×

We use cookies to help make LingQ better. By visiting the site, you agree to our cookie policy.


image

Emigracja - Malcolm XD, Palec

Palec

Kilka dni upłynęło mi na wożeniu ludzi spod parlamentu pod London Eye. W końcu trafił się wieczorową porą na Soho klient, który szukał mocniejszych doznań estetycznych niż te, które mógł zapewnić wystawiany w LyceumTheatre musical „Król Lew ”, więc zamówił kurs „na dziewczyny”. To była oczywiście idealna szansa, żeby facet zwiedził sobie kawałek Londynu, a ja przytulił 50 funtów od klubu no-go go-go Robina.

Dobra, typ wsiada na rikszę, lecimy. Zaraz zagaduje, skąd jestem, z Polski, on z Czech, więc już nie gadaliśmy po angielsku, tylko polsko-czesku. Właściwie to on gadał, bo rozpoczął bardzo żywiołową opowieść o tym, że on bywał w strip clubach i w Brazylii, i w Tajlandii, i nawet w egzotycznej Szkocji, ale najpiękniejsze dziewczyny na świecie to są na Słowacji. Z tego powodu było mu przykro, że Czechosłowacja się rozpadła, bo do tego momentu te najpiękniejsze dziewczyny były jego rodaczkami. Ja mu na to powiedziałem, że ma wspaniały gust, a my akurat jedziemy do klubu no-go go-go, gdzie jest tyle Słowaczek, że ciężko się przecisnąć do baru. W myślach zastanawiałem się natomiast, po co się fatygował aż do Londynu, skoro mógł sobie z Czech pojechać na Słowację PKS-em, ewentualnie taksówką czy nawet rikszą, bo to nieduży kraj i wszędzie jest blisko. Ale widocznie prawdą jest powiedzenie, że jak szlachta się bawi, to na koszty nie patrzy, a Czech sprawiał wrażenie typa, który ma hajsu w opór.

Dojechaliśmy pod klub, wprowadzam gościa do środka, żeby przy okazji odebrać swoją zapłatę, a on mówi, że dobrze mu się ze mną jechało i jak na niego poczekam z 2–3 godzinki, aż się pobawi, żeby go potem odwieźć do hotelu, to mi odpali dodatkowo 100 funtów. No to mówię, że oczywiście, jak najbardziej poczekam, w dodatku nie musiałbym teraz wracać do centrum na pusto. Do tego wpierdolowy yin i yang, czyli chłopaki z bramki, dali mi 50 funtów za przywiezienie typka do nich zamiast do konkurencji, więc już byłem elegancko zarobiony. Szczególnie że 30 funtów Czech zapłacił mi już za podróż w jedną stronę, to w kieszeni miałem już 80, a w perspektywie jeszcze 100, więc byłoby na czynsz na ponad dwa tygodnie.

Poszedłem sobie na bogato posiedzieć na moim służbowym krzesełku w kanciapie, w której Piotrek opowiadał jednej barmance z Tajlandii, jaka to w Polsce była patologia na imprezach, które ochraniał przed emigracją. Że tutaj to spokój i cisza, a tam to musiał się co tydzień bić z 10 chamami naraz, z których każdy był O TAKI. Ta Tajka robiła wielkie oczy i mówiła, że Piotrek musi być bardzo silny, a Piotrek z kolei mrużył oczy i mówił, że no, trochę się trenowało. Na tych opowieściach minęło nam tak z godzinę, przychodzi Marcus i mówi, że Czech się upił tequilą, pannom za majtki wsadza po 20 funtów, zamówił szampana, a teraz jedną Słowaczkę wziął na prywatny taniec za stówę. No centralnie klient miesiąca, a mi została przybita piona za to, że go przywiozłem.

Nagle z sali słychać jakieś krzyki, tłuczone szkło, ogólnie banderoza. Marcus z Piotrkiem polecieli na awanturę, a ja siedziałem w kanciapie z tą barmanką, bo pomóc bym im zbytnio nie pomógł, a wpierdol pewnie przy okazji bym od kogoś dostał. Po kilku minutach do naszego pokoju wjeżdża cała ekipa:

• Najpierw jedna ze słowackich tancerek, goła, trzyma się za dupę i krzyczy ZWYROLIK, co, jak się domyśliłem, po czechosłowacku znaczy ZBOCZENIEC

• Potem wjeżdżają ręce tego Czecha ode mnie z rikszy, które w dalszej ich części trzymane są przez Marcusa i Piotrka, którzy są cali oblani szampanem, bo Czech ich próbował pryskać z butelki w obronie własnej

• Na samym końcu wjeżdża pozostała część Czecha, krzycząca FASZYSTI! KOMUNISTI!, co, jak się domyśliłem, w Czechach i Słowacji oznacza odpowiednio faszystów i komunistów.

