×

We use cookies to help make LingQ better. By visiting the site, you agree to our cookie policy.


image

7 metrów pod ziemią, Jak polepszyć jakość swojego życia? Wystarczy kwadrans dziennie...

Jak polepszyć jakość swojego życia? Wystarczy kwadrans dziennie...

Generalnie ludziom się wydaje, że zawód psychoterapeuty

to jest słuchanie o problemach innych ludzi. Nie ma niczego

bardziej mylnego.

Ja nie jestem ekspertem od cudzego życia. Ja mogę pomóc

osobie, która do mnie przychodzi, znaleźć ten kierunek w życiu.

Jedną z rzeczy

w dzisiejszym świecie,

z którą się ludzie zmagają, to jest po prostu okropne poczucie samotności.

Od ponad 15 lat jesteś psychoterapeutką.

Od zawsze zastanawiałem się, czym tak właściwie

różni się bycie psychologiem od bycia

psychoterapeutą.

Jest bardzo duża, zasadnicza różnica.

To wyjaśniamy. Raz na zawsze.

Tak. Bardzo dużo ludzi to myli i wydaje im się, że

psycholog ma dużo większe kompetencje.

Natomiast, żeby być psychologiem, trzeba ukończyć po prostu studia

i uzyskać magistra psychologii.

5 lat?

5 lat. Natomiast, żeby być psychoterapeutą,

taka odpowiednia droga powinna być taka:

najpierw zostaję psychologiem,

a później idę na czteroletnie

jakby studia kierunkujące psychoterapeutyczne

w konkretnym nurcie psychoterapeutycznym, który wybieram.

Ale powiedziałaś: "Powinno tak być".

Tak.

Czyli nie zawsze tak jest?

No nie, niestety nie jest tak zawsze, ponieważ nie ma jeszcze nadal ustawy o zawodzie psychoterapeuty.

I jest bardzo dużo osób, które

po prostu któregoś dnia dostają oświecenia

i postanawiają zostać psychoterapeutami.

Otwierają gabinet i przyjmują pacjentów?

Tak, przyjmują pacjentów, argumentują

to tym, że zawsze ludzie im opowiadali

o swoich problemach.

Generalnie ludziom się wydaje, że zawód psychoterapeuty

to jest słuchanie o problemach innych ludzi.

Nie ma niczego bardziej mylnego. My pomagamy ludziom

w tym, żeby nauczyć się nowych

umiejętności. Żeby po prostu było

tym ludziom łatwiej w życiu, a nie to,

że ich po prostu tylko i wyłącznie słuchamy.

A jak ty patrzysz na takich "specjalistów"?

No nie wiem, czy mogę tutaj brzydkich słów używać.

Unikajmy.

No, budzi

to we mnie bardzo duży bunt, ponieważ

to są bardzo delikatne sprawy i

miałam w swoim jakby...,

w swoich tych kilkunastu latach

pracy zawodowej wiele takich osób, które po prostu

trafiły po takich nieudanych psychoterapiach

do mnie. I włos mi się na głowie jeżył,

jak słyszałam o różnych dziwnych rzeczach, które ci ludzie wyprawiali.

Jak w takim razie odnaleźć się w tym gąszczu,

skąd możemy mieć pewność, że człowiek,

któremu powierzamy nasze tajemnice, jest

profesjonalistą?

Przede wszystkim przygotujmy się na takie spotkanie.

Poczytajmy o tym, czy są nurty psychoterapeutyczne.

Że to nie jest tak, że my sobie siedzimy, słuchamy

i troszkę sobie tego umiemy, troszkę

sobie tego umiemy. Jeżeli ktoś jest na kilkuletnim szkoleniu psychoterapeutycznym,

to jest to szkolenie, które jest w konkretnym

danym nurcie. Psychodynamicznym,

poznawczo-behawioralnym,

bardzo dużo jest w tej chwili informacji na ten temat w internecie, więc

warto jest poczytać o nurtach psychoterapeutycznych.

I sobie w ogóle zobaczyć, co mi pasuje. To jest pierwsza rzecz.

Druga rzecz - sprawdzać,

czy ci ludzie po prostu się szkolili.

I nie na zasadzie: "jestem psychologiem, nie wiem, po wydziale

takim i takim, ukończyłam taki i taki kurs", bo

bywają takie kursy, nie wiem, roczne, półroczne,

i okej, taka osoba może mieć bardzo duży

potencjał, żeby zostać psychoterapeutą, ale jednak

to nie jest to samo, co kilkuletnie szkolenie psychoterapeutyczne,

w trakcie którego, nie wiem, trzeba przejść własną psychoterapię,

jest się superwizowanym, także nie bójmy się

też pytać o kwalifikacje osób, do których chodzimy.

No właśnie, miałem zapytać, jak możemy to weryfikować.

Pytać po prostu?

Pytać, no...

To nie będzie nieeleganckie, niegrzeczne?

No jednak chyba

oddajemy w ręce takiej osoby dość cenną

rzecz. Mianowicie

jakby nie nasz los, bo on zależy nadal od nas,

no ale jakiegoś rodzaju tajemnice, emocje,

no to jest chyba największa wartość, jaką możemy

mieć w życiu, więc dobrze jest pytać

o te kwalifikacje. A jeżeli ktoś się będzie obruszał

i będzie

od razu jakoś dziwnie reagował,

no to to już jest podejrzany

sygnał.

A czy jest być może jakiś wspólny mianownik,

który wskazywałby nam, że terapia,

w której uczestniczymy, jest prowadzona profesjonalnie?

Dobry psychoterapeuta to jest taki terapeuta, który

podąża za swoim

pacjentem, klientem. Co to znaczy?

Ja nie jestem ekspertem od cudzego życia, ja

mogę pomóc osobie, która do mnie przychodzi,

znaleźć ten kierunek, słuchając tej osoby,

biorąc pod uwagę historię, z którą przychodzi,

biorąc pod uwagę

traumy, które przeżyła.

Bardzo bym się wystrzegała osób, które

od razu wiedzą, co mi jest.

