigdy wcześniej styczności.

Moi rodzice zadbali o to, żebym ja nie miała właśnie...

doświadczenia takiego z dzieciństwa,

więc ja na dobrą sprawę bardzo długo do tego dochodziłam.

Nawet jak mąż dostał już diagnozę od specjalisty,

ja myślałam, że to jest seryjnie,

że kto tam nie pójdzie, to...

jak pieczątka na poczcie, że dostaje.

Po prostu...

Diagnoza „alkoholik” i koniec.

Długo tak do tego podchodziłam.

A takie mocne tąpnięcie to przyszło wtedy...

po jednej z rozmów ze znajomą.

Mi się wydawało w ogóle, że wszyscy mojego męża lubią,

że wszyscy moi znajomi, bo on jest taki fajny, rozgadany,

gdzie nie pójdzie tam potrafi coś powiedzieć.

A tu usłyszałam krytykę i to mocną wtedy.

Mocną.

I...

to był taki moment, że potem...

potem ja się zamknęłam w domu.

Nie odzywałam się do znajomych w ogóle, bo...

bo właśnie wtedy do mnie to tak dotarło.

I nie było wygodnie to wiedzieć.

Pamiętasz słowa tamtej znajomej?

Co ona powiedziała?

No, że...

Dziewczyna 23-letnia, bo wtedy miałam 23 lata, nie wygląda tak jak ja.

Że ja powinnam chodzić uśmiechnięta.

I...

że nie powinno to tak wyglądać jak ja wyglądam.

Że ja nie powinnam tak wyglądać jak wyglądam.

Jak wyglądałaś?

Wtedy...

Wtedy myślałam, że wszystko jest w porządku.

Bo ja potrafiłam się fajnie ubrać, pomalować i myślałam, że już to na tym polega.

Ale wiadomo, że...

nie raz jak po mieście się szło, to...

Nie raz po mieście jak szłam, to płakałam. Mógł mnie ktoś zobaczyć.

Teraz wiem, że nie wyglądałam dobrze,

że to nie była kwestia makijażu czy tego,

że dziś mam dobry humor, tylko ogólny natłok

tych problemów właśnie sprawił wtedy, że...

że wyglądałam tak, jak mi wtedy znajoma określiła.

W jaki sposób ty wtedy próbowałaś pomagać swojemu mężowi?

Co robiłaś? Jak się zachowywałaś? Jak funkcjonowałaś w domu?

Pomoc...

Trudno było to nazwać pomocą, bo to w zasadzie...

mało co dawało, ale miałam takie sposoby swoje, że...

sama kupowałam alkohol do domu,

żebym wiedziała, że kupię dwa piwa

i będą wypite dwa piwa na przykład.

Najgorsze, co robiłam i za co chyba do tej pory mi trochę wstyd, to jest to, że...

potrafiłam sama siąść z mężem

i też pić, żeby on miał mniej,

żeby on się może mniej upił.

Czyli żebyś wypiła część alkoholu za niego.

Ja zawsze byłam panikarą.

Ja nigdy nie piłam dużo alkoholu, ja wolałam

tak naprawdę słodycze niż alkohol, tak nawiasem.

Ale...

Ale no...

No siadałam i miałam ten pomysł w ogóle,

żeby siąść i pić z mężem.

Życie w aktywnym alkoholizmie jest takie.

Że wszystko jest niezaplanowane, niepoukładane.

Najważniejsze jest tylko to, że był ten alkohol.

Nic innego nie jest ważne. Nieważne było to, żeby...

były stałe dochody.

I dlatego właśnie nie mieliśmy stałego miejsca zamieszkania.

Często nas nie było stać na odstępne, żeby zapłacić,

więc wiadomo, że nikt nie będzie dłużnika trzymał.

A swojego mieszkania nie mieliśmy jeszcze wtedy.

Tłumaczyłaś to jakoś sobie?

Sobie nie, bo wiedziałam jak jest.

Bardziej musiałam tłumaczyć bliskim.

Co im mówiłaś?

Że nie dogadujemy się z właścicielem albo że właścicielka...

skróciła nam umowę, bo syn wziął ślub na przykład.

Albo ktoś tam się dowiedział,

że zna mojego męża i..

nie chce mieć kogoś takiego u siebie na lokalu.

No przeróżne miałam wytłumaczenia, nawet nie potrafię ich spamiętać w tej chwili.

Oszukiwałam. Dużo oszukiwałam, dużo kłamałam.

Z czego to wynikało? Czy z tego, że się bałaś?

Czy z tego, że się wstydziłaś?

Nie chciałaś litości?

Wiesz co...

Może...

Może wszystko naraz.

Na pewno...

Litość w pewnym momencie mi się spodobała, bo to jest takie...

Jak słyszysz co chwilę,

że robisz nie tak, gotujesz nie tak, sprzątasz nie tak,

a wiadomo, że alkoholikowi w pewnym momencie nie pasuje nic

i musi mieć powód do napicia się,

więc jeżeli ktoś mi mówił, że wcale tak nie jest,

„jesteś super, trójka dzieci, jeszcze Tomek z takim problemem,

no to...

no to ty jesteś fajna, ty jesteś w porządku”.

Więc w pewnym momencie ta litość mi się podobała,

a potem już, jak było tego za dużo, to już nie.

Nie chciałam może przyznać tego

moim rodzicom zwłaszcza, że...

to nie był dobry materiał na męża.

bo słyszałam to od początku.

Przed ślubem?

Przed ślubem, w ogóle jak się spotykaliśmy.

Mój mąż jest 12 lat starszy i może ta różnica wieku też spowodowała to,

że jakoś tak rodzice nie patrzyli przychylnie.

Bałaś się, że powiedzą...?

„A nie mówiłam”, „mieliśmy rację”,

„nic nie wiedziałaś na ten moment, tylko byłaś zakochana,

patrzyłaś tylko miłością”. Tego się wstydziłam.

Ja też nie chciałam się kłócić z mężem.

Bałam się jego nerwów.

Więc tak.

Więc wtedy to było takie wszystko skompresowane. Odczucia.

Namawiałaś go na terapię?

Ja uważam, że tak, chociaż wiem,

że powinnam dużo bardziej być stanowcza.

Dużo mocniej go namawiać niż to robiłam.

Jak to wyglądało, a jak powinno wyglądać?

Wyglądało to tak, że...

mówiłam: „skarbie, kochanie, może byś poszedł”,

„niech nam dadzą już spokój”.

Może nawet do czegoś takiego dochodziło.

A powinno być...

stanowczo, że „idziesz albo koniec,

„albo z nami koniec”.

Tylko że wtedy...

jak się w tym jest w środku,

to...

to się nie ma takiej odwagi.

Niełatwo postawić sprawę na ostrzu noża?

Niełatwo, bo jeszcze dochodzi to, że...

tak naprawdę ty nie wiesz jak alkoholik zareaguje,

bo raz... Ja to też miałam.

Raz mogliśmy z mężem spokojnie przegadać różne tematy, jeden temat dany,

i nie było żadnych nerwów, awantur.

Nie raz był śmiech, a nie raz były właśnie awantury,

więc to dochodzi też, że ty...

ty tak naprawdę nie wiesz, czy...

czy partner wtedy podejdzie do ciebie ze zrozumieniem, ze spokojem,

z humorem czy z nerwami.

Jakie błędy jeszcze popełniałaś z dzisiejszej perspektywy jak patrzysz na tamten czas?

Najgorsze to chyba było...

było to, że pozwoliłam...

Jak ktoś mówił z zewnątrz mężowi: „chłopie, ogarnij się, masz dwójkę dzieci,

żonę, ogarnij się”, odpowiadałam „nie słuchaj, przesadza”.

„To ja jestem z tobą 24 godziny na dobę, ja wiem lepiej”.

Czy urzędniczki przychodziły...

z kontrolą, no to...

„a wiadomo, urzędasy, czepiają się, nie zwracaj uwagi”.

„Wszystko w porządku, ja tu decyduję,

bo ja jestem z tobą i mi to tak bardzo nie przeszkadza”.

Czyli zamiast wykorzystać to jako argument,

usprawiedliwiałaś to.

Tak, chociaż tak naprawdę nie czułam tego.

Ja wtedy robiłam wszystko,

żeby on się nie zdenerwował.

Więc ja chciałam być ta dobra.

Więc jak go wkurzył ktoś, czy moja mama,

czy urzędniczki...

czy może jego mama, bo też bardzo nam pomogła

i też zwracała uwagę na to, żeby trzeźwiał,

to ja też nie raz mówiłam, że one...

„To ja z tobą jestem, twoja mama była wcześniej,

ona już cię nie zna, teraz ja cię znam,

teraz ja wiem, jak ty się zachowujesz”.

To twoje zachowanie wynikało z tego, że byłaś osobą współuzależnioną.

Tak.

Kiedy to do ciebie dotarło?

Że problem jest męża,

ale ty poniekąd także masz problem,

jesteś współuzależniona.

Wtedy jak od tej znajomej usłyszałam, że tak wyglądam,

na zmęczoną, na smutną, płaczącą.

Tak, chyba to było wtedy.

Jakie były momenty przełomowe?

Kiedy twój mąż zdecydował się, że idzie na terapię?

Było kilka takich wyraźnych sytuacji,

po których były dłuższe chwile trzeźwości.

Na przykład jak dostaliśmy mieszkanie to była taka...

takie coś dobrego.

To nie było już takie jak zazwyczaj są złe jakieś przypadki.

Tylko to było to.

Wydarzyło się coś pozytywnego w waszym życiu.

Tak, wydarzyło się coś pozytywnego.

Że może warto to oddać.

Pokazać, że jesteśmy warci takiej aż pomocy.

No bo dostać mieszkanie to jest wielka pomoc.

I wtedy był moment trzeźwości. Przez jaki czas?

Ja wiem, że to dla trzeźwej osoby może jest nic,

ale dla mnie to było długo. To były trzy miesiące.

Następny taki moment...

to było...

to była diagnoza naszego najstarszego syna.

Dowiedzieliśmy się, że ma autyzm.

Wtedy oboje myśleliśmy, że to jest już...

koniec. W takim sensie koniec, że...

nie wiadomo, co my mamy robić,

bo nie znaliśmy autyzmu, nie wiedzieliśmy, na czym to polega,

jak będzie nasze życie wyglądało.

Ale wiedząc, że...

dziecko niepełnosprawne, mąż alkoholik,

drugie malutkie...

To był ciężki okres, ale właśnie dobrze,

że wtedy znowu była ta chwila trzeźwości.

Nie pamiętam, ile dokładnie to trwało,

ale znowu była dłuższa chwila trzeźwości u męża.

Ale też na chwilę?

Też na chwilę.

Co musiało się takiego wydarzyć,

że mąż w końcu poszedł na terapię?

Musiało się chyba tego dużo naskładać.

Bo...

W momencie jak dostaliśmy opiekę kuratora...

Nad dziećmi?

Nad dziećmi.

No to wtedy...

to była chwila.

To była chwila, ja nie wiem...

To było kilka tygodni zaledwie

i mąż już był na terapii.

Ale to nie było tylko to.

Bo tak jak mówię: to musiało się skompresować.

Musiało być tego więcej i...

tak naprawdę są różne te dna.

Widziałam jak mój mąż płacze.

I to mi tak do jego wizerunku nie pasowało.

Ale...

Wiem, że...

Przez to, co widziałam, wiem, że on ma taką ludzką też twarz.

Że nie jest tylko taki gruboskórny, mocny, wielki

i w ogóle, tylko że...

że terapia uruchomiła właśnie te...

To, co miał mąż uśpione,

czyli właśnie uczucia.

Terapia okazała się skuteczna?

Tak, jest skuteczna.

Do dzisiaj mąż ani razu nie zapił.

A minęło ile czasu?

Trzy lata.

Trzy lata w trzeźwości?

Tak.

To dużo i niedużo.

Dla mnie teraz, jak żyjemy tak fajnie, tak normalnie,

jak zaczęliśmy znowu rozmawiać o gwiazdach,

znowu mąż zaczął się interesować polityką,

zaczął być takim moim Tomkiem jak był właśnie wtedy, jak się poznawaliśmy,

to tak jak się właśnie żyje w ten sposób,

to tak mi się wydaje,

że te trzy lata... Że tylko te trzy lata były.

Że nie było tych czterech lat strasznych, tych złych.

I łapie się na tym, że...

nie powinnam tak podchodzić, ale...

Byłoby to dla mnie dosłownie końcem świata, jakby on się napił.

Wiesz, że to się może zdarzyć?

Wiem, że to się może zdarzyć. Odpycham tę myśl,

chociaż nie powinnam tak naprawdę.

Ale...

Jest dobrze po prostu.

Moje dzieci...

są zadowolone, bawią się z mężem.

Mąż je zabiera na przejażdżki rowerowe bardzo często. Uwielbiają rowery z tatą.

Kurcze, teraz jest właśnie tak dobrze,

że ja nie chcę nawet sobie myśleć, że będzie to, co było kiedyś.

Wyobrażam sobie, że musieliście jakoś przeorganizować swoje obecne życie.

Że obecny dom jest bez alkoholu.

Tak.

W jaki sposób je zmieniliście?

Jak walczycie o to, by ta trzeźwość

została utrzymana już do końca?

Zaraz po terapii

to nawet nie chodziliśmy w stare miejsca na spacery,

bo wiadomo, że się uruchamiały te obrazy

I mi - jak mąż pił, i jemu - smak alkoholu i w ogóle.

Żeby się to wszystko nie uruchamiało,

to zmieniliśmy miejsca spacerów.

Postanowiliśmy sobie właśnie, tak jak mówisz,

że nie będzie u nas w domu kropli alkoholu,

nie przyjmujemy prezentów z alkoholem,

sami nie dajemy alkoholu komuś.

To nie było takie ciężkie zmienić to.

Ja to robiłam z przyjemnością, bo ja już miałam taki przesyt alkoholu.

Z przyjemnością się na to zgodziłam.

Na zmianę miejsc...

Też miałam tego wszystkiego dość.

Mężowi udało się już w dużym stopniu odbudować zaufanie?

Niektóre sprawy z przeszłości jeszcze się ciągną.

Ale...

To jest na takiej zasadzie, że...

Że wiemy, że damy sobie radę.

Wiadomo, że to jest trzy lata.

To na rozwiązanie, na odbudowanie zaufania u niektórych ludzi, to jest krótko.

Jeszcze jak się nie widujemy dzień w dzień z tymi osobami,

to oni nie widzą, że my już żyjemy fajnie

i że wszystko jest w porządku,

więc tutaj będzie trochę trzeba dłużej czasu poświecić na samo w sobie zaufanie.

A takie sprawy jak zadłużenia finansowe,

no to powoli sobie wszystko ogarniamy.

I naprawdę... naprawdę się da.

Dzisiaj, przyjeżdżając tutaj nagrywać odcinek,

ja się nie bałam mężowi zostawić dzieci.

Mimo tego, że...

nasza córeczka ma trzy miesiące i wymaga mojej obecności w zasadzie cały czas,

to ja się nie bałam. Ja wiem, że on sobie poradzi.

I ja już mu ufam po prostu.

A pozostałe dzieciaki? W jakim są wieku?

Czy one...

pamiętają, co było?

Nie.

Na szczęście. To jest nasze duże szczęście, że oni tego nie pamiętają.

Najstarszy synek Jasio ma siedem lat.

