×

Χρησιμοποιούμε cookies για να βελτιώσουμε τη λειτουργία του LingQ. Επισκέπτοντας τον ιστότοπο, συμφωνείς στην cookie policy.


image

Bolesław Prus, Antek (1/2)

Antek (1/2)

Bolesław Prus

Antek

Antek urodził się we wsi nad Wisłą.

Wieś leżała w niewielkiej dolinie. Od północy otaczały ją wzgórza spadziste, porosłe sosnowym lasem, a od południa wzgórza garbate, zasypane leszczyną, tarniną i głogiem. Tam najgłośniej śpiewały ptaki i najczęściej chodziły wiejskie dzieci rwać orzechy albo wybierać gniazda.

Kiedyś stanął na środku wsi, zdawało ci się, że oba pasma gór biegną ku sobie, ażeby zetknąć się tam, gdzie z rana wstaje czerwone słońce. Ale było to złudzenie.

Za wsią bowiem ciągnęła się między wzgórzami dolina przecięta rzeczułką i przykryta zieloną łąką.

Tam pasano bydlątka i tam cienkonogie bociany chodziły polować na żaby kukające wieczorami.

Od zachodu wieś miała tamę, za tamą Wisłę, a za Wisłą znowu wzgórza wapienne, nagie.

Każdy chłopski dom, szarą słomą pokryty, miał ogródek, a w ogródku śliwki węgierki, spomiędzy których widać było komin sadzą uczerniony i pożarną drabinkę. Drabiny te zaprowadzono nie od dawna, a ludzie myśleli, że one lepiej chronić będą chaty od ognia niż dawniej bocianie gniazda. Toteż gdy płonął jaki budynek, dziwili się bardzo, ale go nie ratowali.

— Widać, że na tego gospodarza był dopust boski — mówili między sobą. — Spalił się, choć miał przecie nową drabinę i choć zapłacił *śtraf* za starą, co to były u niej połamane szczeble.

W takiej wsi urodził się Antek. Położyli go w niemalowanej kołysce, co została po zmarłym bracie, i sypiał w niej przez dwa lata. Potem przyszła mu na świat siostra, Rozalia, więc musiał jej miejsca ustąpić, a sam, jako osoba dorosła, przenieść się na ławę.

Przez ten rok kołysał siostrę, a przez cały następny — rozglądał się po świecie. Raz wpadł w rzekę, drugi raz dostał batem od przejezdnego furmana za to, że go o mało konie nie stratowały, a trzeci raz psy tak go pogryzły, że dwa tygodnie leżał na piecu. Doświadczył więc niemało. Za to w czwartym roku życia ojciec podarował mu swoją sukienną kamizelkę z mosiężnym guzikiem, a matka — kazała mu siostrę nosić.

Gdy miał pięć lat, użyto go już — do pasania świń. Ale Antek nie bardzo się za nimi oglądał. Wolał patrzeć na drugą stronę Wisły, gdzie za wapiennym wzgórzem raz na raz pokazywało się coś wysokiego i czarnego. Wyłaziło to z lewej strony jakby spod ziemi, szło w górę i upadało na prawo. Za tym pierwszym szło zaraz drugie i trzecie, takie samo czarne i wysokie.

Tymczasem świnie swoim obyczajem wlazły w kartofle. Matka spostrzegłszy to zawinęła się wedle sukiennej kamizelki Antkowej, tak że chłopiec prawie tchu nie mógł złapać. Ale że nie miał w sercu zawziętości, bo było z niego dziecko dobre, więc wykrzyczawszy się i wydrapawszy — kamizelkę, zapytał matki:

— Matulu! A co to takie czarne chodzi za Wisłą?

Matka spojrzała w kierunku Antkowego palca, przysłoniła oczy ręką i odparła:

— Tam za Wisłą? Cóż to, nie widzisz, że wiatrak chodzi? A na drugi raz pilnuj świń, bo cię pokrzywami wysmaruję.

— Acha, wiatrak! A co on, matulu, za jeden?

— At, głupiś! — odparła matka i uciekła do swojej roboty. Gdzie ona miała czas i rozum do udzielania objaśnień o wiatrakach!

Ale chłopcu wiatrak spokojności nie dawał. Antek widywał go przecie co dzień. Widywał go i w nocy przez sen. Więc taka straszna urosła w chłopcu ciekawość, że jednego dnia zakradł się do promu, co ludzi na drugą stronę rzeki przewoził, i popłynął za Wisłę.

Popłynął, wdrapał się na wapienną górę, akurat w tym miejscu, gdzie stało ogłoszenie, aby tędy nie chodzić, i zobaczył wiatrak. Wydał mu się budynek ten jakby dzwonnica, tylko w sobie był grubszy, a tam gdzie na dzwonnicy jest okno, miał cztery tęgie skrzydła ustawione na krzyż. Z początku nie rozumiał nic — co to i na co to? Ale wnet objaśnili mu rzecz pastuchowie, więc dowiedział się o wszystkim. Naprzód o tym, że na skrzydła dmucha wiater i kręci nimi jak liśćmi. Dalej o tym, że w wiatraku miele się zboże na mąkę, i nareszcie o tym, że przy wiatraku siedzi młynarz, co żonę bije, a taki jest mądry, że wie, jakim sposobem ze śpichrzów wyprowadza się szczury.

Po takiej poglądowej lekcji Antek wrócił do domu tą samą drogą co pierwej. Dali mu tam przewoźnicy parę razy w łeb za swoją krwawą pracę, dała mu i matka coś na sukienną kamizelkę, ale to nic: Antek był kontent, bo zaspokoił ciekawość. Więc choć położył się spać o głodzie, marzył całą noc to o wiatraku, co mieli zboże, to o młynarzu, co bije żonę i szczury wyprowadza ze śpichrzów.

Drobny ten wypadek stanowczo wpłynął na całe życie chłopca. Od tej pory — od wschodu do zachodu słońca — strugał on patyki i układał je na krzyż. Potem wystrugał sobie kolumnę; próbował, obciosywał, ustawiał, aż nareszcie wybudował mały wiatraczek, który na wietrze obracał mu się jak tamten za Wisłą.

Cóż to była za radość! Teraz brakowało Antkowi tylko żony, żeby mógł ją bić, i już byłby z niego prawdziwy młynarz!

Do dziesiątego roku życia zepsuł ze cztery koziki, ale też strugał nimi dziwne rzeczy. Robił wiatraki, płoty, drabiny, studnie, a nawet całe chałupy. Aż się ludzie zastanawiali i mówili do matki, że z Antka albo będzie majster, albo wielki gałgan.

Przez ten czas urodził mu się jeszcze jeden brat, Wojtek, siostra podrosła, a ojca drzewo przytłukło — w lesie.

W chacie była z Rozalią wielka wygoda. Dziewczyna zimą zamiatała izbę, nosiła wodę, a nawet potrafiła krupnik ugotować. Latem posyłano ją do bydła z Antkiem, bo chłopak zajęty struganiem nigdy się nie dopilnował. Co go nie nabili, nie naprosili, nie napłakali się nad nim. Chłopak krzyczał, obiecywał, płakał nawet razem z matką, ale robił swoje, a bydło wciąż w szkodę właziło.

Dopiero gdy siostra razem z nim pasła, było lepiej: on strugał patyki, a ona pilnowała krów.

Nieraz matka widząc, że dziewucha, choć młodsza, ma więcej rozumu i chęci aniżeli Antek, załamywała z żalu ręce i lamentowała przed starym kumem, Andrzejem:

— Co ja pocznę, nieszczęsna, z tym Antkiem odmieńcem? Ani to w chacie nic nie zrobi, ani bydła doglądnie, ino wciąż kraje te patyki, jakby co w niego wstąpiło. Już z niego, mój Andrzeju, nie będzie chyba gospodarz ani nawet parobek, tylko darmozjad na śmiech ludziom i obrazę boską!…

Andrzej, który za młodu praktykował flisactwo i dużo świata widział, tak pocieszał strapioną wdowę:

— Jużci, gospodarzem on nie będzie, to darmo, bo on na to nie ma nawet dobrego rozumu. Jego by zatem trza naprzód do szkoły, a potem do majstra. Nauczy się z książki, nauczy się rzemiosła i jeżeli nie zgałganieje, będzie żył.

Na to wdowa odpowiedziała, wciąż łamiąc ręce:

— Oj, kumie, co wy też gadacie. A czy to nie wstyd gospodarskiemu dziecku rzemiosła się imać i byle komu na obstalunek robotę robić?

Andrzej puścił dym z drewnianej fajeczki i rzekł:

— Jużci, że wstyd, ale rady na to nie ma nijakiej.

Potem, zwracając się do Antka siedzącego na podłodze przy ławie, zapytał:

— No gadaj, wisus, czym ty chcesz być? Gospodarzem czy u majstra?

A Antek na to:

— Ja będę stawiał wiatraki, co zboże mielą.

I odpowiadał tak zawsze, choć nad nim kiwano głowami, a jak czasem to i miotłą.

Miał już dziesięć lat, kiedy pewnego razu ośmioletnia wówczas siostra jego, Rozalia, strasznie zaniemogła. Jak się położyła z wieczora, to się jej na drugi dzień dobudzić było trudno. Ciało miała gorące, oczy błędne i gadała od rzeczy.

Matka z początku myślała, że dziewczyna przyczaja się, dała jej więc parę szturchańców. Ale gdy to nie pomogło, wytarła ją gorącym octem, a na drugi dzień napoiła wódką z piołunem. Wszystko na nic, a nawet gorzej, bo po wódce wystąpiły na dziewuchę sine plamy. Wtedy wdowa przetrząsnąwszy szmaty, jakie tylko były w skrzyni i w komorze, wybrała sześć groszy i wezwała na ratunek Grzegorzową, wielką znachorkę.

Mądra baba obejrzała chorą uważnie, opluła koło niej podłogę jak należy, posmarowała ją nawet sadłem, ale — i to nie pomogło.

Wtedy rzekła do matki:

— Napalcie, kumo, w piecu do chleba. Trza dziewczynie zadać na dobre poty, to ją odejdzie.

Wdowa napaliła w piecu jak się patrzy i wygarnęła węgle czekając dalszych rozkazów.

— No, teraz — rzekła znachorka — położyć dziewuchę na sosnowej desce i wsadzić ją w piec na trzy zdrowaśki. Ozdrowieje wnet, jakby kto ręką odjął!

Istotnie, położono Rozalię na sosnowej desce (Antek patrzył na to z rogu izby) i wsadzono ją, nogami naprzód, do pieca.

Dziewczyna, gdy ją gorąco owiało, ocknęła się.

— Matulu, co wy ze mną robicie? — zawołała.

— Cicho, głupia, to ci przecie wyjdzie na zdrowie.

Już ją wsunęły baby do połowy; dziewczyna poczęła się rzucać jak ryba w sieci. Uderzyła znachorkę, schwyciła matkę obu rękami za szyję i wniebogłosy krzyczała:

— A dyć wy mnie spalicie, matulu!…

Już ją całkiem wsunięto, piec założono deską i baby poczęły odmawiać trzy zdrowaśki…

— Zdrowaś, Panno Mario, łaski pełna…

— Matulu! matulu moja!… — jęczała nieszczęśliwa dziewczyna. — O matulu!…

— Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami…

Teraz Antek podbiegł do pieca i schwycił matkę za spódnicę.

— Matulu! — zawołał z płaczem — a dyć ją tam na śmierć zaboli!…

Ale tyle tylko zyskał, że dostał w łeb, ażeby nie przeszkadzał odmawiać zdrowasiek. Jakoś i chora przestała bić w deskę, rzucać się i krzyczeć. Trzy zdrowaśki odmówiono, deskę odstawiono.

W głębi pieca leżał trup ze skórą czerwoną, gdzieniegdzie oblazłą.

— Jezu! — krzyknęła matka ujrzawszy dziewczynę niepodobną do ludzi.

I taki ogarnął ją żal za dzieckiem, że ledwie pomogła znachorce przenieść zwłoki na tapczan. Potem uklękła na środku izby i, bijąc głową w klepisko, wołała:

— Oj, Grzegorzowa!… A cóż wyście najlepszego zrobili!…

Znachorka była markotna.

— Et!… Cicho byście lepiej byli… Wy może myślicie, że dziewuszysko od gorąca tak sczerwieniało? To tak z niej choroba wylazła, ino że trochę za prędko, więc i umorzyła niebogę. To wszystko przecie z mocy boskiej.

We wsi nikt nie wiedział o przyczynie śmierci Rozalii. Umarła dziewucha — to trudno. Widać, że już tak było przeznaczone. Alboż to jedno dziecko co rok we wsi umiera, a przecie zawsze ich jest pełno.

Na trzeci dzień włożono Rozalię w świeżo zheblowaną trumienkę z czarnym krzyżem, trumnę ustawiono w gnojownicach i powieziono dwoma wołami za wieś, tam gdzie nad zapadniętymi mogiłami czuwają spróchniałe krzyże i białokore brzozy. Na nierównej drodze trumienka skrzywiła się trochę na bok, a Antek, trzymający się fałdów spódnicy matczynej, idąc za wozem myślał:

„Musi tam być źle Rozalce, kiedy się tak poprawia i na bok przewraca!…”

Potem — pokropił ksiądz trumnę święconą wodą, czterech parobków spuściło ją na szalach do grobu, przywaliło ziemią — i tyle wszystkiego.

Wzgórza z lasem szumiącym i te, na których krzaki rosły, zostały tam, gdzie były. Pastusi jak dawniej grali na fujarkach w dolinie i życie szło, wciąż szło swoją koleją, choć we wsi nie stało jednej dziewuchy.

Przez tydzień mówiono o niej, potem zapomniano i opuszczono świeży grób, na którym tylko wiatr wzdychał i świergotały polne koniki.

A jeszcze potem spadł śnieg i nawet koniki wystraszył.

W zimie gospodarskie dzieci chodziły do szkoły. A że z Antka nie spodziewała się matka żadnej pomocy w gospodarstwie, raczej zawadę, więc poradziwszy się kuma Andrzeja postanowiła oddać chłopca na naukę.

— A czy mnie we szkole nauczą wiatraki budować? — pytał Antek.

— Oho! Nauczą cię nawet w kancelarii pisać, byleś ino był chętny.

Wzięła tedy wdowa czterdzieści groszy w węzełek, chłopca w garść i ze strachem poszła do nauczyciela. Wszedłszy do izby zastała go, jak sobie łatał stary kożuch. Pokłoniła mu się do nóg, doręczyła przyniesione pieniądze i rzekła:

— Kłaniam się też panu profesorowi i ślicznie proszę, żeby mi wielmożny pan tego oto wisusa wziął do nauki, a ręki na niego nie żałował, jak rodzony ojciec…

Wielmożny pan, któremu słoma wyglądała z dziurawych butów, wziął Antka pod brodę, popatrzył mu w oczy i poklepał.

— Ładny chłopak — rzekł. — A co ty umiesz?

— Jużci prawda, że ładny — pochwyciła zadowolona matka — ale musi, że chyba nic nie umie.

— Jakże więc, wy jesteście jego matką i nie wiecie, co on umie i czego się nauczył? — spytał nauczyciel.

— A skąd bym ja miała wiedzieć, co on umie? Przecie ja baba, to mi do tych rzeczy nic. A co uczył się on, niby mój Antek, to wiem, że uczył się bydło paść, drwa szczypać, wodę ze studni ciągnąć i chyba już nic więcej.

W taki sposób zainstalowano chłopca do szkoły. Ale że matce żal było wydanych czterdziestu groszy, więc dla uspokojenia się zebrała pod domem paru sąsiadów i radziła się ich, czy to dobrze, że Antek będzie chodzić do szkoły i że taki wydatek na niego poniosła.

— Te!… — odezwał się jeden z gospodarzy — niby to nauczycielowi z gminy się płaci, więc na upartego moglibyście mu nic nie dawać. Ale zawsze on się upomina, a takich, co nie płacą mu osobno, gorzej uczy.

— A dobry też z niego profesor?

— No, niczego!… On niby, jak z nim gadać, to taki jest trochę głupowaty, ale uczy — jak wypada. Mój przecie chłopak chodzi do niego dopiero trzeci rok i już zna całe abecadło — z góry na dół i z dołu do góry.

— E! Cóż to znaczy abecadło — odezwał się drugi gospodarz.

— Jużci, że znaczy — rzekł pierwszy. — Nibyście to nie słyszeli, co nieraz nasz wójt powiadają: „Żebym ja choć umiał abecadło, to bym z takiej gminy miał dochodu więcej niż tysiąc rubli, tyle co pisarz!”

W parę dni potem Antek poszedł pierwszy raz do szkoły. Wydała mu się taka prawie porządna jak ta izba w karczmie, co w niej szynkwas stoi, a ławki były w niej jedna za drugą jak w kościele. Tylko że piec pękł i drzwi się nie domykały, więc trochę ziębiło. Dzieci miały czerwone twarze i ręce trzymały w rękawach — nauczyciel chodził w kożuchu na sobie i w baraniej czapce na głowie. A po kątach szkoły siedział biały mróz i wytrzeszczał na wszystko iskrzące ślepie.

Usadzono Antka między tymi, co nie znali jeszcze liter, i zaczęła się lekcja.

Antek, upomniany przez matkę, ślubował sobie, że musi się odznaczyć.

Nauczyciel wziął kredę w skostniałe palce i na zdezelowanej tablicy napisał jakiś znak.

— Patrzcie, dzieci! — mówił. — Tę literę spamiętać łatwo, bo wygląda tak, jakby kto kozaka tańcował, i czyta się A. Cicho tam, osły!… Powtórzcie: a… a… a…

— A!… a!… a!… — zawołali chórem uczniowie pierwszego oddziału.

Nad ich piskiem górował głos Antka. Ale nauczyciel nie zauważył go jeszcze.

Chłopca trochę to ubodło; ambicja jego została podrażniona.

Nauczyciel wyrysował drugi znak.

— Tę literę — mówił — zapamiętać jeszcze łatwiej, bo wygląda jak precel. Widzieliście precel?

— Wojtek widział, ale my to chyba nie… — odezwał się jeden.

— No, to pamiętajcie sobie, że precel jest podobny do tej litery, która nazywa się B. Wołajcie: be! be!

Chór zawołał: be! be!

— ale Antek tym razem rzeczywiście się odznaczył. Zwinął obie ręce w trąbkę i beknął jak roczne cielę.

Śmiech wybuchnął w szkole, a nauczyciel aż zatrząsł się ze złości.

— Hę — krzyknął do Antka. — Toś ty taki zuch? Ze szkoły robisz cielętnik? Dajcie go tu na *rozgrzewkę*.

Chłopiec ze zdziwienia aż osłupiał, ale nim się upamiętał, już go dwaj najsilniejsi ze szkoły chwycili pod ramiona, wyciągnęli na środek i położyli.