Od razu jakby wiedzą i mówią,

co ja mam w życiu zrobić, to jest

tak zwany dla mnie agresywny, wszystkowiedzący

psychoterapeuta. I takich osób bym się wystrzegała.

Tak się składa, że ty w swojej pracy

chyba codziennie wysłuchujesz problemów różnych ludzi.

Ciekaw jestem, czy cię to jakoś po ludzku nie obciąża,

czy nie przekładasz tego na swoje prywatne życie.

To znaczy ja zawsze bardzo kibicuję swoim pacjentom

i mam nadzieję, że się tu nikt nie obrazi,

ale ja się trochę czuję jak taka mama,

taka, co trzyma za nich kciuki i

myśli: "Boże, żeby im się udało" i w ogóle, więc

oczywiście bywają takie historie, które,

jak wracam do domu, to jeszcze gdzieś tam myślę, ale na szczęście

mamy od tego superwizje, więc...

Co to takiego?

To są takie spotkania. Albo indywidualne z superwizorem, albo grupowe,

w grupie innych

psychoterapeutów, gdzie oczywiście z zachowaniem wszystkich danych

osobowych, bo nas obowiązuje tajemnica zawodowa,

możemy omówić pewien proces

terapii, nie wiem, nasze własne emocje,

obawy czy znaki zapytania.

No bo nie jesteśmy wszystkowiedzący,

tak? I to jest takie miejsce,

w którym jakby psychoterapeuta może też mieć swoje

wsparcie,

no i

Wtedy staram się jakby trzymać to na takie

okazje.

A czy miewasz sytuacje, kiedy przychodzi

do ciebie pacjent, no i ty wiesz, że

będzie ciężko, wiesz, że ciężko będzie mu pomóc.

Jakie to są przypadki?

Najcięższe przypadki, myślę sobie, że tutaj każdy psychoterapeuta,

który by usiadł, taki, nie wiem, świadomy,

bym powiedziała,

to by chyba się ze mną zgodził, to są osoby,

które są zmotywowane zewnętrznie, że tak powiem.

Co to znaczy?

To znaczy, że przychodzą, bo ktoś

ich wysłał.

I to jest...

Ja raczej wtedy bardzo tak

staram się odwieść taką osobę

od spotkań. Po prostu to nie ma sensu, to jest strata czasu takiej osoby.

Czyli żona powiedziała: "Musisz iść"...

Żona albo mąż powiedział, tak, bo oni powiedzieli albo

"bo oni wszyscy są źli, a ja tutaj muszę usiąść"

i "oni

nie mogą ze mną wytrzymać, ale nie wiem czemu".

Oczywiście dajemy szansę takiej osobie, ale jeżeli przez kilka

kolejnych spotkań cały czas jakby problem leży

na zewnątrz, to to jest

trochę bez sensu.

To są te najtrudniejsze przypadki. Jakich jest najwięcej? Z jakimi problemami

ludzie przychodzą do Ciebie najczęściej?

Najczęściej, tzn. nasze choroby teraz cywilizacyjne

to są zaburzenia lękowe, to jest depresja,

to jest niskie poczucie własnej wartości. I jak tak

to wszystko zbierzemy do kupy,

to

jedną z rzeczy w dzisiejszym świecie,

z którą się ludzie zmagają, to jest po prostu

okropne poczucie samotności.

Samotność. Ale czy to jest taka samotność,

która polega na tym, że

rzuciła nas dziewczyna, chłopak, mamy złamane serce...

Nie, mówimy tutaj o takim zjawisku, które się nazywa ukrytą samotnością.

To jest taka sytuacja, w której człowiek na zewnątrz

bardzo dobrze, wydaje się, funkcjonuje. Nie wiem, ma

dobrą pracę, ma dość dużo znajomych

w mediach społecznościowych, gdzieś tam wychodzi,

podróżuje.

Natomiast tak naprawdę brakuje mu takich

prawdziwych relacji emocjonalnych,

takich, w których może się podzielić tak naprawdę tym, co czuje.

Jakimiś,

nie wiem, swoimi przeżyciami,

i czuje się akceptowany.

To zjawisko niestety coraz bardziej rośnie. W obecnych

czasach 43% Polaków zgłasza,

że cierpi z powodu samotności.

To jest naprawdę dużo.

Czyli to jest jakiś znak naszych czasów?

Tak. To jest znak naszych czasów. Z jednej strony mamy

dość dobry, nawet powiedziałabym - świetny dostęp do siebie, no bo fajnie,

można się skomunikować poprzez różnego rodzaju media.

Z drugiej strony

boimy się mówić o swoich emocjach

i tak naprawdę nasza rozmowa kończy się na tym, że,

takim slangiem się mówi, popychamy pierdoły, tak?

Natomiast o tych takich najważniejszych rzeczach, żeby ta relacja była

taka autentyczna i ta rozmowa, jakoś nam nie idzie.

No właśnie, mówisz, że ta relacja powinna

być autentyczna, prawdziwa. Jak

rozpoznać, że nasza relacja z bliską osobą,

jest faktycznie autentyczna?

Co na to wskazuje?

No warto się

samego siebie zapytać, "czy ja naprawdę

na przykład mówię tej osobie, która jest dla mnie

bliska, to co faktycznie chciałabym powiedzieć.

Czy ja się dzielę tym, jak naprawdę

wyglądał mój dzień, nie wiem, co przeżywałam,

czy ja wiem, co tak naprawdę w emocjach dzieje się u tej

osoby. Czy może być na przykład tak, że z jednej strony

osoba jest mi w jakiś sposób bliska, nie wiem, lubię

ją, mamy poczucie, że

jest między nami jakaś chemia, ale z różnych powodów

jakoś tak nie pytam,

odpuszczam, to się staje takie powierzchowne.

Takie blade.

Ja myślę, że z pewnością jest wiele osób, które

być może będą bagatelizowały

ten problem, jakim jest samotność.

Natomiast absolutnie to nie jest

bagatelny problem, o czym mogą świadczyć skutki takiej

przewlekłej samotności. Jakie mogą być skutki?

No takiego grubego kalibru to jest depresja.

Depresja i zaburzenia lękowe tak naprawdę.

Brak poczucia sensu, który jakby jest powiązany

z depresją.

Pracoholizm, czyli też wszystkie

rzeczy, które powodują, że

ta samotność, którą odczuwamy,

a dokładnie nie chcemy jej odczuwać i

smutek, który za tym stoi, próbujemy

w jakiś sposób przykryć. Właśnie poprzez

skupianie się na celach,

spędzanie dużo większej ilości czasu

w pracy,

doszkalanie się na niesamowite,

w jakichś niesamowitych obszarach,

imprezowanie, które teoretycznie można powiedzieć:

okej, jesteśmy wśród ludzi, ale tam nie ma autentycznych

relacji, tam jest po prostu impreza,

a później wracamy do domu i nadal jesteśmy sami. Czyli

wszystko to sprowadza się do tego, że w momencie kiedy nie zadbamy

o tę stronę

relacyjną, my się zaczynami odcinać.

Bo jedną z naszych głównych w ogóle

potrzeb emocjonalnych, z którymi się rodzimy, każdy z nas,

ty, ja i wszyscy ludzie, którzy chodzą po tym świecie,

jest potrzeba bycia,

potrzeba oczywiście też bezpieczeństwa, ale głównie też potrzeba empatii

i zrozumienia,

i akceptacji. Tego się nie da zrobić

tylko i wyłącznie w pojedynkę.

Ania, a skąd to się w ogóle bierze, że te nasze relacje

tak często są powierzchowne właśnie?

Że nie mówimy bliskim

o emocjach, że nie jesteśmy też szczerzy?

Z czego to wynika?

Wiesz co? Jest wiele różnych czynników. Ja to

lubię zaczynać od takiego czynnika pokoleniowego.

I myślę sobie tutaj o nas też, Polakach, chociażby.

Że jeżeli

w naszych domach rodzinnych nie rozmawiało

się o emocjach, nie było jakby takiego

kultywowania czasu, kiedy, nie wiem, szczerze

rozmawiamy, bez oceniania się,

no to bardzo trudno będzie nam po prostu sobie

wejść w życie dorosłe i samemu to zrobić, tak?

Czyli przenosimy to na nasze dorosłe życie.

Przenosimy te wzorce. Mało tego,

dlaczego ludzie się zmagają z takim poczuciem tej

ukrytej samotności? Dlaczego to jest "ukryta" samotność? Dlatego że

bardzo mocno...

Żyjemy w czasach, w których jesteśmy skupieni na tym

naszym wizerunku, na tym

jak,

na takim poczuciu własnej wartości, które nie jest stabilne.

Czyli poprzez to, jakie mamy osiągnięcia, co sobą prezentujemy,

jak wyglądamy.

Ile zarabiamy...

Ile zarabiamy. Czyli wszystko to, co jest powierzchowne.

Ja to zawsze mówię, że poczucie własnej wartości jest jak stół. Jak ma

odpowiednią ilość nóg, to nawet jak jedną nogę wyjmiemy,

to ten stół nadal stoi. Jeżeli zbudujemy

to poczucie własnej wartości na jednej

nodze, związanej z naszym wizerunkiem

i wszystkim, co nas prezentuje, jak tego zabraknie to po prostu

leżymy i kwiczymy, tak?

I na tej kanwie budują się nasze lęki.

Przede wszystkim lęki związane z oceną.

Z tym,

że po prostu, no,

nie będziemy spełniać tych oczekiwań

innych ludzi. Zaczynamy się

bać uzewnętrzniać. Nie jesteśmy przyzwyczajeni

do tego, żeby w ogóle przeżywać.

Raczej,

jak się spojrzy na przykład na dziecko, tak? Nie wiem,

co robią najczęściej rodzice, chociaż mogą być bardzo

kochającymi rodzicami, jak dziecko się przewróci?

Biorą na ręce

i mówią: "No dobrze, dobrze, już nie płacz, nie płacz". No nie.

To dziecko boli noga. Ono może płakać.

Czemu ma nie płakać?

Niech ono się wypłacze, nie? Więc to są takie mechanizmy, które bardzo często prowadzą

do tego, że my od bardzo wczesnych lat uczymy się tego, żeby

nie przeżywać. Kolejna rzecz jest taka,

konsekwencja tego, że ludzie nie wiedzą, co czują.

Najczęściej...

Nie znają swoich emocji?

Nie potrafią ich rozpoznać.

Często jest tak, że przychodzą do gabinetu i znają stan pod tytułem:

"jest dobrze", "jest źle", trzeci stan: "jestem wkony".

I to wszystko?

Tak.

Więc trudno jest im też tak

nauczyć się tego właśnie, żeby powiedzieć:

"Dzisiaj było mi gorzej" albo:

"Dzisiaj, nie wiem, miałem fantastyczny dzień", albo "Wiecie co? Widziałem

superfilm".

To wszystko powoduje, że zaczynamy

się po prostu bać takich szczerych relacji z innymi.

Co

owocuje,

my to w terapii nazywamy, takimi mechanizmami,

zachowaniami zabezpieczającymi. Na przykład umawiam się z kimś,

bo mam naprawdę szczerą chęć. Ale później wkrada się lęk

i na przykład na 5 minut przed spotkaniem odwołam.

Odwołuję spotkanie.

"A, tam dziecko ma rotawirusa", na przykład, nie? Albo nie wiem, "coś tam mi wypadło",

prawda? Albo "źle się czuję".

No dobrze, to powiedz mi, co my mamy robić, jak żyć, żeby tych

wszystkich problemów uniknąć?

Ojej, to grube pytanie.

Grube pytanie.

Ale fundamentalne.

Tych wszystkich? Czyli przede wszystkim mówimy o tej samotności?

Przede wszystkim.

Nie odpowiem ci wprost na to. Raczej...

powiem ci o tym, że to, czego chyba każdy z nas gdzieś pragnie w życiu, to poczucie szczęścia.

I poszukujemy tego szczęścia w najróżniejszych rzeczach. Nie wiem, w pracy, w podróżach.

Ale tak naprawdę

nigdy nie jesteśmy w stanie tego szczęścia osiągnąć w pełni,

kiedy nie mamy wokół siebie ludzi.

Jednak?

I ta taka autentyczna relacja z drugim człowiekiem, taka emocjonalna, zbudowana właśnie na

empatii, na zrozumieniu, na

akceptacji, to jest coś, co

jest drogą do szczęścia. Bo wszystkie inne rzeczy są

fajne, ale nie jesteśmy w stanie się nimi cieszyć, jeżeli nie ma

koło nas ludzi,

z którymi właśnie

mamy zbudowaną tę relację, z którymi czujemy się dobrze.

Dobrze, to jak mamy rozmawiać

z naszymi bliskimi? Ja wiem, że to wydaje się coś

oczywistego, banalnego, jak rozmawiać,

ale mam jednocześnie poczucie, że dzisiaj jest

to dla wielu osób jakaś jednak sztuka,

jakieś wyzwanie, żeby rozmawiać w taki sposób, żeby te relacje

pogłębiać, żeby to nie były jakieś

powierzchowne rozmowy. Jak powinniśmy

rozmawiać z naszymi bliskimi, żeby to miało sens?

Dobra. To powiem Ci tak. Jak pójdziesz na siłownię

na 8 godzin i tam będziesz ćwiczyć nie wiadomo ile,

dasz z siebie wszystko, wypocisz się

jak świnia, za przeproszeniem,

Wrócisz do domu, będziesz bardzo

dumny. Rano wstaniesz, będziesz miał zakwasy

i zero efektu.

I to wszystko.

I to wszystko. Ale jak będziesz sobie tak regularnie tam po swojemu, to jest duża szansa,

że po jakimś czasie zobaczysz ten efekt. I tu jest podobnie.

Pierwsza rzecz to jest

powiedzenie: "Faktycznie mam z tym problem". Natomiast druga rzecz...

("Mam problem z tą ukrytą samotnością"). Natomiast druga rzecz

to jest podjęcie działania.

I taki kwadrans na taką prawdziwą

rozmowę to jest wyzwanie, do którego

będę każdego zachęcać.

I dlaczego zaczęłam na początku o tym treningu?

Bo dokładnie ten kwadrans codziennie, nawet

jeżeli to jest trudne, nawet na początku jeżeli mamy poczucie, że

czujemy się drewniani i w ogóle. I nie do końca wiemy, jak to robić...

Ale jak się przełamać? No łatwo powiedzieć: "Idź pogadaj", ale jak zacząć?

To po jakimś czasie będzie efekt. Jak zacząć?

Zacząć od siebie. Zacząć od tego, żeby

pomyśleć sobie, jak się czuję,

skupić się na osobach, które są dla mnie ważne, czyli,

nie wiem, rodzinie, najbliższym. Czy kogoś,

kto jest fajnym kandydatem na przyjaciela.

Wyjść trochę z tej "strefy komfortu"

i...

podzielić się tymi emocjami. Na przykład, nie wiem,

"Dzisiaj jechałam do pracy i było takie piękne słońce,

tak mi było fajnie. Jak twój dzień?".

Taka prosta rzecz.

Taka prosta rzecz. Ale jednocześnie mówi coś o mnie, nie? To nie jest na takiej zasadzie:

"Ale miałem dzisiaj zajebistą drogę do roboty", nie? Albo:

"Ale film widziałam", nie?

Ale jeżeli na przykład opowiem o tym, właśnie skupiając się na emocjach,

nie wiem, "przeżywałam to w taki sposób" albo

opowiem o tym, z czym jest mi trudno, to są bardzo takie

wysoko postawione poprzeczki,

ale

ślizgać się po temacie każdy potrafi, natomiast chodzi o to, żeby

właśnie pracować nad tym kwadrans

codziennie, żeby

się odważyć wychodzić z tej strefy komfortu

i dzielić się z ludźmi przede wszystkim emocjami

i patrzeć jak ci ludzie reagują. To jest pierwsza rzecz. A druga

- pytać. Nie bać się też pytać. Bo ludzie się boją.

Nie odbierać tego, że może mogę być

wścibska,

bo prawda jest taka, że każdy z nas lubi gdzieś,

jak inni się nami interesują. I tak pytać autentycznie:

"Co u ciebie?", "Jak się czujesz?".

"Jak ci minął dzień?", "Jak ci dzisiaj

było, co się dobrego wydarzyło?". Jest bardzo fajne

takie ćwiczenie,

które uczy słuchania

i polecam je każdemu. Spróbuj zadać pytanie,

właśnie takie na zasadzie: "Jak

ci dzisiaj minął dzień? Opowiedz mi dzisiaj o swoim dniu" i

nie analizuj jakby tego, co słyszysz i nie

próbuj od razu wymyślać jakby odpowiedzi

czy jakiejś wymiany, tak? Bo wtedy

nie do końca się potrafisz skupić, to znaczy, nie mówię o tobie, ale

nie bardzo potrafimy się skupić na tym tak naprawdę,

co osoba chce nam przekazać i będzie nam bardzo trudno

podążać. Czyli po prostu: "Posłuchaj

i wysłuchaj".

Posłuchaj, wysłuchaj, poczuj. Spróbuj się jakby zempatyzować.

Spróbuj zobaczyć świat oczami drugiej osoby.

Ja mam takie hasło, które

sama sobie też powtarzam za każdym razem,

jak myślę chociażby o swojej córce. Moja

perspektywa jest moja. Perspektywa drugiej osoby jest

perspektywą drugiej osoby.

Muszę to uszanować, ale to jest też wspaniałe

i to mi może pokazywać świat, który jest

ciekawy

i dzięki temu mogę poznawać ludzi wokół siebie.

No dobrze, brzmi zachęcająco.

Zachęcamy wszystkich do tego wyzwania i przypominamy,

że nawet 15 minut codziennej

rozmowy jest w stanie znacznie

polepszyć jakość naszego życia.

Dokładnie.

Czego i wam, i sobie oczywiście życzymy. Dziękuję za spotkanie.