I młodszy - sześć.

Więc ten ich okres niemowlęctwa był taki... no paskudny.

Bądźmy szczerzy.

I dobrze, że to był właśnie ten moment, że...

że tego nie pamiętają po prostu.

Bo ja nie wiem co ja bym odpowiadała dzieciom,

jakby mnie się pytały, dlaczego tato na przykład śpi,

dlaczego tato mnie nie słyszy jak go budzę.

O matko, nie wiem. Nie wiem, co ja bym powiedziała.

Dobrze, że to jest tak, jak jest.

Angelika, dlaczego zdecydowałaś się o tym opowiedzieć?

To nie są łatwe sprawy.

Wstydliwe.

Tak, na ogół panuje takie właśnie podejście, że to wstyd.

Żaden wstyd, każdy popełnia błędy.

U nas się trafił alkoholizm, w innych rodzinach jest co innego.

Ważne, że się podnieśliśmy.

My jeszcze robimy po drodze masę błędów.

To jest norma, bo to jest życie.

Ale podnieśliśmy się z tego,

a trzymanie swoich przeżyć tylko dla siebie

jest tak naprawdę bezsensowne,

bo skoro ja z tego korzystam, to ktoś inny też może skorzystać.

I w ogóle też...

Do dziś nie mogę nabrać dystansu do tego podejścia

do słowa „alkoholik”.

Jak się mówi, że „alkoholik”, to od razu się myśli o pijaczku spod budki jakiejś,

który tam zbiera grosze i może czasami jest niedomyty.

Od razu staje przed oczami taki obraz człowieka.

A przecież są właśnie alkoholicy nieaktywni, trzeźwiejący,

którzy naprawdę po kilkanaście lat nie piją.

I takie podejście jest krzywdzące dla takich ludzi, którzy potrafili...

potrafią z tego wychodzić, bo to jest niestety choroba śmiertelna i nigdy nie przestaje się być alkoholikiem.

Więc...

I może przydarzyć się każdemu z nas.

Każdemu.

Jakiej najważniejszej rzeczy nauczyła cię terapia? Twoja.

Moja, że...

Miłość musi być mądra.

Zakochanie zakochaniem - to wiadomo, na początku się nie widzi wad.

A potem, jak się przechodzi w tę fazę miłości, to musi być mądra miłość.

Twoja taka nie była?

Nie.

Nie, ja mężowi podkładałam poduszki,

tak mówiąc metaforycznie.

On nie mógł się porozbijać.

Więc jak on przychodził pijany i wstawał rano,

wszystko było posprzątane, wyprane, dzieci w przedszkolu.

No to jak on miał wiedzieć, że jest coś nie tak?

Jak było wszystko OK, wszystko było ogarnięte.

A właśnie dać mu się porozbijać.

Dać mu się przewrócić.

Żeby on odczuł, że to nie jest takie normalne i powszednie.

Ty właśnie poprzez te poduszki próbowałaś mu pomóc.

Tak. Próbowałam, bo...

Ale to nie było skuteczne?

Nie, nie było.

Może tam na kilka godzin, ale i tak potem...

było, co było.

To nie przynosi efektów, takie podkładanie poduszek.

Angelika, bardzo dziękuję ci za te słowa, dziękuję za spotkanie. Dużo siły życzę.

Trzymam za was kciuki.

Dziękuję.


Dlaczego ŻONA ALKOHOLIKA kupuje mu ALKOHOL? – 7 metrów pod ziemią Warum kauft die EHEFRAU eines ALKOHOLIKERS ihm ALKOHOL? - 7 Meter unter der Erde Why does the WIFE of an ALCOHOLIC buy him ALCOHOL? - 7 meters underground

Dziecko niepełnosprawne, mąż alkoholik,

drugie malutkie...

Moment takiego największego płaczu jak musiałam niestety ja pójść narąbać drewno,

żeby było ciepło w domu po prostu.

Jak ja wtedy...

z tą siekierą w ręku rąbałam to drewno, jak ja wtedy krzyczałam, że chcę do domu, chcę do mamy.

Jak on przychodził pijany i wstawał rano,

wszystko było posprzątane, wyprane, dzieci w przedszkolu.

No to jak on miał wiedzieć, że jest coś nie tak?

Potrafiłam sama siąść z mężem i też pić, żeby on miał mniej,

żeby on się może mniej upił.

Żaden wstyd, każdy popełnia błędy.

U nas się trafił alkoholizm, w innych rodzinach jest co innego.

Ważne, że się podnieśliśmy.

Angelika, mając 20 lat wyszłaś za mąż,

ale niestety początki tego małżeństwa nie były łatwe.

Dlaczego?

Okazało się, że...

mój mąż jest alkoholikiem.

Na początku tak tego do siebie nie dopuszczałam

i na początku myśmy nie mieli takiego...

przekonania do tego

ze względu na to, że to nie było określone przez żadnego terapeutę i specjalistę.

Więc...

to było na zasadzie takiej, że...

codzienne życie było takie...

na wariackich papierach, takie stresujące.

I...

Jak ono wyglądało? W jaki sposób alkohol zmienił wasz dom, wasze życie?

Wszystko się zaczęło wokół tego alkoholu kręcić.

Jak się spotykaliśmy na samym początku, jeszcze przed ślubem,

mój mąż dużo mi opowiadał o gwiazdach,

bo się bardzo interesuje fizyką,

więc mnie tym zaciekawił, ujął mnie tym.

Można powiedzieć, że na to mnie poderwał.

A w pewnym momencie już przestaliśmy rozmawiać o gwiazdach.

Już nie było tak...

tak kolorowo, tylko...

wszystko zaczynało być alkoholowe.

Wyjścia na spacer - musiało być piwko.

Siedzenie w domu to wiadomo, że też się nie siedziało

tak zdarma racji, po prostu,

tylko też był alkohol. Wszystko było zabarwione alkoholem.

Nie było nigdy nic wiadomo.

Ja nie wiedziałam, w jakim stanie mój mąż przyjdzie.

Czy będziemy się kłócić,

czy nie będziemy się kłócić, czy...

będzie tak bardzo wstawiony, że...

po prostu uśnie i będzie spokój,

czy będzie spokój właśnie z tego względu, że nie przyjdzie pijany.

Płakałaś?

Często.

Często, pamiętam moment...

gdzie mieszkaliśmy w domku, była zima.

I...

Moment takiego największego płaczu jak musiałam niestety ja pójść narąbać drewno,

żeby było ciepło w domu po prostu.

Jak ja wtedy...

z tą siekierą w ręku rąbałam to drewno, jak ja wtedy krzyczałam, że chcę do domu, chcę do mamy,

chcę mieć 10 lat. Ja nie chcę tak.

Ja chciałabym, żeby moje dzieci miały tak jak ja miałam jak byłam mała. Я, наприклад, хотів би, щоб у моїх дітей було так само, як у мене в молодості.

No, to był... to był...

Ten moment chyba mi długo zostanie przed oczami.

Jak dochodziłaś do tego,

że to nie jest zwykle piwo,

ale poważny problem alkoholowy?

Ja nie miałam z tym nigdy wcześniej styczności.

Moi rodzice zadbali o to, żebym ja nie miała właśnie...

doświadczenia takiego z dzieciństwa,

więc ja na dobrą sprawę bardzo długo do tego dochodziłam.

Nawet jak mąż dostał już diagnozę od specjalisty,

ja myślałam, że to jest seryjnie,

że kto tam nie pójdzie, to...

jak pieczątka na poczcie, że dostaje.

Po prostu...

Diagnoza „alkoholik” i koniec.

Długo tak do tego podchodziłam.

A takie mocne tąpnięcie to przyszło wtedy...

po jednej z rozmów ze znajomą.

Mi się wydawało w ogóle, że wszyscy mojego męża lubią,

że wszyscy moi znajomi, bo on jest taki fajny, rozgadany,

gdzie nie pójdzie tam potrafi coś powiedzieć.

A tu usłyszałam krytykę i to mocną wtedy.

Mocną.

I...

to był taki moment, że potem...

potem ja się zamknęłam w domu.

Nie odzywałam się do znajomych w ogóle, bo...

bo właśnie wtedy do mnie to tak dotarło.

I nie było wygodnie to wiedzieć.

Pamiętasz słowa tamtej znajomej?

Co ona powiedziała?

No, że...

Dziewczyna 23-letnia, bo wtedy miałam 23 lata, nie wygląda tak jak ja.

Że ja powinnam chodzić uśmiechnięta.

I...

że nie powinno to tak wyglądać jak ja wyglądam.

Że ja nie powinnam tak wyglądać jak wyglądam.

Jak wyglądałaś?

Wtedy...

Wtedy myślałam, że wszystko jest w porządku.

Bo ja potrafiłam się fajnie ubrać, pomalować i myślałam, że już to na tym polega.

Ale wiadomo, że...

nie raz jak po mieście się szło, to...

Nie raz po mieście jak szłam, to płakałam. Mógł mnie ktoś zobaczyć.

Teraz wiem, że nie wyglądałam dobrze,

że to nie była kwestia makijażu czy tego,

że dziś mam dobry humor, tylko ogólny natłok

tych problemów właśnie sprawił wtedy, że...

że wyglądałam tak, jak mi wtedy znajoma określiła.

W jaki sposób ty wtedy próbowałaś pomagać swojemu mężowi?

Co robiłaś? Jak się zachowywałaś? Jak funkcjonowałaś w domu?

Pomoc...

Trudno było to nazwać pomocą, bo to w zasadzie...

mało co dawało, ale miałam takie sposoby swoje, że...

sama kupowałam alkohol do domu,

żebym wiedziała, że kupię dwa piwa

i będą wypite dwa piwa na przykład.

Najgorsze, co robiłam i za co chyba do tej pory mi trochę wstyd, to jest to, że...

potrafiłam sama siąść z mężem

i też pić, żeby on miał mniej,

żeby on się może mniej upił.

Czyli żebyś wypiła część alkoholu za niego.

Ja zawsze byłam panikarą.

Ja nigdy nie piłam dużo alkoholu, ja wolałam

tak naprawdę słodycze niż alkohol, tak nawiasem.

Ale...

Ale no...

No siadałam i miałam ten pomysł w ogóle,

żeby siąść i pić z mężem.

Życie w aktywnym alkoholizmie jest takie.

Że wszystko jest niezaplanowane, niepoukładane.

Najważniejsze jest tylko to, że był ten alkohol.

Nic innego nie jest ważne. Nieważne było to, żeby...

były stałe dochody.

I dlatego właśnie nie mieliśmy stałego miejsca zamieszkania.

Często nas nie było stać na odstępne, żeby zapłacić,

więc wiadomo, że nikt nie będzie dłużnika trzymał.

A swojego mieszkania nie mieliśmy jeszcze wtedy.

Tłumaczyłaś to jakoś sobie?

Sobie nie, bo wiedziałam jak jest.

Bardziej musiałam tłumaczyć bliskim.

Co im mówiłaś?

Że nie dogadujemy się z właścicielem albo że właścicielka...

skróciła nam umowę, bo syn wziął ślub na przykład.

Albo ktoś tam się dowiedział,

że zna mojego męża i..

nie chce mieć kogoś takiego u siebie na lokalu.

No przeróżne miałam wytłumaczenia, nawet nie potrafię ich spamiętać w tej chwili.

Oszukiwałam. Dużo oszukiwałam, dużo kłamałam.

Z czego to wynikało? Czy z tego, że się bałaś?

Czy z tego, że się wstydziłaś?

Nie chciałaś litości?

Wiesz co...

Może...

Może wszystko naraz.

Na pewno...

Litość w pewnym momencie mi się spodobała, bo to jest takie...

Jak słyszysz co chwilę,

że robisz nie tak, gotujesz nie tak, sprzątasz nie tak,

a wiadomo, że alkoholikowi w pewnym momencie nie pasuje nic

i musi mieć powód do napicia się,

więc jeżeli ktoś mi mówił, że wcale tak nie jest,

„jesteś super, trójka dzieci, jeszcze Tomek z takim problemem,

no to...

no to ty jesteś fajna, ty jesteś w porządku”.

Więc w pewnym momencie ta litość mi się podobała,

a potem już, jak było tego za dużo, to już nie.

Nie chciałam może przyznać tego

moim rodzicom zwłaszcza, że...

to nie był dobry materiał na męża.

bo słyszałam to od początku.

Przed ślubem?

Przed ślubem, w ogóle jak się spotykaliśmy.

Mój mąż jest 12 lat starszy i może ta różnica wieku też spowodowała to,

że jakoś tak rodzice nie patrzyli przychylnie.

Bałaś się, że powiedzą...?

„A nie mówiłam”, „mieliśmy rację”,

„nic nie wiedziałaś na ten moment, tylko byłaś zakochana,

patrzyłaś tylko miłością”. Tego się wstydziłam.

Ja też nie chciałam się kłócić z mężem.

Bałam się jego nerwów.

Więc tak.

Więc wtedy to było takie wszystko skompresowane. Odczucia.

Namawiałaś go na terapię?

Ja uważam, że tak, chociaż wiem,

że powinnam dużo bardziej być stanowcza.

Dużo mocniej go namawiać niż to robiłam.

Jak to wyglądało, a jak powinno wyglądać?

Wyglądało to tak, że...

mówiłam: „skarbie, kochanie, może byś poszedł”,

„niech nam dadzą już spokój”.

Może nawet do czegoś takiego dochodziło.

A powinno być...

stanowczo, że „idziesz albo koniec,

„albo z nami koniec”.

Tylko że wtedy...

jak się w tym jest w środku,

to...

to się nie ma takiej odwagi.

Niełatwo postawić sprawę na ostrzu noża?

Niełatwo, bo jeszcze dochodzi to, że...

tak naprawdę ty nie wiesz jak alkoholik zareaguje,

bo raz... Ja to też miałam.

Raz mogliśmy z mężem spokojnie przegadać różne tematy, jeden temat dany,

i nie było żadnych nerwów, awantur.

Nie raz był śmiech, a nie raz były właśnie awantury,

więc to dochodzi też, że ty...

ty tak naprawdę nie wiesz, czy...

czy partner wtedy podejdzie do ciebie ze zrozumieniem, ze spokojem,

z humorem czy z nerwami.

Jakie błędy jeszcze popełniałaś z dzisiejszej perspektywy jak patrzysz na tamten czas?

Najgorsze to chyba było...

było to, że pozwoliłam...

Jak ktoś mówił z zewnątrz mężowi: „chłopie, ogarnij się, masz dwójkę dzieci,

żonę, ogarnij się”, odpowiadałam „nie słuchaj, przesadza”.

„To ja jestem z tobą 24 godziny na dobę, ja wiem lepiej”.

Czy urzędniczki przychodziły...

z kontrolą, no to...

„a wiadomo, urzędasy, czepiają się, nie zwracaj uwagi”.

„Wszystko w porządku, ja tu decyduję,

bo ja jestem z tobą i mi to tak bardzo nie przeszkadza”.

Czyli zamiast wykorzystać to jako argument,

usprawiedliwiałaś to.

Tak, chociaż tak naprawdę nie czułam tego.

Ja wtedy robiłam wszystko,

żeby on się nie zdenerwował.

Więc ja chciałam być ta dobra.

Więc jak go wkurzył ktoś, czy moja mama,

czy urzędniczki...

czy może jego mama, bo też bardzo nam pomogła

i też zwracała uwagę na to, żeby trzeźwiał,

to ja też nie raz mówiłam, że one...

„To ja z tobą jestem, twoja mama była wcześniej,

ona już cię nie zna, teraz ja cię znam,

teraz ja wiem, jak ty się zachowujesz”.

To twoje zachowanie wynikało z tego, że byłaś osobą współuzależnioną.

Tak.

Kiedy to do ciebie dotarło?

Że problem jest męża,

ale ty poniekąd także masz problem,

jesteś współuzależniona.

Wtedy jak od tej znajomej usłyszałam, że tak wyglądam,

na zmęczoną, na smutną, płaczącą.

Tak, chyba to było wtedy.

Jakie były momenty przełomowe?

Kiedy twój mąż zdecydował się, że idzie na terapię?

Było kilka takich wyraźnych sytuacji,

po których były dłuższe chwile trzeźwości.

Na przykład jak dostaliśmy mieszkanie to była taka...

takie coś dobrego.

To nie było już takie jak zazwyczaj są złe jakieś przypadki.

Tylko to było to.

Wydarzyło się coś pozytywnego w waszym życiu.

Tak, wydarzyło się coś pozytywnego.

Że może warto to oddać.

Pokazać, że jesteśmy warci takiej aż pomocy.

No bo dostać mieszkanie to jest wielka pomoc.

I wtedy był moment trzeźwości. Przez jaki czas?

Ja wiem, że to dla trzeźwej osoby może jest nic,

ale dla mnie to było długo. To były trzy miesiące.

Następny taki moment...

to było...

to była diagnoza naszego najstarszego syna.

Dowiedzieliśmy się, że ma autyzm.

Wtedy oboje myśleliśmy, że to jest już...

koniec. W takim sensie koniec, że...

nie wiadomo, co my mamy robić,

bo nie znaliśmy autyzmu, nie wiedzieliśmy, na czym to polega,

jak będzie nasze życie wyglądało.

Ale wiedząc, że...

dziecko niepełnosprawne, mąż alkoholik,

drugie malutkie...

To był ciężki okres, ale właśnie dobrze,

że wtedy znowu była ta chwila trzeźwości.

Nie pamiętam, ile dokładnie to trwało,

ale znowu była dłuższa chwila trzeźwości u męża.

Ale też na chwilę?

Też na chwilę.

Co musiało się takiego wydarzyć,

że mąż w końcu poszedł na terapię?

Musiało się chyba tego dużo naskładać.

Bo...

W momencie jak dostaliśmy opiekę kuratora...

Nad dziećmi?

Nad dziećmi.

No to wtedy...

to była chwila.

To była chwila, ja nie wiem...

To było kilka tygodni zaledwie

i mąż już był na terapii.

Ale to nie było tylko to.

Bo tak jak mówię: to musiało się skompresować.

Musiało być tego więcej i...

tak naprawdę są różne te dna.

Widziałam jak mój mąż płacze.

I to mi tak do jego wizerunku nie pasowało.

Ale...

Wiem, że...

Przez to, co widziałam, wiem, że on ma taką ludzką też twarz.

Że nie jest tylko taki gruboskórny, mocny, wielki

i w ogóle, tylko że...

że terapia uruchomiła właśnie te...

To, co miał mąż uśpione,

czyli właśnie uczucia.

Terapia okazała się skuteczna?

Tak, jest skuteczna.

Do dzisiaj mąż ani razu nie zapił.

A minęło ile czasu?

Trzy lata.

Trzy lata w trzeźwości?

Tak.

To dużo i niedużo.

Dla mnie teraz, jak żyjemy tak fajnie, tak normalnie,

jak zaczęliśmy znowu rozmawiać o gwiazdach,

znowu mąż zaczął się interesować polityką,

zaczął być takim moim Tomkiem jak był właśnie wtedy, jak się poznawaliśmy,

to tak jak się właśnie żyje w ten sposób,

to tak mi się wydaje,

że te trzy lata... Że tylko te trzy lata były.

Że nie było tych czterech lat strasznych, tych złych.

I łapie się na tym, że...

nie powinnam tak podchodzić, ale...

Byłoby to dla mnie dosłownie końcem świata, jakby on się napił.

Wiesz, że to się może zdarzyć?

Wiem, że to się może zdarzyć. Odpycham tę myśl,

chociaż nie powinnam tak naprawdę.

Ale...

Jest dobrze po prostu.

Moje dzieci...

są zadowolone, bawią się z mężem.

Mąż je zabiera na przejażdżki rowerowe bardzo często. Uwielbiają rowery z tatą.

Kurcze, teraz jest właśnie tak dobrze,

że ja nie chcę nawet sobie myśleć, że będzie to, co było kiedyś.

Wyobrażam sobie, że musieliście jakoś przeorganizować swoje obecne życie.

Że obecny dom jest bez alkoholu.

Tak.

W jaki sposób je zmieniliście?

Jak walczycie o to, by ta trzeźwość

została utrzymana już do końca?

Zaraz po terapii

to nawet nie chodziliśmy w stare miejsca na spacery,

bo wiadomo, że się uruchamiały te obrazy

I mi - jak mąż pił, i jemu - smak alkoholu i w ogóle.

Żeby się to wszystko nie uruchamiało,

to zmieniliśmy miejsca spacerów.

Postanowiliśmy sobie właśnie, tak jak mówisz,

że nie będzie u nas w domu kropli alkoholu,

nie przyjmujemy prezentów z alkoholem,

sami nie dajemy alkoholu komuś.

To nie było takie ciężkie zmienić to.

Ja to robiłam z przyjemnością, bo ja już miałam taki przesyt alkoholu.

Z przyjemnością się na to zgodziłam.

Na zmianę miejsc...

Też miałam tego wszystkiego dość.

Mężowi udało się już w dużym stopniu odbudować zaufanie?

Niektóre sprawy z przeszłości jeszcze się ciągną.

Ale...

To jest na takiej zasadzie, że...

Że wiemy, że damy sobie radę.

Wiadomo, że to jest trzy lata.

To na rozwiązanie, na odbudowanie zaufania u niektórych ludzi, to jest krótko.

Jeszcze jak się nie widujemy dzień w dzień z tymi osobami,

to oni nie widzą, że my już żyjemy fajnie

i że wszystko jest w porządku,

więc tutaj będzie trochę trzeba dłużej czasu poświecić na samo w sobie zaufanie.

A takie sprawy jak zadłużenia finansowe,

no to powoli sobie wszystko ogarniamy.

I naprawdę... naprawdę się da.

Dzisiaj, przyjeżdżając tutaj nagrywać odcinek,

ja się nie bałam mężowi zostawić dzieci.

Mimo tego, że...

nasza córeczka ma trzy miesiące i wymaga mojej obecności w zasadzie cały czas,

to ja się nie bałam. Ja wiem, że on sobie poradzi.

I ja już mu ufam po prostu.

A pozostałe dzieciaki? W jakim są wieku?

Czy one...

pamiętają, co było?

Nie.

Na szczęście. To jest nasze duże szczęście, że oni tego nie pamiętają.

Najstarszy synek Jasio ma siedem lat.

I młodszy - sześć.

Więc ten ich okres niemowlęctwa był taki... no paskudny.

Bądźmy szczerzy.

I dobrze, że to był właśnie ten moment, że...

że tego nie pamiętają po prostu.

Bo ja nie wiem co ja bym odpowiadała dzieciom,

jakby mnie się pytały, dlaczego tato na przykład śpi,

dlaczego tato mnie nie słyszy jak go budzę.

O matko, nie wiem. Nie wiem, co ja bym powiedziała.

Dobrze, że to jest tak, jak jest.

Angelika, dlaczego zdecydowałaś się o tym opowiedzieć?

To nie są łatwe sprawy.

Wstydliwe.

Tak, na ogół panuje takie właśnie podejście, że to wstyd.

Żaden wstyd, każdy popełnia błędy.

U nas się trafił alkoholizm, w innych rodzinach jest co innego.

Ważne, że się podnieśliśmy.

My jeszcze robimy po drodze masę błędów.

To jest norma, bo to jest życie.

Ale podnieśliśmy się z tego,

a trzymanie swoich przeżyć tylko dla siebie

jest tak naprawdę bezsensowne,

bo skoro ja z tego korzystam, to ktoś inny też może skorzystać.

I w ogóle też...

Do dziś nie mogę nabrać dystansu do tego podejścia

do słowa „alkoholik”.

Jak się mówi, że „alkoholik”, to od razu się myśli o pijaczku spod budki jakiejś,

który tam zbiera grosze i może czasami jest niedomyty.

Od razu staje przed oczami taki obraz człowieka.

A przecież są właśnie alkoholicy nieaktywni, trzeźwiejący,

którzy naprawdę po kilkanaście lat nie piją.

I takie podejście jest krzywdzące dla takich ludzi, którzy potrafili...

potrafią z tego wychodzić, bo to jest niestety choroba śmiertelna i nigdy nie przestaje się być alkoholikiem.

Więc...

I może przydarzyć się każdemu z nas.

Każdemu.

Jakiej najważniejszej rzeczy nauczyła cię terapia? Twoja.

Moja, że...

Miłość musi być mądra.

Zakochanie zakochaniem - to wiadomo, na początku się nie widzi wad.

A potem, jak się przechodzi w tę fazę miłości, to musi być mądra miłość.

Twoja taka nie była?

Nie.

Nie, ja mężowi podkładałam poduszki,

tak mówiąc metaforycznie.

On nie mógł się porozbijać.

Więc jak on przychodził pijany i wstawał rano,

wszystko było posprzątane, wyprane, dzieci w przedszkolu.

No to jak on miał wiedzieć, że jest coś nie tak?

Jak było wszystko OK, wszystko było ogarnięte.

A właśnie dać mu się porozbijać.

Dać mu się przewrócić.

Żeby on odczuł, że to nie jest takie normalne i powszednie.

Ty właśnie poprzez te poduszki próbowałaś mu pomóc.

Tak. Próbowałam, bo...

Ale to nie było skuteczne?

Nie, nie było.

Może tam na kilka godzin, ale i tak potem...

było, co było.

To nie przynosi efektów, takie podkładanie poduszek.

Angelika, bardzo dziękuję ci za te słowa, dziękuję za spotkanie. Dużo siły życzę.

Trzymam za was kciuki.

Dziękuję.