×

Vi använder kakor för att göra LingQ bättre. Genom att besöka sajten, godkänner du vår cookie-policy.

Nyårsrea Upp till 50% rabatt
Registrera dig gratis
image

Klasa pani Czajki - Małgorzata Karolina Piekarska, ZIELONA CHOINKA

ZIELONA CHOINKA

Tegoroczne święta i sylwestra rodzice Kamili postanowili spędzić w górach. Psa zostawili pod opieką babci i wszyscy wybrali się do zamku leżącego w Niedzicy nad Zalewem Czorsztyńskim. Miejsca zamówili dawno temu, więc teraz rozpakowywali się w apartamencie, który wprawił ich w zachwyt.

– Podobno tu mieszkała ta księżniczka Inków Umina – mówiła mama Kamili, ustawiając w łazience rządek kosmetyków.

– Zielona choinka, pachnący las, zielone gałązki przystroić czas – śpiewał Kuba i bawił się pluszowym łosiem, którego dostał w przedszkolu na mikołajki.

Kamila oglądała pokój i patrzyła na rozpościerający się z okna widok na zalew. Tak czekała na ten wyjazd! Perspektywa spędzenia ponad tygodnia poza szkołą, Warszawą i problemami była taka kusząca! Zmieniła zdanie dopiero tu, na miejscu. I wcale nie dlatego, że nie podobały jej się zamek czy okolica. Zamek był piękny. Zupełnie jak z bajki. Miejsce uznałaby za naprawdę magiczne, gdyby nie to, że pierwszą osobą, którą zobaczyła po wyjściu z zamkowego pokoju, był… Olek. Uśmiechnięty zmierzał właśnie w jej stronę.

– Tata mnie wysłał, żebym spytał, czy już jesteście gotowi – powiedział, nie zwróciwszy najmniejszej nawet uwagi na jej osłupienie. Bąknęła coś i wbiegła z powrotem do pokoju, zatrzaskując chłopakowi drzwi przed nosem.

– Zielona choinka, pachnący las, zielone gałązki przystroić czas – usłyszała śpiew Kuby, który nadal bawił się łosiem.

– Dlaczego mi nie powiedzieliście?! Dlaczego?! – krzyknęła od progu. – A ty możesz przestać wyć tę głupią piosenkę? – rzuciła do Kuby, który aż skulił się w sobie.

– A o co chodzi? – Mama wieszała w szafie wypakowywane z walizek ubrania.

– Że on tu będzie!

– Kto? – tata udawał, że nie wie, o co chodzi.

– Daj spokój – wpadła mu w słowo mama, nie przerywając rozpakowywania ubrań. – Nie ma sensu udawać – powiedziała i nawet nie odwróciwszy się w stronę Kamili, wygłosiła mowę tonem, który Kamila dobrze znała i którego nie znosiła, bo oznaczał on, że dyskusji nie będzie. – Rozumiem, że masz na myśli Olka? Gdybyśmy cię uprzedzili o jego obecności, nie chciałabyś jechać. A ja przez twoje fochy nie miałam i nie mam zamiaru marnować świąt. Dobrze wiesz, że przyjaźnimy się z jego rodzicami i dla twojego widzimisię nie zerwiemy tej przyjaźni. Jest tu cała masa innych dzieciaków, możesz bawić się z kimś innym.

– Nie jestem dzieciakiem! I nie będę się z nikim bawić! – krzyknęła Kamila, ale mama jej już nie słuchała, bo właśnie podszedł do niej Kuba i poprosił o zawiązanie sznurowadeł w nowych kapciach.

– Zaraz pójdziesz do Malwiny, tylko poczekaj chwilę… – mówiła mama do Kuby, poprawiając mu nie tylko sznurowadła, lecz także ubranie.

Kamila stała jak ogłuszona na środku pokoju. Wizja świąt i sylwestra z Olkiem ją przerażała. Może będzie pytał? Albo chciał, by coś mu wytłumaczyła. Najchętniej wybiegłaby teraz z pokoju, ale… a nuż tam na korytarzu jest on? Dlatego patrzyła przez okno na ośnieżoną okolicę i tonący w mroku zalew. Po chwili poszła do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi i zadzwoniła do Małgosi, która usłyszawszy, że tam, w zamku, Kamila stanęła oko w oko z Olkiem, aż zaniemówiła.

– Powiedz coś! – wołała Kamila do słuchawki. – Jesteś tam?!

– Co mam powiedzieć? Nie wiem, co mówić. Bądź sobą i…

Ale Kamila nie dowiedziała się, co radzi jej Małgosia. Nie zdążyła nawet dokończyć rozmowy z przyjaciółką, bo do łazienki wpadła mama i krzyknęła:

– Miałaś nie brać komórki! Zgodziliśmy się tylko pod warunkiem że nie będziesz z niej dzwoniła, a jedynie w święta i Nowy Rok wyślesz parę esemesów! Ja nie mam fabryki pieniędzy, by wydawać je na bzdury! I tak przez ostatnie pół roku płaciliśmy astronomiczne sumy za twój telefon!

– A skąd wiesz, że teraz to ja dzwoniłam, a nie do mnie zadzwoniono? – spytała Kamila i ukradkiem rozłączyła rozmowę.

– Mam sprawdzić? – mama Kamili coraz bardziej podnosiła głos.

Kamila kilkoma wprawnymi ruchami wykasowała listę ostatnich połączeń.

– Co ty tam robisz? Bezczelna jesteś! Ja już nie mam siły do ciebie! Chcesz zepsuć święta. Ale ja ci zapowiadam, jeśli będziesz stroiła przy wigilijnym stole jakieś fochy, to wyproszę cię i spędzisz dzisiejszy wieczór tu, w pokoju! I nici z Mikołaja!

– Tak! Mikołaj dobrze wie, że jesteś niegrzeczna – rzekł Kuba ze śmiertelną powagą, ale więcej nie zdążył powiedzieć, bo Kamila pokazała mu język i spojrzała takim wzrokiem, że się rozpłakał.

– Jeszcze to! Po co go drażnisz?

– Ja nic nie zrobiłam!

– Czemu ty mu ciągle dokuczasz?!

– Halina! Kamila! Dajcie spokój. – W drzwiach stanął tata. – Nie kłóćcie się chociaż w Wigilię. Potem cały rok będziecie się kłócić…

– Wiem… co w Wigilię, to przez cały rok – mruknęła pod nosem Kamila i wyszła z łazienki.

– Ale pamiętaj! Masz nigdzie nie dzwonić! – zawołał za nią ojciec. – A ty, Kuba, nie maż się, tylko włóż sweter i idź poszukać Malwiny. Spotkamy się za chwilę w jadalni. Trafisz?

– Trafię – odparł Kuba i wziąwszy pod pachę łosia, wyszedł na ganek.

* * *

Olek stał pod drzwiami zamkowego pokoju. Jeżeli jadąc tutaj, na coś liczył, to teraz już wiedział, że się przeliczył. Tego, że zatrzaśnie mu drzwi przed nosem, się nie spodziewał. Chociaż… po tym, co powiedziała mu w wakacje na plaży, powinien spodziewać się wszystkiego. On jednak ciągle miał nadzieję zobaczyć w Kamili dziewczynę, która w Chorwacji tak mocno zawróciła mu w głowie. Co się z nią stało? Nie wiedział. Przez zamknięte drzwi dobiegały go stłumione krzyki. Przystawił do nich ucho, ale grube dębowe drzwi zagłuszały dźwięki. Po chwili stanął przed nim Kuba. Na widok Olka uśmiechnął się i zapytał:

– A Malwina gdzie?

– W pokoju. Chodź, zaprowadzę cię – odparł Olek i wziął malca za rękę.

– Kamila wściekła! – poskarżył się Kuba, kiedy szli gankiem.

– Yhm – mruknął Olek.

– Dzwoniła gdzieś z komórki i mama krzyczała, że ma nie dzwonić. Ale ja gdybym miał komórkę, to też bym dzwonił.

– Do kogo? – zainteresował się Olek.

– Do Malwiny. Żeby jej powiedzieć, że w przedszkolu był Mikołaj i dostałem łosia. A tak muszę go przynieść i jej pokazać. A widzisz, jakie to ciężkie.

Olek uśmiechnął się pod nosem i nie zdążył odpowiedzieć, gdy Kuba ponownie spytał:

– Znasz taką piosenkę Zielona choinka?

– Znam.

– A pośpiewasz ze mną? Bo Kamila nie chciała…

– Malwa z tobą zaśpiewa. Też się tego nauczyła w przedszkolu.

* * *

Na takiej wigilii jak ta zamkowa ani Kamila, ani Olek, ani tym bardziej Kuba czy Malwina nigdy nie byli. Choinka była największa, jaką kiedykolwiek widzieli, na stole stały staropolskie potrawy, a ludowa kapela grała kolędy. Kuba z Malwiną aż piszczeli z radości. Oboje nie mogli się doczekać, kiedy wszystko się zacznie. Tymczasem goście schodzili się bardzo powoli. Zresztą do rozpoczęcia wieczerzy był jeszcze kwadrans. Kamila siedziała naburmuszona przy stole i nie patrzyła ani w stronę rodziców, ani w stronę Olka. Myślała tylko o jednym – jak uniknąć dzielenia się z nim opłatkiem. W ogóle jak uniknąć tego nieszczęsnego opłatka, na który w tym roku w ogóle nie miała ochoty?

I… uniknęła. Bo kiedy wreszcie nadszedł ten moment, gdy wszyscy, krążąc po sali z opłatkami w ręku, składali sobie życzenia, to ilekroć zobaczyła, że Olek idzie w jej kierunku, odwracała się plecami. Usiadł kilka miejsc dalej. Tuż koło Malwiny i Kuby. „Jak nie, to nie” – pomyślał Olek, poprawiając się na krześle. Więcej nie spróbuje, choćby miał paść.

Kamila unikała też rodziców. Za bardzo ją bolało, że zataili przed nią obecność Olka. To rodzice podeszli pierwsi. Oboje przytulili ją, a mama szepnęła na ucho, by miała same szóstki. „Jakby to było najważniejsze” – pomyślała z goryczą. Nie podeszła też do Kuby, który sam przybiegł, by życzyć jej mnóstwa prezentów. Ani do nikogo z Majewskich – rodzice Olka i Malwina udając, że nic się nie stało, pierwsi złożyli życzenia. Atmosfera wigilii stawała się dla Kamili nieznośna. Nie mogła doczekać się, kiedy wszyscy zaczną jeść i kiedy to wszystko się skończy. Na szczęście nikt nie zwracał na nią uwagi. Rodzice zajęci byli dyskusją z rodzicami Olka. Olek zajmował się maluchami. Kiedy po jakimś czasie każdy, kto chciał, mógł wykonać kolędę lub piosenkę, na środek sali wyszła trzyosobowa grupka złożona z Olka, Malwiny i Kuby. Zaśpiewali o zielonej choince. Kamila popatrzyła na ich twarze i nagle poczuła w sercu smutek i… zazdrość. Cała trójka wyglądała na szczęśliwą. A przecież i ona mogła być wśród nich. Nie czekając na rozdanie prezentów, wzięła ze stołu klucz i wymknęła się do pokoju. Wigilia toczyła się bez niej. I tylko ta Zielona choinka uparcie brzęczała jej w uszach…

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE