×

LingQ'yu daha iyi hale getirmek için çerezleri kullanıyoruz. Siteyi ziyaret ederek, bunu kabul edersiniz: çerez politikası.

image

Mały Książe - Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książe cz. 4

Mały Książe cz. 4

Piątego dnia, znowu dzięki barankowi, odkryłem nową tajemnicę Małego Księcia. Gwałtownie, bez Żadnego wstępu, zapytał mnie, jak gdyby po długim zastanawianiu się w samotności: - Jeżeli baranek zjada krzaki, to je także kwiaty?

- Baranek je wszystko, co napotka .

- Nawet kwiaty, które mają kolce? - Tak, nawet kwiaty, które mają kolce. - A więc do czego służą kolce?

Nie wiedziałem .

Byłem w tym momencie zajęty luzowaniem zbyt ściągniętego sworznia mego motoru. Niepokoiłem się bardzo, ponieważ zacząłem rozumieć, Ze uszkodzenie jest poważne, a woda do picia kończy się.

Myślałem o najgorszym.

- Do czego służą kolce?

Mały Książe nigdy nie rezygnował z postawionego raz pytania.

Byłem zdenerwowany stanem mojej maszyny i odpowiedziałem byle co: - Kolce nie służą do niczego.

To tylko złośliwość kwiatów.

Mały Książe westchnął, a po chwili milczenia powiedział urażony: - Nie wierzę ci.

Kwiaty są słabe, są naiwne. One zabezpieczają się, jak mogą.

Im się wydaje, że z kolcami są bardzo groźne.

Nie odpowiedziałem.

Mówiłem sobie w tej chwili: "Jeżeli ten sworzeń nie puści, wybiję go młotkiem".

Mały Książe przerwał moje myśli - I ty sądzisz, że kwiaty... - Ależ nie, nic nie sądzę. Odpowiedziałem byle co.

Zajmuję się poważnymi sprawami. Popatrzył na mnie zdumiony. - Poważnymi sprawami? Widział mnie stojącego z młotkiem w ręku, z palcami czarnymi od smaru, schylonego nad przedmiotem, który wydawał mu się bardzo brzydki.

- Mówisz jak dorośli. Zawstydziłem się. Ale on dodał bezlitośnie: - Nie rozumiesz nic. Mieszasz wszystko. Był naprawdę bardzo rozgniewany. Potrząsał złotymi lokami, rozsypującymi się na wietrze.

- Znam planetę, na której mieszka pan o czerwonej twarzy .

On nigdy nie wąchał kwiatów.

Nigdy nie patrzył na gwiazdy.

Nigdy nikogo nie kochał. Niczego w Życiu nie robił poza rachunkami.

I cały dzień powtarza tak jak ty: "Jestem człowiekiem poważnym, jestem człowiekiem poważnym". Nadyma się dumą.

Ale to nie jest człowiek, to jest grzyb.

- Co? - Grzyb!

Mały Książe był blady ze złości. - Od milionów lat kwiaty mają kolce.

Mimo to od milionów lat baranki jedzą kwiaty. A czy nie wydaje ci się godne wyjaśnienia, dlaczego kwiaty zadają sobie tyle trudu dla wytworzenia kolców, które nie służą do niczego ? Czy wojna między kwiatami a barankami nie jest rzeczą poważną? Czy to nie jest ważniejsze niż rachunki grubego, czerwonego pana?

Jeżeli ja znam jedyny kwiat, który nigdzie poza moją planetą nie istnieje, i jeżeli mały baranek może go któregoś ranka zniszczyć za jednym zamachem, nie zdając sobie sprawy z tego , co czyni, czyż nie ma to Żadnego znaczenia? Poczerwieniał.

Po chwili mówił dalej; - Jeśli ktoś kocha kwiat, który jest jedyny na milionach i milionach planet, to mu wystarcza do szczęścia patrzenie na gwiazdy i mówi sobie: "Gdzieś tam jest mój kwiat:.

Lecz jeśli baranek zje kwiat, to tak jakby wszystkie gwiazdy zgasły.

I to nie jest ważne?

Nie mógł mówić dłużej. Wybuchnął płaczem.

Noc zapadła. Porzuciłem moje narzędzia. Kpiłem sobie z młotka, ze sworznia, z wody i że śmierci. Na jednej gwieździe, na planecie, na mojej Ziemi był Mały Książe, którego musiałem pocieszyć. Wziąłem go na ręce i ukołysałem.

Powiedziałem: - Kwiatowi, który kochasz, nie grozi niebezpieczeństwo.

Narysuję ci kaganiec dla twego baranka, narysuję osłonę dla twego kwiatu. .. Ja... Nie wiedziałem, co powiedzieć.

Czułem się nieswojo. Nie wiedziałem, jak do niego przemówić, czym go pocieszyć. Świat łez jest taki tajemniczy.

Wkrótce poznałem lepiej ten kwiat.

Na planecie Małego Księcia kwiaty były zawsze bardzo skromne, o pojedynczej koronie płatków, nie zajmujące miejsca i nie przeszkadzające nikomu.

Pojawiały się któregoś ranka wśród traw i więdły wieczorem. Krzak róży wykiełkował w ciągu dnia z ziarna przyniesionego nie wiadomo skąd i Mały Książe z uwagą śledził ten pęd, zupełnie niepodobny do innych pędów. Mógł to być nowy gatunek baobabu. Lecz krzak szybko przestał rosnąć i zaczął się formować kwiat. Mały Książe, który śledził pojawienie olbrzymiego pąka, wyczuwał, iż wykwitnie z niego jakieś cudowne zjawisko, lecz róża schowana w swoim zielonym domku przygotowywała się powoli. Starannie dobierała barw. Ubierała się wolno, dopasowywała płatki jeden do drugiego.

Nie chciała rozkwitnąć pognieciona jak maki. Pragnęła zjawić się w pełnym blasku swojej piękności. O, tak! Była wielką zalotnicą. Jej tajemnicze strojenie trwało wiele dni. Aż pewnego poranka - dokładnie o wschodzie słońca - ukazała się. I oto ona - która tyle trudu włożyła w swój staranny wygląd- powiedziała ziewając: - Ach, dopiero się obudziłam... Przepraszam bardzo... Jestem jeszcze nieuczesana.

Mały Książe nie mógł powstrzymać słów z zachwytu: - Jakaż pani jest piękna! - Prawda odpowiedziała róża cichutko. - Urodziłam się równocześnie ze słońcem. Mały Książe domyślił się, że róża nie jest zbyt skromna, lecz jakżeż była wzruszająca! - Sądzę, że czas na śniadanie - dorzuciła po chwili - czy byłby pan łaskaw pomyśleć o mnie?

Mały Książe, bardzo zawstydzony, poszedł po konewkę i podał jej świeżą wodę. Wkrótce swą trochę płochliwą próżnością zaczęła go torturować. Pewnego dnia na przykład, mówiąc o swych czterech kolcach, powiedziała: - Mogą zjawić się tygrysy uzbrojone w pazury... - Nie ma tygrysów na mojej planecie - sprzeciwił się Mały Książe - a poza tym tygrysy nie jedzą trawy. - Nie jestem trawą - odparła słodko róża. - Proszę mi wybaczyć...

- Nie obawiam się tygrysów, natomiast czuję wstręt do przeciągów. Czy nie ma pan parawanu?

"Wstręt do przeciągów to nie jest dobre dla rośliny - pomyślał Mały Książe. - Ten kwiat jest bardzo skomplikowany." - Wieczorem proszę mnie przykryć kloszem. U pana jest bardzo zimno. Złe są tu urządzenia. Tam, skąd przybyłam... Urwała. Przybyła w postaci nasienia. Nie mogła znać innych planet. Naiwne kłamstwo, na którym dała się przyłapać, zawstydziło ją. Zakaszlała dwa lub trzy razy, aby pokryć zażenowanie. - A ten parawan? - Ja bym przyniósł, ale pani mówiła...

Wtedy róża znów zaczęła kaszleć, aby Mały Książe miał wyrzuty sumienia. W ten sposób mimo dobrej woli płynącej z jego uczucia Mały Książe przestał wierzyć róży. Wziął poważnie słowa bez znaczenia i stał się bardzo nieszczęśliwy.

- Nie powinienem jej słuchać - zwierzył mi się któregoś dnia - nigdy nie trzeba słuchać kwiatów. Trzeba je oglądać i wąchać. Mój kwiat napełniał całą planetę swoją wonią, lecz nie umiałem się nim cieszyć. Historia kolców, która tak mnie rozdrażnił, powinna rozczulić...

Zwierzył się jeszcze: - Nie potrafiłem jej zrorzumieć. Powinienem sądzić ją według czynów, a nie słów. Czarowała mnie pięknem i zapachem. Nie powinienem nigdy od niej uciec. Powinienem odnaleźć w niej czułość pod pokrywką małych przebiegłostek. Kwiaty mają w sobie tyle sprzeczności. Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE