×

Χρησιμοποιούμε cookies για να βελτιώσουμε τη λειτουργία του LingQ. Επισκέπτοντας τον ιστότοπο, συμφωνείς στην πολιτική για τα cookies.

Μαύρη Παρασκευή Έως και 50%
Δωρεάν εγγραφή
image

7 metrów pod ziemią, DRUGA MARYLA. Fascynacja czy szaleństwo? – 7 metrów pod ziemią

DRUGA MARYLA. Fascynacja czy szaleństwo? – 7 metrów pod ziemią

Ciężko być zagrożeniem dla Maryli Rodowicz.

Tu są jaja, tu jest zabawa. Moje stawki za

moje występy nie mają żadnego porównania

z jej.

Ile taka peruka kosztuje?

Ponad 4 tysiące.

Sama peruka.

Sama peruka. I ona powinna być jeszcze dłuższa, dlatego Maryla robi mi straszne koszty.

Nieraz, jak ma dłuższe włosy, to ja muszę

później dopinać.

To jest strasznie ciężka praca. Ludziom się wydaje, że to jest łatwe. To nie jest wcale takie łatwe.

Ja ją kocham i zawsze będę kochać. Ona może mi napluć

w twarz, ja i tak będę ją kochać dalej.

Sebastian. Jak ja mam do ciebie mówić?

No, właściwie teraz to Mańka.

Mańka, tak będzie najlepiej.

Maryla, Mańka.

No już teraz to formę żeńską przyjmujemy.

Jak to się stało, że ty, będąc 17-latkiem, bo tyle wtedy miałeś lat,

zdecydowałeś się założyć damskie ubrania, wejść na scenę

i śpiewać piosenki jednej z największych polskich gwiazd?

Cel był taki, żeby z mojego takiego szarego

życia wtedy, żeby moje to życie szare

nabrało kolorów.

I te wszystkie pióra, ten cały blichtr,

wtedy to był '93 rok, więc było

ciężko, ale

dawaliśmy radę i jakieś tam firany,

zasłony, które się błyszczały, to były akurat...,

można było je wykorzystać do

strojów,

do szycia. Z butami był problem,

to pamiętam, bo...

Bo duża stopa?

Tak, duża, 44. Więc to był straszny problem i na początku, pamiętam, że

występowałam w

kowbojkach,

dlatego że nie było butów. I później, w Bydgoszczy

dorwałam szewca, który

jak mi robił buty na zamówienie, cholernie drogie

wtedy, chyba to był '95 rok,

no to po prostu zasłaniał

żaluzjami wszystkie okna, żeby

absolutnie nikt nie zobaczył tego, że bierze miarę

ode mnie na jakiś obcas, na tego...

Także wszystko było w takiej jakiejś "konspiracji".

Ile czasu zajmuje ci przemiana?

No teraz to zajmuje już szybko, dlatego że ja mam

wprawę i to zajmuje około

godziny.

Szybko, tylko godzinkę.

No tak, ale tu jest cała zmiana karnacji, ja mam inną karnację skóry, więc ja muszę być jaśniejsza.

Jest przygotowanie peruki, która

jest z naturalnych włosów, została zamówiona,

na początku nie była z naturalnych, bo nie było mnie stać

na to, ale...

Ile taka peruka kosztuje?

Ponad 4 tysiące.

Sama peruka.

Sama peruka. I ona powinna być jeszcze dłuższa, Maryla robi mi straszne koszty,

jak ma dłuższe włosy, to ja muszę później dopinać. To są potworne koszty dla mnie.

No ale kocham ją, no to

muszę wyglądać przynajmniej podobnie.

Nigdy nie będę tak samo wyglądać, ale podobnie.

Wygląd to jednak jedno. Natomiast

ty również śpiewasz tak jak ona.

Masz podobny głos.

No właśnie, to jest twój głos czy ty jakoś go modulujesz?

To jest mój głos, tylko, no, nie moduluję. Śpiewam

normalnie, jak chcę wyciągnąć jakieś

dźwięki, takie, które wymagają wysiłku, no

to

muszę podnieść nogę i się

spiąć i wydrzeć. I wychodzi podobnie.

No więc tutaj nie ma... No, nic za to nie mogę, że

jest taki podobny.

Na początku były próby przed telewizorem

do taśm wideo jeszcze wtedy

i,

no,

biedni ci sąsiedzi byli w bloku,

ja mieszkałam z babcią i z dziadkiem,

więc oni byli trochę skatowani też moimi takimi

próbami.

Jak długo? No, ciężko powiedzieć, dlatego że

tak jak było to, jak się uczyłam, to

jednocześnie były występy, więc jakby

była od razu praktyka tego

i odbiór na żywo ludzi, jak oni reagują.

A później był cel, żeby poznać Marylę.

Udało się go zrealizować?

Udało się go zrealizować

i nie było to łatwe.

Nie było łatwe, bo? Jak to wyglądało?

Ciężko było znaleźć...

Kiedyś były inne czasy, więc można było

wpisać adres

i zadzwonić na 913, na informację, i

albo numer telefonu podać, albo adres,

albo imię i nazwisko, i od razu miało się

wszystkie dane. Dzisiaj jest ustawa o ochronie danych i nie ma nic.

Więc wtedy było łatwiej. O tyle łatwiej, że można było

jakoś kogoś namierzyć.

A ja od mojego przyjaciela miałam numer

telefonu do domu do niej. I pamiętam,

że w '96 roku, pamiętam, bo wtedy byłam z przyjacielem moim z Krotoszyna,

akurat Maryla grała koncert w Krotoszynie.

Ja byłam w Bydgoszczy i

w Bydgoszczy... Ona była na żywo w radiu RMF.

Na żywo była w radiu i...

Znaczy, radio było u niej w domu. Audycja cała szła

na żywo, a oni gotowali. I ja sobie pomyślałam, że jeżeli ja mam

ten numer i ja do niej zadzwonię,

ja słyszę w radio, jeżeli to jest faktycznie na żywo,

to ona mi nie rzuci słuchawką.

I ona nie rzuciła słuchawką, ona odebrała.

Ale poczekaj. Zadzwoniłeś do domu, zadzwoniłaś

do domu Maryli podczas

transmisji na żywo?

Tak. Na bezczelnego.

I odebrała. Na antenie.

Nie, ona nie, ona nie odebrała. Gosposia odebrała i w przerwie podała słuchawkę.

I weszliśmy na antenę, ja mam to nagrane na taśmie

jeszcze gdzieś,

muszę poszukać tego, ale jest to na pewno do odtworzenia.

Co jej powiedziałaś?

Weszliśmy na antenę... No, że jestem

fanem, bo no wtedy jeszcze jako chłopak

byłem, więc fan.

I że chcę się spotkać, że chcę się poznać, chcę śpiewać

w chórkach i w ogóle, no, po prostu...

Oszalałam.

Jak się skończyło?

Skończyło się tak, że powiedziała: wsiadaj w pociąg i przyjeżdżaj do Krotoszyna, skoro masz przyjaciela tam.

I oczywiście ja tak zrobiłam.

Pierwsze spotkanie. Jak wyglądało?

Podjechało wtedy czarne

porsche, miała wtedy czarne porsche.

Podjechała ona pod

kino.

No ja oczywiście już z kwiatami czekałam tam.

I weszliśmy na tył.

Widzieliśmy próbę, widzieliśmy... Bardzo fajne przeżycie to było

dla mnie.

Jaki jest stosunek Maryli do tego, co robisz? Czy jej się to podoba?

Czy niekoniecznie?

Myśmy grali chyba razem dwa występy.

I było dobrze.

Później się coś zepsuło, dlatego że to kółko fanów,

w którym ja byłam, to się powiększyło,

i moim zdaniem to się powiększyło o takie przypadkowe osoby,

które mogły wejść z ulicy.

I one

jakby buntowały ją

do tego, że jednak nie powinna pozwalać na takie coś.

Dla mnie to było, no, ja nie wiem, co ja zrobię złego,

mam nadzieję, że nic i teraz już wiem, że nic,

ale, no, później

się pokłóciliśmy i to był taki straszny i ciężki

czas dla mnie.

A teraz już jest w miarę dobrze.

Ale z tego, co czytałem, był moment, kiedy Maryla cię pozwała.

Jak to się skończyło?

Nie było takiego momentu. To była taka

nadinterpretacja gazety.

Ale...

no nie jest to dla mnie jakiś taki specjalnie miły temat,

żeby rozmawiać jakoś głębiej o tym.

Wolę zapomnieć. W każdym razie tutaj

nie ma żadnego zagrożenia dla niej.

Ciężko być zagrożeniem dla Maryli Rodowicz.

Tu są jaja, tu jest zabawa. Moje stawki za

moje występy nie mają żadnego porównania

z jej. Ja ją zawsze będę

kochać. Ona może mi napluć w twarz, ja i tak będę ją

kochać dalej, także...

Wspomniałaś o stawkach. Twoja praca

polega na tym, że ty jeździsz po Polsce i

koncertujesz. Jesteś w stanie się z tego utrzymać

czy być może masz jakieś inne zajęcie jeszcze?

Latem jest bardzo dużo pracy. Latem

są różne imprezy plenerowe. To wszystko zależy od pogody,

zależy od sytuacji w Polsce tak samo,

no np. jak była żałoba

po papieżu, to był po prostu

straszny koszmar, dlatego że ludzie

jakby zastygli. Ja pamiętam ten okres,

że to było strasznie ciężkie, żeby... Tak samo po

Smoleńsku. To było po katastrofie.

No to, no...

Tu i tu zaczyna powoli się sezon - wiosna, lato,

a posucha.

I jest krach, i jest krach. No, wtedy kredycik.

A kiedy jest dobrze, to jak często koncertujesz?

To jest każdy weekend czy rzadziej?

Latem to jest praktycznie każdy weekend i to jest

piątek, sobota, niedziela.

Także to jest ciężkie, dlatego że ja... Na przykład

Maryla ma cały sztab ludzi.

A ja jestem sama.

Kierowca, biuro,

wysyłanie, negocjowanie,

dbanie o garderobę,

o jakieś takie, no to wszystko robię ja.

Nie mam nikogo.

Więc o tyle jest ciężej,

o tyle jest mi ciężej po prostu.

Czy możesz powiedzieć, jakie są twoje stawki, ile ty bierzesz za koncert?

No nie mogę powiedzieć, dlatego że to jest tajemnica i

to jest właściwie indywidualna sprawa.

To zależy gdzie to jest, zależy ile ludzi, zależy

co to za impreza, ale to...

Tajemnica handlowa.

Tajemnica handlowa, ale muszę też powiedzieć, że gram często charytatywne koncerty,

gdzie w Warszawie

zupełnie jest za darmo, zupełnie

jest za free, na przykład dla jakiegoś chorego dziecka.

A jeśli muszę jechać gdzieś 400 km, no to

biorę zwrot kosztów podróży i hotel od sponsorów po prostu.

A gram za darmo.

Twoja praca daje ci niezwykłą możliwość

wejść w czyjeś buty.

Jak to jest być gwiazdą?

Jakie to jest uczucie, kiedy

ludzie do ciebie lgną, kiedy chcą z tobą rozmawiać,

otaczają cię, zadają pytania, chcą cię

słuchać?

Wiesz co? To trzeba lubić. To trzeba nawet kochać.

To jest...

Ja akurat mam ten przywilej, że ja jestem

te 45 minut - godzinę

gwiazdą. Za chwilę, za pół godziny już mnie nie

będzie. Ale będę.

Lubisz to?

Lubię. Dlatego że fajnie obserwuje się ludzi, którzy

na przykład

są tobą zainteresowani, jak jesteś przebrany.

A jak już się przebierzesz i jesteś w formie

męskiej, to już nie znają cię.

Czar pryska.

No i to czasami boli. To potrafi zaboleć czasami. Dlatego że ciężko to zrozumieć.

Ale staram się. Musisz wyjść do ludzi,

musisz podpisać, musisz ich przytulić.

Oni robią sobie zdjęcia, oni się później chwalą,

pokazują rodzinie, pokazują znajomym.

To jest fajne, ja lubię, ja biorę zawsze na koncert

drugi strój i często jest tak, że ja się przebieram

w drugi strój i wychodzę do ludzi.

Co najbardziej lubisz w tej pracy? Co jest najfajniejsze?

Śpiewanie.

Wiesz, że jako chłopaka mnie nikt nigdy nie wziął?

Powiedzieli, że ja seplenię, że ja mam wadę wymowy,

że mam zły głos, że mam kobiecy...

Że jesteś kiepska?

...że mam kobiecy głos itd. A jak jestem przebrana,

to nie ma tego problemu.

A jak często zdarza się, że

ludzie, publiczność, mylą cię? Widzą w tobie

prawdziwą Marylę.

To się zdarza, no,

ja bywałam w programach różnych. I w tej, i w tej formie -

w męskiej i w Marylowej.

Więc już większość ludzi wie. Ponadto

na moich koncertach jest zawsze intro,

które czyta Krystyna Czubówna.

i ono jasno mówi przed

występem, kto będzie, że to jest sobowtór,

i na końcu występu mówi,

że wystąpił

Sebastian, który wcielił się w postać.

Ale czy mimo wszystko są sytuacje, kiedy ludzie

wchodzą w środku i mówią: "Kurczę,

Maryla"?

No są takie sytuacje, no ale na tym polega... Ciężko być

sobowtórem i nie korzystać z wizerunku, nie korzystać...

No jak być sobowtórem i nie być podobnym?

Muszę śpiewać to samo,

mam jedną zasadę: nie ruszam nowości.

Uważam, że Maryla Rodowicz,

no, szanuję ją strasznie, szanuję twórczość jej

i uważam, że powinna najpierw sama się nacieszyć tym,

co śpiewa, co stworzyła.

Nie ruszam nowości, bazuję na hitach,

na takich... No przecież są też zespoły weselne

różne. I karaoke i tak samo, gdzie są te utwory, no to...

A już być sobowtórem i nie bazować na tym, to jest

jakiś..., no to jest nierealne.

Czy wynikają z tego jakieś zabawne sytuacje?

No ja miałam parę.

Jedną miałam taką fajną,

ponieważ mam sąsiada, który parkuje obok

mnie, on się wprowadził niedawno. To było dawno,

miałam jeszcze stare auto, więc nie było jakichś tam...

No nikt by nie powiedział, że Maryla Rodowicz

jeździ takim autem. Więc

myśmy parkowali obok siebie, on mnie zawsze widział, jako chłopaka.

I nagle... Ja czasami mam takie sytuacje, że muszę

zjechać przebrana do garażu i jechać autem już przebrana.

No więc tam na światłach te wszystkie machania itd.,

no to jest fajne i ja już się do tego przyzwyczaiłam.

Ale

zawsze jak zjeżdżam, mówię: Boże, żeby

nie spotkać nikogo. Już jak winda jest pusta,

ale żeby na dole nikt nie czekał. Jak drzwi otworzą to:

"O Jezu!".

I czasami się zdarza, że spotykam, wtedy są

od razu takie: "Ojej, ojej!", nie?

No i wtedy też tak było, że mówię: "Boże, żeby nie spotkać nikogo".

I wychodzę, drzwi się otwierają, no nie ma

nikogo. Ale otwieram drzwi do tego, patrzę, akurat on podjechał,

ten sąsiad. Stanął obok mnie i

tak patrzy na mnie. A ja idę

do tego auta, on tak patrzy i

mówi: "Dobry wieczór". A ja mówię: "Dobry wieczór".

"A ja znam pani syna".

A ja mówię: "Tak? To dobrze".

Wziął mnie w formie męskiej, że ja jestem synem Maryli.

Okej.

No. I to było takie śmieszne dla mnie, że aż na koncercie o tym mówiłam wtedy.

Co jeszcze? Jakie jeszcze sytuacje?

Wiesz co? Ja mam dużo różnych sytuacji.

Że np. muszę gdzieś podjechać, bo czasami

są dwa koncerty dziennie nawet. Więc jadę przebrana

w mniejszych

miejscowościach, gdzie ludzie mnie

prowadzą i mówią: "O, to pani!" albo "pan",

nie wiedzą, jak powiedzieć, czy pani, czy pan.

A kiedy wchodzisz do toalety?

A z toaletami to jest bardzo fajna sprawa, dlatego że

ja właściwie nie wiem, gdzie mam wejść. Bo kiedy wejdę do,

jak już jestem w charakteryzacji, to kiedy wejdę do

damskiej, no to jednak coś tu nie gra.

Jednak babki wyczuwają, że...

Mi też jest głupio, nie? No bo to tak wychodzi, że ja podglądam

wtedy. No więc damska odpada. No to

do męskiej. No to jak wchodzę do męskiej, no to kolesie:

"O, Maryla, ty pomyliłaś drzwi, pomyliłaś toalety".

No to gdzie? Zawszę mam kluczyk,

zawsze staram się mieć klucz do niepełnosprawnych.

I do tej toalety i wtedy

tam jest bezpiecznie, dlatego że... I ona jest duża, też dlatego.

To mi daje taki komfort, że ja mogę się zamknąć i...

No ale nieraz nie ma takiej toalety, więc... No to trzeba kombinować.

Pamiętam, jak odchudzałam się.

I był taki środek, który powodował,

że, no, przynajmniej tak mówili - że

ten tłuszcz, on się nie wchłania i on będzie wydalany

itd. Ja mówię: Tak, w końcu

będę szczupła.

No i oczywiście wzięłam tą tabletkę,

kupiłam, wzięłam, mówię: "A, tak, to wezmę dwie".

No bo, żeby zadziałało. No i

wsiadłam w auto, pojechałam na koncert, jako chłopak.

I jadę, jadę, jadę, wszystko, wprowadzili mnie

za scenę,

no i maluję się, maluję, już mam ten czepek taki pod

peruką. Maluję jedno oko.

I prowadził ten festiwal, tą

imprezę prowadził chyba Konio,

no i tam żarty, żarty,

maluję, maluję i nagle...

I zaczyna mi wirować...

Ja mówię: "Jezu, przecież nic nie żarłam".

A tu coraz bardziej...

Słuchaj, jak w tych rajstopach,

w tym tiszercie moim do malowania i w tej

pończosze bez peruki, bez niczego...

Wystrzeliłaś do WC.

Ale jak! I teraz, gdzie jest WC? Bo ja mam pęcherz mocny, więc ja

wytrzymuję dużo i długo, ale

gdzie te toi toie? No patrzę, są, pięć stoi

toi toiów za sceną

jeden zamknięty, drugi zamknięty, ja mówię: "Nie, no po prostu...

będzie koszmar, będzie lipa jak cholera", nie?

W końcu czwarty chyba był dopiero.

Udało się?

No udało się, ale po prostu był taki stres, że już te tabletki, to już mówię, w życiu nie wezmę tego.

Mówię: "Nie". I kocham brzuszek.

Jak wygląda twoje prywatne życie? Kim ty jesteś na co dzień?

To jest ciekawe pytanie, bo

ciężko uciec od tego.

Bo właściwie Maryla otacza mnie codziennie.

I...

No staram się być sobą. Jednak staram się być

sobą.

Czasami sobie maluję obrazy,

czasami sobie gotuję, czasami

szyję, teraz uczę się szyć.

Projektuję stroje.

Staram się żyć normalnie, tak jak...

Ci co mnie znają, no to mnie znają.

Ale mam czasami ochotę pójść do pracy

w tygodniu i usiąść na

kasie i kasować produkty normalnie, jako chłopak.

Naprawdę mam ochotę. Mam czasami ochotę, tylko że

u mnie jest problem taki, że nie chcą mi dawać

wolnego w weekend, a w weekend te sieci wszystkie mają największe

zarobki - czy w sklepach, czy gdziekolwiek.

Więc weekend jest oblegany, a ja z kolei w weekend

muszę mieć taką swobodę, że mogę wyjechać gdzieś.

A rodzina? Jak oni patrzą na to, co robisz?

Rodzina mi kibicuje.

Rodzina mi kibicuje i jest

fajnie. Nie zawsze tak było.

Ale od dłuższego czasu jest bardzo fajnie.

Babcia moja.

Ma 94 lata.

Mój fan numer jeden.

Pamiętam też, u sąsiadki szyliśmy

moje pierwsze jakieś takie stroje, to też było

z zasłanianiem żaluzji, żeby nikt nie widział.

To jest fajne. Takie czasy były. Teraz się czasy zmieniły.

Chociaż

teraz wiadomo, jak jest.

No, oby nie wróciło to, co było.

W jednej chwili

jesteś gwiazdą.

No...?

Godzinę później...

Jesteś nikim.

Tego bym nie powiedział. Jesteś zwykłym człowiekiem.

Jak psychicznie

sobie z tym poradzić?

Trzeba wypić.

No, wiesz co, jest...

Ja powiem ci, że ja byłam nawet na

Uniwersytet Warszawski,

bo to był ciekawy temat dla nich.

Także to jest dobre pytanie, jak sobie poradzić.

Oni mnie pytali o różne rzeczy: kim się czuję, jak się przebiorę

tak weszli we mnie już całkowicie.

Ale myślę, że tutaj akurat

najważniejsza w tym, co robię, jest zabawa, jest

śpiewanie. Ja się realizuję, jak śpiewam.

Jestem strasznie zmęczona po koncercie.

A później wszystko pryska i jest moje

życie.

Gdybyś mogła wybrać,

tylko zastanów się dobrze...

O Jezu.

Czy chciałabyś się urodzić Marylą?

Nie.

Nie, bo to jest jej życie.

Ja jestem tylko na chwilę w jej życiu.

Żyję jej życiem, chociaż i tak pewnie

nie dorastam do pięt. Ale staram się.

Staram się rosnąć. I to jest jej życie. Tutaj nie ma

wchodzenia. Ja żyję jej życiem

tylko na scenie.

Ale oczywiście

współczuję jej w różnych takich sytuacjach,

które... I wtedy zaczynam

żyć jej życiem, kiedy np. widzę hejty na nią.

Np. z tym Opolem, jak była ta sytuacja,

z festiwalem. No to przecież to, wiesz, jak ktoś

pisze: "Maryla" albo: "Mania", albo:

"ty tam taka, siaka i owaka", to wiesz,

u mnie włącza się coś takiego,

że to jest też do mnie.

I...

włącza się u mnie dla niej współczucie.

No bo to jest jednak kobieta, ma swój dorobek,

nikt jej tego nie odbierze, nie można

obrażać kogoś w ten sposób. To mnie denerwuje.

Mnie to naprawdę denerwuje. I... u mnie zdarza się rzadko, u niej

na pewno zdarza się częściej.

I jak ona sobie z tym radzi?

Jak mi jest ciężko w tym wieku czasami

wziąć po koncercie walizkę,

jak ja jestem mokra

po koncercie,

a co dopiero ona.

To jest strasznie ciężka praca, ludziom się wydaje, że to jest

łatwe. To nie jest wcale takie łatwe.

Podziwiasz ją?

Tak. I zawsze będę ją podziwiać, dlatego że trzeba mieć naprawdę twardą...,

twardy tył.

A ja mam twarde podwozie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE