×

Vi använder kakor för att göra LingQ bättre. Genom att besöka sajten, godkänner du vår cookie-policy.

Registrera dig gratis
image

Klasa pani Czajki - Małgorzata Karolina Piekarska, DESZCZ NIEPOROZUMIEŃ

DESZCZ NIEPOROZUMIEŃ

Kamila nie lubiła deszczu. Ale czy w pogodę, czy w niepogodę, psa trzeba wyprowadzić. W płaszczu z kapturem zakrywającym oczy snuła się po podwórkach z Płatkiem, któremu deszcz najwyraźniej zupełnie nie przeszkadzał. Dość szybko na jej oczach puszysty piesek zamienił się w niezbyt puszystą ścierkę. Zachęcona proszącym spojrzeniem zwierzaka, skręciła na ścieżkę prowadzącą do działek od reszty osiedla oddzielonych paskiem wody zwanym przez mieszkańców kanałkiem.

Kamila stanęła na wąskiej kładce i obserwowała drobne kręgi pojawiające się na wodzie. Patrzyła na leniwie nurkujące kaczki i Płatka, który szalał tak, jakby deszcz wcale nie padał. Pies najwyraźniej też obserwował kaczki, bo nagle… wskoczył do wody! Zanim zdążyła zareagować, zniknął pod powierzchnią. Kamila chwilę stała jak skamieniała, a potem zaczęła krzyczeć! Krzyczała tak, że przeraził ją własny głos. Ale nie wiedziała, co robić! Strzępki myśli przelatywały jej przez głowę. I nagle zobaczyła postać, która dosłownie w ułamku sekundy rzuciła na ziemię siatki i wbiegła do wody. Kanałek nie był głęboki – zaledwie trzydzieści centymetrów – za to mulisty i mocno zarośnięty. W lecie Kamila widziała o wiele większe psy, które nie mogły się wydostać spomiędzy wodnych roślin. Na szczęście Płatek został wyciągnięty. Kamila, szlochając, podbiegła do postaci, której spodnie do kolan były czarno-zielone od mułu. Nie namyślając się, rzuciła się jej na szyję z płaczem:

– Tak się bałam! Tak się bałam!

– Nie było powodów – odparła postać i Kamila poznała głos… Czarnego Michała.

Odskoczyła jak oparzona. Michał udał, że nie zauważył jej zmieszania, i zaczął przyglądać się spodniom. Kamili stanął przed oczami obraz ze świąt, kiedy to Michał znalazł jej Płatka, a ona nie podziękowała mu tak jak należy.

– Już drugi raz ratujesz mi psa – powiedziała zmieszana.

– Miło, że pamiętasz – odparł. – A teraz sorry, ale muszę lecieć, bo jak mama zobaczy buty, to mnie prześwięci.

I porwał leżące na ziemi siatki.

Kamila wzięła na ręce Płatka, który z beżowego zrobił się czarno-zielony. Wolnym krokiem sunęła w kierunku domu. Deszcz kropił cały czas.

* * *

– Masz nowego psa? – spytał ją ze śmiechem Maciek.

Razem z Małgosią czekali na nią pod domem. Oboje przestali się śmiać, kiedy opowiedziała im o przygodzie nad kanałkiem. Pominęła jeden tylko szczegół – nie wspomniała, kto wyciągnął z wody Płatka. Gdyby nie było Maćka, z pewnością zdradziłaby Małgosi szczegóły. Ale przy Maćku nie umiała. Zwłaszcza że jak tylko weszli do mieszkania, Maciek wypalił:

– Spotkałem Olka.

Kamila nie zareagowała, więc Maciek mówił dalej:

– Pytał się o ciebie.

Kamila westchnęła i oznajmiwszy, że idzie zrobić herbatę, wyszła do kuchni.

– Po co wspominasz jej o Olku? – spytała Małgosia z wyrzutem. – Czasem mam wrażenie, że robisz to złośliwie, bo jej nie lubisz.

– Przecież wiesz, że to nieprawda…

Nagle rozdzwoniła się komórka Małgosi. Dziewczyna odebrała.

– Kinga?… Czemu płaczesz?… Mów spokojnie… Nie… Nie mam pojęcia. Właśnie jestem u Kamili. Spytam ją o to… Jak się czegoś dowiem, to zadzwonię.

– O co chodzi? – zainteresował się Maciek.

– Kinga widziała, jak pod jej oknami Michał ściskał Kamilę.

Maciek wzruszył ramionami. Kinga była tak zazdrosna o Michała, że czasem budziło to powszechny niesmak.

– Myślisz, że tak było? – spytał, choć odpowiedź niewiele go obchodziła.

– Na pewno coś się wydarzyło, bo Kinga nie ma zwyczaju zmyślać.

– To pogadaj z Kamilą i się dowiesz.

Łatwo powiedzieć „spytaj”, gorzej to zrobić. Małgosia była w rozterce. Przecież nie wypali: „Czy ściskałaś Michała?” albo „Czy może całowałaś się dziś z Michałem pod oknami Kingi?”. Kurczę, wszystko to brzmi idiotycznie! Lepiej spytać… czy go widziała.

Kamila właśnie wnosiła do pokoju tacę, na której stały filiżanki, dzbanek i herbatniki.

– Nie spotkałaś teraz Michała? – zagadnęła od razu Małgosia.

– Jakiego Michała? – W głosie Kamili słychać było zmieszanie. Nie umiała kłamać.

– Czarnego Michała.

– W szkole był.

– Nie pytam o szkołę. Pytam o teraz.

– Nie. Przecież wyszłam z psem – odparła Kamila i się zaczerwieniła.

Och, gdyby były same, opowiedziałaby o spotkaniu nad kanałkiem. Ale przy Maćku… Kamila kątem oka widziała jego kpiący uśmiech.

Wspólna nauka historii im nie szła, choć metoda opracowana przez mamę Maćka, ponoć jeszcze w czasie studiów, była dobra. W powietrzu wisiało coś niedopowiedzianego. Nagle… znów odezwała się komórka Małgosi.

– Mówi, że nie… Tak… Tak mówi… Co? !… Michał tak twierdzi? Maciek obserwował, jak twarz Małgosi zmienia się w miarę trwania tej rozmowy.

– To ja już nie wiem… Cześć.

Przy stoliku w Kamili pokoju zapadła cisza.

– Nic nie powiesz? – spytała cicho Małgosia, patrząc na przyjaciółkę. Kamila milczała. – Kinga widziała, jak wisisz na Michale. On przyznał, że pomagał ci wyciągnąć psa z wody. Czemu kłamałaś? – Kamila nadal nie odezwała się słowem. – Wybacz, ale ja w takiej atmosferze nie jestem w stanie się uczyć. Idę do domu.

Małgosia wstała. Za nią z krzesła podniósł się Maciek. Oboje ubierali się w milczeniu. Kamila też się nie odzywała. Byli już w drzwiach, kiedy Maciek powiedział:

– A ja myślałem, że się zmieniłaś. Na lepsze…

* * *

– Nie jestem niczyją własnością – usłyszała głos Michała, który wściekły odłożył słuchawkę.

Kinga właśnie przed chwilą drugi raz zapłakana zadzwoniła do niego i zażądała wyjaśnień. Scena, którą widziała u siebie pod blokiem, nie dawała jej spokoju. Oto Michał wyszedł od niej i kiedy przez okno obserwowała jego oddalającą się sylwetkę, zobaczyła, jak przyspieszył kroku, rzucił siatki, wpadł do kanałku, a potem ściskał Kamilę. A teraz Kamila się wypiera. Michał twierdzi, że nad kanałkiem nic takiego się nie stało. Ale ona czuje, że to nie było nic takiego. Inaczej Michał nie rzuciłby słuchawką, a Kamila powiedziałaby Małgosi, co się stało. A tak…

Łzy leciały Kindze po twarzy. Nie umiała ich powstrzymać. Kamila miała modne ciuchy, bogatych rodziców i oryginalną urodę. Ona była tylko kujonem. Kujonem, który łudził się, że Michałowi naprawdę na niej zależy.

* * *

Michał czuł, że rozkłada go przeziębienie. Niby od nieszczęsnej historii z psem Kamili minęło zaledwie parę godzin i od razu przebrał się i wziął gorącą kąpiel, ale teraz czuł, że to przeziębienie wisiało w powietrzu. Powlókł się do apteczki w poszukiwaniu aspiryny. Był wieczór. Mieli z Kingą powtarzać historię, ale po tym, jak na nią nakrzyczał, pewnie nie przyjdzie. Po co na nią krzyczał? Teraz tego żałował, ale wtedy… nie mógł się opanować. A swoją drogą, czemu Kamila tak się zachowuje? Czemu nie powiedziała Małgosi prawdy? Był zły na Kamilę. Najpierw traktuje go jak śmiecia, a teraz… gra na uczuciach innych. Michał już wiedział, co zrobi. Popije aspirynę i zadzwoni do Kingi. Drżącą ręką wycisnął z listka dwie tabletki, gdy nagle usłyszał dzwonek do drzwi.

„Więc jednak! Jednak Kinga przyszła!” – serce zabiło mu mocniej. Teraz jej wyjaśni, że naprawdę nic się nie stało. Boże, jak on nie lubi tych głupich babskich pretensji przez telefon! Kiedy nie można wziąć za rękę i patrząc w oczy, tłumaczyć. Kiedy wyobraźnia podpowiada Kindze jakieś bzdury, a on przez tę cholerną odległość nie jest w stanie wyjaśnić zupełnie nic. Przecież nie mógł przejść obojętnie i nie ratować tego psa.

Michał popędził do drzwi, otworzył je i… zobaczył Kamilę. Nie ukrywał rozczarowania.

– Ja… chciałam podziękować i… – Kamila umilkła.

Mina Michała nie zachęcała do mówienia czegokolwiek, przez chwilę stali więc w milczeniu.

– Mogę wejść? – spytała Kamila i nie czekając na reakcję Michała, minęła go w drzwiach. Po chwili powiesiła kurtkę na wieszaku i weszła do pokoju. – A więc tak mieszkasz… – powiedziała i z ciekawością rozejrzała się po pokoju. Podeszła do półki z książkami, na brzegu której stało zdjęcie Kingi. W milczeniu przyglądała się mu.

„Gdybyś przyszła tu rok temu, zobaczyłabyś swoje zdjęcie” – pomyślał Michał.

Kamila już miała otworzyć usta i po raz kolejny podziękować za uratowanie psa, kiedy rozległo się pukanie. Michał z bijącym sercem wyszedł do przedpokoju i nacisnął klamkę. Za drzwiami stała Kinga. Czuł, że tak będzie. „Są takie dni, kiedy wszystko się wali – przyszło mu do głowy. – I to jest właśnie taki dzień”.

– Przepraszam, że ci nie ufałam… – powiedziała Kinga od progu i nagle zamilkła. Zobaczyła stojącą za plecami Michała Kamilę.

Michał otworzył usta, ale Kingi już nie było. Słyszał tylko, jak ktoś szybko zbiega po schodach.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE