×

We use cookies to help make LingQ better. By visiting the site, you agree to our cookie policy.


image

Emigracja - Malcolm XD, Krąg Dialogu

Krąg Dialogu

Wracamy na squat, czyli do naszego nowego domu, umordowani psychicznie i fizycznie po tym pierwszym dniu roboty. Najchętniej to bym wziął gorącą kąpiel, ale nie było u nas takich luksusów. Podgrzewało się wodę w czajniku elektrycznym, mieszało z zimną, żeby nie poparzyła, i nalewało do takiego prysznica turystycznego, który był torbą podwieszaną pod sufit, a na dole miała kurek, który się odkręcało i wtedy na głowę leciała woda.

Niestety nawet taki prysznic nie był mi pisany, bo jak tylko weszliśmy do domu, złapał nas ten Profesorek, który nam rano zorganizował przydługie powitanie. Tym razem zapowiadało się podobnie, bo powiedział, żebyśmy szli na dół na basen, bo tam będzie Krąg Dialogu, czyli takie spotkanie mieszkańców, na którym się omawia różne ważne sprawy i wszyscy już na nas czekają.

Rzeczywiście, w piwnicy na dnie osuszonego basenu siedziała większość naszych współlokatorów. Najpierw jeszcze raz oficjalnie się ze wszystkimi przywitaliśmy i powiedzieliśmy kilka słów o sobie, a oni o sobie. Potem zaczął się Dialog, dla którego Krąg został uformowany, a to była już sprawa bardziej zbiurokratyzowana. Profesorek objął funkcję przewodniczącego posiedzenia, tylko inaczej się nazywało, bo to nie było posiedzenie, tylko DIALOG, a on nie był przewodniczącym, tylko FACYLITATOREM. Podnoszę rękę i chcę zapytać, jak długi planowany jest Dialog, bo my jesteśmy prosto po robocie i nawet turystycznego prysznica jeszcze nie zdążyłem wziąć, ale Profesorek mnie skarcił, że nie można podnosić ręki, bo hitlerowcy też podnosili i się źle kojarzy. Dlatego zgłaszać się trzeba w inny sposób. A jaki? To już każdy musi sobie sam wymyślić indywidualnie, można zagwizdać, można pstryknąć palcami, nie wiem kurwa, polizać łokieć, jak ktoś potrafi, żeby się tylko nie kojarzyło. W drodze wyjątku otrzymałem jednak odpowiedź, że posiedzenie, to znaczy Dialog, będzie trwał tak długo jak trzeba. Aha, ok.

Pierwsza podniesiona została kwestia zgłoszona przez samego Facylitatora, a mianowicie, że teraz już u nas na ludzi nie będzie się mówiło he/she i tak dalej, tylko będziemy używali ZAIMKÓW OSOBOWOWYCH NEUTRALNYCH PŁCIOWO, bo ten typ z Hiszpanii był kiedyś panną i jego to może obrażać. Mówić więc będzie można na przykład XE, zamiast HE, bo to podobno dużo zmienia. Ja się zmartwiłem, bo mój angielski i tak nie był jeszcze jakiś mega i miewałem problemy nawet z he/she, a tutaj już wchodzi jakiś zaawansowany poziom. Stomil miał wyjebane, bo on i tak zawsze na wszystkich, w każdym kontekście językowym i sytuacji mówił YOU, natomiast główny zainteresowany, czyli Samuel, typ z Hiszpanii, mówi Profesorkowi, że on nie po to przeszedł całą kurwa skomplikowaną drogą i bolesną procedurę zmiany płci, z dorobieniem kutasa włącznie, żeby teraz go jakoś dziwnie nazywali, bo on się czuje w pełni HE, a nie jakiś XE. Profesorek się speszył i mówi do jednej z panien ze Szwecji, czyli Ebby, że ona chyba chce coś od siebie dodać w tym temacie. Ona mówi, że nie, że dlaczego on tak sądzi? A on tłumaczy, że pocierała ręką nos, więc chyba się w ten sposób zgłaszała, że chce zabrać głos, a nie chciała podnosić ręki jak naziści. Ona jednak tłumaczy, że nie, że ona tylko sama sobie zgłaszała, że ją nos swędzi, i nie ma w kwestii zaimków osobowych neutralnych płciowo nic do dodania. Zresztą nikt nie miał, bo Samuel z Hiszpanii w gruncie rzeczy zamknął temat, bo trudno, żebyśmy my mu ustalali, jak się ma na niego mówić. Swoją drogą ten Samuel był bardzo słusznej postury, nie wiem, czy to przy tej terapii mu tak rozjebało mięśnie od testosteronu, czy jeszcze będąc kobietą był takim bambrem, ale podejrzewam, że Profesorek też się trochę bał, żeby mu nie jebnął, więc uciął drażliwy temat.

Następną kwestię zgłosiło 5-osobowe rodzeństwo z Ugandy. Z nimi ciekawe było to, że dziewczyny nazywały się Grace, czyli łaska, Sweet, czyli słodka, i Faith, czyli wiara, a typki Lucky i King. Jak widzicie, zasady imiennictwa były dosyć proste, bo zwyczajnie nazywało się dziecko tak, jak się chciało, żeby ono miało w życiu. Jak na przykład chciałeś, żeby syn miał szczęście, to go nazywałeś LUCKY i sprawa załatwiona. Nie wiem natomiast, co robi się w sytuacji, jak taki Lucky czeka zimą na przystanku tramwajowym, poślizgnie się, noga mu wleci na tory i jakiś tramwaj mu po niej przejedzie i utnie, co jest jednak przypadkiem wbrew jego imieniu nieszczęśliwym, więc w takich okolicznościachimię trzeba zmienić na przykład na RICH i trzymać kciuki, że tym razem się uda. Jednak być może właśnie przewidując taki potencjalny problem, w Ugandzie nie ma ani śniegu, ani tramwajów, co nasi współlokatorzy nam opowiadali. Zamiast tramwajów są autobusy i motorowe taksówki, które nazywają się BODA-BODA. Zamiast śniegu jest natomiast deszcz, szczególnie w porze deszczowej.

W każdym razie jak już wspominałem, oni wszyscy byli gorliwie wierzący i codziennie chodzili do kościoła na skwerku przed squatem na mszę. Ich wniosek przedstawiony przed Kręgiem Dialogu dotyczył tego, że jednak chcieliby się też modlić w domu, a chwilowo mieli bana, bo ich pokój był dokładnie nad pokojem Profesorka. Ważne było to dlatego, że o ile na przykład religijność u nas w Polsce polega na tym, że się mówi pod nosem ojczenaszktóryśjestwniebie i idzie się raczej w ilość odbytych modlitw, to w religijności ugandyjskiej Boga wielbi się w dużej mierze tańcem i śpiewem, czyli na przykład robi się tylko jedną modlitwę, ale 10-minutową z refrenem, bisowaniem i wybijaniem rytmu nogą o podłogę. Z tego powodu właśnie Profesorek im wprowadził zakaz na modlenie, bo mu skakali po suficie. Dlatego też, po rozważeniu argumentów wszystkich zainteresowanych stron, ci Ugandyjczycy zaproponowali, żeby się mogli modlić w piwnicy na basenie, bo tutaj nie będą nikomu przeszkadzać, bo nikt pod basenem nie mieszka. Może z wyjątkiem diabła w piekle, ale akurat w modlitwie chodzi o to, żeby jemu przeszkadzać. Chcieliby natomiast sobie tam powiesić jakiś święty obraz, żeby im się lepiej modliło. Profesorek na to mówi, że nie ma chuja, bo to jest lokal laicki i nie można innym narzucać swoich przekonań religijnych poprzez wieszanie tego typu symboli. Na to ja zauważam, że TAK, A TO NIBY CO? I pokazuję tego Buddę, co był na płachcie na ścianie koło basenu. To tak naprawdę nie był Budda, tylko jakiś inny azjatycki bóg, chyba hinduski, ale nikt do końca nie wiedział jaki – w każdym razie wydawał się chudszy od Buddy. Zdziwił się też ten Joaquin z Brazylii, który kiedyś grał ze Stomilem na gitarze w przejściu podziemnym, bo on mieszkał na tym squacie prawie od samego początku, a tego Buddy nigdy nie widział. Profesorek tłumaczy, że on go powiesił dosłownie kilka dni temu, nie jako symbol religijny, tylko symbol rdzennej ludności Azji, żeby ją uszanować za to, że była przez nas kolonizowana. Ja mówię, że przez nas to znaczy przez kogo, a on mówi, że przez białych ludzi, czyli mnie, Stomila, Rafałela, typa z Hiszpanii, parę ze Szkocji, panny ze Szwecji i jego. To ja mu mówię hola hola, biały człowiek białemu człowiekowi nierówny, my tu jesteśmy z Europy może i Środkowo, ale jednak Wschodniej i my żadnych ludzi w Azji ani Afryce, ani Ameryce nie kolonizowaliśmy, tylko nas kolonizowali. A on pyta TAK? A NIBY JAK?

Całe życie kurwa byłem przygotowywany na nadejście tego momentu. Jadę mu od razu z grubej rury, wszystkimi nieszczęściami dziejowymi, które spadły na Polskę. Po pierwsze, że kolonializm kulturowy na przykładzie tych dzieci z Wrześni, co protestowały przeciwko germanizacji. Po drugie niewolnictwo na Sybirze albo na robotach przymusowych u bauera, gdzie się jechało z łapanek ulicznych. Po trzecie fizyczna eksterminacja elit na przykładzie profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Katynia. Po czwarte kurwa segregacja rasowa, jak w czasie wojny na przodzie tramwaju i w parkach było NUR FÜR DEUTSCHE, czyli że tylko Niemcom wolno, to jak w USA w latach 60., jak też czarni nie mogli sobie jeździć autobusem, jak chcieli, i mieli osobne kible. No i nie zapominajmy o Auschwitz i pozostałych niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych w okupowanej Polsce, gdzie mordowano i Żydów, i Polaków, i nawet Cyganów, o czym niestety mało kto pamięta. Taką tyradę pocisnąłem, że obie Szwedki się centralnie popłakały. Profesorek widać, że w opór zmieszany, że niby taki z niego doktor nauk, a nie zna podstawowych faktów historycznych. Chciał jeszcze jebany ratować twarz, to pyta, czy w takim razie była też kradzież dzieł kultury i sztuki, tak jak Brytyjczycy kradli z Egiptu mumie i inne zabytki z czasów faraońskich. No i tym sposobem typ mi się podstawił na cios kończący. Już był w tym momencie trupem, tylko jeszcze tego nie wiedział. Wyjeżdżam mu, że jak Bursztynową Komnatę kiedyś zajebali, to do dzisiaj się nie znalazła. Jeszcze myślałem, żeby coś dorzucić o dobrach zagrabionych podczas potopu szwedzkiego, ale dałem sobie spokój, bo Szwedki już i tak płakały nad losem Polski.

Profesorek intelektualnie znokautowany duka YYYYY EEEEE NOOOO YYYY NOOO TAK TAK, trener z sędzią cucą jego mózg mokrymi ręcznikami. W końcu, jak doszedł do siebie, to postanowiono, że w takim razie ja, Stomil i Rafałel będziemy od teraz uznawani za pokrzywdzonych dziejowo i w głosowaniach liczeni tak samo jak Ugandyjczycy i typ z Brazylii. To było ważne, bo jak się okazało w głosowaniu przemnożnik przelicznika twojego głosu zmieniał się dynamicznie, w zależności od twojego pochodzenia, cech osobistych i przedmiotu głosowania. Tym sposobem do głosowania nad obrazkiem z Buddą powstały dwa zespoły: okcydentalny, czyli UK, Szwecji i Hiszpania, oraz peryferyjny, czyli Polska, Uganda i Brazylia. Wyszło jednak tak, że w tym centralnym były mniej ludzi, bo tylko 6, a w naszym aż 9, więc Profesorek ogłosił, że nie może być tak, żeby większość mogła wszystko narzucić mniejszości, bo to jest dyktatura, więc głosy tej mniejszości liczone będą razy 1.75, żeby było sprawiedliwie. Natomiast nadal nie rozstrzygało to wyniku sprawy Buddy, bo i ci centralni, i peryferyjni mogli tak samo być za nim jak przeciwko niemu. No to zaczynamy głosowanie, profesorek zarządza, żeby oddał głos KTO JEST ZA BRAKIEM NAPRAWY KOLONIALIZMU KULTUROWEGO POPRZEZ UMIESZCZANIE EUROPEJSKICH SYMBOLI RELIGIJNYCH KOSZTEM AZJATYCKICH. Kilka osób podnosi ręce, ale zaraz zostali skarceni, że to się źle kojarzy i mają gestami pokazać. Każdy pokazywał na swój sposób, co było dosyć chaotyczne, a potem pokazywali ci, którzy mieli zdanie odmienne. Na koniec Profesorek się pyta gościa ze Szkocji, czy on mrugał na TAK, czy na NIE, a on mówi, że niestety nie wie, jakie było pytanie, bo jest najarany. Profesorek uznał to za NIE, potem przemnożył i przeliczył głosy przez przemnożnik licznika i wyszło, że 18,3% głosujących było za wyrzuceniem Buddy i powieszeniem świętego obrazu Ugandyjczyków, 45,9% za zostawieniem Buddy i niewieszaniem świętego obrazu, a 33,5% za tym, żeby były obydwa obrazy, co jest o tyle dziwne, że nie przypominam sobie, żeby ta opcja w ogóle była poddana głosowaniu. Niemniej wszyscy byli już tak zmęczeni tym Dialogiem, że Ugandyjczycy zamiast się kłócić to polecieli szybko do kościoła na skwerku, żeby zdążyć na wieczorną mszę, a ja z poczuciem dziejowego triumfu poszedłem pod prysznic turystyczny.

Kolejne dni upływały nam bardzo podobnie, czyli na graniu w Fifę na Xboksie porankami, chodzeniu do pracy na riksze na popołudnia, a mniej więcej co drugi wieczór odbywał się jakiś Krąg Dialogu, który, jeżeli nie było jakichś bieżących domowych spraw, to trwał znacznie krócej niż ten pierwszy, bo ograniczał się tylko do tego, kogo danego dnia potępiamy. Działało to tak, że Profesorek cały dzień nic nie robił, tylko łaził po domu, sączył browarki, mądrzył się do tych lokatorów, na których akurat trafił, albo czytał różne newsy na komputerze i dostawał o nie bólu dupy. Na przykład czytał, że jakiejś firmie naftowej się gdzieś w lesie amazońskim wylała ropa z rurociągu, to się oburzał, wpisywał to na listę i wieczorem głosowaliśmy, czy tę firmę potępiamy, czy nie. Zazwyczaj potępialiśmy, no bo co nam szkodzi, i po takim potępieniu wszyscy mogli zadowoleni iść do siebie. Natomiast dało się wyczuć, że Profesorek miał mi ciągle za złe wypunktowanie jego niewiedzy historycznej na naszym pierwszym Dialogu. Problematyczne było to o tyle, że o ile teoretycznie wszyscy na squcie byli równi, to on był trochę równiejszy, bo jako jedyny nie chodził nigdzie do roboty, tylko siedział i kminił coraz to nowe zasady, tematy naszych spotkań, sposoby głosowań i tak dalej, a nikt z nas nie miał tyle czasu, żeby z nim siedzieć i gasić te jego wszystkie pomysły, więc siłą rzeczy sporo z nich jakoś przechodziło, ale tak widocznie wygląda to całe doktorowanie na uczelni. Problem wynikał więc z tego, że Profesorek od czasu do czasu rzucał w moją stronę różne gównokomentarze i czułem, że powoli zaczyna ogarniać, jak tutaj zakombinować z tymi Dialogami i głosowaniami tak, żeby mnie ze squatu wypierdolić. Z tego powodu, jak i z braku bieżącej wody, zaczęliśmy się ze Stomilem rozglądać za normalnym zakwaterowaniem i obejrzeliśmy kilka pokojów na wynajem w różnych częściach Londynu. Miało się to przydać szybciej, niż sądziliśmy.

Krąg Dialogu

Wracamy na squat, czyli do naszego nowego domu, umordowani psychicznie i fizycznie po tym pierwszym dniu roboty. Najchętniej to bym wziął gorącą kąpiel, ale nie było u nas takich luksusów. Podgrzewało się wodę w czajniku elektrycznym, mieszało z zimną, żeby nie poparzyła, i nalewało do takiego prysznica turystycznego, który był torbą podwieszaną pod sufit, a na dole miała kurek, który się odkręcało i wtedy na głowę leciała woda. You heated water in an electric kettle, mixed it with cold water so that it wouldn't burn you, and poured it into a tourist shower, which was a bag suspended from the ceiling, and at the bottom it had a tap that you unscrewed and then water flew over your head.

Niestety nawet taki prysznic nie był mi pisany, bo jak tylko weszliśmy do domu, złapał nas ten Profesorek, który nam rano zorganizował przydługie powitanie. Tym razem zapowiadało się podobnie, bo powiedział, żebyśmy szli na dół na basen, bo tam będzie Krąg Dialogu, czyli takie spotkanie mieszkańców, na którym się omawia różne ważne sprawy i wszyscy już na nas czekają.

Rzeczywiście, w piwnicy na dnie osuszonego basenu siedziała większość naszych współlokatorów. Najpierw jeszcze raz oficjalnie się ze wszystkimi przywitaliśmy i powiedzieliśmy kilka słów o sobie, a oni o sobie. Potem zaczął się Dialog, dla którego Krąg został uformowany, a to była już sprawa bardziej zbiurokratyzowana. Profesorek objął funkcję przewodniczącego posiedzenia, tylko inaczej się nazywało, bo to nie było posiedzenie, tylko DIALOG, a on nie był przewodniczącym, tylko FACYLITATOREM. Podnoszę rękę i chcę zapytać, jak długi planowany jest Dialog, bo my jesteśmy prosto po robocie i nawet turystycznego prysznica jeszcze nie zdążyłem wziąć, ale Profesorek mnie skarcił, że nie można podnosić ręki, bo hitlerowcy też podnosili i się źle kojarzy. Dlatego zgłaszać się trzeba w inny sposób. A jaki? To już każdy musi sobie sam wymyślić indywidualnie, można zagwizdać, można pstryknąć palcami, nie wiem kurwa, polizać łokieć, jak ktoś potrafi, żeby się tylko nie kojarzyło. W drodze wyjątku otrzymałem jednak odpowiedź, że posiedzenie, to znaczy Dialog, będzie trwał tak długo jak trzeba. Aha, ok.

Pierwsza podniesiona została kwestia zgłoszona przez samego Facylitatora, a mianowicie, że teraz już u nas na ludzi nie będzie się mówiło he/she i tak dalej, tylko będziemy używali ZAIMKÓW OSOBOWOWYCH NEUTRALNYCH PŁCIOWO, bo ten typ z Hiszpanii był kiedyś panną i jego to może obrażać. The first issue raised was raised by the Facilitator himself, namely that from now on people will not be called he/she and so on, but we will use GENDER-NEUTRAL PERSONAL PRONOUNS, because this guy from Spain used to be a maiden and he can offend. Mówić więc będzie można na przykład XE, zamiast HE, bo to podobno dużo zmienia. So it will be possible to say, for example, XE instead of HE, because it supposedly changes a lot. Ja się zmartwiłem, bo mój angielski i tak nie był jeszcze jakiś mega i miewałem problemy nawet z he/she, a tutaj już wchodzi jakiś zaawansowany poziom. I was worried because my English wasn't great yet and I had problems even with he/she, and here is some advanced level. Stomil miał wyjebane, bo on i tak zawsze na wszystkich, w każdym kontekście językowym i sytuacji mówił YOU, natomiast główny zainteresowany, czyli Samuel, typ z Hiszpanii, mówi Profesorkowi, że on nie po to przeszedł całą kurwa skomplikowaną drogą i bolesną procedurę zmiany płci, z dorobieniem kutasa włącznie, żeby teraz go jakoś dziwnie nazywali, bo on się czuje w pełni HE, a nie jakiś XE. Stomil was fucked because he always said YOU to everyone, in every language context and situation, while the main interested party, i.e. Samuel, a guy from Spain, tells the Professor that he didn't go through the whole fucking complicated and painful sex change procedure for that , including making a dick, so that they would call him something strange now, because he feels fully HE, not some XE. Profesorek się speszył i mówi do jednej z panien ze Szwecji, czyli Ebby, że ona chyba chce coś od siebie dodać w tym temacie. The professor is flustered and says to one of the girls from Sweden, Ebby, that she probably wants to add something from herself on this subject. Ona mówi, że nie, że dlaczego on tak sądzi? She says no, why does he think so? A on tłumaczy, że pocierała ręką nos, więc chyba się w ten sposób zgłaszała, że chce zabrać głos, a nie chciała podnosić ręki jak naziści. Ona jednak tłumaczy, że nie, że ona tylko sama sobie zgłaszała, że ją nos swędzi, i nie ma w kwestii zaimków osobowych neutralnych płciowo nic do dodania. Zresztą nikt nie miał, bo Samuel z Hiszpanii w gruncie rzeczy zamknął temat, bo trudno, żebyśmy my mu ustalali, jak się ma na niego mówić. Swoją drogą ten Samuel był bardzo słusznej postury, nie wiem, czy to przy tej terapii mu tak rozjebało mięśnie od testosteronu, czy jeszcze będąc kobietą był takim bambrem, ale podejrzewam, że Profesorek też się trochę bał, żeby mu nie jebnął, więc uciął drażliwy temat.

Następną kwestię zgłosiło 5-osobowe rodzeństwo z Ugandy. The next issue was raised by a 5-person sibling from Uganda. Z nimi ciekawe było to, że dziewczyny nazywały się Grace, czyli łaska, Sweet, czyli słodka, i Faith, czyli wiara, a typki Lucky i King. The interesting thing about them was that the girls were called Grace, which means grace, Sweet, which means sweet, and Faith, which means faith, and the types Lucky and King. Jak widzicie, zasady imiennictwa były dosyć proste, bo zwyczajnie nazywało się dziecko tak, jak się chciało, żeby ono miało w życiu. Jak na przykład chciałeś, żeby syn miał szczęście, to go nazywałeś LUCKY i sprawa załatwiona. Nie wiem natomiast, co robi się w sytuacji, jak taki Lucky czeka zimą na przystanku tramwajowym, poślizgnie się, noga mu wleci na tory i jakiś tramwaj mu po niej przejedzie i utnie, co jest jednak przypadkiem wbrew jego imieniu nieszczęśliwym, więc w takich okolicznościachimię trzeba zmienić na przykład na RICH i trzymać kciuki, że tym razem się uda. Jednak być może właśnie przewidując taki potencjalny problem, w Ugandzie nie ma ani śniegu, ani tramwajów, co nasi współlokatorzy nam opowiadali. Zamiast tramwajów są autobusy i motorowe taksówki, które nazywają się BODA-BODA. Zamiast śniegu jest natomiast deszcz, szczególnie w porze deszczowej. Instead of snow, there is rain, especially during the rainy season.

W każdym razie jak już wspominałem, oni wszyscy byli gorliwie wierzący i codziennie chodzili do kościoła na skwerku przed squatem na mszę. Ich wniosek przedstawiony przed Kręgiem Dialogu dotyczył tego, że jednak chcieliby się też modlić w domu, a chwilowo mieli bana, bo ich pokój był dokładnie nad pokojem Profesorka. Ważne było to dlatego, że o ile na przykład religijność u nas w Polsce polega na tym, że się mówi pod nosem ojczenaszktóryśjestwniebie i idzie się raczej w ilość odbytych modlitw, to w religijności ugandyjskiej Boga wielbi się w dużej mierze tańcem i śpiewem, czyli na przykład robi się tylko jedną modlitwę, ale 10-minutową z refrenem, bisowaniem i wybijaniem rytmu nogą o podłogę. It was important because while, for example, the religiosity in Poland consists in saying "Father who is in heaven" under your breath and you go rather by the number of prayers, in Ugandan religiosity God is worshiped to a large extent by dancing and singing, i.e. example, only one prayer is made, but a 10-minute one with a chorus, encores and tapping the rhythm with your foot on the floor. Z tego powodu właśnie Profesorek im wprowadził zakaz na modlenie, bo mu skakali po suficie. Dlatego też, po rozważeniu argumentów wszystkich zainteresowanych stron, ci Ugandyjczycy zaproponowali, żeby się mogli modlić w piwnicy na basenie, bo tutaj nie będą nikomu przeszkadzać, bo nikt pod basenem nie mieszka. Może z wyjątkiem diabła w piekle, ale akurat w modlitwie chodzi o to, żeby jemu przeszkadzać. Chcieliby natomiast sobie tam powiesić jakiś święty obraz, żeby im się lepiej modliło. Profesorek na to mówi, że nie ma chuja, bo to jest lokal laicki i nie można innym narzucać swoich przekonań religijnych poprzez wieszanie tego typu symboli. Na to ja zauważam, że TAK, A TO NIBY CO? I pokazuję tego Buddę, co był na płachcie na ścianie koło basenu. To tak naprawdę nie był Budda, tylko jakiś inny azjatycki bóg, chyba hinduski, ale nikt do końca nie wiedział jaki – w każdym razie wydawał się chudszy od Buddy. Zdziwił się też ten Joaquin z Brazylii, który kiedyś grał ze Stomilem na gitarze w przejściu podziemnym, bo on mieszkał na tym squacie prawie od samego początku, a tego Buddy nigdy nie widział. Joaquin from Brazil, who once played guitar with Stomil in the underground passage, was also surprised, because he lived in this squat almost from the very beginning, and he had never seen this Buddha. Profesorek tłumaczy, że on go powiesił dosłownie kilka dni temu, nie jako symbol religijny, tylko symbol rdzennej ludności Azji, żeby ją uszanować za to, że była przez nas kolonizowana. The professor explains that he hung it just a few days ago, not as a religious symbol, but a symbol of the indigenous people of Asia, to respect them for being colonized by us. Ja mówię, że przez nas to znaczy przez kogo, a on mówi, że przez białych ludzi, czyli mnie, Stomila, Rafałela, typa z Hiszpanii, parę ze Szkocji, panny ze Szwecji i jego. I say that by us, I mean by whom, and he says that by white people, i.e. me, Stomil, Rafał, a guy from Spain, a couple from Scotland, girls from Sweden and him. To ja mu mówię hola hola, biały człowiek białemu człowiekowi nierówny, my tu jesteśmy z Europy może i Środkowo, ale jednak Wschodniej i my żadnych ludzi w Azji ani Afryce, ani Ameryce nie kolonizowaliśmy, tylko nas kolonizowali. I say to him, hola hola, a white man is unequal to a white man, we may be from Central Europe here, but still from Eastern Europe, and we haven't colonized any people in Asia, Africa or America, we've only been colonized. A on pyta TAK? And he asks YES? A NIBY JAK? AND HOW?

