×

We use cookies to help make LingQ better. By visiting the site, you agree to our cookie policy.


image

Pomorze Zachodnie, Biznes na #PomorzeZachodnie​ - ekoubrania i dodatki Lelen, Hania Made i HO::LO

Biznes na #PomorzeZachodnie​ - ekoubrania i dodatki Lelen, Hania Made i HO::LO

Dzisiaj zabierzemy Was na spotkanie z ludźmi, którzy mają pasję. Szczecin, postindustrialny budynek niedaleko dworca PKS.

Jak się okazuje, w takim miejscu również może działać manufaktura, w której tworzone są niezwykłe ubrania.

Skąd wziął się pomysł na założenie takiej właśnie pracowni i skąd inicjatywa ulokowania jej w takim miejscu?

Pomysł wziął się z tego, że zawodowo jestem filologiem słowiańskim i pracowałam jako tłumacz. I z potrzeby takiego artystycznego, twórczego płodozmianu

wymyśliłam sobie taką odskocznię. Początkowo faktycznie to miała być odskocznia, potoczyło się inaczej, ponieważ bardzo się zaangażowałam w ten projekt

i pochłonął mnie do tego stopnia, że teraz to już funkcjonuje jako normalna firma.

Lelen – jest to powiązane z postacią Lelenia, a do tego mamy len jako jeden z produktów, z którego pani tworzy.

Tak, dokładnie. Ta nazwa to jest taka gra słowna, która ma odbiorcę odnieść bezpośrednio do tej mitologicznej postaci Lelenia,

które w słowiańskiej mitologii był wyobrażany jako taki inspirujący, dobry duch lasu.

Len jest naszym głównym materiałem, z którego szyjemy. Na nim opierają się wszystkie kolekcje.

W naszym kręgu kulturowym od wieków wyłącznie kobiety zajmowały się uprawą lnu, więc tutaj też trochę takie odniesienia do kobiecości,

do naszej tradycji, do natury. I tutaj ta nasza mitologia. Wszystko chciałam połączyć i zebrać w jedną nazwę.

Zależy mi na tym, żeby jednak to było kojarzone wszystko z naturą. Od początku nigdy nie było u nas pakowania w plastik.

Nawet w czasach, kiedy jeszcze nie było to tak modne jak dziś. Duży nacisk kładziemy na niewyrzucanie takie bezrefleksyjne materiału do kosza.

U nas ścinki zawsze przechodzą selekcję na te, z których możemy coś jeszcze wykroić i w ten sposób powstają jakieś maseczki, gumki, drobniejsze akcesoria.

Co państwo podstawowo tworzycie w tej manufakturze?

Głównie są to sukienki, ponieważ one bardzo chwyciły, bardzo ten pomysł się spodobał. Troszeczkę idziemy w kierunku akcesoriów kuchennych,

akcesoriów łazienkowych, akcesoriów sypialnianych. Uważam, że nie ma zdrowszej tkaniny dla ludzkiego ciała niż len.

Otulenie lnem to jest najlepsze, co możemy naszej skórze zafundować. Len ma szereg naturalnych, niezwykłych właściwości.

Idziemy o krok dalej, będą lniane akcesoria, będą nawet lniane okłady na głowę i oczy, różne ciekawe pomysły.

Tworzenie w zgodzie z naturą to jedno, ale tworzenie ręczne to drugie.

W miejscu, w którym my jesteśmy, powstają pomysły, powstają prototypy. Mamy możliwość wyprodukowania rzeczy pod konkretną osobę,

pod jej wymagania, pod jej figurę. Jest to takie nawiązanie do zrównoważonej produkcji.

Czy ma pani jakieś marzenie dotyczące być może ekspansji?

Naszym bardzo lokalnym marzeniem i moim prywatnym jest w tej chwili przenieść się bliżej ludzi, bliżej miasta,

najchętniej do jakiegoś pięknego lokalu w starej kamienicy, bo to już byłoby spełnienie wszelkich marzeń.

Tak się zastanawiam, dlaczego nasze studio nie wygląda tak na co dzień? Lalki, kołderka mięciutka na środku. Od razu się jakoś tak cieplej zrobiło.

Bardzo domowo!

Jaka jest historia tego oto kocyka, tej kołderki? Bo on też ma swoją nazwę.

Tak, to jest kołderka patchworkowa i akurat ta kołderka wyróżnia się tym, że jest stworzona cała z ubranek mojej córki.

I ogólnie może być stworzona po prostu z ubranek, z których dziecko już wyrosło.

