×

We use cookies to help make LingQ better. By visiting the site, you agree to our cookie policy.


image

"Maska śmierci szkarłatnej" - Edgar Allan Poe

"Maska śmierci szkarłatnej" - Edgar Allan Poe

Edgar Allan Poe

Maska śmierci szkarłatnej

tłum. Bolesław Leśmian

[Śmierć, Choroba, Krew] Śmierć Szkarłatna od dawna pustoszyła ową krainę. Nigdy dżuma nie bywała tak nieodparta, tak straszliwa. Jej oznaką widomą była — krew — czerwień i szkarada krwi. Towarzyszyły jej bóle ostre, nagły zawrót głowy, a potem — obfity przez wszystkie pory wyciek potów i rozłąka z życiem.

Purpurowa plamistość ciała, a szczególniej twarzy — usuwała ofiarę poza koło żyjących, pozbawiając jej wszelkiej pomocy i wszelkiego współczucia. Napad, rozwój i skutek choroby były sprawą półgodzinnych zabiegów.

Atoli książę Prospero — szczęśliwą miał gwiazdę, nieustraszone serce i umysł przenikliwy. Gdy dżuma na wpół wyludniła jego obszary, zwołał tysiące dzielnych, chwackiego przyrodzenia druhów płci obojej, wybranych spośród rycerzy i dwórek jego świty, i wraz z nimi usunął się od świata w ustronną samotnię jednego ze swych warownych opactw. Był to obszerny i wspaniały budynek, twór iście książęcy, w stylu cudacznym, a wszakże godnym podziwu. Tęgi a wysoki mur przysparzał mu obwodu. Ów mur spiżową miał bramę. Świta, zaledwo przedostawszy się do wnętrza, z pomocą pieców i krzepkich młotów zalutowała rygle. Postanowiono zawarować się przeciw nagłym zakusom rozpaczy od zewnątrz i zamknąć wszelki odwrót weselnym szałom od wewnątrz. Opactwo było suto zaopatrzone w żywność. Dzięki tym środkom ochronnym dwór księcia mógł drwić z zarazy. Ludność po tamtej stronie muru wedle sił i możności krzątała się dokoła swego zbawienia. Cokolwiek miało się zdarzyć, wszelka troska i wszelka zaduma była obecnie — szaleństwem. Książę wszystkim dostarczył źródeł uciechy. Byli tam wesołkowie, byli żonglerzy, tancerze, grajkowie, był czar pod wszelką postacią, było — wino. Wewnątrz — zbiór wszelakich cudów i bezpieczeństwo. Zewnątrz — Śmierć Szkarłatna . Na schyłku piątego czy szóstego miesiąca swego pobytu w warownych zaciszach, a w chwili najzapalczywszego po tamtej stronie murów srożenia się klęski — stało się, że książę Prospero uraczył tysiąc swych druhów płci obojej balem maskowym niesłychanego przepychu.

Co za rozkoszna to była maskarada! Lecz niechże mi wprzód dane będzie opisać komnaty, w których się spełniła. Było ich siedem — w głównym przestrzale pałacu.

W wielu zamkach ten szereg komnat tworzy długą, w prostej linii perspektywę, gdy skrzydła drzwi są na oścież, aż do zetknięcia się z obojgiem ścian rozwarte, tak że wzrok biegnie bez przeszkód do końca. W danym razie było zgoła inaczej, jak można się tego było spodziewać po księciu i po jego pochopnym do dziwów umyśle. Komnaty miały rozkład tak nieprawidłowy, iż oko nie mogło naraz ogarnąć więcej nad jedną. W odstępie dwudziestu lub trzydziestu jardów zjawił się nagły zakręt — i przy każdym zakręcie — widok nowy. Po prawej i lewej stronie — w pośrodku każdej ściany wysokie a wąskie okno gotyckie wychodziło na ślepy korytarz, żłobiący się zgodnie z zawiłym rozkładem komnat. W każdym oknie tkwiły szyby o barwach, zastosowanych do głównego tonu w ozdobach komnaty należącej do okna. Na przykład — komnata we wschodnim skrzydle zamku miała obicie błękitne i okna z ciemnego błękitu. Drugą z kolei zdobiła i oblekała purpura, tedy szyby były purpurowe.

Trzecia — do cna zielona z zielonymi oknami. Czwartą w stroju pomarańczowym — pomarańczowe rozwidniały okna. Piąta — biała. Szósta — fioletowa.

Siódmą komnatę sztywnie oblekał czarny aksamit, przesłaniając całe sklepienie i mury, i ciężkimi zwojami opadając na dywan z tejże tkaniny i tej samej barwy. Atoli w tej wyjątkowej komnacie barwa okien nie odpowiadała wnętrzu. Szyby były szkarłatne, o skrzącej barwie krwi.

Tedy — w żadnej z siedmiu komnat — wsród gęstwy obficie rozrzuconych lub przypiętych do lamperii ozdób ze złota — nie było ani lampy, ani kandelabrów. Ani lamp, ani świec. Ani śladu jakichkolwiek w tym rodzaju rozwidnień w całym długim szeregu tych komnat. Wszakże w okalających je korytarzach, tuż pod każdym oknem tkwił olbrzymi trójnóg z płonącym zarzewiem, którego promienie przenikały poprzez barwne szyby, rzęsistym blaskiem olśniewając komnatę. Stąd był dostatek mieniących się barwą i fantastycznych widoków.

Wszakże oświetlenie komnaty zachodniej owej czarnej komnaty, kędy brzask zarzewia poprzez krwawe szyby strumienił się po czarnych aksamitach, było złowieszczo-straszliwe i przydawało twarzom zabłąkanych do wnętrza śmiałków wyraz tak dziwny, że szczupła jeno garstka tancerzy zdobywała się na odwagę postawienia swej stopy w magicznym przybytku tej komnaty.

W tej samej właśnie komnacie — u zachodniej ściany — stał olbrzymi zegar hebanowy. Wahadło jego kołysało się z głuchym, ciężkim, jednostajnym tykaniem i gdy wskazówka minutowa dokonała swego wokół tarczy obiegu, a godzina miała zadzwonić, z mosiężnych płuc olbrzyma dobywał się dźwięk czysty, donośny, głęboki i nad wyraz melodyjny, lecz o tonie tak swoistym i tak napiętym, że grajkowie kapeli co godzina musieli zaprzestawać na mgnienie swych akordów, aby słuchać gry godzin — tancerze wbrew woli poniechiwali swych wirowań. Chwilowy popłoch ogarniał wesołą gromadę — i widziano, jak przez cały czas brzmienia kurantów najzuchwalsi — bledli, a najstarsi wiekiem i najdojrzalsi umysłem prowadzili dłonią po czole niby w zadumie lub w gorączkowym majaczeniu. Lecz gdy ostatnie echo zamarło, skrzydlaty śmieszek przelatał po całym zgromadzeniu. Grajkowie spoglądali po sobie i, uśmiechając się na myśl o własnej wrażliwości i nierozsądku, ciszkiem przyrzekali sobie nawzajem, że następny śpiew kurantów nie wywrze na nich podobnego wrażenia, a później po upływie sześćdziesięciu minut, brzemiennych trojgiem tysiąców i sześciorgiem secin sekund dopełnionej godziny, następował nowy śpiew nieodpartych kurantów i powtarzał się ten sam popłoch, ten sam dreszcz, te same majaczenia.

Wszakże na przekór tym przerwom, orgia odznaczała się wesołością i przepychem. Upodobania księcia były zgoła osobliwe. Miał oko wprawne w dziedzinie barw i efektów. Pogardzał wszelkim decorum [1] mody. Jego zamiary były zuchwałe i dzikie, a pomysły olśniewały przepychem barbarzyńskim. Byli tacy, którzy go posądzali o szaleństwo. Jego dworzanie czuli dobrze, iż tak nie jest. Wszakże trzeba było słyszeć go, widzieć i obcować z nim bezpośrednio, aby się upewnić, iż tak nie jest.

[Zabawa, Przebranie, Potwór] Ze względu na tak wielką uroczystość, sam przeważnie zarządzał doborem sprzętów w siedmiu komnatach i nakaz jego upodobań osobistych narzucił styl przebraniom. Doprawdy, były to pomysły dziwolążne. Było to wprost — wspaniałe, olśniewające! Była w tym — pokusa i fantazja — wiele z tego, co potem ujrzano w Hernanim [2]. Były postacie całkiem arabeskowe, postrojone niedorzecznie, ukształtowane na przekór wszelkim prawidłom — dziwy potworne jak majaki. Było tam pod dostatkiem czaru, rozpusty i wybryków — źdźbło zgrozy i obfitość szkarady. Słowem, była to ciżba zmór, które kroczyły napuszyście — po siedmiu komnatach. I zmory owe wyprawiały wszelkiego rodzaju łamańce, brocząc barwami komnat — i rzekłbyś, iż spod ich stóp wysnuwały się dźwięki muzyki i że dziwaczne akordy kapeli były echem ich kroków.

A od czasu do czasu z komnaty aksamitnej dolatał rozdzwoniony śpiew hebanowego zegara. I wówczas — na okamgnienie wszystko nieruchomiało — wszystko milkło prócz głosu zegara. Zmory stygły, drętwiały w swych ruchach.

Lecz oto — echa kurantów zamierały — ich śpiew trwał jeno chwilę — i zaledwo pierzchły, a już skrzydlaty i niedotłumiony śmieszek trzepotał się wszędy. I znowu grzmiała kapela, ożywiały się zmory — i kurczyły się w tak wesołych podrygach, jak nigdy, przyswajając sobie barwy okien, poprzez które strumienił się pożar trójnogów.

Lecz żadna z masek nie śmiała już zabłąkać się do komnaty, która tkwiła tam — na samym zachodzie — noc się bowiem zbliżała i wzmożone w swej czerwieni światło napływało od przekrwionych szyb, a kruczość żałobnych draperii nabrała grozy. I dla śmiałka, który dotknął stopą żałobnych dywanów, zegar hebanowy rozbrzmiewał cięższym i uroczyściej potężnym śpiewem kurantów, niźli dla uszu masek wirujących w beztroskiej oddali pozostałych komnat.