Jeszcze Antek niedobrze zrozumiał, o co chodzi, gdy nagle uczuł kilka tęgich razów i usłyszał przestrogę:

— A nie becz, hultaju! A nie becz!

Puścili go. Chłopiec otrząsnął się jak pies wydobyty z zimnej wody i poszedł na miejsce.

Nauczyciel wyrysował trzecią i czwartą literę, dzieci nazywały je chórem, a potem nastąpił egzamin.

Pierwszy odpowiadał Antek.

— Jak się ta litera nazywa? — pytał nauczyciel.

— A! — odparł chłopiec.

— A ta druga?

Antek milczał.

— Ta druga nazywa się be. Powtórz, ośle!

Antek znowu milczał.

— Powtórz, ośle, be!

— Albo ja głupi! — mruknął chłopiec, dobrze pamiętając, że w szkole beczeć nie wolno.

— Co, hultaju jakiś, jesteś hardy? Na *rozgrzewkę* go!…

I znowu ci sami co pierwej koledzy pochwycili go, położyli, a nauczyciel udzielił mu taką samą liczbę prętów, ale już z upomnieniem:

— Nie bądź hardy!… Nie bądź hardy!…

W kwadrans później zaczęła się nauka oddziału wyższego, a niższy poszedł na rekreację, do kuchni profesora. Tam jedni pod dyrekcją gospodyni skrobali kartofle, drudzy nosili wodę, inni pokarm dla krowy, i na tym zajęciu upłynął im czas do południa.

Kiedy Antek wrócił do domu, matka zapytała go:

— A co? Uczyłeś się?

— Uczyłem.

— A dostałeś?

— O, jeszcze jak! Dwa razy.

— Za naukę?

— Nie, ino na *rozgrzewkę*.

— Bo widzisz, to początek. Dopiero później będziesz brał i za naukę! — pocieszyła go matka.

Antek zamyślił się frasobliwie.

„Ha, trudno — rzekł w duchu. — Bije, bo bije, ale przynajmniej pokaże, jak się wiatraki stawiają.”

Od tej pory dzieci najniższego oddziału uczyły się wciąż czterech pierwszych liter, a potem szły do kuchni i na podwórze pomagać profesorskiej gospodyni. O wiatrakach mowy nie było.

Jednego dnia na dworze mróz był lżejszy, profesorowi także jakoś serce odtajało, więc chciał wytłumaczyć najmłodszym swoim wychowańcom pożytek pisma.

— Patrzcie, dzieci — mówił pisząc na tablicy wyraz dom — jaka to mądra rzecz pisanie. Te trzy znaczki takie małe i tak niewiele miejsca zajmują, a jednak oznaczają — dom. Jak tylko na ten wyraz popatrzysz, to zaraz widzisz przed oczami cały budynek, drzwi, okna, sień, izby, piece, ławy, obrazy na ścianach, krótko mówiąc — widzisz dom ze wszystkim, co się w nim znajduje.

Antek przecierał oczy, wychylał się, oglądał napisany na tablicy wyraz, ale domu żadnym sposobem zobaczyć nie mógł. Wreszcie trącił swego sąsiada i spytał:

— Widzisz ty tę chałupę, co o niej profesor gadają?

— Nie widzę — odparł sąsiad.

— Musi to chyba być łgarstwo! — zakonkludował Antek.

Ostatnie zdanie usłyszał nauczyciel i krzyknął:

— Jakie łgarstwo? Co łgarstwo?

— A to, że na tablicy jest dom. Przecie tam jest ino trochę kredy, ale domu nie widno — odparł naiwnie Antek.

Nauczyciel porwał go za ucho i wyciągnął na środek szkoły.

— Na *rozgrzewkę* go! — zawołał i znowu powtórzyła się z najdrobniejszymi szczegółami dobrze już chłopakowi znana ceremonia.

Gdy Antek wrócił do domu czerwony, spłakany i jakoś nie mogący znaleźć miejsca, matka znowu go zapytała:

— Dostałeś?

— A może matula myślą, że nie? — stęknął chłopiec.

— Za naukę?

— Nie za naukę, ino na *rozgrzewkę*!

Matka machnęła ręką.

— Ha! — rzekła po namyśle — musisz jeszcze poczekać, to ci tam kiedy dadzą i za naukę.

A potem, dokładając drew do ognia na kominie, mruczała sama do siebie:

— Tak to zawsze wdowie i sierocie na tej ziemi doczesnej! Żebym ja profesorowi miała dać z pół rubla, a nie czterdzieści groszy, to by mi chłopca od razu wziął. A tak, baraszkuje sobie z nim, i tyle.

A Antek słysząc to myślał:

„No, no! Jeżeli on tak baraszkuje ze mną, to dopiero będzie, jak mnie uczyć zacznie!”

Na szczęście czy nieszczęście obawy chłopca nie miały się nigdy ziścić.

Jednego dnia, było to już we dwa miesiące po wstąpieniu Antka do szkoły, przyszedł do jego matki nauczyciel i po zwykłych przywitaniach zapytał:

— Jakże, moja kobieto, będzie z waszym chłopakiem? Daliście za niego czterdzieści groszy, ale na początku, i już trzeci miesiąc idzie, a ja szeląga więcej nie widzę. To się tak przecie nie godzi; płaćcie choć i po czterdzieści groszy, ale co miesiąc.

A wdowa na to:

— Skądże ja wezmę, kiedy nie mam! Co jaki grosz zarobię, to wszystko idzie do gminy. Nawet dzieciskom szmaty nie ma za co kupić.

Nauczyciel wstał z ławy, nałożył czapkę w izbie i odparł:

— Jeżeli tak, to Antek nie ma po co chodzić do szkoły. Ja tam sobie nad nim darmo ręki zrywać nie będę. Taka nauka jak moja to nie dla biedaków.

Zabrał się i wyszedł, a wdowa patrząc za nim myślała:

„Jużci prawda. Jak świat światem, to ino pańskie dzieci chodziły do nauki. A gdzie zaś prosty człowiek mógłby na to wystarczyć!…”

Zawołała znowu kuma Andrzeja na naradę i poczęli oboje egzaminować chłopca.

— Cóżeś się ty, wisusie, nauczył przez te dwa miesiące? — pytał go Andrzej. — Przecie matka wydali na cię czterdzieści groszy…

— Jeszcze jak! — wtrąciła wdowa.

— Com się tam miał nauczyć! — odparł chłopiec.

— Kartofle skrobią się tak we szkole, jak i w domu, świniom tak samo daje się jeść. Tyle tylko, żem parę razy profesorowi buty wyczyścił. Ale za to porwali na mnie odzienie przy tych tam… *rozgrzewkach*…

— No, a z nauki toś nic nie połapał?

— Kto tam co połapie! — mówił Antek. — Jak nas uczy po chłopsku — to łże. Napisze se na tablicy jakiś znak i mówi, że to dom z izbą, sienią, z obrazami. Człowiek przecie ma oczy i widzi, że to nie jest dom. A jak nas uczy po szkolnemu, to kat go zrozumie! Jest tam paru starszych, co po szkolnemu pieśni śpiewają, ale młodszy to dobrze, jak się trochę kląć nauczy…

— Ino kiedy spróbuj gadać tak paskudnie, to ja ci dam! — wtrąciła matka.

— No, a do gospodarstwa nigdy, chłopaku, nie nabierzesz ochoty? — spytał Andrzej.

Antek pocałował go w rękę i rzekł:

— Poślijcie mnie już tam, gdzie uczą budować wiatraki.

Starzy jak na komendę wzruszyli ramionami.

Nieszczęsny wiatrak, po drugiej stronie Wisły mielący zboże, tak ugrzązł w duszy chłopca, że go już stamtąd żadna siła wydobyć nie mogła.

Po długiej naradzie postanowiono czekać. I czekano.

Upływał tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, nareszcie chłopak doszedł do dwunastu lat, ale w gospodarstwie wciąż niewielkie oddawał usługi. Strugał swoje patyki, a nawet rzeźbił cudackie figury. I dopiero gdy mu się kozik zepsuł, a matka na nowy nie dawała pieniędzy, wynajmował się do roboty. Jednemu nocą koni na łące pilnował, zatopiony w siwej mgle wieczornej i zapatrzony na gwiazdy; innemu woły prowadził przy orce: czasem poszedł do lasu, po jagody lub grzyby i sprzedawał szynkarzowi Mordce za kilka groszy cały kosz.

W chacie im się nie wiodło. Gospodarstwo bez chłopa to jak ciało bez duszy; a wiadomo, że ojciec Antka już od kilku lat wypoczywał na tym wzgórzu, gdzie przez żywopłot czerwonymi jagodami okryty spoglądają na wioskę smutne krzyże.

Wdowa do obrządzenia roli najmowała parobka, resztę pieniędzy musiała odnosić do gminy, a dopiero za to, co zostało, karmić siebie i chłopców.

Jadali też co dzień barszcz z chleba i kartofle, czasem kaszę i kluski, rzadziej groch, a mięso — chyba tylko na Wielkanoc. Niekiedy i tego w chacie nie stało, a wówczas wdowa, nie potrzebując pilnować komina, łatała synom sukmanki. Mały Wojtek płakał, a Antek z nudów w porze obiadowej łapał muchy i po takiej uczcie znowu szedł na dwór do strugania swoich drabin, płotów, wiatraków i świętych. Bo także wystrugiwał i świętych, co prawda na początek bez twarzy i rąk.

Nareszcie kum Andrzej, wierny przyjaciel osieroconej rodziny, wyrobił Antkowi miejsce u kowala, w drugiej wsi. Jednej niedzieli poszli tam z wdową i chłopcem. Kowal przyjął ich niezgorzej. Wypróbował chłopca w rękach i krzyżu, a widząc, że na swój wiek jest wcale mocny, przyjął go do terminu bez zapłaty i tylko na sześć lat.


Antek (1/2) Antek (1/2)

Bolesław Prus Bolesław Prus

Antek

Antek urodził się we wsi nad Wisłą. Antek was born in a village on the Vistula River.

Wieś leżała w niewielkiej dolinie. The village was situated in a small valley. Od północy otaczały ją wzgórza spadziste, porosłe sosnowym lasem, a od południa wzgórza garbate, zasypane leszczyną, tarniną i głogiem. From the north, it was surrounded by sloping hills, overgrown with pine trees, and from the south, hills hunchbacked, covered with hazel, blackthorn and hawthorn. Tam najgłośniej śpiewały ptaki i najczęściej chodziły wiejskie dzieci rwać orzechy albo wybierać gniazda. There the birds sang the loudest and most often village children went to pick nuts or choose nests.

Kiedyś stanął na środku wsi, zdawało ci się, że oba pasma gór biegną ku sobie, ażeby zetknąć się tam, gdzie z rana wstaje czerwone słońce. Once he stood in the middle of a village, it seemed to you that both mountain ranges ran towards each other to meet where the red sun rises in the morning. Ale było to złudzenie. But it was an illusion.

Za wsią bowiem ciągnęła się między wzgórzami dolina przecięta rzeczułką i przykryta zieloną łąką. Behind the village, between the hills, a valley crossed a valley and covered with a green meadow.

Tam pasano bydlątka i tam cienkonogie bociany chodziły polować na żaby kukające wieczorami. There, cattle were grazed, and there the thin storks went to hunt the frogs in the evening.

Od zachodu wieś miała tamę, za tamą Wisłę, a za Wisłą znowu wzgórza wapienne, nagie. From the west, the village had a dam, behind the Vistula River, and beyond the Vistula, limestone hills, bare.

Każdy chłopski dom, szarą słomą pokryty, miał ogródek, a w ogródku śliwki węgierki, spomiędzy których widać było komin sadzą uczerniony i pożarną drabinkę. Every peasant's house, covered with gray straw, had a garden, and in the garden, Hungarian plums, from among which the chimney was visible blacked with a blackened ladder and a fire ladder. Drabiny te zaprowadzono nie od dawna, a ludzie myśleli, że one lepiej chronić będą chaty od ognia niż dawniej bocianie gniazda. These ladders have been led not for a long time, and people thought that they would better protect the huts from the fire than the stork's nest. Toteż gdy płonął jaki budynek, dziwili się bardzo, ale go nie ratowali. Therefore, when a building was burning, they were surprised, but they did not save it.

— Widać, że na tego gospodarza był dopust boski — mówili między sobą. - You can see that this host was a divine act - they said among themselves. — Spalił się, choć miał przecie nową drabinę i choć zapłacił *śtraf* za starą, co to były u niej połamane szczeble. - He burned, although he had a new ladder, and though he paid * forte * for the old, what were the broken rungs.

W takiej wsi urodził się Antek. Antek was born in such a village. Położyli go w niemalowanej kołysce, co została po zmarłym bracie, i sypiał w niej przez dwa lata. They put him in the unpainted cradle left by his deceased brother, and he slept in it for two years. Potem przyszła mu na świat siostra, Rozalia, więc musiał jej miejsca ustąpić, a sam, jako osoba dorosła, przenieść się na ławę. Then his sister, Rozalia, was born to him, so he had to give up her place, and he, as an adult, moved to the bench.

Przez ten rok kołysał siostrę, a przez cały następny — rozglądał się po świecie. For that year, he was rocking his sister, and all the following year, he was looking around the world. Raz wpadł w rzekę, drugi raz dostał batem od przejezdnego furmana za to, że go o mało konie nie stratowały, a trzeci raz psy tak go pogryzły, że dwa tygodnie leżał na piecu. Once he fell into the river, the second time he was whipped by a passing carter for the horses almost trampled him, and the third time the dogs bit him so much that he lay on the stove for two weeks. Doświadczył więc niemało. So he experienced quite a lot. Za to w czwartym roku życia ojciec podarował mu swoją sukienną kamizelkę z mosiężnym guzikiem, a matka — kazała mu siostrę nosić. In the fourth year of life, however, my father gave him his cloth vest with a brass button, and his mother told him to wear him.

Gdy miał pięć lat, użyto go już — do pasania świń. When he was five, he was already used to herd pigs. Ale Antek nie bardzo się za nimi oglądał. But Antek did not really look after them. Wolał patrzeć na drugą stronę Wisły, gdzie za wapiennym wzgórzem raz na raz pokazywało się coś wysokiego i czarnego. He preferred to look at the other side of the Vistula, where, behind the limestone hill, something high and black was shown at once. Wyłaziło to z lewej strony jakby spod ziemi, szło w górę i upadało na prawo. It came out on the left side as if from below, it went up and fell to the right. Za tym pierwszym szło zaraz drugie i trzecie, takie samo czarne i wysokie. Behind the first one went second and third, the same black and high.

Tymczasem świnie swoim obyczajem wlazły w kartofle. Meanwhile, the pigs got into their potatoes with their custom. Matka spostrzegłszy to zawinęła się wedle sukiennej kamizelki Antkowej, tak że chłopiec prawie tchu nie mógł złapać. The mother, perceiving it, wrapped itself around Antkowi's cloth vest, so that the boy could hardly catch him. Ale że nie miał w sercu zawziętości, bo było z niego dziecko dobre, więc wykrzyczawszy się i wydrapawszy — kamizelkę, zapytał matki: But he did not have a heartfelt heart, because he was a good child, so he shouted and scratched - a vest, asked his mother:

— Matulu! A co to takie czarne chodzi za Wisłą? And what is it that goes so black beyond the Vistula?

Matka spojrzała w kierunku Antkowego palca, przysłoniła oczy ręką i odparła: Mother looked towards Antek's finger, her eyes closed and she replied:

— Tam za Wisłą? - Over there beyond the Vistula? Cóż to, nie widzisz, że wiatrak chodzi? Well, can't you see that the windmill is going? A na drugi raz pilnuj świń, bo cię pokrzywami wysmaruję. And for the second time, look after the pigs, because I'm ridiculing you with nettles.

— Acha, wiatrak! - Aha, a windmill! A co on, matulu, za jeden? And what is he, mother, for one?

— At, głupiś! - At, silly! — odparła matka i uciekła do swojej roboty. - The mother replied and ran off to her work. Gdzie ona miała czas i rozum do udzielania objaśnień o wiatrakach! Where did she have the time and wits to give explanations about windmills!

Ale chłopcu wiatrak spokojności nie dawał. But the boy did not give the windmill peace. Antek widywał go przecie co dzień. Antek saw him, after all, every day. Widywał go i w nocy przez sen. He could see it and at night in his sleep. Więc taka straszna urosła w chłopcu ciekawość, że jednego dnia zakradł się do promu, co ludzi na drugą stronę rzeki przewoził, i popłynął za Wisłę. So such a terrible curiosity grew in the boy that one day he snuck onto the ferry, which carried people to the other side of the river, and sailed across the Vistula.

Popłynął, wdrapał się na wapienną górę, akurat w tym miejscu, gdzie stało ogłoszenie, aby tędy nie chodzić, i zobaczył wiatrak. He swam over, climbed a limestone mountain, just at the point where the notice to not walk that way stood, and saw a windmill. Wydał mu się budynek ten jakby dzwonnica, tylko w sobie był grubszy, a tam gdzie na dzwonnicy jest okno, miał cztery tęgie skrzydła ustawione na krzyż. To him, this building seemed like a bell tower, only in itself it was thicker, and where there is a window on the bell tower, it had four stout wings set crosswise. Z początku nie rozumiał nic — co to i na co to? At first he didn't understand anything - what is it and what is it for? Ale wnet objaśnili mu rzecz pastuchowie, więc dowiedział się o wszystkim. But soon the shepherds explained the thing to him, so he found out everything. Naprzód o tym, że na skrzydła dmucha wiater i kręci nimi jak liśćmi. Ahead about the wind blowing on the wings and twisting them like leaves. Dalej o tym, że w wiatraku miele się zboże na mąkę, i nareszcie o tym, że przy wiatraku siedzi młynarz, co żonę bije, a taki jest mądry, że wie, jakim sposobem ze śpichrzów wyprowadza się szczury. Further about the fact that grain is ground into flour in the windmill, and finally about the fact that there is a miller sitting by the windmill who beats his wife, and he is so wise that he knows how rats are removed from the granaries.

Po takiej poglądowej lekcji Antek wrócił do domu tą samą drogą co pierwej. After such a review lesson, Antek returned home along the same road as before. Dali mu tam przewoźnicy parę razy w łeb za swoją krwawą pracę, dała mu i matka coś na sukienną kamizelkę, ale to nic: Antek był kontent, bo zaspokoił ciekawość. There, the carriers gave him a couple of slaps for his bloody work, gave him and his mother something for a cloth vest, but that's nothing: Antek was content because he satisfied his curiosity. Więc choć położył się spać o głodzie, marzył całą noc to o wiatraku, co mieli zboże, to o młynarzu, co bije żonę i szczury wyprowadza ze śpichrzów. So even though he went to bed hungry, he dreamed all night long it was about the windmill, what they had grain, it was about the miller, who beats his wife and takes the rats out of the granaries.

Drobny ten wypadek stanowczo wpłynął na całe życie chłopca. This minor accident decisively affected the boy's entire life. Od tej pory — od wschodu do zachodu słońca — strugał on patyki i układał je na krzyż. From then on - from sunrise to sunset - he planed sticks and arranged them crosswise. Potem wystrugał sobie kolumnę; próbował, obciosywał, ustawiał, aż nareszcie wybudował mały wiatraczek, który na wietrze obracał mu się jak tamten za Wisłą. Then he forged a column for himself; he tried, hemmed and hawed, set it up, until finally he built a small windmill that turned for him in the wind like that one across the Vistula.

Cóż to była za radość! What a joy it was! Teraz brakowało Antkowi tylko żony, żeby mógł ją bić, i już byłby z niego prawdziwy młynarz! Now all Antek lacked was a wife so that he could beat her, and he would already be a real milliner!

Do dziesiątego roku życia zepsuł ze cztery koziki, ale też strugał nimi dziwne rzeczy. By the time he was ten, he had broken down about four knuckles, but he was also planing strange things with them. Robił wiatraki, płoty, drabiny, studnie, a nawet całe chałupy. He made windmills, fences, ladders, wells and even entire cottages. Aż się ludzie zastanawiali i mówili do matki, że z Antka albo będzie majster, albo wielki gałgan. Until people wondered and said to his mother that Antek would either be a tinker or a big knob.

Przez ten czas urodził mu się jeszcze jeden brat, Wojtek, siostra podrosła, a ojca drzewo przytłukło — w lesie. During this time, another brother, Wojtek, was born to him, his sister grew up, and his father was nudged by a tree - in the forest.

W chacie była z Rozalią wielka wygoda. There was great comfort in the cottage with Rozalia. Dziewczyna zimą zamiatała izbę, nosiła wodę, a nawet potrafiła krupnik ugotować. The girl swept the chamber in winter, carried water, and could even cook krupnik. Latem posyłano ją do bydła z Antkiem, bo chłopak zajęty struganiem nigdy się nie dopilnował. In the summer, she was sent to the cattle with Antek, because the boy busy planing never made sure. Co go nie nabili, nie naprosili, nie napłakali się nad nim. What they didn't scoop him up, they didn't push him, they didn't fuss over him. Chłopak krzyczał, obiecywał, płakał nawet razem z matką, ale robił swoje, a bydło wciąż w szkodę właziło. The boy shouted, promised, even cried along with his mother, but he did his job, and the cattle still got into harm's way.

Dopiero gdy siostra razem z nim pasła, było lepiej: on strugał patyki, a ona pilnowała krów. It was only when his sister grazed with him that things got better: he planed the sticks and she watched over the cows.

Nieraz matka widząc, że dziewucha, choć młodsza, ma więcej rozumu i chęci aniżeli Antek, załamywała z żalu ręce i lamentowała przed starym kumem, Andrzejem: Sometimes the mother, seeing that the girl, although younger, has more sense and desire than Antek, would break her hands in sorrow and lament before the old cum, Andrew:

— Co ja pocznę, nieszczęsna, z tym Antkiem odmieńcem? - What am I going to do, miserable, with this queer Antek? Ani to w chacie nic nie zrobi, ani bydła doglądnie, ino wciąż kraje te patyki, jakby co w niego wstąpiło. Neither it will not do anything in the cottage, nor will it look after the cattle, ino still countries these sticks, as if something entered him. Już z niego, mój Andrzeju, nie będzie chyba gospodarz ani nawet parobek, tylko darmozjad na śmiech ludziom i obrazę boską!… Already of him, my Andrew, will probably not be a host or even a farmhand, but a freeloader to the laughter of the people and an insult to God!....

Andrzej, który za młodu praktykował flisactwo i dużo świata widział, tak pocieszał strapioną wdowę: Andrew, who practiced rafting in his youth and saw much of the world, comforted the distressed widow in this way:

— Jużci, gospodarzem on nie będzie, to darmo, bo on na to nie ma nawet dobrego rozumu. - Already, the host he will not be, it's free, because he doesn't even have the good sense for it. Jego by zatem trza naprzód do szkoły, a potem do majstra. His would therefore go forward to school, and then to the foreman. Nauczy się z książki, nauczy się rzemiosła i jeżeli nie zgałganieje, będzie żył. He will learn from the book, learn the craft, and if he doesn't fold, he will live.

Na to wdowa odpowiedziała, wciąż łamiąc ręce: To this the widow replied, still breaking her hands:

— Oj, kumie, co wy też gadacie. - Oj, kumie, what are you also talking. A czy to nie wstyd gospodarskiemu dziecku rzemiosła się imać i byle komu na obstalunek robotę robić? And isn't it shameful for a farmer's child to take up a craft and do a job for just anyone on the basis of an order?

Andrzej puścił dym z drewnianej fajeczki i rzekł: Andrew puffed smoke from his wooden pipe and said:

— Jużci, że wstyd, ale rady na to nie ma nijakiej. - Already a shame, but the advice for this is bland.

Potem, zwracając się do Antka siedzącego na podłodze przy ławie, zapytał: Then, turning to Antek sitting on the floor by the bench, he asked:

— No gadaj, wisus, czym ty chcesz być? - Well talk, wisus, what do you want to be? Gospodarzem czy u majstra? Host or at the major?

A Antek na to: And Antek said:

— Ja będę stawiał wiatraki, co zboże mielą. - I will put up windmills, which grind grain.

I odpowiadał tak zawsze, choć nad nim kiwano głowami, a jak czasem to i miotłą. And he answered that way always, although heads were nodding over him, and as sometimes with a broom.

Miał już dziesięć lat, kiedy pewnego razu ośmioletnia wówczas siostra jego, Rozalia, strasznie zaniemogła. He was already ten years old when one time his then eight-year-old sister, Rozalia, became terribly ill. Jak się położyła z wieczora, to się jej na drugi dzień dobudzić było trudno. When she lay down from the evening, it was difficult to wake her up the next day. Ciało miała gorące, oczy błędne i gadała od rzeczy. Her body was hot, her eyes were misguided and she was talking out of turn.

Matka z początku myślała, że dziewczyna przyczaja się, dała jej więc parę szturchańców. The mother at first thought the girl was lurking, so she gave her a few pokes. Ale gdy to nie pomogło, wytarła ją gorącym octem, a na drugi dzień napoiła wódką z piołunem. But when that didn't help, she wiped it with hot vinegar, and the next day she infused it with wormwood vodka. Wszystko na nic, a nawet gorzej, bo po wódce wystąpiły na dziewuchę sine plamy. All for naught, and even worse, because after the vodka there were blue spots on the kid. Wtedy wdowa przetrząsnąwszy szmaty, jakie tylko były w skrzyni i w komorze, wybrała sześć groszy i wezwała na ratunek Grzegorzową, wielką znachorkę. Then the widow, having swept through whatever rags were in the chest and chamber, picked out six pennies and called Gregory, a great quack, to the rescue.

Mądra baba obejrzała chorą uważnie, opluła koło niej podłogę jak należy, posmarowała ją nawet sadłem, ale — i to nie pomogło. The wise woman looked at the sick woman carefully, spat on the floor next to her as she should, even smeared her with lard, but - and that didn't help.

Wtedy rzekła do matki: Then she said to her mother:

— Napalcie, kumo, w piecu do chleba. - Fire up, kumo, in the bread oven. Trza dziewczynie zadać na dobre poty, to ją odejdzie. Trza girl to inflict on good sweats, it will leave her.

Wdowa napaliła w piecu jak się patrzy i wygarnęła węgle czekając dalszych rozkazów. The widow stoked the stove as she watched and raked the coals, waiting for further orders.

— No, teraz — rzekła znachorka — położyć dziewuchę na sosnowej desce i wsadzić ją w piec na trzy zdrowaśki. - Well, now," said the quack, "put the ninny on a pine board and put her in the oven for three Hail Marys. Ozdrowieje wnet, jakby kto ręką odjął! He will soon recover, as if someone took his hand off!

Istotnie, położono Rozalię na sosnowej desce (Antek patrzył na to z rogu izby) i wsadzono ją, nogami naprzód, do pieca. Indeed, they laid Rozalia on a pine board (Antek watched from a corner of the room) and put her, feet forward, in the oven.

Dziewczyna, gdy ją gorąco owiało, ocknęła się. The girl, as the heat enveloped her, woke up.

— Matulu, co wy ze mną robicie? - Mother, what are you doing to me? — zawołała. - she exclaimed.

— Cicho, głupia, to ci przecie wyjdzie na zdrowie. - Quiet, silly, it will do you good after all.

Już ją wsunęły baby do połowy; dziewczyna poczęła się rzucać jak ryba w sieci. Already the babes had slipped her in half; the girl conceived of tossing like a fish in a net. Uderzyła znachorkę, schwyciła matkę obu rękami za szyję i wniebogłosy krzyczała: She punched the quack, grabbed her mother by the neck with both hands and screamed in anger:

— A dyć wy mnie spalicie, matulu!… - And how can you burn me, mother!....

Już ją całkiem wsunięto, piec założono deską i baby poczęły odmawiać trzy zdrowaśki… It had already been completely retracted, the stove was put on with a board, and the women began to say three Hail Marys....

— Zdrowaś, Panno Mario, łaski pełna… - Hail, Virgin Mary, full of grace....

— Matulu! matulu moja!… — jęczała nieszczęśliwa dziewczyna. my mother!... - moaned the unhappy girl. — O matulu!… - Oh mother!...

— Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami… - The Lord be with thee, blessed art thou among women....

Teraz Antek podbiegł do pieca i schwycił matkę za spódnicę. Now Antek ran to the stove and grabbed his mother by the skirt.

— Matulu! — zawołał z płaczem — a dyć ją tam na śmierć zaboli!… - cried - and how much it will hurt her to death there!....

Ale tyle tylko zyskał, że dostał w łeb, ażeby nie przeszkadzał odmawiać zdrowasiek. But he only gained so much by getting his head around the fact that he didn't bother to recite Hail Marys. Jakoś i chora przestała bić w deskę, rzucać się i krzyczeć. Somehow and ill she stopped hitting the board, throwing herself and screaming. Trzy zdrowaśki odmówiono, deskę odstawiono. Three Hail Marys were recited, the board was put away.

W głębi pieca leżał trup ze skórą czerwoną, gdzieniegdzie oblazłą. In the depths of the furnace lay a corpse with skin that was red and doused in places.

— Jezu! - Jesus! — krzyknęła matka ujrzawszy dziewczynę niepodobną do ludzi. - shouted the mother upon seeing a girl unlike people.

I taki ogarnął ją żal za dzieckiem, że ledwie pomogła znachorce przenieść zwłoki na tapczan. And such was her grief for the child that she barely helped the quack move the corpse to the couch. Potem uklękła na środku izby i, bijąc głową w klepisko, wołała: Then she knelt in the middle of the chamber and, beating her head on the threshing floor, called out:

— Oj, Grzegorzowa!… A cóż wyście najlepszego zrobili!… - Oy, Gregory!... And what have you done best!...

Znachorka była markotna. The doctor's face was a marker.

— Et!… Cicho byście lepiej byli… Wy może myślicie, że dziewuszysko od gorąca tak sczerwieniało? - Et!... You'd better be quiet... You guys might think that the ninny has turned so red from the heat? To tak z niej choroba wylazła, ino że trochę za prędko, więc i umorzyła niebogę. That's how the disease came out of her, ino that a little too soon, so she also redeemed the ungodly. To wszystko przecie z mocy boskiej. All this, after all, by divine power.

We wsi nikt nie wiedział o przyczynie śmierci Rozalii. In the village, no one knew the cause of Rozalia's death. Umarła dziewucha — to trudno. The ninny died - it's hard. Widać, że już tak było przeznaczone. Clearly, it was already destined to be that way. Alboż to jedno dziecko co rok we wsi umiera, a przecie zawsze ich jest pełno. Or is it that one child dies every year in the village, and yet there are always plenty of them.

Na trzeci dzień włożono Rozalię w świeżo zheblowaną trumienkę z czarnym krzyżem, trumnę ustawiono w gnojownicach i powieziono dwoma wołami za wieś, tam gdzie nad zapadniętymi mogiłami czuwają spróchniałe krzyże i białokore brzozy. On the third day, Rozalia was put into a freshly hewn coffin with a black cross, the coffin was placed in the dung heaps and carried by two oxen out of the village, to where the sunken graves are watched over by the frothed crosses and white-barked birches. Na nierównej drodze trumienka skrzywiła się trochę na bok, a Antek, trzymający się fałdów spódnicy matczynej, idąc za wozem myślał: On the uneven road, the coffin curved a little to one side, and Antek, clinging to the folds of his mother's skirt, following the cart thought:

„Musi tam być źle Rozalce, kiedy się tak poprawia i na bok przewraca!…” "It must be bad for Rozalka there, when she corrects herself like that and to the side!..."

Potem — pokropił ksiądz trumnę święconą wodą, czterech parobków spuściło ją na szalach do grobu, przywaliło ziemią — i tyle wszystkiego. Then - the priest sprinkled the coffin with holy water, four farmhands lowered it on scarves into the grave, stuck it with earth - and that was all.

Wzgórza z lasem szumiącym i te, na których krzaki rosły, zostały tam, gdzie były. Hills with a humming forest and those where bushes grew remained where they were. Pastusi jak dawniej grali na fujarkach w dolinie i życie szło, wciąż szło swoją koleją, choć we wsi nie stało jednej dziewuchy. The shepherds played their pipes in the valley as before, and life went on, still going its way, although not one ninny stood in the village.

Przez tydzień mówiono o niej, potem zapomniano i opuszczono świeży grób, na którym tylko wiatr wzdychał i świergotały polne koniki. It was talked about for a week, then forgotten and left a fresh grave with only the wind sighing and the grasshoppers chirping.

A jeszcze potem spadł śnieg i nawet koniki wystraszył. And then it snowed and even spooked the horses.

W zimie gospodarskie dzieci chodziły do szkoły. In the winter, farm children went to school. A że z Antka nie spodziewała się matka żadnej pomocy w gospodarstwie, raczej zawadę, więc poradziwszy się kuma Andrzeja postanowiła oddać chłopca na naukę. And since from Antek the mother did not expect any help on the farm, rather a let-down, so having advised his cousin Andrew, she decided to give the boy an education.

— A czy mnie we szkole nauczą wiatraki budować? - And will they teach me at school to build windmills? — pytał Antek. - Antek asked.

— Oho! Nauczą cię nawet w kancelarii pisać, byleś ino był chętny. They will even teach you how to write in the chancellery, as long as you are willing.

Wzięła tedy wdowa czterdzieści groszy w węzełek, chłopca w garść i ze strachem poszła do nauczyciela. So the widow took forty pennies in a knot, the boy in a handful, and with fear went to the teacher. Wszedłszy do izby zastała go, jak sobie łatał stary kożuch. Upon entering the chamber, she found him patching up an old sheepskin coat for himself. Pokłoniła mu się do nóg, doręczyła przyniesione pieniądze i rzekła: She bowed to his feet, delivered the money she had brought and said:

— Kłaniam się też panu profesorowi i ślicznie proszę, żeby mi wielmożny pan tego oto wisusa wziął do nauki, a ręki na niego nie żałował, jak rodzony ojciec… - I also bow down to the professor, and beautifully ask that you, the reverend, take me this wisus to study, and do not begrudge me a hand on him, like a native father....

Wielmożny pan, któremu słoma wyglądała z dziurawych butów, wziął Antka pod brodę, popatrzył mu w oczy i poklepał. The bard, whose straw looked out of his holey shoes, took Antek under the chin, looked him in the eye and patted him.

— Ładny chłopak — rzekł. - Nice boy," he said. — A co ty umiesz? - And what do you know how to do?

— Jużci prawda, że ładny — pochwyciła zadowolona matka — ale musi, że chyba nic nie umie. - It's already true that he's pretty," snatched the satisfied mother, "but he must, I don't think he knows anything.

— Jakże więc, wy jesteście jego matką i nie wiecie, co on umie i czego się nauczył? - How, then, are you his mother and do not know what he knows and has learned? — spytał nauczyciel.

— A skąd bym ja miała wiedzieć, co on umie? - And how would I know what he can do? Przecie ja baba, to mi do tych rzeczy nic. After all, I'm a woman, so I have nothing to do with these things. A co uczył się on, niby mój Antek, to wiem, że uczył się bydło paść, drwa szczypać, wodę ze studni ciągnąć i chyba już nic więcej. And what did he, supposedly my Antek, learn, I know that he learned to herd cattle, pinch wood, draw water from the well and probably nothing more.

W taki sposób zainstalowano chłopca do szkoły. This is how the boy was installed for school. Ale że matce żal było wydanych czterdziestu groszy, więc dla uspokojenia się zebrała pod domem paru sąsiadów i radziła się ich, czy to dobrze, że Antek będzie chodzić do szkoły i że taki wydatek na niego poniosła. But that the mother felt sorry for the forty pennies spent, so to calm herself down she gathered some neighbors outside the house and advised them whether it was good that Antek would go to school and that she had incurred such an expense for him.

— Te!… — odezwał się jeden z gospodarzy — niby to nauczycielowi z gminy się płaci, więc na upartego moglibyście mu nic nie dawać. - These!... - spoke up one of the hosts - supposedly the teacher from the municipality is paid, so you could stubbornly not give him anything. Ale zawsze on się upomina, a takich, co nie płacą mu osobno, gorzej uczy. But he always rebukes himself, and such as do not pay him separately, he teaches worse.

— A dobry też z niego profesor? - And is he a good professor too?

— No, niczego!… On niby, jak z nim gadać, to taki jest trochę głupowaty, ale uczy — jak wypada. - Well, nothing!... He supposedly, when you talk to him, such is a bit silly, but he teaches - how to fall out. Mój przecie chłopak chodzi do niego dopiero trzeci rok i już zna całe abecadło — z góry na dół i z dołu do góry. My fiancé is only going to him for the third year, and he already knows the whole abecade - top to bottom and bottom to top.

— E! Cóż to znaczy abecadło — odezwał się drugi gospodarz. What is the abecade," the second host spoke up.

— Jużci, że znaczy — rzekł pierwszy. - Already means," said the first. — Nibyście to nie słyszeli, co nieraz nasz wójt powiadają: „Żebym ja choć umiał abecadło, to bym z takiej gminy miał dochodu więcej niż tysiąc rubli, tyle co pisarz!” - You seem not to have heard what our mayor sometimes say: "If I at least knew the alphabet, I would have an income of more than a thousand rubles from such a municipality, as much as a scribe!"