Czecha rzucili na krzesło, dostał od chłopaków kilka razy w mordę na uspokojenie, zaraz przyleciał właściciel Robin i zaczyna się dochodzenie, co wydarzyło się podczas prywatnego tańca – a wydarzyły się rzeczy mrożące krew w żyłach.

Słowaczka tak sobie znała angielski, a z nerwów jeszcze trochę zapomniała, więc krzyczała bardziej po słowacku, że coś tam coś tam W ZADKU, Robin pyta WHAT? A ona krzyczy ON DAL PERST DO MOJHO ZADKU! i przed zebraną obsługą złowrogo gestykuluje palcem, wizualizując krzywdę, która ją spotkała. Było więc tak, że podczas prywatnego tańca Słowaczka kręciła Czechowi gołą dupą przed twarzą, a on się rozochocił tak, że nie mógł się powstrzymać, i wsadził tam palec. Piotrek pierwszy skumał, co zaszło, przetłumaczył na angielski, a Marcus wtedy Czecha z miejsca znowu w mordę, bo się rozsierdził, bo jemu się ta Słowaczka podobała i za nią łaził. Robin natomiast kręci głową wkurwiony, bo taki palec w dupie to jest atak na obsługę, a w dodatku za takie rzeczy to można stracić licencję na lokal, bo jak jest tylko patrzenie i ewentualnie dotykanie z zewnątrz na tańcu prywatnym, to to podchodzi pod strip club, a jak jest dotykanie wewnątrz, to już podchodzi pod burdel – a taki interes w naszej strefie szariatu już mógłby nie przejść.

Zaczynają się dywagacje, jaka kara powinna delikwenta spotkać. Marcus proponuje, żeby mu złamać palec, co symbolicznie nawiązywałoby do popełnionej zbrodni – wiecie, jak w starożytności na przykład ktoś coś skłamał na kogoś innego, to ucinali mu język, żeby już nie kłamał, więc analogicznie feralnego palca należy złamać, żeby w niczyjej dupie już nie postał. Robin zauważył, że po pierwsze to są barbarzyńskie metody, a po drugie palec dopiero co był w dupie, więc kto podejmie się teraz obcowania z nim, bo na pewno nie on. Na to Piotrek krzyczy:

WIEM! MY MU WSADZIMY PALEC W DUPĘ!

CO?

CO KURWA?

CO?

A NIC, NIC, TAK MI SIĘ TYLKO GŁOŚNO POMYŚLAŁO.

Samo nagłośnienie myśli wystarczyło jednak, żeby Czech się przestraszył i zaczął kajać, że on pijany był, pół litra wódki sam wcześniej wypił, że jemu się ta tancerka tak bardzo spodobała, bo są Słowaczki najpiękniejsze, że on ma dwójkę dzieci i dlatego potrzebuje wszystkich palców sprawnych, jak na przykład niesie zakupy z samochodu do domu. Koniec końców zaproponował, że da tancerce dodatkowo swoje ostatnie 100 funtów i go nie ma. Robin zapytał Słowaczkę, czy spoko, ona powiedział, że spoko, więc Czech się wysypał z hajsu i już znika w drzwiach. Zrozumiałem wtedy, dlaczego Czechosłowacja się rozpadła, ale również dlaczego udało się ten rozpad przeprowadzić w pokojowy sposób. Nie zrozumiałem jednak, co będzie z moją zapłatą, więc krzyczę za typem HALO HALO, A CO ZE MNĄ, a on mi mówi, że to wszystko moja wina, bo go tu przywiozłem i jeszcze dookoła jechałem (NIEPRAWDA) i ja jeszcze zobaczę, bo on się zna z czeską mafią w UK i oni mnie namierzą. Następnie pierdolnął drzwiami i poszedł.

Ja beka, bo największym znanym mi bandytą czeskim był Rumcajs, ale Robin, Marcus i Piotrek zaczęli kręcić głowami, że sprawa jest poważna, oni z doświadczenia wiedzą, że z czeską mafią się nie zadziera i ich zdaniem powinienem na jakiś czas wyjechać z miasta. Wyrazy ich twarzy mówiły, że nie żartują, więc obczaiłem tylko na monitoringu, czy Czech już sobie poszedł spod lokalu, a potem wsiadłem na rikszę i poschizowany pojechałem na bazę, po drodze rozglądając się, czy za rogiem nie czyhają na mnie przedstawiciele czeskiej przestępczości zorganizowanej.

Na bazie spotkałem Stomila, który miał mordę obitą konkret – gorzej niż ten typ od palca w dupie. Okazało się, że jak wielu z nas zapomniał na chwilę, że w angielskim ruchu drogowym lewo to jest prawo, a prawo to lewo, i wyjechał na czołowe z jakimś taksówkarzem i mu porysował zderzak. Jak opisywałem, taksówki od dawna były cięte na rikszarzy, że im zabierają pracę, więc ta rysa przelała czarę goryczy, taryfiarz wyskoczył z fury i zaczął Stomila szarpać. W okolicy było jeszcze dwóch taksówkarzy, którzy jak to zobaczyli, to pomyśleli, że to Stomil szarpie ich kolegę po fachu, więc skończyło się tak, że wpierdolili mu we trzech. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa, na koniec dodali, żeby nie pokazywał się u nich na rewirze, czyli Soho, Covent Garden czy Westminster, więc tam, gdzie jest 90% roboty rikszowej.

Nasze przejścia z tej nocy, połączone z przewlekłymi problemami finansowymi, skumulowały się już w tak ciężką lipę, że nie musieliśmy nawet ze sobą rozmawiać, żeby jeden drugiego zrozumiał, że z rikszami koniec. Szczególnie że nie mieliśmy nawet hajsu, żeby w poniedziałek zapłacić Ramzesowi za wynajem rikszy na kolejny tydzień, bo staliśmy przed wyborem, że albo czynsz za rikszę, albo czynsz za mieszkanie. Poszliśmy do niego, bo akurat był na bazie, i artykułujemy, jaka jest sytuacja. On wszystko zrozumiał, jak dobry starszy brat, podziękował za współpracę i powiedział, żeby się nie przejmować, tylko próbować dalej w innej branży. A jak on zaczynał w UK, to zanim założył biznes rikszowy, to go z pięć raz wyjebali z pracy i raz był nawet przez tydzień bezdomny. Oddaliśmy mu riksze i wszystkie związane z nimi gadżety, typu klucze rowerowe, kłódki itp. A potem normalnie, metrem na chatę, z przystankiem po drodze po 12 żubrów w promocji.

Palec

Kilka dni upłynęło mi na wożeniu ludzi spod parlamentu pod London Eye. W końcu trafił się wieczorową porą na Soho klient, który szukał mocniejszych doznań estetycznych niż te, które mógł zapewnić wystawiany w LyceumTheatre musical „Król Lew ”, więc zamówił kurs „na dziewczyny”. To była oczywiście idealna szansa, żeby facet zwiedził sobie kawałek Londynu, a ja przytulił 50 funtów od klubu no-go go-go Robina.

Dobra, typ wsiada na rikszę, lecimy. Zaraz zagaduje, skąd jestem, z Polski, on z Czech, więc już nie gadaliśmy po angielsku, tylko polsko-czesku. Właściwie to on gadał, bo rozpoczął bardzo żywiołową opowieść o tym, że on bywał w strip clubach i w Brazylii, i w Tajlandii, i nawet w egzotycznej Szkocji, ale najpiękniejsze dziewczyny na świecie to są na Słowacji. Z tego powodu było mu przykro, że Czechosłowacja się rozpadła, bo do tego momentu te najpiękniejsze dziewczyny były jego rodaczkami. Ja mu na to powiedziałem, że ma wspaniały gust, a my akurat jedziemy do klubu no-go go-go, gdzie jest tyle Słowaczek, że ciężko się przecisnąć do baru. W myślach zastanawiałem się natomiast, po co się fatygował aż do Londynu, skoro mógł sobie z Czech pojechać na Słowację PKS-em, ewentualnie taksówką czy nawet rikszą, bo to nieduży kraj i wszędzie jest blisko. Ale widocznie prawdą jest powiedzenie, że jak szlachta się bawi, to na koszty nie patrzy, a Czech sprawiał wrażenie typa, który ma hajsu w opór.