Całe życie kurwa byłem przygotowywany na nadejście tego momentu. All my fucking life I've been preparing for this moment. Jadę mu od razu z grubej rury, wszystkimi nieszczęściami dziejowymi, które spadły na Polskę. I'm going straight to him with all the historical misfortunes that have befallen Poland. Po pierwsze, że kolonializm kulturowy na przykładzie tych dzieci z Wrześni, co protestowały przeciwko germanizacji. Firstly, that cultural colonialism on the example of those children from Września who protested against Germanization. Po drugie niewolnictwo na Sybirze albo na robotach przymusowych u bauera, gdzie się jechało z łapanek ulicznych. Secondly, slavery in Siberia or forced labor at the bauer, where people were sent from street roundups. Po trzecie fizyczna eksterminacja elit na przykładzie profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i Katynia. Thirdly, the physical extermination of the elites on the example of professors of the Jagiellonian University and Katyn. Po czwarte kurwa segregacja rasowa, jak w czasie wojny na przodzie tramwaju i w parkach było NUR FÜR DEUTSCHE, czyli że tylko Niemcom wolno, to jak w USA w latach 60., jak też czarni nie mogli sobie jeździć autobusem, jak chcieli, i mieli osobne kible. Fourth, fucking racial segregation, like during the war there was NUR FÜR DEUTSCHE at the front of the tram and in the parks, meaning that only Germans are allowed, like in the USA in the 1960s, and black people couldn't ride the bus as they wanted, and they had separate toilets. No i nie zapominajmy o Auschwitz i pozostałych niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych w okupowanej Polsce, gdzie mordowano i Żydów, i Polaków, i nawet Cyganów, o czym niestety mało kto pamięta. And let's not forget about Auschwitz and other German Nazi concentration camps in occupied Poland, where Jews, Poles and even Gypsies were murdered, which, unfortunately, hardly anyone remembers. Taką tyradę pocisnąłem, że obie Szwedki się centralnie popłakały. I gave such a tirade that both Swedes cried in the middle. Profesorek widać, że w opór zmieszany, że niby taki z niego doktor nauk, a nie zna podstawowych faktów historycznych. The professor is clearly confused, that he is supposedly a doctor of science, but he does not know the basic historical facts. Chciał jeszcze jebany ratować twarz, to pyta, czy w takim razie była też kradzież dzieł kultury i sztuki, tak jak Brytyjczycy kradli z Egiptu mumie i inne zabytki z czasów faraońskich. He also wanted to save fucking face, so he asks if there was also theft of works of art and culture, just as the British stole mummies and other relics from Pharaonic times from Egypt. No i tym sposobem typ mi się podstawił na cios kończący. And that's how the guy got me the finishing blow. Już był w tym momencie trupem, tylko jeszcze tego nie wiedział. He was already dead at that moment, he just didn't know it yet. Wyjeżdżam mu, że jak Bursztynową Komnatę kiedyś zajebali, to do dzisiaj się nie znalazła. I'm leaving him, that when they once killed the Amber Room, it hasn't been found to this day. Jeszcze myślałem, żeby coś dorzucić o dobrach zagrabionych podczas potopu szwedzkiego, ale dałem sobie spokój, bo Szwedki już i tak płakały nad losem Polski. I was thinking of adding something about the goods plundered during the Swedish Deluge, but I gave up, because the Swedes were already crying over the fate of Poland.

Profesorek intelektualnie znokautowany duka YYYYY EEEEE NOOOO YYYY NOOO TAK TAK, trener z sędzią cucą jego mózg mokrymi ręcznikami. Professor intellectually knocked out duka YYYYY EEEEE NOOOOO YYYY NOOO YES YES, the coach with the referee revive his brain with wet towels. W końcu, jak doszedł do siebie, to postanowiono, że w takim razie ja, Stomil i Rafałel będziemy od teraz uznawani za pokrzywdzonych dziejowo i w głosowaniach liczeni tak samo jak Ugandyjczycy i typ z Brazylii. To było ważne, bo jak się okazało w głosowaniu przemnożnik przelicznika twojego głosu zmieniał się dynamicznie, w zależności od twojego pochodzenia, cech osobistych i przedmiotu głosowania. This was important, because as it turned out in the vote, the multiplier of your vote multiplier changed dynamically, depending on your origin, personal characteristics and the subject of voting. Tym sposobem do głosowania nad obrazkiem z Buddą powstały dwa zespoły: okcydentalny, czyli UK, Szwecji i Hiszpania, oraz peryferyjny, czyli Polska, Uganda i Brazylia. In this way, two teams were created to vote on the image with the Buddha: the occidental team, i.e. the UK, Sweden and Spain, and the peripheral one, i.e. Poland, Uganda and Brazil. Wyszło jednak tak, że w tym centralnym były mniej ludzi, bo tylko 6, a w naszym aż 9, więc Profesorek ogłosił, że nie może być tak, żeby większość mogła wszystko narzucić mniejszości, bo to jest dyktatura, więc głosy tej mniejszości liczone będą razy 1.75, żeby było sprawiedliwie. However, it turned out that there were fewer people in the central one, because only 6, and in ours as many as 9, so the Professor announced that it could not be that the majority could impose everything on the minority, because it is a dictatorship, so the votes of this minority will be counted times 1.75 to be fair. Natomiast nadal nie rozstrzygało to wyniku sprawy Buddy, bo i ci centralni, i peryferyjni mogli tak samo być za nim jak przeciwko niemu. No to zaczynamy głosowanie, profesorek zarządza, żeby oddał głos KTO JEST ZA BRAKIEM NAPRAWY KOLONIALIZMU KULTUROWEGO POPRZEZ UMIESZCZANIE EUROPEJSKICH SYMBOLI RELIGIJNYCH KOSZTEM AZJATYCKICH. Kilka osób podnosi ręce, ale zaraz zostali skarceni, że to się źle kojarzy i mają gestami pokazać. Każdy pokazywał na swój sposób, co było dosyć chaotyczne, a potem pokazywali ci, którzy mieli zdanie odmienne. Na koniec Profesorek się pyta gościa ze Szkocji, czy on mrugał na TAK, czy na NIE, a on mówi, że niestety nie wie, jakie było pytanie, bo jest najarany. Profesorek uznał to za NIE, potem przemnożył i przeliczył głosy przez przemnożnik licznika i wyszło, że 18,3% głosujących było za wyrzuceniem Buddy i powieszeniem świętego obrazu Ugandyjczyków, 45,9% za zostawieniem Buddy i niewieszaniem świętego obrazu, a 33,5% za tym, żeby były obydwa obrazy, co jest o tyle dziwne, że nie przypominam sobie, żeby ta opcja w ogóle była poddana głosowaniu. Niemniej wszyscy byli już tak zmęczeni tym Dialogiem, że Ugandyjczycy zamiast się kłócić to polecieli szybko do kościoła na skwerku, żeby zdążyć na wieczorną mszę, a ja z poczuciem dziejowego triumfu poszedłem pod prysznic turystyczny.

Kolejne dni upływały nam bardzo podobnie, czyli na graniu w Fifę na Xboksie porankami, chodzeniu do pracy na riksze na popołudnia, a mniej więcej co drugi wieczór odbywał się jakiś Krąg Dialogu, który, jeżeli nie było jakichś bieżących domowych spraw, to trwał znacznie krócej niż ten pierwszy, bo ograniczał się tylko do tego, kogo danego dnia potępiamy. Działało to tak, że Profesorek cały dzień nic nie robił, tylko łaził po domu, sączył browarki, mądrzył się do tych lokatorów, na których akurat trafił, albo czytał różne newsy na komputerze i dostawał o nie bólu dupy. Na przykład czytał, że jakiejś firmie naftowej się gdzieś w lesie amazońskim wylała ropa z rurociągu, to się oburzał, wpisywał to na listę i wieczorem głosowaliśmy, czy tę firmę potępiamy, czy nie. Zazwyczaj potępialiśmy, no bo co nam szkodzi, i po takim potępieniu wszyscy mogli zadowoleni iść do siebie. Natomiast dało się wyczuć, że Profesorek miał mi ciągle za złe wypunktowanie jego niewiedzy historycznej na naszym pierwszym Dialogu. Problematyczne było to o tyle, że o ile teoretycznie wszyscy na squcie byli równi, to on był trochę równiejszy, bo jako jedyny nie chodził nigdzie do roboty, tylko siedział i kminił coraz to nowe zasady, tematy naszych spotkań, sposoby głosowań i tak dalej, a nikt z nas nie miał tyle czasu, żeby z nim siedzieć i gasić te jego wszystkie pomysły, więc siłą rzeczy sporo z nich jakoś przechodziło, ale tak widocznie wygląda to całe doktorowanie na uczelni. Problem wynikał więc z tego, że Profesorek od czasu do czasu rzucał w moją stronę różne gównokomentarze i czułem, że powoli zaczyna ogarniać, jak tutaj zakombinować z tymi Dialogami i głosowaniami tak, żeby mnie ze squatu wypierdolić. Z tego powodu, jak i z braku bieżącej wody, zaczęliśmy się ze Stomilem rozglądać za normalnym zakwaterowaniem i obejrzeliśmy kilka pokojów na wynajem w różnych częściach Londynu. Miało się to przydać szybciej, niż sądziliśmy.