W parę dni potem Antek poszedł pierwszy raz do szkoły. A few days later, Antek went to school for the first time. Wydała mu się taka prawie porządna jak ta izba w karczmie, co w niej szynkwas stoi, a ławki były w niej jedna za drugą jak w kościele. It seemed to him as almost tidy as that room in the inn, which had an innkeeper's hammock in it, and the pews were in it one after another like in a church. Tylko że piec pękł i drzwi się nie domykały, więc trochę ziębiło. It's just that the stove broke and the door didn't close, so it got a little cold. Dzieci miały czerwone twarze i ręce trzymały w rękawach — nauczyciel chodził w kożuchu na sobie i w baraniej czapce na głowie. The children had red faces and kept their hands in their sleeves - the teacher walked around with a sheepskin coat on and a sheepskin cap on his head. A po kątach szkoły siedział biały mróz i wytrzeszczał na wszystko iskrzące ślepie. And in the corners of the school sat a white frost and shouted at everything with sparkling eyes.

Usadzono Antka między tymi, co nie znali jeszcze liter, i zaczęła się lekcja. They seated Antek among those who did not yet know the letters, and the lesson began.

Antek, upomniany przez matkę, ślubował sobie, że musi się odznaczyć. Antek, admonished by his mother, vowed to himself that he must distinguish himself.

Nauczyciel wziął kredę w skostniałe palce i na zdezelowanej tablicy napisał jakiś znak. The teacher took chalk in his ossified fingers and wrote a sign on the decrepit blackboard.

— Patrzcie, dzieci! - Look, children! — mówił. — Tę literę spamiętać łatwo, bo wygląda tak, jakby kto kozaka tańcował, i czyta się A. Cicho tam, osły!… Powtórzcie: a… a… a… - This letter is easy to remember, because it looks as if someone is dancing Cossack, and it reads A. Quiet there, donkeys!... Repeat: a... a... a....

— A!… a!… a!… — zawołali chórem uczniowie pierwszego oddziału.

Nad ich piskiem górował głos Antka. Above their squealing was Antek's voice. Ale nauczyciel nie zauważył go jeszcze. But the teacher hasn't noticed him yet.

Chłopca trochę to ubodło; ambicja jego została podrażniona. The boy was a little hurt by this; his ambition was irritated.

Nauczyciel wyrysował drugi znak.

— Tę literę — mówił — zapamiętać jeszcze łatwiej, bo wygląda jak precel. - This letter," he said, "is even easier to remember because it looks like a pretzel. Widzieliście precel? Have you seen the pretzel?

— Wojtek widział, ale my to chyba nie… — odezwał się jeden. - Wojtek saw it, but we don't think so," spoke up one.

— No, to pamiętajcie sobie, że precel jest podobny do tej litery, która nazywa się B. Wołajcie: be! - Well, then, remember that the pretzel is similar to this letter, which is called B. Call out: be! be!

Chór zawołał: be! be!

— ale Antek tym razem rzeczywiście się odznaczył. - But Antek actually distinguished himself this time. Zwinął obie ręce w trąbkę i beknął jak roczne cielę. He folded both hands into a trumpet and burped like a yearling calf.

Śmiech wybuchnął w szkole, a nauczyciel aż zatrząsł się ze złości. Laughter erupted in the school, and the teacher shook with anger.

— Hę — krzyknął do Antka. - Huh," he shouted to Antek. — Toś ty taki zuch? - Are you such a daredevil? Ze szkoły robisz cielętnik? Are you making a calf out of a school? Dajcie go tu na *rozgrzewkę*. Give it a *warm-up* here.

Chłopiec ze zdziwienia aż osłupiał, ale nim się upamiętał, już go dwaj najsilniejsi ze szkoły chwycili pod ramiona, wyciągnęli na środek i położyli. The boy was startled to the point of stupor, but before he could remember, the two strongest of the school had already grabbed him under the shoulders, pulled him to the center and laid him down.

Jeszcze Antek niedobrze zrozumiał, o co chodzi, gdy nagle uczuł kilka tęgich razów i usłyszał przestrogę: Antek had not yet understood what was going on, when he suddenly felt a few blunt strokes and heard a warning:

— A nie becz, hultaju! - And don't burp, hooray! A nie becz! And don't burp!

Puścili go. Chłopiec otrząsnął się jak pies wydobyty z zimnej wody i poszedł na miejsce. The boy shook himself off like a dog brought out of cold water and went on his way.

Nauczyciel wyrysował trzecią i czwartą literę, dzieci nazywały je chórem, a potem nastąpił egzamin.

Pierwszy odpowiadał Antek. Antek was the first to respond.

— Jak się ta litera nazywa? — pytał nauczyciel.

— A! — odparł chłopiec.

— A ta druga?

Antek milczał.

— Ta druga nazywa się be. - The latter is called be. Powtórz, ośle!

Antek znowu milczał.

— Powtórz, ośle, be!

— Albo ja głupi! - Or me dumb! — mruknął chłopiec, dobrze pamiętając, że w szkole beczeć nie wolno. - muttered the boy, remembering well that in school, burping is not allowed.

— Co, hultaju jakiś, jesteś hardy? - What, hooray some, are you hardy? Na *rozgrzewkę* go!… To *warm* him up!....

I znowu ci sami co pierwej koledzy pochwycili go, położyli, a nauczyciel udzielił mu taką samą liczbę prętów, ale już z upomnieniem: And again the same as before colleagues seized him, laid him down, and the teacher gave him the same number of rods, but already with an admonition:

— Nie bądź hardy!… Nie bądź hardy!… - Don't be hard-headed... Don't be hard-headed!...

W kwadrans później zaczęła się nauka oddziału wyższego, a niższy poszedł na rekreację, do kuchni profesora. A quarter of an hour later, the study of the higher division began, and the lower division went to recreation, in the professor's kitchen. Tam jedni pod dyrekcją gospodyni skrobali kartofle, drudzy nosili wodę, inni pokarm dla krowy, i na tym zajęciu upłynął im czas do południa. There some, under the direction of the landlady, scraped potatoes, others carried water, others food for the cow, and on this activity they passed the time until noon.

Kiedy Antek wrócił do domu, matka zapytała go:

— A co? Uczyłeś się? Did you study?

— Uczyłem.

— A dostałeś? - And did you get it?

— O, jeszcze jak! - Oh, how else! Dwa razy.

— Za naukę? - For learning?

— Nie, ino na *rozgrzewkę*. - No, ino for a *warm-up*.

— Bo widzisz, to początek. Dopiero później będziesz brał i za naukę! — pocieszyła go matka.

Antek zamyślił się frasobliwie.

„Ha, trudno — rzekł w duchu. "Ha, difficult," he said in spirit. — Bije, bo bije, ale przynajmniej pokaże, jak się wiatraki stawiają.” - It's beating because it's beating, but at least it will show how the windmills are put up."

Od tej pory dzieci najniższego oddziału uczyły się wciąż czterech pierwszych liter, a potem szły do kuchni i na podwórze pomagać profesorskiej gospodyni. From then on, the children of the lowest ward continued to learn the first four letters, and then went to the kitchen and yard to help the professor's housekeeper. O wiatrakach mowy nie było. There was no mention of windmills.

Jednego dnia na dworze mróz był lżejszy, profesorowi także jakoś serce odtajało, więc chciał wytłumaczyć najmłodszym swoim wychowańcom pożytek pisma.

— Patrzcie, dzieci — mówił pisząc na tablicy wyraz dom — jaka to mądra rzecz pisanie. - Look, children," he said writing the word house on the board, "what a clever thing to write. Te trzy znaczki takie małe i tak niewiele miejsca zajmują, a jednak oznaczają — dom. These three stamps so small and take up so little space, yet they mean - home. Jak tylko na ten wyraz popatrzysz, to zaraz widzisz przed oczami cały budynek, drzwi, okna, sień, izby, piece, ławy, obrazy na ścianach, krótko mówiąc — widzisz dom ze wszystkim, co się w nim znajduje. As soon as you look at this word, you immediately see in front of your eyes the entire building, doors, windows, hallways, chambers, stoves, benches, paintings on the walls, in short, you see the house with everything in it.

Antek przecierał oczy, wychylał się, oglądał napisany na tablicy wyraz, ale domu żadnym sposobem zobaczyć nie mógł. Wreszcie trącił swego sąsiada i spytał: Finally, he nudged his neighbor and asked:

— Widzisz ty tę chałupę, co o niej profesor gadają?

— Nie widzę — odparł sąsiad.

— Musi to chyba być łgarstwo! - I think it must be a hoax! — zakonkludował Antek.

Ostatnie zdanie usłyszał nauczyciel i krzyknął: The teacher heard the last sentence and shouted:

— Jakie łgarstwo? - What kind of scoundrel? Co łgarstwo?

— A to, że na tablicy jest dom. - And the fact that there is a house on the board. Przecie tam jest ino trochę kredy, ale domu nie widno — odparł naiwnie Antek. After all, there is a little chalk there, but the house is not visible," replied Antek naively.

Nauczyciel porwał go za ucho i wyciągnął na środek szkoły. The teacher snatched him by the ear and pulled him into the middle of the school.

— Na *rozgrzewkę* go! - To *warm* him up! — zawołał i znowu powtórzyła się z najdrobniejszymi szczegółami dobrze już chłopakowi znana ceremonia.

Gdy Antek wrócił do domu czerwony, spłakany i jakoś nie mogący znaleźć miejsca, matka znowu go zapytała: When Antek came home red, flushed and somehow unable to find a place, his mother asked him again:

— Dostałeś? - Did you get it?

— A może matula myślą, że nie? - Or do the matrons think they don't? — stęknął chłopiec.

— Za naukę? - For learning?

— Nie za naukę, ino na *rozgrzewkę*! - Not for learning, ino for *warming*!

Matka machnęła ręką. The mother waved her hand.

— Ha! — rzekła po namyśle — musisz jeszcze poczekać, to ci tam kiedy dadzą i za naukę. - She said after thinking about it - you still have to wait, that's when they will give you there and for learning.

A potem, dokładając drew do ognia na kominie, mruczała sama do siebie: And then, adding wood to the fire on the chimney, she muttered to herself:

— Tak to zawsze wdowie i sierocie na tej ziemi doczesnej! - That's how it always is for the widow and the orphan on this mortal earth! Żebym ja profesorowi miała dać z pół rubla, a nie czterdzieści groszy, to by mi chłopca od razu wziął. If I were to give the professor half a ruble, not forty pennies, he would have taken the boy for me right away. A tak, baraszkuje sobie z nim, i tyle. And yes, she's bartering with him, and that's it.

A Antek słysząc to myślał: And Antek hearing this thought:

„No, no! "Well, well! Jeżeli on tak baraszkuje ze mną, to dopiero będzie, jak mnie uczyć zacznie!” If he rams with me like that, it will only be when he starts teaching me!"

Na szczęście czy nieszczęście obawy chłopca nie miały się nigdy ziścić. Fortunately or unluckily, the boy's fears were never to come true.

Jednego dnia, było to już we dwa miesiące po wstąpieniu Antka do szkoły, przyszedł do jego matki nauczyciel i po zwykłych przywitaniach zapytał: One day, it was already two months after Antek entered school, a teacher came to his mother and, after the usual greetings, asked:

— Jakże, moja kobieto, będzie z waszym chłopakiem? - How, my woman, will it be with your boyfriend? Daliście za niego czterdzieści groszy, ale na początku, i już trzeci miesiąc idzie, a ja szeląga więcej nie widzę. You gave forty pennies for him, but at the beginning, and already the third month is going, and I don't see a shekel more. To się tak przecie nie godzi; płaćcie choć i po czterdzieści groszy, ale co miesiąc. It's not right, after all; pay at least forty cents each, but every month.

A wdowa na to: And the widow said:

— Skądże ja wezmę, kiedy nie mam! - Where will I get it when I don't have it! Co jaki grosz zarobię, to wszystko idzie do gminy. What penny I earn, it all goes to the municipality. Nawet dzieciskom szmaty nie ma za co kupić. Even children's rags don't have money to buy them.

Nauczyciel wstał z ławy, nałożył czapkę w izbie i odparł: The teacher got up from the bench, put on his cap in the chamber and replied:

— Jeżeli tak, to Antek nie ma po co chodzić do szkoły. - If so, Antek has no reason to go to school. Ja tam sobie nad nim darmo ręki zrywać nie będę. I won't get my hands on him there for free. Taka nauka jak moja to nie dla biedaków. A study like mine is not for the poor.

Zabrał się i wyszedł, a wdowa patrząc za nim myślała: He took himself and left, and the widow, looking behind him, thought:

„Jużci prawda. "Already true. Jak świat światem, to ino pańskie dzieci chodziły do nauki. As the world goes, ino your children went to school. A gdzie zaś prosty człowiek mógłby na to wystarczyć!…” And where, on the other hand, could a simple man suffice for this!..."

Zawołała znowu kuma Andrzeja na naradę i poczęli oboje egzaminować chłopca. She called Andrew's cum again to confer, and they both began to examine the boy.

— Cóżeś się ty, wisusie, nauczył przez te dwa miesiące? - What have you learned in these two months, hangry? — pytał go Andrzej. - Andrew asked him. — Przecie matka wydali na cię czterdzieści groszy… - After all, your mother spent forty pennies on you....

— Jeszcze jak! - How else! — wtrąciła wdowa. - interjected the widow.

— Com się tam miał nauczyć! - Com was there to learn! — odparł chłopiec. - replied the boy.

— Kartofle skrobią się tak we szkole, jak i w domu, świniom tak samo daje się jeść. - Potatoes are scraped as much at school as at home, pigs are given to eat the same way. Tyle tylko, żem parę razy profesorowi buty wyczyścił. So much so that I cleaned the professor's shoes a few times. Ale za to porwali na mnie odzienie przy tych tam… *rozgrzewkach*… But they snatched the clothes on me at those there *warm up*....

— No, a z nauki toś nic nie połapał? - Well, and from science did you not catch anything?

— Kto tam co połapie! - Who will catch what there! — mówił Antek. — Jak nas uczy po chłopsku — to łże. - As he teaches us in peasant terms - he's lying. Napisze se na tablicy jakiś znak i mówi, że to dom z izbą, sienią, z obrazami. He writes se on the board some sign and says it's a house with a room, a hallway, with pictures. Człowiek przecie ma oczy i widzi, że to nie jest dom. A man, after all, has eyes and sees that this is not a house. A jak nas uczy po szkolnemu, to kat go zrozumie! And if he teaches us after school, the executioner will understand him! Jest tam paru starszych, co po szkolnemu pieśni śpiewają, ale młodszy to dobrze, jak się trochę kląć nauczy… There are a couple of older ones there who sing songs after school, but the younger one is a good thing, as he learns to curse a little....

— Ino kiedy spróbuj gadać tak paskudnie, to ja ci dam! - Ino when you try to talk so nasty, I'll give you! — wtrąciła matka. - interjected the mother.

— No, a do gospodarstwa nigdy, chłopaku, nie nabierzesz ochoty? - Well, and to the farm you never, boy, get the urge? — spytał Andrzej.

Antek pocałował go w rękę i rzekł: Antek kissed his hand and said:

— Poślijcie mnie już tam, gdzie uczą budować wiatraki. - Send me already where they teach to build windmills.

Starzy jak na komendę wzruszyli ramionami. The old ones shrugged their shoulders as if on command.

Nieszczęsny wiatrak, po drugiej stronie Wisły mielący zboże, tak ugrzązł w duszy chłopca, że go już stamtąd żadna siła wydobyć nie mogła. The unfortunate windmill, on the other side of the Vistula River grinding grain, so bogged down in the boy's soul that no force could get him out of there anymore.

Po długiej naradzie postanowiono czekać. After a long deliberation, it was decided to wait. I czekano. And waited.

Upływał tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, nareszcie chłopak doszedł do dwunastu lat, ale w gospodarstwie wciąż niewielkie oddawał usługi. Week after week passed, month after month, and at last the boy reached twelve, but he still rendered little service on the farm. Strugał swoje patyki, a nawet rzeźbił cudackie figury. He carved his sticks and even carved miraculous figures. I dopiero gdy mu się kozik zepsuł, a matka na nowy nie dawała pieniędzy, wynajmował się do roboty. And it was only when his buck broke and his mother wouldn't give money for a new one that he hired himself out to work. Jednemu nocą koni na łące pilnował, zatopiony w siwej mgle wieczornej i zapatrzony na gwiazdy; innemu woły prowadził przy orce: czasem poszedł do lasu, po jagody lub grzyby i sprzedawał szynkarzowi Mordce za kilka groszy cały kosz. To one, he watched over the horses in the meadow at night, sunk in the gray evening mist and gazing at the stars; to another, he led the oxen in plowing: sometimes he went into the woods to pick berries or mushrooms and sold the whole basket to the innkeeper Mordka for a few pennies.

W chacie im się nie wiodło. At the cottage, they were not doing well. Gospodarstwo bez chłopa to jak ciało bez duszy; a wiadomo, że ojciec Antka już od kilku lat wypoczywał na tym wzgórzu, gdzie przez żywopłot czerwonymi jagodami okryty spoglądają na wioskę smutne krzyże. A farm without a peasant is like a body without a soul; and it is known that Antek's father has been resting for several years on this hill, where sad crosses look over the village through a hedge covered with red berries.

Wdowa do obrządzenia roli najmowała parobka, resztę pieniędzy musiała odnosić do gminy, a dopiero za to, co zostało, karmić siebie i chłopców. The widow hired a farmhand to farm the land, had to bring the rest of the money back to the community, and only fed herself and the boys with what was left.

Jadali też co dzień barszcz z chleba i kartofle, czasem kaszę i kluski, rzadziej groch, a mięso — chyba tylko na Wielkanoc. They also ate bread borscht and potatoes every day, sometimes porridge and noodles, less often peas, and meat - probably only at Easter. Niekiedy i tego w chacie nie stało, a wówczas wdowa, nie potrzebując pilnować komina, łatała synom sukmanki. Sometimes this, too, did not stand in the cottage, in which case the widow, not needing to guard the chimney, patched her sons' dresses. Mały Wojtek płakał, a Antek z nudów w porze obiadowej łapał muchy i po takiej uczcie znowu szedł na dwór do strugania swoich drabin, płotów, wiatraków i świętych. Little Wojtek would cry, and Antek would catch flies out of boredom at lunchtime, and after such a feast he would go outside again to planter his ladders, fences, windmills and saints. Bo także wystrugiwał i świętych, co prawda na początek bez twarzy i rąk. Because he also stamped and saints, admittedly without faces and hands to begin with.

Nareszcie kum Andrzej, wierny przyjaciel osieroconej rodziny, wyrobił Antkowi miejsce u kowala, w drugiej wsi. At last, kum Andrew, a faithful friend of the orphaned family, has carved out a place for Antek at the blacksmith's, in the second village. Jednej niedzieli poszli tam z wdową i chłopcem. One Sunday they went there with a widow and a boy. Kowal przyjął ich niezgorzej. The blacksmith received them uneasily. Wypróbował chłopca w rękach i krzyżu, a widząc, że na swój wiek jest wcale mocny, przyjął go do terminu bez zapłaty i tylko na sześć lat. He tested the boy in his hands and cross, and seeing that he was not at all strong for his age, he accepted him to the term without payment and for only six years.