Jednocześnie jest to pamiątka dzieciństwa i recykling swojego rodzaju, bo nie wyrzucamy, a używamy ponownie.

I przede wszystkim dla mamy to jest duży sentyment, patrzeć na te kawałeczki, wspominać historie dzieciństwa swojego dziecka.

Jak to się stało, że zaczęłaś się zajmować hand made'em?

Od dziecka ogólnie zajmuję się rękodziełem różnego rodzaju, a szyć konkretnie – lalki, zabawki, a potem kołderki – zaczęłam wtedy, kiedy już sama miałam dzieci.

Jak wygląda przygotowanie takiej kołderki?

To na pewno pracochłonny proces. Najpierw trzeba przygotować, równo powycinać te wszystkie kawałeczki z malutkich ubranek.

Następnie ułożyć jako taki wzór. To jest pracochłonne, bo najpierw zszywamy to wszystko, czyli robimy wierzchnią warstwę,

następnie łączymy jeszcze z dwoma warstwami, bo w środku jest wypełnienie i z tyłu jest jeszcze taka podstawowa warstwa.

Później jeszcze jest pikowanie, czyli trzeba to wszystko jeszcze połączyć ze sobą, żeby to się nie rozleciało.

Tak że dużo jest przy tym pracy, ale jest to bardzo przyjemne i naprawdę efekt jest niesamowity.

To powiedzmy naszym widzom, ile czasu zajmuje przygotowanie takiej dziecięcej kołderki?

Myślę, że tak z dwa tygodnie.

Patchwork to jedno, a lalki robione rzemieślniczo to drugie.

Wszyscy mnie znają jako Hanię, która szyje lalki. Teraz szyję najczęściej lalki portretowe, kiedy szyję lalki prawdziwych osób.

Czyli patrzę np. na ciebie, jak jesteś ubrany i odwzorowuję to na lalce. I to będzie twoja lalka portretowa.

Czyli każdy z nas mógłby mieć swoje lalkowe alter ego.

Zgadza się. Mogą to być takie okazjonalne lalki, np. święty Mikołaj, króliczek, może to być jakaś lalka do wnętrza.

Może to być lalka portretowa, ale może być też lalka dla dziecka.

Czy możesz nam opowiedzieć trochę o tych lalkach, które przyniosłaś dzisiaj?

Takiego rodzaju lalka akurat pięknie by wyglądała we wnętrzu jakiegoś mieszkania. Czyli ona nie jest przeznaczona np. do zabawy dla dziecka,

no bo ma tutaj np. takie małe kolczyki. Czyli one jest po prostu jako dekoracja wnętrza.

Tutaj mam lalkę, która jest lalką portretową prawdziwej osoby: emerytki, Białorusinki, która jest symbolem białoruskiego protestu.

Ja jestem rękoma – mogę uszyć wszystko, co tylko komu się wymyśli. Uszycie lalki zajmuje mi średnio 8 godzin.

Masz gdzieś swoje marzenie, jeżeli chodzi o lalki?

Chciałabym, żeby kiedyś był teatr lalek z udziałem moich lalek, jakiś spektakl. Marzy mi się, już po pandemii, otworzyć swoje miejsce,

gdzie każdy będzie mógł do mnie przyjść, poznać się, obejrzeć lalki i nauczyć się przede wszystkim też szycia lalek.

A teraz zabieramy Was w miejsce, w którym szyje się torby ze skóry węża. Ale nie takiego żywego, a strażackiego.

Pracownia HO::LO udowadnia, że nawet stary baner reklamowy może mieć swoje drugie życie.

Z czego państwo robicie torby?

My robimy torby z przysłowiowych śmieci: banerów reklamowych, siatki wielkopowierzchniowej, flag, wężów strażackich.

Zależy, co kto nam przyniesie i z czym się do nas zwróci.

Skąd się wzięła idea, żeby właśnie te elementy, które teoretycznie nie są już przydatne, wykorzystywać ponownie i dawać im drugie, użytkowe życie?

Podróże po świecie, obserwacje, no i tak się zaczęło. Mieliśmy dostęp do szwalni, mieliśmy dostęp do banerów i połączyliśmy to razem.

Jak konsumenci reagują na taki produkt jak torba, portfel albo jeszcze coś innego, gdzie wiedzą, że rzeczywiście jest to produkt stworzony z recyklingu?

Działamy dla klientów indywidualnych i tutaj mamy bardzo fajne feedbacki.

Ale współpracujemy też z firmami, instytucjami, bankami i to jest już zupełnie inna skala.

W momencie, kiedy ktoś przyśle do nas baner, on tak naprawdę nie ma pojęcia, co on dostanie z powrotem.

I ten taki moment, kiedy otwiera się karton i zamiast tego baneru, który wydawało się, że jest po prostu śmieciem, wyciągamy coś,

co jest fantastyczne. To jest trochę takie wow. Bardzo często jest tak, że jak torba gdzieś pojedzie w świat, to wraca do nas w ten sposób informacja,

że „dostałem torbę w prezencie i chcę taką”. I to nieważne, czy to jest Australia, czy to jest Nowa Zelandia. Produkt broni się sam.

Z showroomu przenosimy się dosłownie dwa pokoje dalej, do pracowni.

Przygotowałem dla państwa fragment, który za chwilę odetnę. Tutaj skorzystam z szablonu, który pozwoli mi uzyskać wymiar,

który powoduje to, że będę miał mało odpadów na końcu.

To jest jeden takie wielki baner. Teraz jest on już częścią, wiadomo, wymaga wszystkiego, całkowitej pracy, żeby to ogarnąć.

Szukam fajnych fragmentów, które będą pasowały. Akurat przygotowuję plecak.

I później go sobie przycinamy już dokładnie do wymiaru. Później to wyczyścimy, wyprasujemy, wykonamy nacięcia, gdzie trzeba wstawić zamki,

pozaznaczać elementy, gdzie będą paski. Ja przygotowuję to wszystko i później szyjemy. Materiał jest dosyć wytrzymały.

Dam panu, żeby spróbował go pan rozerwać.

Siłaczem nigdy nie byłem, ale przetestujemy.

Żadna siła nie pozwoli chyba temu...

No nie!

Właśnie.

To jest nieprzemakalne, idealnie nadaje się na rzeczy na zewnątrz.

Ile takich plecaków jesteście państwo w stanie zrobić?

W ciągu dnia możemy ich zrobić powiedzmy 50 do 100 sztuk.

Poznaliście dzisiaj przedsiębiorców, którzy własnoręcznie udowadniają, że Pomorze Zachodnie to bardzo kreatywny region.

Biznes na #PomorzeZachodnie​ - ekoubrania i dodatki Lelen, Hania Made i HO::LO Business in #Vorpommern - Öko-Kleidung und Accessoires von Lelen, Hania Made und HO::LO Business on #PomorzeZachodnie - eco-clothes and accessories Lelen, Hania Made and HO :: LO Бізнес у #ЗахіднійПомеранії - еко-одяг та аксесуари від Lelen, Hania Made та HO::LO

Dzisiaj zabierzemy Was na spotkanie z ludźmi, którzy mają pasję. Szczecin, postindustrialny budynek niedaleko dworca PKS. Today we will take you to meet people who have passion. Szczecin, a post-industrial building near the bus station.

Jak się okazuje, w takim miejscu również może działać manufaktura, w której tworzone są niezwykłe ubrania.

Skąd wziął się pomysł na założenie takiej właśnie pracowni i skąd inicjatywa ulokowania jej w takim miejscu?

Pomysł wziął się z tego, że zawodowo jestem filologiem słowiańskim i pracowałam jako tłumacz. I z potrzeby takiego artystycznego, twórczego płodozmianu

wymyśliłam sobie taką odskocznię. Początkowo faktycznie to miała być odskocznia, potoczyło się inaczej, ponieważ bardzo się zaangażowałam w ten projekt

i pochłonął mnie do tego stopnia, że teraz to już funkcjonuje jako normalna firma.

Lelen – jest to powiązane z postacią Lelenia, a do tego mamy len jako jeden z produktów, z którego pani tworzy.

Tak, dokładnie. Ta nazwa to jest taka gra słowna, która ma odbiorcę odnieść bezpośrednio do tej mitologicznej postaci Lelenia,

które w słowiańskiej mitologii był wyobrażany jako taki inspirujący, dobry duch lasu.

Len jest naszym głównym materiałem, z którego szyjemy. Na nim opierają się wszystkie kolekcje.

W naszym kręgu kulturowym od wieków wyłącznie kobiety zajmowały się uprawą lnu, więc tutaj też trochę takie odniesienia do kobiecości,

do naszej tradycji, do natury. I tutaj ta nasza mitologia. Wszystko chciałam połączyć i zebrać w jedną nazwę.

Zależy mi na tym, żeby jednak to było kojarzone wszystko z naturą. Od początku nigdy nie było u nas pakowania w plastik.

Nawet w czasach, kiedy jeszcze nie było to tak modne jak dziś. Duży nacisk kładziemy na niewyrzucanie takie bezrefleksyjne materiału do kosza.

U nas ścinki zawsze przechodzą selekcję na te, z których możemy coś jeszcze wykroić i w ten sposób powstają jakieś maseczki, gumki, drobniejsze akcesoria.

Co państwo podstawowo tworzycie w tej manufakturze?

Głównie są to sukienki, ponieważ one bardzo chwyciły, bardzo ten pomysł się spodobał. Troszeczkę idziemy w kierunku akcesoriów kuchennych,

akcesoriów łazienkowych, akcesoriów sypialnianych. Uważam, że nie ma zdrowszej tkaniny dla ludzkiego ciała niż len.

Otulenie lnem to jest najlepsze, co możemy naszej skórze zafundować. Len ma szereg naturalnych, niezwykłych właściwości.

Idziemy o krok dalej, będą lniane akcesoria, będą nawet lniane okłady na głowę i oczy, różne ciekawe pomysły.

Tworzenie w zgodzie z naturą to jedno, ale tworzenie ręczne to drugie.

W miejscu, w którym my jesteśmy, powstają pomysły, powstają prototypy. Mamy możliwość wyprodukowania rzeczy pod konkretną osobę,

pod jej wymagania, pod jej figurę. Jest to takie nawiązanie do zrównoważonej produkcji.

Czy ma pani jakieś marzenie dotyczące być może ekspansji?

Naszym bardzo lokalnym marzeniem i moim prywatnym jest w tej chwili przenieść się bliżej ludzi, bliżej miasta,

najchętniej do jakiegoś pięknego lokalu w starej kamienicy, bo to już byłoby spełnienie wszelkich marzeń.

Tak się zastanawiam, dlaczego nasze studio nie wygląda tak na co dzień? Lalki, kołderka mięciutka na środku. Od razu się jakoś tak cieplej zrobiło.

Bardzo domowo!

Jaka jest historia tego oto kocyka, tej kołderki? Bo on też ma swoją nazwę.

Tak, to jest kołderka patchworkowa i akurat ta kołderka wyróżnia się tym, że jest stworzona cała z ubranek mojej córki.

I ogólnie może być stworzona po prostu z ubranek, z których dziecko już wyrosło.

Jednocześnie jest to pamiątka dzieciństwa i recykling swojego rodzaju, bo nie wyrzucamy, a używamy ponownie.

I przede wszystkim dla mamy to jest duży sentyment, patrzeć na te kawałeczki, wspominać historie dzieciństwa swojego dziecka.

Jak to się stało, że zaczęłaś się zajmować hand made'em?

Od dziecka ogólnie zajmuję się rękodziełem różnego rodzaju, a szyć konkretnie – lalki, zabawki, a potem kołderki – zaczęłam wtedy, kiedy już sama miałam dzieci.

Jak wygląda przygotowanie takiej kołderki?

To na pewno pracochłonny proces. Najpierw trzeba przygotować, równo powycinać te wszystkie kawałeczki z malutkich ubranek.

Następnie ułożyć jako taki wzór. To jest pracochłonne, bo najpierw zszywamy to wszystko, czyli robimy wierzchnią warstwę,

następnie łączymy jeszcze z dwoma warstwami, bo w środku jest wypełnienie i z tyłu jest jeszcze taka podstawowa warstwa.

Później jeszcze jest pikowanie, czyli trzeba to wszystko jeszcze połączyć ze sobą, żeby to się nie rozleciało.

Tak że dużo jest przy tym pracy, ale jest to bardzo przyjemne i naprawdę efekt jest niesamowity.

To powiedzmy naszym widzom, ile czasu zajmuje przygotowanie takiej dziecięcej kołderki?

Myślę, że tak z dwa tygodnie.

Patchwork to jedno, a lalki robione rzemieślniczo to drugie.

Wszyscy mnie znają jako Hanię, która szyje lalki. Teraz szyję najczęściej lalki portretowe, kiedy szyję lalki prawdziwych osób.

Czyli patrzę np. na ciebie, jak jesteś ubrany i odwzorowuję to na lalce. I to będzie twoja lalka portretowa.

Czyli każdy z nas mógłby mieć swoje lalkowe alter ego.

Zgadza się. Mogą to być takie okazjonalne lalki, np. święty Mikołaj, króliczek, może to być jakaś lalka do wnętrza.

Może to być lalka portretowa, ale może być też lalka dla dziecka.

Czy możesz nam opowiedzieć trochę o tych lalkach, które przyniosłaś dzisiaj?

Takiego rodzaju lalka akurat pięknie by wyglądała we wnętrzu jakiegoś mieszkania. Czyli ona nie jest przeznaczona np. do zabawy dla dziecka,

no bo ma tutaj np. takie małe kolczyki. Czyli one jest po prostu jako dekoracja wnętrza.

Tutaj mam lalkę, która jest lalką portretową prawdziwej osoby: emerytki, Białorusinki, która jest symbolem białoruskiego protestu.

Ja jestem rękoma – mogę uszyć wszystko, co tylko komu się wymyśli. Uszycie lalki zajmuje mi średnio 8 godzin.

Masz gdzieś swoje marzenie, jeżeli chodzi o lalki?

Chciałabym, żeby kiedyś był teatr lalek z udziałem moich lalek, jakiś spektakl. Marzy mi się, już po pandemii, otworzyć swoje miejsce,

gdzie każdy będzie mógł do mnie przyjść, poznać się, obejrzeć lalki i nauczyć się przede wszystkim też szycia lalek.

A teraz zabieramy Was w miejsce, w którym szyje się torby ze skóry węża. Ale nie takiego żywego, a strażackiego.

Pracownia HO::LO udowadnia, że nawet stary baner reklamowy może mieć swoje drugie życie.

Z czego państwo robicie torby?

My robimy torby z przysłowiowych śmieci: banerów reklamowych, siatki wielkopowierzchniowej, flag, wężów strażackich.

Zależy, co kto nam przyniesie i z czym się do nas zwróci.

Skąd się wzięła idea, żeby właśnie te elementy, które teoretycznie nie są już przydatne, wykorzystywać ponownie i dawać im drugie, użytkowe życie?

Podróże po świecie, obserwacje, no i tak się zaczęło. Mieliśmy dostęp do szwalni, mieliśmy dostęp do banerów i połączyliśmy to razem.

Jak konsumenci reagują na taki produkt jak torba, portfel albo jeszcze coś innego, gdzie wiedzą, że rzeczywiście jest to produkt stworzony z recyklingu?

Działamy dla klientów indywidualnych i tutaj mamy bardzo fajne feedbacki.

Ale współpracujemy też z firmami, instytucjami, bankami i to jest już zupełnie inna skala.

W momencie, kiedy ktoś przyśle do nas baner, on tak naprawdę nie ma pojęcia, co on dostanie z powrotem.

I ten taki moment, kiedy otwiera się karton i zamiast tego baneru, który wydawało się, że jest po prostu śmieciem, wyciągamy coś,

co jest fantastyczne. To jest trochę takie wow. Bardzo często jest tak, że jak torba gdzieś pojedzie w świat, to wraca do nas w ten sposób informacja,

że „dostałem torbę w prezencie i chcę taką”. I to nieważne, czy to jest Australia, czy to jest Nowa Zelandia. Produkt broni się sam.

Z showroomu przenosimy się dosłownie dwa pokoje dalej, do pracowni.

Przygotowałem dla państwa fragment, który za chwilę odetnę. Tutaj skorzystam z szablonu, który pozwoli mi uzyskać wymiar,

który powoduje to, że będę miał mało odpadów na końcu.

To jest jeden takie wielki baner. Teraz jest on już częścią, wiadomo, wymaga wszystkiego, całkowitej pracy, żeby to ogarnąć.

Szukam fajnych fragmentów, które będą pasowały. Akurat przygotowuję plecak.

I później go sobie przycinamy już dokładnie do wymiaru. Później to wyczyścimy, wyprasujemy, wykonamy nacięcia, gdzie trzeba wstawić zamki,

pozaznaczać elementy, gdzie będą paski. Ja przygotowuję to wszystko i później szyjemy. Materiał jest dosyć wytrzymały.

Dam panu, żeby spróbował go pan rozerwać.

Siłaczem nigdy nie byłem, ale przetestujemy.

Żadna siła nie pozwoli chyba temu...

No nie!

Właśnie.

To jest nieprzemakalne, idealnie nadaje się na rzeczy na zewnątrz.

Ile takich plecaków jesteście państwo w stanie zrobić?

W ciągu dnia możemy ich zrobić powiedzmy 50 do 100 sztuk.

Poznaliście dzisiaj przedsiębiorców, którzy własnoręcznie udowadniają, że Pomorze Zachodnie to bardzo kreatywny region.