Dzięki wielkie.

Dziękuję za rozmowę.


Jak polepszyć jakość swojego życia? Wystarczy kwadrans dziennie... Как повысить качество своей жизни? Для этого достаточно уделять четверть часа в день...

Generalnie ludziom się wydaje, że zawód psychoterapeuty

to jest słuchanie o problemach innych ludzi. Nie ma niczego

bardziej mylnego.

Ja nie jestem ekspertem od cudzego życia. Ja mogę pomóc

osobie, która do mnie przychodzi, znaleźć ten kierunek w życiu.

Jedną z rzeczy

w dzisiejszym świecie,

z którą się ludzie zmagają, to jest po prostu okropne poczucie samotności.

Od ponad 15 lat jesteś psychoterapeutką.

Od zawsze zastanawiałem się, czym tak właściwie

różni się bycie psychologiem od bycia

psychoterapeutą.

Jest bardzo duża, zasadnicza różnica.

To wyjaśniamy. Raz na zawsze.

Tak. Bardzo dużo ludzi to myli i wydaje im się, że

psycholog ma dużo większe kompetencje.

Natomiast, żeby być psychologiem, trzeba ukończyć po prostu studia

i uzyskać magistra psychologii.

5 lat?

5 lat. Natomiast, żeby być psychoterapeutą,

taka odpowiednia droga powinna być taka:

najpierw zostaję psychologiem,

a później idę na czteroletnie

jakby studia kierunkujące psychoterapeutyczne

w konkretnym nurcie psychoterapeutycznym, który wybieram.

Ale powiedziałaś: "Powinno tak być".

Tak.

Czyli nie zawsze tak jest?

No nie, niestety nie jest tak zawsze, ponieważ nie ma jeszcze nadal ustawy o zawodzie psychoterapeuty.

I jest bardzo dużo osób, które

po prostu któregoś dnia dostają oświecenia

i postanawiają zostać psychoterapeutami.

Otwierają gabinet i przyjmują pacjentów?

Tak, przyjmują pacjentów, argumentują

to tym, że zawsze ludzie im opowiadali

o swoich problemach.

Generalnie ludziom się wydaje, że zawód psychoterapeuty

to jest słuchanie o problemach innych ludzi.

Nie ma niczego bardziej mylnego. My pomagamy ludziom

w tym, żeby nauczyć się nowych

umiejętności. Żeby po prostu było

tym ludziom łatwiej w życiu, a nie to,

że ich po prostu tylko i wyłącznie słuchamy.

A jak ty patrzysz na takich "specjalistów"?

No nie wiem, czy mogę tutaj brzydkich słów używać.

Unikajmy.

No, budzi

to we mnie bardzo duży bunt, ponieważ

to są bardzo delikatne sprawy i

miałam w swoim jakby...,

w swoich tych kilkunastu latach

pracy zawodowej wiele takich osób, które po prostu

trafiły po takich nieudanych psychoterapiach

do mnie. I włos mi się na głowie jeżył,

jak słyszałam o różnych dziwnych rzeczach, które ci ludzie wyprawiali.

Jak w takim razie odnaleźć się w tym gąszczu,

skąd możemy mieć pewność, że człowiek,

któremu powierzamy nasze tajemnice, jest

profesjonalistą?

Przede wszystkim przygotujmy się na takie spotkanie.

Poczytajmy o tym, czy są nurty psychoterapeutyczne.

Że to nie jest tak, że my sobie siedzimy, słuchamy

i troszkę sobie tego umiemy, troszkę

sobie tego umiemy. Jeżeli ktoś jest na kilkuletnim szkoleniu psychoterapeutycznym,

to jest to szkolenie, które jest w konkretnym

danym nurcie. Psychodynamicznym,

poznawczo-behawioralnym,

bardzo dużo jest w tej chwili informacji na ten temat w internecie, więc

warto jest poczytać o nurtach psychoterapeutycznych.

I sobie w ogóle zobaczyć, co mi pasuje. To jest pierwsza rzecz.

Druga rzecz - sprawdzać,

czy ci ludzie po prostu się szkolili.

I nie na zasadzie: "jestem psychologiem, nie wiem, po wydziale

takim i takim, ukończyłam taki i taki kurs", bo

bywają takie kursy, nie wiem, roczne, półroczne,

i okej, taka osoba może mieć bardzo duży

potencjał, żeby zostać psychoterapeutą, ale jednak

to nie jest to samo, co kilkuletnie szkolenie psychoterapeutyczne,

w trakcie którego, nie wiem, trzeba przejść własną psychoterapię,

jest się superwizowanym, także nie bójmy się

też pytać o kwalifikacje osób, do których chodzimy.

No właśnie, miałem zapytać, jak możemy to weryfikować.

Pytać po prostu?

Pytać, no...

To nie będzie nieeleganckie, niegrzeczne?

No jednak chyba

oddajemy w ręce takiej osoby dość cenną

rzecz. Mianowicie

jakby nie nasz los, bo on zależy nadal od nas,

no ale jakiegoś rodzaju tajemnice, emocje,

no to jest chyba największa wartość, jaką możemy

mieć w życiu, więc dobrze jest pytać

o te kwalifikacje. A jeżeli ktoś się będzie obruszał

i będzie

od razu jakoś dziwnie reagował,

no to to już jest podejrzany

sygnał.

A czy jest być może jakiś wspólny mianownik,

który wskazywałby nam, że terapia,

w której uczestniczymy, jest prowadzona profesjonalnie?

Dobry psychoterapeuta to jest taki terapeuta, który

podąża za swoim

pacjentem, klientem. Co to znaczy?

Ja nie jestem ekspertem od cudzego życia, ja

mogę pomóc osobie, która do mnie przychodzi,

znaleźć ten kierunek, słuchając tej osoby,

biorąc pod uwagę historię, z którą przychodzi,

biorąc pod uwagę

traumy, które przeżyła.

Bardzo bym się wystrzegała osób, które

od razu wiedzą, co mi jest.

Od razu jakby wiedzą i mówią,

co ja mam w życiu zrobić, to jest

tak zwany dla mnie agresywny, wszystkowiedzący

psychoterapeuta. I takich osób bym się wystrzegała.

Tak się składa, że ty w swojej pracy

chyba codziennie wysłuchujesz problemów różnych ludzi.

Ciekaw jestem, czy cię to jakoś po ludzku nie obciąża,

czy nie przekładasz tego na swoje prywatne życie.

To znaczy ja zawsze bardzo kibicuję swoim pacjentom

i mam nadzieję, że się tu nikt nie obrazi,

ale ja się trochę czuję jak taka mama,

taka, co trzyma za nich kciuki i

myśli: "Boże, żeby im się udało" i w ogóle, więc

oczywiście bywają takie historie, które,

jak wracam do domu, to jeszcze gdzieś tam myślę, ale na szczęście

mamy od tego superwizje, więc...

Co to takiego?

To są takie spotkania. Albo indywidualne z superwizorem, albo grupowe,

w grupie innych

psychoterapeutów, gdzie oczywiście z zachowaniem wszystkich danych

osobowych, bo nas obowiązuje tajemnica zawodowa,

możemy omówić pewien proces

terapii, nie wiem, nasze własne emocje,

obawy czy znaki zapytania.

No bo nie jesteśmy wszystkowiedzący,

tak? I to jest takie miejsce,

w którym jakby psychoterapeuta może też mieć swoje

wsparcie,

no i

Wtedy staram się jakby trzymać to na takie

okazje.

A czy miewasz sytuacje, kiedy przychodzi

do ciebie pacjent, no i ty wiesz, że

będzie ciężko, wiesz, że ciężko będzie mu pomóc.

Jakie to są przypadki?

Najcięższe przypadki, myślę sobie, że tutaj każdy psychoterapeuta,

który by usiadł, taki, nie wiem, świadomy,

bym powiedziała,

to by chyba się ze mną zgodził, to są osoby,

które są zmotywowane zewnętrznie, że tak powiem.

Co to znaczy?

To znaczy, że przychodzą, bo ktoś

ich wysłał.

I to jest...

Ja raczej wtedy bardzo tak

staram się odwieść taką osobę

od spotkań. Po prostu to nie ma sensu, to jest strata czasu takiej osoby.

Czyli żona powiedziała: "Musisz iść"...

Żona albo mąż powiedział, tak, bo oni powiedzieli albo

"bo oni wszyscy są źli, a ja tutaj muszę usiąść"

i "oni

nie mogą ze mną wytrzymać, ale nie wiem czemu".

Oczywiście dajemy szansę takiej osobie, ale jeżeli przez kilka

kolejnych spotkań cały czas jakby problem leży

na zewnątrz, to to jest

trochę bez sensu.

To są te najtrudniejsze przypadki. Jakich jest najwięcej? Z jakimi problemami

ludzie przychodzą do Ciebie najczęściej?

Najczęściej, tzn. nasze choroby teraz cywilizacyjne

to są zaburzenia lękowe, to jest depresja,

to jest niskie poczucie własnej wartości. I jak tak

to wszystko zbierzemy do kupy,

to

jedną z rzeczy w dzisiejszym świecie,

z którą się ludzie zmagają, to jest po prostu

okropne poczucie samotności.

Samotność. Ale czy to jest taka samotność,

która polega na tym, że

rzuciła nas dziewczyna, chłopak, mamy złamane serce...

Nie, mówimy tutaj o takim zjawisku, które się nazywa ukrytą samotnością.

To jest taka sytuacja, w której człowiek na zewnątrz

bardzo dobrze, wydaje się, funkcjonuje. Nie wiem, ma

dobrą pracę, ma dość dużo znajomych

w mediach społecznościowych, gdzieś tam wychodzi,

podróżuje.

Natomiast tak naprawdę brakuje mu takich

prawdziwych relacji emocjonalnych,

takich, w których może się podzielić tak naprawdę tym, co czuje.

Jakimiś,

nie wiem, swoimi przeżyciami,

i czuje się akceptowany.

To zjawisko niestety coraz bardziej rośnie. W obecnych

czasach 43% Polaków zgłasza,

że cierpi z powodu samotności.

To jest naprawdę dużo.

Czyli to jest jakiś znak naszych czasów?

Tak. To jest znak naszych czasów. Z jednej strony mamy

dość dobry, nawet powiedziałabym - świetny dostęp do siebie, no bo fajnie,

można się skomunikować poprzez różnego rodzaju media.

Z drugiej strony

boimy się mówić o swoich emocjach

i tak naprawdę nasza rozmowa kończy się na tym, że,

takim slangiem się mówi, popychamy pierdoły, tak?

Natomiast o tych takich najważniejszych rzeczach, żeby ta relacja była

taka autentyczna i ta rozmowa, jakoś nam nie idzie.

No właśnie, mówisz, że ta relacja powinna

być autentyczna, prawdziwa. Jak

rozpoznać, że nasza relacja z bliską osobą,

jest faktycznie autentyczna?

Co na to wskazuje?

No warto się

samego siebie zapytać, "czy ja naprawdę

na przykład mówię tej osobie, która jest dla mnie

bliska, to co faktycznie chciałabym powiedzieć.

Czy ja się dzielę tym, jak naprawdę

wyglądał mój dzień, nie wiem, co przeżywałam,

czy ja wiem, co tak naprawdę w emocjach dzieje się u tej

osoby. Czy może być na przykład tak, że z jednej strony

osoba jest mi w jakiś sposób bliska, nie wiem, lubię

ją, mamy poczucie, że

jest między nami jakaś chemia, ale z różnych powodów

jakoś tak nie pytam,

odpuszczam, to się staje takie powierzchowne.

Takie blade.

Ja myślę, że z pewnością jest wiele osób, które

być może będą bagatelizowały

ten problem, jakim jest samotność.

Natomiast absolutnie to nie jest

bagatelny problem, o czym mogą świadczyć skutki takiej

przewlekłej samotności. Jakie mogą być skutki?

No takiego grubego kalibru to jest depresja.

Depresja i zaburzenia lękowe tak naprawdę.

Brak poczucia sensu, który jakby jest powiązany

z depresją.

Pracoholizm, czyli też wszystkie

rzeczy, które powodują, że

ta samotność, którą odczuwamy,

a dokładnie nie chcemy jej odczuwać i

smutek, który za tym stoi, próbujemy

w jakiś sposób przykryć. Właśnie poprzez

skupianie się na celach,

spędzanie dużo większej ilości czasu

w pracy,

doszkalanie się na niesamowite,

w jakichś niesamowitych obszarach,

imprezowanie, które teoretycznie można powiedzieć:

okej, jesteśmy wśród ludzi, ale tam nie ma autentycznych

relacji, tam jest po prostu impreza,

a później wracamy do domu i nadal jesteśmy sami. Czyli

wszystko to sprowadza się do tego, że w momencie kiedy nie zadbamy

o tę stronę

relacyjną, my się zaczynami odcinać.

Bo jedną z naszych głównych w ogóle

potrzeb emocjonalnych, z którymi się rodzimy, każdy z nas,

ty, ja i wszyscy ludzie, którzy chodzą po tym świecie,

jest potrzeba bycia,

potrzeba oczywiście też bezpieczeństwa, ale głównie też potrzeba empatii

i zrozumienia,

i akceptacji. Tego się nie da zrobić

tylko i wyłącznie w pojedynkę.

Ania, a skąd to się w ogóle bierze, że te nasze relacje

tak często są powierzchowne właśnie?

Że nie mówimy bliskim

o emocjach, że nie jesteśmy też szczerzy?

Z czego to wynika?

Wiesz co? Jest wiele różnych czynników. Ja to

lubię zaczynać od takiego czynnika pokoleniowego.

I myślę sobie tutaj o nas też, Polakach, chociażby.

Że jeżeli

w naszych domach rodzinnych nie rozmawiało

się o emocjach, nie było jakby takiego

kultywowania czasu, kiedy, nie wiem, szczerze

rozmawiamy, bez oceniania się,

no to bardzo trudno będzie nam po prostu sobie

wejść w życie dorosłe i samemu to zrobić, tak?

Czyli przenosimy to na nasze dorosłe życie.

Przenosimy te wzorce. Mało tego,

dlaczego ludzie się zmagają z takim poczuciem tej

ukrytej samotności? Dlaczego to jest "ukryta" samotność? Dlatego że

bardzo mocno...

Żyjemy w czasach, w których jesteśmy skupieni na tym

naszym wizerunku, na tym

jak,

na takim poczuciu własnej wartości, które nie jest stabilne.

Czyli poprzez to, jakie mamy osiągnięcia, co sobą prezentujemy,

jak wyglądamy.

Ile zarabiamy...

Ile zarabiamy. Czyli wszystko to, co jest powierzchowne.

Ja to zawsze mówię, że poczucie własnej wartości jest jak stół. Jak ma

odpowiednią ilość nóg, to nawet jak jedną nogę wyjmiemy,

to ten stół nadal stoi. Jeżeli zbudujemy

to poczucie własnej wartości na jednej

nodze, związanej z naszym wizerunkiem

i wszystkim, co nas prezentuje, jak tego zabraknie to po prostu

leżymy i kwiczymy, tak?

I na tej kanwie budują się nasze lęki.

Przede wszystkim lęki związane z oceną.

Z tym,

że po prostu, no,

nie będziemy spełniać tych oczekiwań

innych ludzi. Zaczynamy się

bać uzewnętrzniać. Nie jesteśmy przyzwyczajeni

do tego, żeby w ogóle przeżywać.

Raczej,

jak się spojrzy na przykład na dziecko, tak? Nie wiem,

co robią najczęściej rodzice, chociaż mogą być bardzo

kochającymi rodzicami, jak dziecko się przewróci?

Biorą na ręce

i mówią: "No dobrze, dobrze, już nie płacz, nie płacz". No nie.

To dziecko boli noga. Ono może płakać.

Czemu ma nie płakać?

Niech ono się wypłacze, nie? Więc to są takie mechanizmy, które bardzo często prowadzą

do tego, że my od bardzo wczesnych lat uczymy się tego, żeby

nie przeżywać. Kolejna rzecz jest taka,

konsekwencja tego, że ludzie nie wiedzą, co czują.

Najczęściej...

Nie znają swoich emocji?

Nie potrafią ich rozpoznać.

Często jest tak, że przychodzą do gabinetu i znają stan pod tytułem:

"jest dobrze", "jest źle", trzeci stan: "jestem wk****ony".

I to wszystko?

Tak.

Więc trudno jest im też tak

nauczyć się tego właśnie, żeby powiedzieć:

"Dzisiaj było mi gorzej" albo:

"Dzisiaj, nie wiem, miałem fantastyczny dzień", albo "Wiecie co? Widziałem

superfilm".

To wszystko powoduje, że zaczynamy

się po prostu bać takich szczerych relacji z innymi.

Co

owocuje,

my to w terapii nazywamy, takimi mechanizmami,

zachowaniami zabezpieczającymi. Na przykład umawiam się z kimś,

bo mam naprawdę szczerą chęć. Ale później wkrada się lęk

i na przykład na 5 minut przed spotkaniem odwołam.

Odwołuję spotkanie.

"A, tam dziecko ma rotawirusa", na przykład, nie? Albo nie wiem, "coś tam mi wypadło",

prawda? Albo "źle się czuję".

No dobrze, to powiedz mi, co my mamy robić, jak żyć, żeby tych

wszystkich problemów uniknąć?

Ojej, to grube pytanie.

Grube pytanie.

Ale fundamentalne.

Tych wszystkich? Czyli przede wszystkim mówimy o tej samotności?

Przede wszystkim.

Nie odpowiem ci wprost na to. Raczej...

powiem ci o tym, że to, czego chyba każdy z nas gdzieś pragnie w życiu, to poczucie szczęścia.

I poszukujemy tego szczęścia w najróżniejszych rzeczach. Nie wiem, w pracy, w podróżach.

Ale tak naprawdę

nigdy nie jesteśmy w stanie tego szczęścia osiągnąć w pełni,

kiedy nie mamy wokół siebie ludzi.

Jednak?

I ta taka autentyczna relacja z drugim człowiekiem, taka emocjonalna, zbudowana właśnie na

empatii, na zrozumieniu, na

akceptacji, to jest coś, co

jest drogą do szczęścia. Bo wszystkie inne rzeczy są

fajne, ale nie jesteśmy w stanie się nimi cieszyć, jeżeli nie ma

koło nas ludzi,

z którymi właśnie

mamy zbudowaną tę relację, z którymi czujemy się dobrze.

Dobrze, to jak mamy rozmawiać

z naszymi bliskimi? Ja wiem, że to wydaje się coś

oczywistego, banalnego, jak rozmawiać,

ale mam jednocześnie poczucie, że dzisiaj jest

to dla wielu osób jakaś jednak sztuka,

jakieś wyzwanie, żeby rozmawiać w taki sposób, żeby te relacje

pogłębiać, żeby to nie były jakieś

powierzchowne rozmowy. Jak powinniśmy

rozmawiać z naszymi bliskimi, żeby to miało sens?

Dobra. To powiem Ci tak. Jak pójdziesz na siłownię

na 8 godzin i tam będziesz ćwiczyć nie wiadomo ile,

dasz z siebie wszystko, wypocisz się

jak świnia, za przeproszeniem,

Wrócisz do domu, będziesz bardzo

dumny. Rano wstaniesz, będziesz miał zakwasy

i zero efektu.

I to wszystko.

I to wszystko. Ale jak będziesz sobie tak regularnie tam po swojemu, to jest duża szansa,

że po jakimś czasie zobaczysz ten efekt. I tu jest podobnie.

Pierwsza rzecz to jest

powiedzenie: "Faktycznie mam z tym problem". Natomiast druga rzecz...

("Mam problem z tą ukrytą samotnością"). Natomiast druga rzecz

to jest podjęcie działania.

I taki kwadrans na taką prawdziwą

rozmowę to jest wyzwanie, do którego

będę każdego zachęcać.

I dlaczego zaczęłam na początku o tym treningu?

Bo dokładnie ten kwadrans codziennie, nawet

jeżeli to jest trudne, nawet na początku jeżeli mamy poczucie, że

czujemy się drewniani i w ogóle. I nie do końca wiemy, jak to robić...

Ale jak się przełamać? No łatwo powiedzieć: "Idź pogadaj", ale jak zacząć?

To po jakimś czasie będzie efekt. Jak zacząć?

Zacząć od siebie. Zacząć od tego, żeby

pomyśleć sobie, jak się czuję,

skupić się na osobach, które są dla mnie ważne, czyli,

nie wiem, rodzinie, najbliższym. Czy kogoś,

kto jest fajnym kandydatem na przyjaciela.

Wyjść trochę z tej "strefy komfortu"

i...

podzielić się tymi emocjami. Na przykład, nie wiem,

"Dzisiaj jechałam do pracy i było takie piękne słońce,

tak mi było fajnie. Jak twój dzień?".

Taka prosta rzecz.

Taka prosta rzecz. Ale jednocześnie mówi coś o mnie, nie? To nie jest na takiej zasadzie:

"Ale miałem dzisiaj zajebistą drogę do roboty", nie? Albo:

"Ale film widziałam", nie?

Ale jeżeli na przykład opowiem o tym, właśnie skupiając się na emocjach,

nie wiem, "przeżywałam to w taki sposób" albo

opowiem o tym, z czym jest mi trudno, to są bardzo takie

wysoko postawione poprzeczki,

ale

ślizgać się po temacie każdy potrafi, natomiast chodzi o to, żeby

właśnie pracować nad tym kwadrans

codziennie, żeby

się odważyć wychodzić z tej strefy komfortu

i dzielić się z ludźmi przede wszystkim emocjami

i patrzeć jak ci ludzie reagują. To jest pierwsza rzecz. A druga

- pytać. Nie bać się też pytać. Bo ludzie się boją.

Nie odbierać tego, że może mogę być

wścibska,

bo prawda jest taka, że każdy z nas lubi gdzieś,

jak inni się nami interesują. I tak pytać autentycznie:

"Co u ciebie?", "Jak się czujesz?".

"Jak ci minął dzień?", "Jak ci dzisiaj

było, co się dobrego wydarzyło?". Jest bardzo fajne

takie ćwiczenie,

które uczy słuchania

i polecam je każdemu. Spróbuj zadać pytanie,

właśnie takie na zasadzie: "Jak

ci dzisiaj minął dzień? Opowiedz mi dzisiaj o swoim dniu" i

nie analizuj jakby tego, co słyszysz i nie

próbuj od razu wymyślać jakby odpowiedzi

czy jakiejś wymiany, tak? Bo wtedy

nie do końca się potrafisz skupić, to znaczy, nie mówię o tobie, ale

nie bardzo potrafimy się skupić na tym tak naprawdę,

co osoba chce nam przekazać i będzie nam bardzo trudno

podążać. Czyli po prostu: "Posłuchaj

i wysłuchaj".

Posłuchaj, wysłuchaj, poczuj. Spróbuj się jakby zempatyzować.

Spróbuj zobaczyć świat oczami drugiej osoby.

Ja mam takie hasło, które

sama sobie też powtarzam za każdym razem,

jak myślę chociażby o swojej córce. Moja

perspektywa jest moja. Perspektywa drugiej osoby jest

perspektywą drugiej osoby.

Muszę to uszanować, ale to jest też wspaniałe

i to mi może pokazywać świat, który jest

ciekawy

i dzięki temu mogę poznawać ludzi wokół siebie.

No dobrze, brzmi zachęcająco.

Zachęcamy wszystkich do tego wyzwania i przypominamy,

że nawet 15 minut codziennej

rozmowy jest w stanie znacznie

polepszyć jakość naszego życia.

Dokładnie.

Czego i wam, i sobie oczywiście życzymy. Dziękuję za spotkanie.

Dzięki wielkie.

Dziękuję za rozmowę.