Komnaty owe roiły się od ludzi i życie tętniło w nich gorączkowym wrzeniem. Wir wesela trwał nieustannie, aż wreszcie północ wybiła na zegarze. Wówczas, jak już rzekłem kapela zamarła. Kołowrotny rozpęd tancerzy — ustał i jako dawniej wszystko zaprawiło się trwożnym znieruchomieniem. Jeno tym razem krtań zegara miała dwanaście do wydzwonienia uderzeń — tedy łacno[3]stać się mogło, iż więcej myśli wkradło się do zadumy tych, którzy wśród ciżby ucztujących podejmowali się — myślenia. I zapewne dla tej samej przyczyny niektóre z ciżby osoby, zanim jeszcze ostatnie echa ostatniego uderzenia roztajały w ciszy, zdążyły wypatrzeć obecność maski, która dotąd zgoła nie ściągnęła na siebie uwagi. I gdy szeptem podano sobie dookoła wieść o tym najściu, powstał wśród ciżby porozumiewawczy zgiełk i pomruk zdziwienia i niezadowolenia — a po nim nastąpił w końcu dreszcz strachu, zgrozy i wstrętu.

Trzeba było niewątpliwie aż nazbyt niezwykłego zjawiska, aby wywrzeć takie wrażenie na ciżbie takich, jak je opisałem, widziadeł. Swoboda zapustna tej nocy była wprawdzie bez mała nieograniczona, lecz osobistość, o której mowa, prześcignęła pomysły Herodowe i przekroczyła względne skądinąd granice nakazanych przez księcia pozorów. W sercu ludzi najbardziej nieczułych są struny, które lada dotyk porusza.

[Gość, Gospodarz, Maska, Trup] Nawet w duszy najbezpowrotniejszych zatraceńców — tych, dla których śmierć i życie jest zarówno igraszką, tkwi coś, z czym igrać nie można. Całe zatem zgromadzenie zdawało się do głębi wyczuwać niesmaczność i niewłaściwość zachowania się oraz ubioru nieznanego gościa. Osobistość była smukła i chuda, od stóp do głów opatulona w całun. Maska tająca oblicze tak trafnie wyobrażała twarz zesztywniałego trupa, że najszczegółowsze badanie z trudem wykryłoby fortel. Mimo to — wszyscy rozbawieni hulajdusze mogliby, jeśli nie pochwalić, w każdym razie ścierpieć ów żart potworny. Wszakże maska posunęła się aż do przyswojenia godeł Śmierci Szkarłatnej . Jej ubiór był pokalany krwią, a jej wysokie czoło oraz wszystkie rysy twarzy były zbryzgane straszliwym szkarłatem.

Gdy oczy księcia Prospera padły na tę postać widmową, która ruchem powolnym, uroczystym i napuszystym, jakby dla utrzymania się w roli, kroczyła tu i tam wpośród tancerzy, zauważono w pierwszej chwili, że pokurczył go gwałtowny dreszcz strachu czy też wstrętu, lecz w mgnieniu potem — czoło jego spurpurowiało od gniewu.

— Kto śmie — zapytał głosem ochrypłym stojących w pobliżu dworzan — kto śmie nam urągać tymi bluźnierczymi drwinami? Pochwyćcie go i pozbawcie maski, abyśmy poznali, kogo — skoro świt — mamy na murach stryczkiem pokarać?

A gdy to mówił, znajdował się książę Prospero w komnacie wschodniej, czyli błękitnej. Słowa jego donośnie i wyraźnie zabrzmiały po wszystkich siedmiu komnatach, gdyż książę był nieugięty i krzepki w sobie, zaś kapela zamarła na jego skinienie.

A stało się, że w komnacie błękitnej przebywał książę mając po bokach świtę pobladłych dworzan.

Początkowo, gdy mówił, świta nieznacznym ruchem pokwapiła się ku natrętowi, który przez chwilę był dostępny, a który obecnie krokiem śmiałym i majestatycznym zbliżał się do księcia. Atoli pod wpływem jakiejś nieokreślonej trwogi, która ogarnęła całe zgromadzenie na widok niedorzecznego zuchwalstwa maski, nie było nikogo, co by dłoń na niej położył, tak że nie znajdując żadnych przeszkód zjawiony przeszedł tuż o dwa kroki od księcia i podczas gdy niezliczone tłumy, jakby jednakiemu posłuszne odruchowi, odpłynęły od środka komnaty ku murom, szedł dalej — bez przerwy — tym samym uroczystym i miarowym krokiem, który go przed chwilą cechował, z komnaty błękitnej do komnaty purpurowej — z komnaty purpurowej — do komnaty zielonej — z zielonej do pomarańczowej — z owej do białej — z tej zaś do fioletowej, zanim poruszono się, aby go stanowczo zatrzymać.

[Maska, Przebranie, Śmierć, Tchórzostwo, Odwaga] Wówczas jednak stało się, że książę Prospero rozjątrzony gniewem i wstydem chwilowego tchórzostwa, rzucił się na oślep poprzez sześć komnat, dokąd nikt za nim nie pośpieszył, gdyż strach śmiertelny owładnął całym tłumem. Potrząsając obnażonym mieczem, zbliżył się na odległość trzech czy czterech kroków do uchodzącego zjawu, gdy nagle ów ostatni, dotarłszy do końca komnaty aksamitnej, odwrócił się znienacka, stawiając czoło swemu prześladowcy. Rozległ się krzyk przenikliwy — i miecz, błysnąwszy, ześliznął się na żałobne dywany, gdzie książę Prospero padł martwy w chwilę potem.

Wówczas, zdobywając się na ślepą odwagę rozpaczy, tłumy masek rzuciły się społem do czarnej komnaty — i schwyciwszy nieznajomego, który na kształt wyniosłego posągu trwał wyprostowany i nieruchomy w cieniu hebanowego zegara doznały strachu bez nazwy stwierdzając naocznie, że pod całunem i pod trupią larwą[4], których pochwycenie kosztowało je tylu nadludzkich wysiłków żaden kształt namacalny nie ma swego pobytu.

[Śmierć, Vanitas] Rozpoznano wówczas obecność Śmierci Szkarłatnej . Przyszła jak złodziej nocny. I wszyscy biesiadnicy — jeden po drugim — padli w komnatach hulaszczych, skropionych rosą krwawego chrztu, i każdy skonał w rozpaczliwych odruchach swego upadku.

I życie w zegarze hebanowym zamarło wraz z życiem ostatniego z tych wesołych chwatów. I żary trójnogów wygasły. I Ciemność, i Ruina, i Śmierć Szkarłatna rozpostarły wszędy swą władzę nieograniczoną.

Przypisy

[1]

decorum (z łac. decorus : przyzwoity, stosowny) — zasada zgodności formy i treści; termin pochodzący z Poetyki Arystotelesa.

[2]

Hernani — tytuł sztuki Victora Hugo (1802–1885), której paryska premiera miała miejsce 25 lutego 1830 r. Sławne stały się przede wszystkim demonstracje towarzyszące przedstawieniom: zwolennicy romantyzmu starli się z klasykami nie tylko na słowa, ale też na fantazyjne przebrania.

[3]

łacno — dawniej: łatwo, nietrudno.

[4]

larwa (daw.) — maska.


"Maska śmierci szkarłatnej" - Edgar Allan Poe

Edgar Allan Poe

Maska śmierci szkarłatnej

tłum. crowd. Bolesław Leśmian Bolesław Lesmian

[Śmierć, Choroba, Krew] Śmierć Szkarłatna od dawna pustoszyła ową krainę. [Death, Disease, Blood] Smrt Scarlet tuto zemi už dlouhou dobu zpustošila. [Death, Disease, Blood] Death Scarlet has ravaged this land for a long time. Nigdy dżuma nie bywała tak nieodparta, tak straszliwa. Nikdy nebyla mor tak neodolatelná, tak strašná. Never the plague was so irresistible, so terrible. Jej oznaką widomą była — krew — czerwień i szkarada krwi. Its sign was visible - blood - red and blood scarlet. Towarzyszyły jej bóle ostre, nagły zawrót głowy, a potem — obfity przez wszystkie pory wyciek potów i rozłąka z życiem. She was accompanied by acute pains, sudden dizziness, and then - sweat and rejection of life abundant through all seasons.

Purpurowa plamistość ciała, a szczególniej twarzy — usuwała ofiarę poza koło żyjących, pozbawiając jej wszelkiej pomocy i wszelkiego współczucia. The purple flesh of the body, and more particularly the face, removed the victim beyond the circle of the living, depriving her of all help and all compassion. Napad, rozwój i skutek choroby były sprawą półgodzinnych zabiegów. The seizure, development and outcome of the disease were a matter of half an hour of treatment.

Atoli książę Prospero — szczęśliwą miał gwiazdę, nieustraszone serce i umysł przenikliwy. Atolský princ prospero - šťastná hvězda, nebojácné srdce a zářivá mysl. Atoll prince Prospero - happy star, fearless heart and keen mind. Gdy dżuma na wpół wyludniła jego obszary, zwołał tysiące dzielnych, chwackiego przyrodzenia druhów płci obojej, wybranych spośród rycerzy i dwórek jego świty, i wraz z nimi usunął się od świata w ustronną samotnię jednego ze swych warownych opactw. Když moru napůl vyčerpala jeho území, svolal tisíce odvážných, brutajících silových bratrů obou pohlaví, vybraných z rytířů a dvořanů svého okolí, a s nimi se odvrátil od světa do osamělé osamělosti jednoho z jeho opevněných opatství. When the plague half-depopulated his areas, he convened thousands of brave, brute force brothers of both sexes, chosen from among the knights and courtiers of his entourage, and with them he moved away from the world into the secluded loneliness of one of his fortified abbeys. Był to obszerny i wspaniały budynek, twór iście książęcy, w stylu cudacznym, a wszakże godnym podziwu. It was a spacious and magnificent building, a ducal creation, in a bizarre style, and yet admirable. Tęgi a wysoki mur przysparzał mu obwodu. Byla obrovská a vysoká stěna mu dala okruh. Ów mur spiżową miał bramę. Ta bronzová zeď měla bránu. Świta, zaledwo przedostawszy się do wnętrza, z pomocą pieców i krzepkich młotów zalutowała rygle. Úsvit, bylo snadné se dostat dovnitř, pomocí pecí a robustních kladiva byly šrouby pájeny. Postanowiono zawarować się przeciw nagłym zakusom rozpaczy od zewnątrz i zamknąć wszelki odwrót weselnym szałom od wewnątrz. Bylo rozhodnuto, že přijmout náhlá touha zoufalství zvnějšku a uzavřít všechny útočiště zevnitř. Opactwo było suto zaopatrzone w żywność. Opatství bylo bohatě zásobeno potravinami. Dzięki tym środkom ochronnym dwór księcia mógł drwić z zarazy. Díky těmto ochranným opatřením by knížecí soud mohl vysmívat mor. Ludność po tamtej stronie muru wedle sił i możności krzątała się dokoła swego zbawienia. Lidé na druhé straně zdi, podle své síly a síly, byli zaneprázdněni kolem své spásy. Cokolwiek miało się zdarzyć, wszelka troska i wszelka zaduma była obecnie — szaleństwem. Ať už se stalo cokoli, veškerá péče a veškerá věc byla nyní - šílenství. Książę wszystkim dostarczył źródeł uciechy. Princ poskytl všem zdroje zábavy. Byli tam wesołkowie, byli żonglerzy, tancerze, grajkowie, był czar pod wszelką postacią, było — wino. Byly veselé, byly tam žongléři, tanečníci, hudebníci, všichni měli kouzlo, to bylo víno. Wewnątrz — zbiór wszelakich cudów i bezpieczeństwo. Uvnitř - sbírka všech zázraků a bezpečnosti. Zewnątrz — Śmierć Szkarłatna . Na schyłku piątego czy szóstego miesiąca swego pobytu w warownych zaciszach, a w chwili najzapalczywszego po tamtej stronie murów srożenia się klęski — stało się, że książę Prospero uraczył tysiąc swych druhów płci obojej balem maskowym niesłychanego przepychu. Na konci pátého nebo šestého měsíce svého pobytu v pevnostech a v době nejbolestnější porážky na druhé straně stěn se kníže Prospero vrátil k tisíckám svých sexuálních nevěst jak s maskou koule bezprecedentní nádhery.

Co za rozkoszna to była maskarada! Lecz niechże mi wprzód dane będzie opisać komnaty, w których się spełniła. Dovolte mi nejprve popsat komory, ve kterých byla splněna. Było ich siedem — w głównym przestrzale pałacu. Sedm z nich bylo v hlavním prostoru paláce.

W wielu zamkach ten szereg komnat tworzy długą, w prostej linii perspektywę, gdy skrzydła drzwi są na oścież, aż do zetknięcia się z obojgiem ścian rozwarte, tak że wzrok biegnie bez przeszkód do końca. W danym razie było zgoła inaczej, jak można się tego było spodziewać po księciu i po jego pochopnym do dziwów umyśle. V každém případě to bylo úplně jiné, jak by se dalo očekávat od prince a jeho utrpené mysli. Komnaty miały rozkład tak nieprawidłowy, iż oko nie mogło naraz ogarnąć więcej nad jedną. W odstępie dwudziestu lub trzydziestu jardów zjawił się nagły zakręt — i przy każdym zakręcie — widok nowy. V rozmezí dvaceti nebo třiceti metrů se objevil náhlý obrat - a na každém kroku - nový pohled. Po prawej i lewej stronie — w pośrodku każdej ściany wysokie a wąskie okno gotyckie wychodziło na ślepy korytarz, żłobiący się zgodnie z zawiłym rozkładem komnat. Vpravo a vlevo - uprostřed každé zeď, vysoké a úzké gotické okno přehlédlo slepé chodby a pohybovalo se podle komplikovaného rozkladu komnat. W każdym oknie tkwiły szyby o barwach, zastosowanych do głównego tonu w ozdobach komnaty należącej do okna. Na przykład — komnata we wschodnim skrzydle zamku miała obicie błękitne i okna z ciemnego błękitu. Drugą z kolei zdobiła i oblekała purpura, tedy szyby były purpurowe.

Trzecia — do cna zielona z zielonymi oknami. Za třetí - do zeleného odstínu se zelenými okny. Czwartą w stroju pomarańczowym — pomarańczowe rozwidniały okna. Čtvrtá v oranžové výbavě - oranžová okna byla vyfukována ven. Piąta — biała. Szósta — fioletowa.

Siódmą komnatę sztywnie oblekał czarny aksamit, przesłaniając całe sklepienie i mury, i ciężkimi zwojami opadając na dywan z tejże tkaniny i tej samej barwy. Atoli w tej wyjątkowej komnacie barwa okien nie odpowiadała wnętrzu. Atol v této jedinečné komoře, barva oken neodpovídala interiéru. Szyby były szkarłatne, o skrzącej barwie krwi. Okna byla karmínová, se šumivou barvou krve.

Tedy — w żadnej z siedmiu komnat — wsród gęstwy obficie rozrzuconych lub przypiętych do lamperii ozdób ze złota — nie było ani lampy, ani kandelabrów. Ani lamp, ani świec. Ani śladu jakichkolwiek w tym rodzaju rozwidnień w całym długim szeregu tych komnat. Žádné stopy jakéhokoliv zvětšení v celé dlouhé řadě těchto komor. Wszakże w okalających je korytarzach, tuż pod każdym oknem tkwił olbrzymi trójnóg z płonącym zarzewiem, którego promienie przenikały poprzez barwne szyby, rzęsistym blaskiem olśniewając komnatę. Koneckonců, v chodbách, které je obklopovaly, hned za každým oknem se nacházel obrovský stativ s hořícím stromem, jehož paprsky pronikaly přes barevné tabule, zářící oslňujícím světlem. Stąd był dostatek mieniących się barwą i fantastycznych widoków. Z tohoto důvodu je spousta třpytivých barev a fantastických pohledů.

Wszakże oświetlenie komnaty zachodniej owej czarnej komnaty, kędy brzask zarzewia poprzez krwawe szyby strumienił się po czarnych aksamitach, było złowieszczo-straszliwe i przydawało twarzom zabłąkanych do wnętrza śmiałków wyraz tak dziwny, że szczupła jeno garstka tancerzy zdobywała się na odwagę postawienia swej stopy w magicznym przybytku tej komnaty. Koneckonců, osvětlení komory západní černé komnaty, které prolétlo krvavými okny, protékalo černým sametím, bylo zlověstné a hrozné a přidalo se k cizincům tak zvláštním, že hustá, ale hrstka tanečníků získala odvahu postavit nohy do kouzelné svatyně v této místnosti.

W tej samej właśnie komnacie — u zachodniej ściany — stał olbrzymi zegar hebanowy. Wahadło jego kołysało się z głuchym, ciężkim, jednostajnym tykaniem i gdy wskazówka minutowa dokonała swego wokół tarczy obiegu, a godzina miała zadzwonić, z mosiężnych płuc olbrzyma dobywał się dźwięk czysty, donośny, głęboki i nad wyraz melodyjny, lecz o tonie tak swoistym i tak napiętym, że grajkowie kapeli co godzina musieli zaprzestawać na mgnienie swych akordów, aby słuchać gry godzin — tancerze wbrew woli poniechiwali swych wirowań. Chwilowy popłoch ogarniał wesołą gromadę — i widziano, jak przez cały czas brzmienia kurantów najzuchwalsi — bledli, a najstarsi wiekiem i najdojrzalsi umysłem prowadzili dłonią po czole niby w zadumie lub w gorączkowym majaczeniu. Lecz gdy ostatnie echo zamarło, skrzydlaty śmieszek przelatał po całym zgromadzeniu. Ale když zmizela poslední ozvěna, okřídlený gossamer proletěl po celém shromáždění. Grajkowie spoglądali po sobie i, uśmiechając się na myśl o własnej wrażliwości i nierozsądku, ciszkiem przyrzekali sobie nawzajem, że następny śpiew kurantów nie wywrze na nich podobnego wrażenia, a później po upływie sześćdziesięciu minut, brzemiennych trojgiem tysiąców i sześciorgiem secin sekund dopełnionej godziny, następował nowy śpiew nieodpartych kurantów i powtarzał się ten sam popłoch, ten sam dreszcz, te same majaczenia. Umělci se na sebe podívali a usmívali se při myšlence na svou citlivost a nerozumění, navzájem si slibovali, že další zpěv zvonění je neovlivní, a pak po šedesáti minutách těhotná tři tisíce šest sekund. nový zpěv neodolatelných zvonů a stejná panice se opakovala, stejná vzrušení, stejné delirium.

Wszakże na przekór tym przerwom, orgia odznaczała się wesołością i przepychem. Upodobania księcia były zgoła osobliwe. Princova preference byly docela zvláštní. Miał oko wprawne w dziedzinie barw i efektów. Byl zkušený v oblasti barev a efektů. Pogardzał wszelkim decorum [1] mody. Opovrhl veškerou módu. Jego zamiary były zuchwałe i dzikie, a pomysły olśniewały przepychem barbarzyńskim. Jeho záměry byly odvážné a divoké a nápady oslnily barbarskou nádherou. Byli tacy, którzy go posądzali o szaleństwo. Tam byli ti, kdo ho podezřívali ze šílenství. Jego dworzanie czuli dobrze, iż tak nie jest. Jeho dvořané se cítili dobře, že to nebylo. Wszakże trzeba było słyszeć go, widzieć i obcować z nim bezpośrednio, aby się upewnić, iż tak nie jest. Koneckonců jste ho museli slyšet, vidět ho a přímo s ním komunikovat, aby se ujistil, že není.

[Zabawa, Przebranie, Potwór] Ze względu na tak wielką uroczystość, sam przeważnie zarządzał doborem sprzętów w siedmiu komnatach i nakaz jego upodobań osobistych narzucił styl przebraniom. [Fun, Disguise, Monster] Kvůli tak velkému obřadu většinou spravoval výběr vybavení v sedmi pokojích a pořadí jeho osobních preferencí vyvolalo styl převlečení. Doprawdy, były to pomysły dziwolążne. Byly to skutečně nápadné myšlenky. Było to wprost — wspaniałe, olśniewające! Bylo to prostě - nádherné, oslnivé! Była w tym — pokusa i fantazja — wiele z tego, co potem ujrzano w Hernanim [2]. Tam bylo - pokušení a fantazie - hodně z toho, co bylo později viděno v Hernanimu [2]. Były postacie całkiem arabeskowe, postrojone niedorzecznie, ukształtowane na przekór wszelkim prawidłom — dziwy potworne jak majaki. Byly tam zcela Arabské postavy, nemotivované, tvarované navzdory všem pravidlům - monstrózní zázraky jako sny. Było tam pod dostatkiem czaru, rozpusty i wybryków — źdźbło zgrozy i obfitość szkarady. Bylo tu četné kouzlo, rozkoš a hněv - hrůza a hojnost šarlatu. Słowem, była to ciżba zmór, które kroczyły napuszyście — po siedmiu komnatach. Jedním slovem to bylo davové muggings, které se stočily - po sedmi komorách. I zmory owe wyprawiały wszelkiego rodzaju łamańce, brocząc barwami komnat — i rzekłbyś, iż spod ich stóp wysnuwały się dźwięki muzyki i że dziwaczne akordy kapeli były echem ich kroków. A noční můry udělaly nejrůznější přestávky, vymazaly barvy komnat - a říkali byste, že zvuky hudby přicházejí z jejich nohou a že bizarní akordy kapely byly ozvěnou jejich kroků.

A od czasu do czasu z komnaty aksamitnej dolatał rozdzwoniony śpiew hebanowego zegara. I wówczas — na okamgnienie wszystko nieruchomiało — wszystko milkło prócz głosu zegara. Zmory stygły, drętwiały w swych ruchach.

Lecz oto — echa kurantów zamierały — ich śpiew trwał jeno chwilę — i zaledwo pierzchły, a już skrzydlaty i niedotłumiony śmieszek trzepotał się wszędy. I znowu grzmiała kapela, ożywiały się zmory — i kurczyły się w tak wesołych podrygach, jak nigdy, przyswajając sobie barwy okien, poprzez które strumienił się pożar trójnogów.

Lecz żadna z masek nie śmiała już zabłąkać się do komnaty, która tkwiła tam — na samym zachodzie — noc się bowiem zbliżała i wzmożone w swej czerwieni światło napływało od przekrwionych szyb, a kruczość żałobnych draperii nabrała grozy. I dla śmiałka, który dotknął stopą żałobnych dywanów, zegar hebanowy rozbrzmiewał cięższym i uroczyściej potężnym śpiewem kurantów, niźli dla uszu masek wirujących w beztroskiej oddali pozostałych komnat.

Komnaty owe roiły się od ludzi i życie tętniło w nich gorączkowym wrzeniem. Wir wesela trwał nieustannie, aż wreszcie północ wybiła na zegarze. Wówczas, jak już rzekłem kapela zamarła. Kołowrotny rozpęd tancerzy — ustał i jako dawniej wszystko zaprawiło się trwożnym znieruchomieniem. Jeno tym razem krtań zegara miała dwanaście do wydzwonienia uderzeń — tedy łacno[3]stać się mogło, iż więcej myśli wkradło się do zadumy tych, którzy wśród ciżby ucztujących podejmowali się — myślenia. I zapewne dla tej samej przyczyny niektóre z ciżby osoby, zanim jeszcze ostatnie echa ostatniego uderzenia roztajały w ciszy, zdążyły wypatrzeć obecność maski, która dotąd zgoła nie ściągnęła na siebie uwagi. I gdy szeptem podano sobie dookoła wieść o tym najściu, powstał wśród ciżby porozumiewawczy zgiełk i pomruk zdziwienia i niezadowolenia — a po nim nastąpił w końcu dreszcz strachu, zgrozy i wstrętu.

Trzeba było niewątpliwie aż nazbyt niezwykłego zjawiska, aby wywrzeć takie wrażenie na ciżbie takich, jak je opisałem, widziadeł. Swoboda zapustna tej nocy była wprawdzie bez mała nieograniczona, lecz osobistość, o której mowa, prześcignęła pomysły Herodowe i przekroczyła względne skądinąd granice nakazanych przez księcia pozorów. W sercu ludzi najbardziej nieczułych są struny, które lada dotyk porusza.

[Gość, Gospodarz, Maska, Trup] Nawet w duszy najbezpowrotniejszych zatraceńców — tych, dla których śmierć i życie jest zarówno igraszką, tkwi coś, z czym igrać nie można. Całe zatem zgromadzenie zdawało się do głębi wyczuwać niesmaczność i niewłaściwość zachowania się oraz ubioru nieznanego gościa. Osobistość była smukła i chuda, od stóp do głów opatulona w całun. Maska tająca oblicze tak trafnie wyobrażała twarz zesztywniałego trupa, że najszczegółowsze badanie z trudem wykryłoby fortel. Mimo to — wszyscy rozbawieni hulajdusze mogliby, jeśli nie pochwalić, w każdym razie ścierpieć ów żart potworny. Wszakże maska posunęła się aż do przyswojenia godeł Śmierci Szkarłatnej . Jej ubiór był pokalany krwią, a jej wysokie czoło oraz wszystkie rysy twarzy były zbryzgane straszliwym szkarłatem.

Gdy oczy księcia Prospera padły na tę postać widmową, która ruchem powolnym, uroczystym i napuszystym, jakby dla utrzymania się w roli, kroczyła tu i tam wpośród tancerzy, zauważono w pierwszej chwili, że pokurczył go gwałtowny dreszcz strachu czy też wstrętu, lecz w mgnieniu potem — czoło jego spurpurowiało od gniewu.

— Kto śmie — zapytał głosem ochrypłym stojących w pobliżu dworzan — kto śmie nam urągać tymi bluźnierczymi drwinami? Pochwyćcie go i pozbawcie maski, abyśmy poznali, kogo — skoro świt — mamy na murach stryczkiem pokarać?

A gdy to mówił, znajdował się książę Prospero w komnacie wschodniej, czyli błękitnej. Słowa jego donośnie i wyraźnie zabrzmiały po wszystkich siedmiu komnatach, gdyż książę był nieugięty i krzepki w sobie, zaś kapela zamarła na jego skinienie.

A stało się, że w komnacie błękitnej przebywał książę mając po bokach świtę pobladłych dworzan.

Początkowo, gdy mówił, świta nieznacznym ruchem pokwapiła się ku natrętowi, który przez chwilę był dostępny, a który obecnie krokiem śmiałym i majestatycznym zbliżał się do księcia. Atoli pod wpływem jakiejś nieokreślonej trwogi, która ogarnęła całe zgromadzenie na widok niedorzecznego zuchwalstwa maski, nie było nikogo, co by dłoń na niej położył, tak że nie znajdując żadnych przeszkód zjawiony przeszedł tuż o dwa kroki od księcia i podczas gdy niezliczone tłumy, jakby jednakiemu posłuszne odruchowi, odpłynęły od środka komnaty ku murom, szedł dalej — bez przerwy — tym samym uroczystym i miarowym krokiem, który go przed chwilą cechował, z komnaty błękitnej do komnaty purpurowej — z komnaty purpurowej — do komnaty zielonej — z zielonej do pomarańczowej — z owej do białej — z tej zaś do fioletowej, zanim poruszono się, aby go stanowczo zatrzymać.

[Maska, Przebranie, Śmierć, Tchórzostwo, Odwaga] Wówczas jednak stało się, że książę Prospero rozjątrzony gniewem i wstydem chwilowego tchórzostwa, rzucił się na oślep poprzez sześć komnat, dokąd nikt za nim nie pośpieszył, gdyż strach śmiertelny owładnął całym tłumem. Potrząsając obnażonym mieczem, zbliżył się na odległość trzech czy czterech kroków do uchodzącego zjawu, gdy nagle ów ostatni, dotarłszy do końca komnaty aksamitnej, odwrócił się znienacka, stawiając czoło swemu prześladowcy. Rozległ się krzyk przenikliwy — i miecz, błysnąwszy, ześliznął się na żałobne dywany, gdzie książę Prospero padł martwy w chwilę potem.

Wówczas, zdobywając się na ślepą odwagę rozpaczy, tłumy masek rzuciły się społem do czarnej komnaty — i schwyciwszy nieznajomego, który na kształt wyniosłego posągu trwał wyprostowany i nieruchomy w cieniu hebanowego zegara doznały strachu bez nazwy stwierdzając naocznie, że pod całunem i pod trupią larwą[4], których pochwycenie kosztowało je tylu nadludzkich wysiłków żaden kształt namacalny nie ma swego pobytu.

[Śmierć, Vanitas] Rozpoznano wówczas obecność Śmierci Szkarłatnej . Przyszła jak złodziej nocny. I wszyscy biesiadnicy — jeden po drugim — padli w komnatach hulaszczych, skropionych rosą krwawego chrztu, i każdy skonał w rozpaczliwych odruchach swego upadku.

I życie w zegarze hebanowym zamarło wraz z życiem ostatniego z tych wesołych chwatów. I żary trójnogów wygasły. I Ciemność, i Ruina, i Śmierć Szkarłatna rozpostarły wszędy swą władzę nieograniczoną.

Przypisy

[1]

decorum (z łac. decorus : przyzwoity, stosowny) — zasada zgodności formy i treści; termin pochodzący z Poetyki Arystotelesa.

[2]

Hernani — tytuł sztuki Victora Hugo (1802–1885), której paryska premiera miała miejsce 25 lutego 1830 r. Sławne stały się przede wszystkim demonstracje towarzyszące przedstawieniom: zwolennicy romantyzmu starli się z klasykami nie tylko na słowa, ale też na fantazyjne przebrania.

[3]

łacno — dawniej: łatwo, nietrudno.

[4]

larwa (daw.) — maska.