Dojechaliśmy pod klub, wprowadzam gościa do środka, żeby przy okazji odebrać swoją zapłatę, a on mówi, że dobrze mu się ze mną jechało i jak na niego poczekam z 2–3 godzinki, aż się pobawi, żeby go potem odwieźć do hotelu, to mi odpali dodatkowo 100 funtów. No to mówię, że oczywiście, jak najbardziej poczekam, w dodatku nie musiałbym teraz wracać do centrum na pusto. Do tego wpierdolowy yin i yang, czyli chłopaki z bramki, dali mi 50 funtów za przywiezienie typka do nich zamiast do konkurencji, więc już byłem elegancko zarobiony. Szczególnie że 30 funtów Czech zapłacił mi już za podróż w jedną stronę, to w kieszeni miałem już 80, a w perspektywie jeszcze 100, więc byłoby na czynsz na ponad dwa tygodnie.

Poszedłem sobie na bogato posiedzieć na moim służbowym krzesełku w kanciapie, w której Piotrek opowiadał jednej barmance z Tajlandii, jaka to w Polsce była patologia na imprezach, które ochraniał przed emigracją. Że tutaj to spokój i cisza, a tam to musiał się co tydzień bić z 10 chamami naraz, z których każdy był O TAKI. Ta Tajka robiła wielkie oczy i mówiła, że Piotrek musi być bardzo silny, a Piotrek z kolei mrużył oczy i mówił, że no, trochę się trenowało. Na tych opowieściach minęło nam tak z godzinę, przychodzi Marcus i mówi, że Czech się upił tequilą, pannom za majtki wsadza po 20 funtów, zamówił szampana, a teraz jedną Słowaczkę wziął na prywatny taniec za stówę. No centralnie klient miesiąca, a mi została przybita piona za to, że go przywiozłem.

Nagle z sali słychać jakieś krzyki, tłuczone szkło, ogólnie banderoza. Marcus z Piotrkiem polecieli na awanturę, a ja siedziałem w kanciapie z tą barmanką, bo pomóc bym im zbytnio nie pomógł, a wpierdol pewnie przy okazji bym od kogoś dostał. Po kilku minutach do naszego pokoju wjeżdża cała ekipa:

• Najpierw jedna ze słowackich tancerek, goła, trzyma się za dupę i krzyczy ZWYROLIK, co, jak się domyśliłem, po czechosłowacku znaczy ZBOCZENIEC

• Potem wjeżdżają ręce tego Czecha ode mnie z rikszy, które w dalszej ich części trzymane są przez Marcusa i Piotrka, którzy są cali oblani szampanem, bo Czech ich próbował pryskać z butelki w obronie własnej

• Na samym końcu wjeżdża pozostała część Czecha, krzycząca FASZYSTI! KOMUNISTI!, co, jak się domyśliłem, w Czechach i Słowacji oznacza odpowiednio faszystów i komunistów.

Czecha rzucili na krzesło, dostał od chłopaków kilka razy w mordę na uspokojenie, zaraz przyleciał właściciel Robin i zaczyna się dochodzenie, co wydarzyło się podczas prywatnego tańca – a wydarzyły się rzeczy mrożące krew w żyłach.

Słowaczka tak sobie znała angielski, a z nerwów jeszcze trochę zapomniała, więc krzyczała bardziej po słowacku, że coś tam coś tam W ZADKU, Robin pyta WHAT? A ona krzyczy ON DAL PERST DO MOJHO ZADKU! i przed zebraną obsługą złowrogo gestykuluje palcem, wizualizując krzywdę, która ją spotkała. Było więc tak, że podczas prywatnego tańca Słowaczka kręciła Czechowi gołą dupą przed twarzą, a on się rozochocił tak, że nie mógł się powstrzymać, i wsadził tam palec. Piotrek pierwszy skumał, co zaszło, przetłumaczył na angielski, a Marcus wtedy Czecha z miejsca znowu w mordę, bo się rozsierdził, bo jemu się ta Słowaczka podobała i za nią łaził. Robin natomiast kręci głową wkurwiony, bo taki palec w dupie to jest atak na obsługę, a w dodatku za takie rzeczy to można stracić licencję na lokal, bo jak jest tylko patrzenie i ewentualnie dotykanie z zewnątrz na tańcu prywatnym, to to podchodzi pod strip club, a jak jest dotykanie wewnątrz, to już podchodzi pod burdel – a taki interes w naszej strefie szariatu już mógłby nie przejść.

Zaczynają się dywagacje, jaka kara powinna delikwenta spotkać. Marcus proponuje, żeby mu złamać palec, co symbolicznie nawiązywałoby do popełnionej zbrodni – wiecie, jak w starożytności na przykład ktoś coś skłamał na kogoś innego, to ucinali mu język, żeby już nie kłamał, więc analogicznie feralnego palca należy złamać, żeby w niczyjej dupie już nie postał. Robin zauważył, że po pierwsze to są barbarzyńskie metody, a po drugie palec dopiero co był w dupie, więc kto podejmie się teraz obcowania z nim, bo na pewno nie on. Na to Piotrek krzyczy:

WIEM! MY MU WSADZIMY PALEC W DUPĘ!

CO?

CO KURWA?

CO?

A NIC, NIC, TAK MI SIĘ TYLKO GŁOŚNO POMYŚLAŁO.

Samo nagłośnienie myśli wystarczyło jednak, żeby Czech się przestraszył i zaczął kajać, że on pijany był, pół litra wódki sam wcześniej wypił, że jemu się ta tancerka tak bardzo spodobała, bo są Słowaczki najpiękniejsze, że on ma dwójkę dzieci i dlatego potrzebuje wszystkich palców sprawnych, jak na przykład niesie zakupy z samochodu do domu. Koniec końców zaproponował, że da tancerce dodatkowo swoje ostatnie 100 funtów i go nie ma. Robin zapytał Słowaczkę, czy spoko, ona powiedział, że spoko, więc Czech się wysypał z hajsu i już znika w drzwiach. Zrozumiałem wtedy, dlaczego Czechosłowacja się rozpadła, ale również dlaczego udało się ten rozpad przeprowadzić w pokojowy sposób. Nie zrozumiałem jednak, co będzie z moją zapłatą, więc krzyczę za typem HALO HALO, A CO ZE MNĄ, a on mi mówi, że to wszystko moja wina, bo go tu przywiozłem i jeszcze dookoła jechałem (NIEPRAWDA) i ja jeszcze zobaczę, bo on się zna z czeską mafią w UK i oni mnie namierzą. Następnie pierdolnął drzwiami i poszedł.

Ja beka, bo największym znanym mi bandytą czeskim był Rumcajs, ale Robin, Marcus i Piotrek zaczęli kręcić głowami, że sprawa jest poważna, oni z doświadczenia wiedzą, że z czeską mafią się nie zadziera i ich zdaniem powinienem na jakiś czas wyjechać z miasta. Wyrazy ich twarzy mówiły, że nie żartują, więc obczaiłem tylko na monitoringu, czy Czech już sobie poszedł spod lokalu, a potem wsiadłem na rikszę i poschizowany pojechałem na bazę, po drodze rozglądając się, czy za rogiem nie czyhają na mnie przedstawiciele czeskiej przestępczości zorganizowanej.

Na bazie spotkałem Stomila, który miał mordę obitą konkret – gorzej niż ten typ od palca w dupie. Okazało się, że jak wielu z nas zapomniał na chwilę, że w angielskim ruchu drogowym lewo to jest prawo, a prawo to lewo, i wyjechał na czołowe z jakimś taksówkarzem i mu porysował zderzak. Jak opisywałem, taksówki od dawna były cięte na rikszarzy, że im zabierają pracę, więc ta rysa przelała czarę goryczy, taryfiarz wyskoczył z fury i zaczął Stomila szarpać. W okolicy było jeszcze dwóch taksówkarzy, którzy jak to zobaczyli, to pomyśleli, że to Stomil szarpie ich kolegę po fachu, więc skończyło się tak, że wpierdolili mu we trzech. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa, na koniec dodali, żeby nie pokazywał się u nich na rewirze, czyli Soho, Covent Garden czy Westminster, więc tam, gdzie jest 90% roboty rikszowej.

Nasze przejścia z tej nocy, połączone z przewlekłymi problemami finansowymi, skumulowały się już w tak ciężką lipę, że nie musieliśmy nawet ze sobą rozmawiać, żeby jeden drugiego zrozumiał, że z rikszami koniec. Szczególnie że nie mieliśmy nawet hajsu, żeby w poniedziałek zapłacić Ramzesowi za wynajem rikszy na kolejny tydzień, bo staliśmy przed wyborem, że albo czynsz za rikszę, albo czynsz za mieszkanie. Poszliśmy do niego, bo akurat był na bazie, i artykułujemy, jaka jest sytuacja. On wszystko zrozumiał, jak dobry starszy brat, podziękował za współpracę i powiedział, żeby się nie przejmować, tylko próbować dalej w innej branży. A jak on zaczynał w UK, to zanim założył biznes rikszowy, to go z pięć raz wyjebali z pracy i raz był nawet przez tydzień bezdomny. Oddaliśmy mu riksze i wszystkie związane z nimi gadżety, typu klucze rowerowe, kłódki itp. A potem normalnie, metrem na chatę, z przystankiem po drodze po 12 żubrów w promocji.