×

Мы используем cookie-файлы, чтобы сделать работу LingQ лучше. Находясь на нашем сайте, вы соглашаетесь на наши правила обработки файлов «cookie».


image

7 metrów pod ziemią, Pot, krew, łzy. Czy poród to „najpiękniejsza chwila w życiu kobiety”? – 7 metrów pod ziemią

Pot, krew, łzy. Czy poród to „najpiękniejsza chwila w życiu kobiety”? – 7 metrów pod ziemią

To jest wielogodzinny wysiłek fizyczny,

towarzyszą temu łzy,

pot, oczywiście krew, mocz, kał.

Jeden, podczas porodu, tatuś zemdlał

jeden rozwiązywał krzyżówki w fotelu

Uważam, że większość

cięć cesarskich to są cięcia na życzenie.

Przyłożył głowicę USG do brzucha i stwierdził, że

nie ma czynności serca płodu.

Wtedy rozległ się płacz, krzyk.

Życzę sobie, abyśmy miały zarobki na takim poziomie,

żebyśmy mogły chodzić tylko do jednej pracy

Jesteś położną od 7 lat.

Czy poród to faktycznie najpiękniejsza chwila w życiu kobiety?

Tak, uważam, że to jest najpiękniejsza

chwila w życiu kobiety,

choć jej życie wywraca się o 180 stopni

o 180 stopni

i kobieta tak naprawdę w momencie,

kiedy rodzi się nowe życie, jej dziecko

dostaje zimny kubeł wody na głowę,

zderza się z rzeczywistością

musi tak naprawdę

okiełznać tego nowego młodego człowieka, nauczyć się jego obsługi,

a potem jest już pięknie.

Jak taki poród wygląda z Twojej perspektywy?

Poród to jest trudne, ciężkie

doświadczenie dla kobiety

To jest wielogodzinny wysiłek fizyczny

towarzyszą temu łzy,

pot, oczywiście krew, mocz, kał

Widoki, zapachy nie są przyjemne.

Jest dużo napięcia, oczekiwań

w stosunku do mnie jako położnej

czy lekarzy, które nie zawsze potrafimy spełnić.

Jakie to są oczekiwania?

Na przykład takie, żeby nie bolało,

pytania, kiedy to się skończy,

jak długo to potrwa,

czy możecie zrobić coś, żebym urodziła wcześniej,

albo ja chcę teraz cięcie,

ja chcę w tym momencie cięcie, nie chcę już rodzić.

Jesteście bezsilni w takich sytuacjach

czy jednak możecie, jeśli chcecie pomóc takiej kobiecie?

Jeśli jest czas - możemy działać.

Jeżeli ona faktycznie odmawia,

poddaje się, nie ma siły, możemy ten poród zakończyć na przykład cięciem cesarskim.

Leki podajemy tyle,

ile ta kobieta potrzebuje, tak

ale dochodzimy do pewnego momentu, gdy

nie możemy nic więcej zrobić, ona

musi zdać się na nas i nas posłuchać,

Na samym końcu,

jeśli chodzi o to znieczulanie bólu, jest zastrzyk.

Czy ta kobieta może poprosić albo zażądać takiego znieczulenia?

Czy nie każdy może je dostać?

Może o nie prosić,

ale nie zawsze jest możliwość,

aby je otrzymała.

Głównie są to względy medyczne,

ale też czasami wynika to

z braków kadrowych.

Na przykład na dyżurze jest w danym szpitalu

jeden anestozjolog i on nie może podejść,

być przy tym porodzie,

czy też pielęgniarka anestozjologiczna nie jest wolna,

i nie może przy tej pacjentce być obecna, kiedy ona takie znieczulenie otrzymuje.

Czyli po prostu brakuje człowieka,

żeby ktoś nie musiał cierpieć.

Tak, czasami tak właśnie jest.

Brutalna rzeczywistość.

Czy faceci uczestniczą w porodach,

czy są na sali obecni?

Tak, praktycznie każdy poród

odbywał się z osobą towarzyszącą,

każdej towarzyszył mąż, ojciec.

Jak się odnajdują w tej sytuacji?

To też różnie.

Były zabawne sytuacje,

ale są dzielni, często przerażeni.

My położne uspokajamy ich

"spokojnie, da pan radę, nic takiego nie będzie się działo",

"a jak będzie się działo, to wyprosimy pana".

Ale często ci, którzy bardzo się

denerwowali jak to się skończy dla nich

dają radę, wytrzymują do końca.

Jest fajnie (śmiech)

Nikt wam nie zemdlał? Zemdlał.

Jeden podczas porodu tatuś zemdlał

jeden rozwiązywał krzyżówki w fotelu

podczas porodu

żony (śmiech)

Bywa różnie:)

Czy są porody, które z jakiegoś względu

zapadły Ci w pamięć?

Jest kilka takich sytuacji,

są one dobre to są dobre wspomnienia,

i też są złe.

Najpiękniejszy poród,

jaki miałam okazję przyjąć, to był poród,

w którym mama rodziła swoje kolejne dziecko.

Ona była spokojna,

nie było tam żadnych komplikacji, nie było żadnych leków przeciwbólowych, była w pełnym kontakcie, świadoma,

współpracująca.

W zasadzie pojawiła się u nas na sali porodowej,

i za 3 godziny

maluch był już na świecie. To był oczywiście poród z ochroną krocza,

było tez wesoło, był fotograf pamiętam.

Wszystkie moje koleżanki na dyżurze były wtedy

dość mocno spięte i powiedziały, że

one tam nie będą tego porodu przyjmować, pójdź Kasia ty (śmiech)

To są te miłe wspomnienia.

A mniej przyjemne?

Mniej przyjemne...

To był dyżur nocny,

zgłosiła się pacjentka,

z powodu tego, że nie czuje

słabiej odczuwa ruchy dziecka. Tak nam to przekazała.

Jest taka procedura, że w izbie przyjęć położna sprawdza,

czynność serca dziecka. Nie znalazły tej czynności serca.

Dostałyśmy od razu telefon, że

mamy przygotować się, bo coś się dzieje

i nie wiadomo, czy dziecko obumarło.

W tym samym czasie

na sali, na naszym oddziale

jest, była, bo już tam nie pracuję,

była sala cięciowa

I w tym momencie toczyło się cięcie.

Moja myśl była pierwsza, jeżeli

dziecko jeszcze żyje

to będziemy potrzebować tej sali, która jest zajęta.

Tam jest pacjentka na stole.

Wiec, jedna z nas wbiegła na

tą salę cięciową powiedziała, że jest tak, a nie inaczej

tak, a nie inaczej i poprosimy jednego z lekarzy,

więc jeden z lekarzy odszedł od stołu operacyjnego,

i poszedł na salę,

na którą wprowadziliśmy tę pacjentkę,

która zgłosiła się bez ruchów malucha

Przyprowadziłyśmy aparat USG i szybko dosłownie w sekundzie

Opowiadam to jakby wydaje się długo, ale to były

minuty, 3, 4 minuty może wszystko.

Przyłożył głowicę USG do brzucha i stwierdził, że

nie ma czynności serca płodu.

No i wtedy rozległ się płacz, krzyk.

Jak przekazuje się taką informację?

Trudno powiedzieć, jak przekazać taką informację.

Ja sobie wielokrotnie, zanim mnie to spotkało,

myślałam, jak się ją przekazuje

taką informację i nie ma dobrej odpowiedzi.

i nie ma

Nie masz pomysłu, tak naprawdę jak przekazać te wieści.

Lekarz po prostu to powiedział:

"Muszę pani niestety powiedzieć, że pani dziecko nie żyje".

A pani na to powiedziała; "jak to nie żyje?"

"Przecież jeszcze przed chwilą czułam, że się rusza!".

Jak wygląda procedura w takich przypadkach?

Co dzieje się z ciałem tego dziecka?

Poród odbywa się normalnie.

Tutaj na szczęście ten poród

był bezproblemowy i szybki.

Po porodzie dziecko jest z matką na sali.

przez około 2 godziny.

Matka ma czas, żeby się pożegnać,

czas, żeby dojść do siebie.

My w tym czasie też mamy swoje czynności do wykonania

związane z tym porodem, opisaniem go, itd...

Dziecko leży, jest z matką na sali.

Najbardziej to,

co podziałało na mnie

i sprawiło, że popłynęły mi łzy to łatwe nie było

Musiałyśmy założyć tasiemki identyfikacyjne

na rączkę i nóżkę dziecka,

owinąć je, osuszyć,

żeby nagie nie leżało po prostu

w tym miejscu przeznaczonym do noworodka po porodzie.

Kiedy to robiłyśmy,

ciało tego dziecka było ciepłe,

nie różniło się

dotykało się go nie różniło się niczym od żywego noworodka.

Było wiotkie i wyglądało, jakby mocno spało.

jakby mocno spało, głęboko.

To było, domyślam się, najcięższe doświadczenie.

Ale niełatwe są także porody zabiegowe.

Co to takiego, na czym to polega?

Porody zabiegowe to porody, które

kończą się przy użyciu

dodatkowych narzędzi

Na przykład kleszcze położnicze albo wyciągacz próżniowy.

albo wakum wyciągacz próżniowy.

Kiedy widzimy, że poród przebiega źle,

że trzeba go jak najszybciej skończyć,

a nie ma możliwości zakończenia go

cięciem cesarskim

to lekarz podejmuje decyzje o zakończeniu go zabiegowo.

Wtedy ten poród przyjmuje lekarz.

Ja stoję obok

i mu asystuję.

Jeżeli chodzi o kleszcze,

to polega na tym,

że na głowę dziecka zakłada się dwie metalowe łyżki

i po prostu pociąga.Lekarz w odpowiedni sposób

jakby wyprowadza malucha na świat.

Podobnie jest, jeśli chodzi o wyciągacz próżniowy.

Tylko to się odbywa

za pomocą takiej przyssawki gumowej na głowę dziecka

I lekarz też malucha sprowadza na świat

Czy są jakieś powikłania?

Tak, mogą być.

Ale ja w swojej

od kiedy pracuję, nie widziałam powikłań po tym.

Widać to na przykład po twarzy malucha że były założone kleszcze,

zdarza się odcisk w okolicach policzka.

po łyżce

A na głowie po wakum

powstaje taki czepiec, który am trochę

inny kolor niż reszta skóry

Czy sam fakt, że dochodzi do takiego porodu,

to wynika z błędu lekarza

położnej?

Nie, zupełnie nie.

To wynika z przebiegu tego porodu,

jeśli przebiega nieprawidłowo.

Żeby nie doprowadzić do tragedii,

wykonujemy ten zabieg, by bezpiecznie zakończyć poród.

Czasami też ze względu na zdrowie matki.

Nie podejmuje się decyzję o jego zakończeniu Nie jest to żaden błąd.

Wspomnieliśmy o cięciach cesarskich.

Tak się składa, że Polska jest w czołówce,

jeśli chodzi o Europę.

W tej chwili prawie 50% dzieci przychodzi na świat dzięki cesarskiemu cięciu,

podczas gdy optymalny wskaźnik powinien wynosić 15%.

Dlaczego tak często w Polsce wykonuje się cesarskie cięcie?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Uważam, że większość tych cięć,

to cięcia na życzenie.

Jeśli nie ma wskazań medycznych,

aby to cięcie się odbyło

pacjentka po prostu sobie tego życzy.

Jest masa czynników, które składają się na to,

kiedy podejmowana jest decyzja o cięciu

i dlaczego ten wskaźnik jest tak wysoki.

Na przykład pacjentka, która miała już poprzednio cięcie cesarskie,

to ma prawo wyboru przy kolejnym dziecku.

Czy będzie rodziła naturalnie czy przez CC.

Być może kobiety znając to, co było wcześniej

decydują się na kolejne CC.

Nie próbują porodu drogami naturalnymi.

Ale jest też tak, że kobiety, rodząc pierwszy raz,

również podejmują decyzje o cesarskim cięciu.

Zgadza się. Zdarzają się pacjentki,

które zgłaszają się do nas

z zaświadczeniami od psychologa, psychiatry,

w których proponowaną drogą porodu jest właśnie cesarskie cięcie.

Powodem jest tokofobia, czyli lęk przed porodem.

Takie zaświadczenie wystarczy?

Nie zawsze.

Ostateczną decyzję podejmuje lekarz,

jednak jeśli pacjentka zjawia się u nas

z takim zaświadczeniem

to staramy się nie dyskutować.

Czasami słyszę też od pacjentek o względach estetycznych.

Pacjentki obawiają się nietrzymania moczu,

jeśli chodzi o poród naturalny

lub o rozległe pęknięcie krocza,

którego gojenie trwa długo,

a kobieta po tym nie zawsze jest w pełni sprawna.

Obecnie pracujesz na oddziale położniczym,

co oznacza, że przebywasz ze świeżo upieczonymi matkami i dzieciakami.

Dają mocno w kość?

Bywa.

Bywa tak, że brakuje nam słów:)

Na przykład: dzwonek.

U nas wszystko odbywa się za pomocą dzwonka.

Wtedy my jesteśmy wzywane i idziemy na salę do pacjentki.

Czyli matka ma ten dzwonek, który jest alarmem.

Biegniemy na ten alarm, wchodzę do sali pacjentki,

pytam, co się stało

"Wie pani co, na suficie siedzi mucha,

czy mogłaby pani ją zabić?"

A ja spoglądam w górę, a do sufitu 4 metry.

Więc nie rozwiązałam tego problemu

i nie pamiętam już, jak się to skończyło.

Mamy na oddziale, na którym pracuję, 21 łóżek.

Każde łóżko zajmuje 1 pacjentka.

Każda ma dziecko przy sobie,

a czasami nawet bliźnięta.

Na dyżurze jesteśmy we 3.

Czasami jest dodatkowa 4 położna,

wtedy jest luksusowo.

Pracy jest dużo.

Chciałabym,

aby nasza praca ograniczała się tylko do pracy z pacjentami.

Ale mamy też mnóstwo innych obowiązków;

tonę dokumentacji do wypełnienia,

leki do podawania,

przyjmujemy nowe pacjentki,

jeśli oczywiście mamy miejsca,

bo bywa tak, że mamy pełen oddział.

Odbywa się kąpiel noworodków,

mamy wizyty pediatryczne,

w których jedna położna prowadzi obchód z pediatrą

i wykonuje różne zlecenia;

badania obrazowe,

pobiera krew do badań,

Na końcu trzeba pacjentki wypisać do domu.

Po wyjściu pacjentki ze szpitala,

musimy przygotować łóżka na nowe pacjentki,

musimy te łóżka ubrać,

które wcześniej pani salowa musi przygotować.

Czyli tych obowiązków naprawdę jest dużo.

A zarobki? W porządku?

Niestety nie.

Życzę sobie, abyśmy miały zarobki na takim poziomie,

by wystarczyła nam tylko 1 praca.

Uważam, że większość dziewczyn, z którymi pracuję, nie ma tylko 1 pracy.

W moim przypadku jest to szpital,

3 przychodnie,

telemedycyna w domu

oraz odwiedziny pacjentek po porodach w domu.

I to wszystko ze sobą łączysz?

Musisz być zmęczona,

niewyspana.

Tak, dokładnie.

Staram się, żeby moje pacjentki nie odczuły mojego zmęczenia,

Daję z siebie wszystko i często staję na rzęsach.

Ale to nie dotyczy tylko mnie,

Na każdym oddziale znajdzie się osoba, która pracuje dużo.

Ty jeszcze nie masz dzieci? Nie mam.

A planujesz?

Myślę, że tak.

Gdybyś mogła zdecydować, czy rodzisz naturalnie

czy przez cesarskie cięcie, to co byś wybrała?

Jest to najgorsze pytanie, które możesz zadać położnej,

jeśli wiem, jak to wygląda.

Za dużo mam wspomnień jeśli o porody.

Myślę, że decyzję podejmę,

gdy przyjdzie na to czas.

Jak będę wiedzieć, jak ta ciąża przebiegała.

Ale myślę, że chciałabym rodzić naturalnie.

Natura wie, co robi.

Trzymam kciuki!

Dziękuję za spotkanie i rozmowę.


Pot, krew, łzy. Czy poród to „najpiękniejsza chwila w życiu kobiety”? – 7 metrów pod ziemią

To jest wielogodzinny wysiłek fizyczny,

towarzyszą temu łzy,

pot, oczywiście krew, mocz, kał. Sweat, of course, blood, urine, feces.

Jeden, podczas porodu, tatuś zemdlał

jeden rozwiązywał krzyżówki w fotelu one solved crossword puzzles in an armchair

Uważam, że większość

cięć cesarskich to są cięcia na życzenie.

Przyłożył głowicę USG do brzucha i stwierdził, że

nie ma czynności serca płodu.

Wtedy rozległ się płacz, krzyk. Then a cry rang out, a scream.

Życzę sobie, abyśmy miały zarobki na takim poziomie, I wish we had earnings at this level,

żebyśmy mogły chodzić tylko do jednej pracy

Jesteś położną od 7 lat.

Czy poród to faktycznie najpiękniejsza chwila w życiu kobiety?

Tak, uważam, że to jest najpiękniejsza

chwila w życiu kobiety,

choć jej życie wywraca się o 180 stopni

o 180 stopni

i kobieta tak naprawdę w momencie,

kiedy rodzi się nowe życie, jej dziecko

dostaje zimny kubeł wody na głowę,

zderza się z rzeczywistością

musi tak naprawdę

okiełznać tego nowego młodego człowieka, nauczyć się jego obsługi,

a potem jest już pięknie.

Jak taki poród wygląda z Twojej perspektywy?

Poród to jest trudne, ciężkie

doświadczenie dla kobiety

To jest wielogodzinny wysiłek fizyczny

towarzyszą temu łzy,

pot, oczywiście krew, mocz, kał

Widoki, zapachy nie są przyjemne.

Jest dużo napięcia, oczekiwań

w stosunku do mnie jako położnej

czy lekarzy, które nie zawsze potrafimy spełnić.

Jakie to są oczekiwania?

Na przykład takie, żeby nie bolało,

pytania, kiedy to się skończy,

jak długo to potrwa,

czy możecie zrobić coś, żebym urodziła wcześniej,

albo ja chcę teraz cięcie,

ja chcę w tym momencie cięcie, nie chcę już rodzić.

Jesteście bezsilni w takich sytuacjach

czy jednak możecie, jeśli chcecie pomóc takiej kobiecie?

Jeśli jest czas - możemy działać.

Jeżeli ona faktycznie odmawia,

poddaje się, nie ma siły, możemy ten poród zakończyć na przykład cięciem cesarskim.

Leki podajemy tyle,

ile ta kobieta potrzebuje, tak

ale dochodzimy do pewnego momentu, gdy

nie możemy nic więcej zrobić, ona

musi zdać się na nas i nas posłuchać,

Na samym końcu,

jeśli chodzi o to znieczulanie bólu, jest zastrzyk.

Czy ta kobieta może poprosić albo zażądać takiego znieczulenia?

Czy nie każdy może je dostać?

Może o nie prosić,

ale nie zawsze jest możliwość,

aby je otrzymała.

Głównie są to względy medyczne,

ale też czasami wynika to

z braków kadrowych.

Na przykład na dyżurze jest w danym szpitalu

jeden anestozjolog i on nie może podejść,

być przy tym porodzie,

czy też pielęgniarka anestozjologiczna nie jest wolna,

i nie może przy tej pacjentce być obecna, kiedy ona takie znieczulenie otrzymuje.

Czyli po prostu brakuje człowieka,

żeby ktoś nie musiał cierpieć.

Tak, czasami tak właśnie jest.

Brutalna rzeczywistość.

Czy faceci uczestniczą w porodach,

czy są na sali obecni?

Tak, praktycznie każdy poród

odbywał się z osobą towarzyszącą,

każdej towarzyszył mąż, ojciec.

Jak się odnajdują w tej sytuacji?

To też różnie.

Były zabawne sytuacje,

ale są dzielni, często przerażeni.

My położne uspokajamy ich

"spokojnie, da pan radę, nic takiego nie będzie się działo",

"a jak będzie się działo, to wyprosimy pana".

Ale często ci, którzy bardzo się

denerwowali jak to się skończy dla nich

dają radę, wytrzymują do końca.

Jest fajnie (śmiech)

Nikt wam nie zemdlał? Zemdlał.

Jeden podczas porodu tatuś zemdlał

jeden rozwiązywał krzyżówki w fotelu

podczas porodu

żony (śmiech)

Bywa różnie:)

Czy są porody, które z jakiegoś względu

zapadły Ci w pamięć?

Jest kilka takich sytuacji,

są one dobre to są dobre wspomnienia,

i też są złe.

Najpiękniejszy poród,

jaki miałam okazję przyjąć, to był poród,

w którym mama rodziła swoje kolejne dziecko.

Ona była spokojna,

nie było tam żadnych komplikacji, nie było żadnych leków przeciwbólowych, była w pełnym kontakcie, świadoma,

współpracująca.

W zasadzie pojawiła się u nas na sali porodowej,

i za 3 godziny

maluch był już na świecie. To był oczywiście poród z ochroną krocza,

było tez wesoło, był fotograf pamiętam.

Wszystkie moje koleżanki na dyżurze były wtedy

dość mocno spięte i powiedziały, że

one tam nie będą tego porodu przyjmować, pójdź Kasia ty (śmiech)

To są te miłe wspomnienia.

A mniej przyjemne?

Mniej przyjemne...

To był dyżur nocny,

zgłosiła się pacjentka,

z powodu tego, że nie czuje

słabiej odczuwa ruchy dziecka. Tak nam to przekazała.

Jest taka procedura, że w izbie przyjęć położna sprawdza,

czynność serca dziecka. Nie znalazły tej czynności serca.

Dostałyśmy od razu telefon, że

mamy przygotować się, bo coś się dzieje

i nie wiadomo, czy dziecko obumarło.

W tym samym czasie

na sali, na naszym oddziale

jest, była, bo już tam nie pracuję,

była sala cięciowa

I w tym momencie toczyło się cięcie.

Moja myśl była pierwsza, jeżeli

dziecko jeszcze żyje

to będziemy potrzebować tej sali, która jest zajęta.

Tam jest pacjentka na stole.

Wiec, jedna z nas wbiegła na

tą salę cięciową powiedziała, że jest tak, a nie inaczej

tak, a nie inaczej i poprosimy jednego z lekarzy,

więc jeden z lekarzy odszedł od stołu operacyjnego,

i poszedł na salę,

na którą wprowadziliśmy tę pacjentkę,

która zgłosiła się bez ruchów malucha

Przyprowadziłyśmy aparat USG i szybko dosłownie w sekundzie

Opowiadam to jakby wydaje się długo, ale to były

minuty, 3, 4 minuty może wszystko.

Przyłożył głowicę USG do brzucha i stwierdził, że

nie ma czynności serca płodu.

No i wtedy rozległ się płacz, krzyk.

Jak przekazuje się taką informację?

Trudno powiedzieć, jak przekazać taką informację.

Ja sobie wielokrotnie, zanim mnie to spotkało,

myślałam, jak się ją przekazuje

taką informację i nie ma dobrej odpowiedzi.

i nie ma

Nie masz pomysłu, tak naprawdę jak przekazać te wieści.

Lekarz po prostu to powiedział:

"Muszę pani niestety powiedzieć, że pani dziecko nie żyje".

A pani na to powiedziała; "jak to nie żyje?"

"Przecież jeszcze przed chwilą czułam, że się rusza!".

Jak wygląda procedura w takich przypadkach?

Co dzieje się z ciałem tego dziecka?

Poród odbywa się normalnie.

Tutaj na szczęście ten poród

był bezproblemowy i szybki.

Po porodzie dziecko jest z matką na sali.

przez około 2 godziny.

Matka ma czas, żeby się pożegnać,

czas, żeby dojść do siebie.

My w tym czasie też mamy swoje czynności do wykonania

związane z tym porodem, opisaniem go, itd...

Dziecko leży, jest z matką na sali.

Najbardziej to,

co podziałało na mnie

i sprawiło, że popłynęły mi łzy to łatwe nie było

Musiałyśmy założyć tasiemki identyfikacyjne

na rączkę i nóżkę dziecka,

owinąć je, osuszyć,

żeby nagie nie leżało po prostu

w tym miejscu przeznaczonym do noworodka po porodzie.

Kiedy to robiłyśmy,

ciało tego dziecka było ciepłe,

nie różniło się

dotykało się go nie różniło się niczym od żywego noworodka.

Było wiotkie i wyglądało, jakby mocno spało.

jakby mocno spało, głęboko.

To było, domyślam się, najcięższe doświadczenie.

Ale niełatwe są także porody zabiegowe.

Co to takiego, na czym to polega?

Porody zabiegowe to porody, które

kończą się przy użyciu

dodatkowych narzędzi

Na przykład kleszcze położnicze albo wyciągacz próżniowy.

albo wakum wyciągacz próżniowy.

Kiedy widzimy, że poród przebiega źle,

że trzeba go jak najszybciej skończyć,

a nie ma możliwości zakończenia go

cięciem cesarskim

to lekarz podejmuje decyzje o zakończeniu go zabiegowo.

Wtedy ten poród przyjmuje lekarz.

Ja stoję obok

i mu asystuję.

Jeżeli chodzi o kleszcze,

to polega na tym,

że na głowę dziecka zakłada się dwie metalowe łyżki

i po prostu pociąga.Lekarz w odpowiedni sposób

jakby wyprowadza malucha na świat.

Podobnie jest, jeśli chodzi o wyciągacz próżniowy.

Tylko to się odbywa

za pomocą takiej przyssawki gumowej na głowę dziecka

I lekarz też malucha sprowadza na świat

Czy są jakieś powikłania?

Tak, mogą być.

Ale ja w swojej

od kiedy pracuję, nie widziałam powikłań po tym.

Widać to na przykład po twarzy malucha że były założone kleszcze,

zdarza się odcisk w okolicach policzka.

po łyżce

A na głowie po wakum

powstaje taki czepiec, który am trochę

inny kolor niż reszta skóry

Czy sam fakt, że dochodzi do takiego porodu,

to wynika z błędu lekarza

położnej?

Nie, zupełnie nie.

To wynika z przebiegu tego porodu,

jeśli przebiega nieprawidłowo.

Żeby nie doprowadzić do tragedii,

wykonujemy ten zabieg, by bezpiecznie zakończyć poród.

Czasami też ze względu na zdrowie matki.

Nie podejmuje się decyzję o jego zakończeniu Nie jest to żaden błąd.

Wspomnieliśmy o cięciach cesarskich.

Tak się składa, że Polska jest w czołówce,

jeśli chodzi o Europę.

W tej chwili prawie 50% dzieci przychodzi na świat dzięki cesarskiemu cięciu,

podczas gdy optymalny wskaźnik powinien wynosić 15%.

Dlaczego tak często w Polsce wykonuje się cesarskie cięcie?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie.

Uważam, że większość tych cięć,

to cięcia na życzenie.

Jeśli nie ma wskazań medycznych,

aby to cięcie się odbyło

pacjentka po prostu sobie tego życzy.

Jest masa czynników, które składają się na to,

kiedy podejmowana jest decyzja o cięciu

i dlaczego ten wskaźnik jest tak wysoki.

Na przykład pacjentka, która miała już poprzednio cięcie cesarskie,

to ma prawo wyboru przy kolejnym dziecku.

Czy będzie rodziła naturalnie czy przez CC.

Być może kobiety znając to, co było wcześniej

decydują się na kolejne CC.

Nie próbują porodu drogami naturalnymi.

Ale jest też tak, że kobiety, rodząc pierwszy raz,

również podejmują decyzje o cesarskim cięciu.

Zgadza się. Zdarzają się pacjentki,

które zgłaszają się do nas

z zaświadczeniami od psychologa, psychiatry,

w których proponowaną drogą porodu jest właśnie cesarskie cięcie.

Powodem jest tokofobia, czyli lęk przed porodem.

Takie zaświadczenie wystarczy?

Nie zawsze.

Ostateczną decyzję podejmuje lekarz,

jednak jeśli pacjentka zjawia się u nas

z takim zaświadczeniem

to staramy się nie dyskutować.

Czasami słyszę też od pacjentek o względach estetycznych.

Pacjentki obawiają się nietrzymania moczu,

jeśli chodzi o poród naturalny

lub o rozległe pęknięcie krocza,

którego gojenie trwa długo,

a kobieta po tym nie zawsze jest w pełni sprawna.

Obecnie pracujesz na oddziale położniczym,

co oznacza, że przebywasz ze świeżo upieczonymi matkami i dzieciakami.

Dają mocno w kość?

Bywa.

Bywa tak, że brakuje nam słów:)

Na przykład: dzwonek.

U nas wszystko odbywa się za pomocą dzwonka.

Wtedy my jesteśmy wzywane i idziemy na salę do pacjentki.

Czyli matka ma ten dzwonek, który jest alarmem.

Biegniemy na ten alarm, wchodzę do sali pacjentki,

pytam, co się stało

"Wie pani co, na suficie siedzi mucha,

czy mogłaby pani ją zabić?"

A ja spoglądam w górę, a do sufitu 4 metry.

Więc nie rozwiązałam tego problemu

i nie pamiętam już, jak się to skończyło.

Mamy na oddziale, na którym pracuję, 21 łóżek.

Każde łóżko zajmuje 1 pacjentka.

Każda ma dziecko przy sobie,

a czasami nawet bliźnięta.

Na dyżurze jesteśmy we 3.

Czasami jest dodatkowa 4 położna,

wtedy jest luksusowo.

Pracy jest dużo.

Chciałabym,

aby nasza praca ograniczała się tylko do pracy z pacjentami.

Ale mamy też mnóstwo innych obowiązków;

tonę dokumentacji do wypełnienia,

leki do podawania,

przyjmujemy nowe pacjentki,

jeśli oczywiście mamy miejsca,

bo bywa tak, że mamy pełen oddział.

Odbywa się kąpiel noworodków,

mamy wizyty pediatryczne,

w których jedna położna prowadzi obchód z pediatrą

i wykonuje różne zlecenia;

badania obrazowe,

pobiera krew do badań,

Na końcu trzeba pacjentki wypisać do domu.

Po wyjściu pacjentki ze szpitala,

musimy przygotować łóżka na nowe pacjentki,

musimy te łóżka ubrać,

które wcześniej pani salowa musi przygotować.

Czyli tych obowiązków naprawdę jest dużo.

A zarobki? W porządku?

Niestety nie.

Życzę sobie, abyśmy miały zarobki na takim poziomie,

by wystarczyła nam tylko 1 praca.

Uważam, że większość dziewczyn, z którymi pracuję, nie ma tylko 1 pracy.

W moim przypadku jest to szpital,

3 przychodnie,

telemedycyna w domu

oraz odwiedziny pacjentek po porodach w domu.

I to wszystko ze sobą łączysz?

Musisz być zmęczona,

niewyspana.

Tak, dokładnie.

Staram się, żeby moje pacjentki nie odczuły mojego zmęczenia,

Daję z siebie wszystko i często staję na rzęsach.

Ale to nie dotyczy tylko mnie,

Na każdym oddziale znajdzie się osoba, która pracuje dużo.

Ty jeszcze nie masz dzieci? Nie mam.

A planujesz?

Myślę, że tak.

Gdybyś mogła zdecydować, czy rodzisz naturalnie

czy przez cesarskie cięcie, to co byś wybrała?

Jest to najgorsze pytanie, które możesz zadać położnej,

jeśli wiem, jak to wygląda.

Za dużo mam wspomnień jeśli o porody.

Myślę, że decyzję podejmę,

gdy przyjdzie na to czas.

Jak będę wiedzieć, jak ta ciąża przebiegała.

Ale myślę, że chciałabym rodzić naturalnie.

Natura wie, co robi.

Trzymam kciuki!

Dziękuję za spotkanie i rozmowę.