×

Wir verwenden Cookies, um LingQ zu verbessern. Mit dem Besuch der Seite erklärst du dich einverstanden mit unseren Cookie-Richtlinien.

Kostenlose Registrierung
image

TEDx Talks, Dlaczego tak mało pamiętasz ze szkoły? | Radosław Kotarski | TEDxKatowice (1)

Dlaczego tak mało pamiętasz ze szkoły? | Radosław Kotarski | TEDxKatowice (1)

Transcriber: Barbara Ławniczek Korekta: Barbara Guzik

(Brawa)

Bardzo dziękuję za te zasłużone brawa.

Mam nadzieję, że wspólnymi siłami

uda nam się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak mało pamiętamy ze szkoły.

Bo faktycznie, gdy dokonamy krótkiego rachunku sumienia,

to okaże się, że chwilę po zakończeniu edukacji szkolnej

nie jesteśmy w stanie powiedzieć,

jaki był przebieg grecko-perskich wojen,

nie potrafimy obliczyć masy molowej,

ani podać budowy komórkowej tego osławionego pantofelka.

I faktycznie, śmiało możemy powiedzieć,

że to nie jest nienormalna sprawa,

bo jednak nie są to szczególnie użyteczne i przydatne informacje.

Ale pojawia się główne pytanie:

O jakiej skali problemu mówimy?

Zbadał to profesor psychologii kognitywnej na Uniwersytecie w Memphis,

Art Graesser, który przyjrzał się temu,

co zostaje uczniom w głowach po, uwaga, tygodniu

od zapoznania się z jakąś lekcją.

Okazało się, że mniej niż 10% wszystkich informacji zostaje w głowach.

Mówimy o czymś, co jest po tygodniu,

i mówimy o sytuacji, w której jest to mniej niż 10%,

więc nie możemy oczekiwać wielkich cudów

po paru latach od wyjścia ze szkoły.

Pomimo tego, że jest to smutna sytuacja,

to ona przede wszystkim nie jest normalna.

Dlatego, że uczyliśmy się tych informacji, czasem parę razy,

bo mieliśmy w różnych klasach te same rzeczy omawiane.

To po pierwsze.

Po drugie, wielu z nas na sprawdzianach

otrzymywało piątki, dobre oceny.

Później wiedza, jak powietrze z balonika, uchodzi i tego po prostu nie mamy.

Moglibyśmy teraz płakać nad rozlanym mlekiem,

ale jestem tu po to, żebyśmy szukali rozwiązań a nie problemów.

Zastanówmy się przede wszystkim, dlaczego? O co chodzi?

Najbardziej intuicyjną odpowiedzią byłoby to,

że po pierwsze, to wiedza bezużyteczna, po drugie, narzucona z zewnątrz,

i jakoś szczególnie pasjonująca, uczciwie mówiąc, nie jest,

dlatego, że to są przede wszystkim informacje ogólne,

sprawy powiązane z wiedzą typowo ogólną, encyklopedyczną nawet,

i trzeba by się z tym zgodzić.

To prawidłowy punkt myślenia.

Zastanówmy się, skąd się wziął.

Dlatego, że na fakt, dlaczego tak mało pamiętamy ze szkoły,

a z drugiej strony, dlaczego doprowadzamy do sytuacji,

w której szkoła wygląda tak, jak wygląda,

to na te wydarzenia paradoksalnie mogło mieć wpływ coś,

co wydarzyło się w październiku 1806 roku.

Cóż się wtedy stało?

Armia Napoleona zmasakrowała na polu bitwy

wojska Królestwa Prus w bitwie pod Jeną.

To łączy się z naszym systemem edukacji o tyle,

że Prusacy nie chcieli się poddać.

Ich państwo na momencik podupadło, ale oni powiedzieli: "Nigdy więcej!

Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której ktoś spuści nam taki łomot".

Dlatego to przyspieszyło wiele reform, które miały miejsce w tym czasie.

Jedną z takich reform była reforma systemu edukacji.

Chodziło o to, żeby pruscy urzędnicy stworzyli obywatela idealnego.

Takiego, który jest posłuszny, nie ma własnego zdania

i w dużej mierze będzie robił dokładnie to, co trzeba.

W tym celu zaprzęgnięto ogromne autorytety germańskiego świata

i na przykład Georg Hegel, słynny filozof, doszedł do wniosku,

że stworzenie takiego obywatela będzie możliwe tylko wtedy,

kiedy go wszechstronnie wykształcimy, i przesunął cały nacisk

z wiedzy bliżej niesprecyzowanej na encyklopedyczną, na informacje ogólne,

żeby po maturze móc sobie wybrać kierunek studiów,

i w ten sposób się specjalizować.

Albo jeszcze lepiej - żadnego studiowania

tylko od razu do pracy na rzecz państwa pruskiego.

Oprócz tego, ktoś doszedł do wniosku,

że jeśli mamy dużo informacji do przyswojenia,

tak jak powiedzieliśmy, głównie encyklopedycznych,

to zaprzęgniemy do tego metodę pamięciową,

która spowoduje, że uczeń, jak wróci ze szkoły,

będzie musiał siąść i rzetelnie się wszystkiego nauczyć.

W pamiętnikach uczniów z tamtego czasu widać,

że to świetnie funkcjonowało.

Nie mieli czasu wolnego, nie bez przyczyny.

Bo ktoś zauważył, że jeśli uczeń ma za dużo wolnego czasu,

to przychodzą mu do głowy głupoty, grzeszne myśli,

więc jeśli go zaprzęgniemy do tego, to w ogóle problemu nie będzie.

Chodziło też o to, żeby inaczej zorganizować rok szkolny.

Pod wpływem, przede wszystkim, Wilhelma von Humboldta

zorganizowano całość w lata akademickie i szkolne,

i od tej pory nie dało się przystąpić do szkoły wtedy, kiedy chcemy.

Trzeba było zapisać się do klasy, która, nieprzypadkowo,

zgadnijcie ilu uczniów miała.

30, bo policzono, że jeśli sformujemy na parę lat taką grupę,

to zatrą się między nimi różnice społeczne, religijne i kulturowe.

Wyjdzie nam jeden płaski obywatel, takie równanie do określonego poziomu.

Powołano też funkcję gospodarza klasy,

który miał sprawdzać, czy ktoś się za bardzo nie wybija,

czy nie przychodzą mu do głowy indywidualne myśli i toki nauczania.

Jakby coś, to będzie zaraportowane do odpowiedniej osoby,

na której spoczywał pełny obowiązek wychowania tych uczniów.

Tymi ludźmi byli nauczyciele.

Mało zaskakujące.

I mało zaskakująco, pruscy urzędnicy postanowili,

że nauczyciel będzie mało zarabiał.

On nie ma pracować dla pieniędzy, tylko dla idei.

Wybitny historyk dwudziestolecia międzywojennego, Stanisław Kot,

doszedł do wniosku, że pruski nauczyciel zarabiał mniej więcej tyle,

co parobek w tamtych czasach.

To dobrze obrazuje skalę.

Również pod wpływem pruskiego systemu zorganizowano inaczej meble w klasach,

i wszystkie ławki od tego momentu były zwrócone w stronę nauczyciela,

a kawałeczek dalej, w nieco innym miejscu, ale też pod wpływem pruskiego systemu,

wzięto z fabryk dzwonki mówiące o rozpoczęciu i zakończeniu pracy,

i także zaprzęgnięto je do szkoły.

Kiedy tego słuchacie, podejrzewam, że wielu z was się uśmiechnęło,

ale to jest tak naprawdę tragiczne,

bo, gdybyśmy przymiotnik "pruski" zastąpili słowami:

współczesny, polski, europejski, światowy,

to okaże się, że źródeł obecnego systemu edukacji

musimy upatrywać w czasach mniej więcej 200 lat temu w Prusach.

A przypominam, był to przepiękny moment dziejów,

kiedy wiele osób było przekonanych, że pomidory to trujące narzędzie szatana

i jeśli je zjemy, to albo się otrujemy, albo po prostu umrzemy.

To pokazuje mniej więcej czas w dziejach, w którym coś takiego wymyśliliśmy.

Ale ku naszej wielkiej rozpaczy,

tym systemem zafascynowali się ludzie na całym świecie.

Trafił do Stanów Zjednoczonych, Japonii i całej Europy w bardzo krótkim czasie.

Dzisiaj możemy na ten system bardzo narzekać,

ale już wtedy na niego narzekano.

To nie jest dzisiaj moje zadanie.

Ja jestem zbyt malutkim człowiekiem, żeby w ogóle być w stanie

proponować jakiekolwiek alternatywne systemowe rozwiązania.

To, co mnie najbardziej boli, to sytuacja, że ten pruski system,

który funkcjonuje pięknie do dzisiaj,

umocnił schemat uczenia w szkole.

Jak on wygląda?

Mamy lekcję, na której nauczyciel prezentuje jakąś treść.

Najczęściej jest to wiedza encyklopedyczna.

Zaprezentował treść, a następnie, po jakimś czasie sprawdzi,

czy uczniowie nauczyli się tego rzetelnie.

Śmieszne jest to, że gdy słuchamy o takim schemacie,

to on jest tak silnie w nas zakorzeniony, że nam się to nie wydaje czymś dziwnym.

Zaufajcie mi na słowo, to jest kompletnie nienormalne.

A teraz dowód na to dlaczego.

Bo gdybyśmy dokładnie ten sam pruski czy współczesny system szkoły

zaprzęgli, na przykład do nauki pływania,

to lekcja wyglądałaby następująco.

Zakładamy, że mamy do czynienia z uczniami rzetelnymi i dobrym nauczycielem,

żeby nie było, że naginam fakty.

Wyobraźcie sobie, że przychodzicie na moją lekcję.

Dzień dobry. Dzwonek zadzwonił.

Na sali mamy duży basen o głębokości pięciu metrów.

Ja się rozbieram, ale spokojnie, mam kąpielówki,

to nie jest patologiczna szkoła.

Wskakuję do basenu jako nauczyciel i sobie pływam.

I pokazuję wam.

Drodzy uczniowie, w taki sposób należy się ruszać,

a tak wygląda inny styl pływania.

Jestem dobrym nauczycielem, więc pytam: Czy macie pytania?

Jeszcze raz coś wytłumaczyć? Nie ma problemu, jestem tu dla was.

Nie ma pytań? Świetnie.

Dzwonek - do domu.

Za tydzień się spotykamy i jest sprawdzian.

Każdego z was wrzucę do basenu,

żeby sprawdzić, czy się tego nauczyliście.

Tak wygląda schemat: prezentacja wiedzy, a potem sprawdzenie, czy wyszło.

Tylko problem polega na tym, że pośrodku tego schematu

mało kto myśli, w jaki sposób uczeń ma się tego nauczyć.

Inny problem jest taki, że często sam uczeń nie ma świadomości,

że to on się uczy, a nie sam nauczyciel za niego się uczy.

W ten sposób, po bardzo długich badaniach, doszedłem do wniosku,

który psychologia kognitywna już dawno sformułowała,

że bardzo rzadko zdarza się sytuacja, w której ktoś kiedykolwiek nauczył nas,

w jaki sposób się uczyć.

Coś, co może brzmieć jak generalizacja, narzekanie smutnego człowieka,

jest w rzeczywistości mocno osadzone w badaniach naukowych.

Dwóch psychologów kognitywnych, Kornell i Bjork sprawdzili,

czy to, w jaki sposób uczniowie się uczą, zależy od nauczycieli.

W 80% przypadków odpowiedź brzmiała: Nie.

Nie obarczam za to winą nauczycieli.

Piszę o tym dużo w książce, mówię, że nie chcę, żeby to oni byli winnymi,

w których się rzuca biblijne kamienie sprawiedliwości.

Absolutnie nie.

Natomiast fakt jest taki, że uczniowie nadal nie wiedzą, jak się uczyć.

Inne badania naukowe precyzyjnie potwierdziły tę samą tezę.

Kiedy ktoś nas czegoś nie nauczy, będziemy doprowadzali do sytuacji,

w której sami intuicyjnymi metodami

będziemy próbowali zdobywać wiedzę.

Uczniowie na całym świecie od wielu pokoleń tak robią.

Prof. Daniel Willingham doszedł do wniosku po bardzo długich badaniach,

że klasycznym schematem, w jakim ludzie uczą się,

jeśli nikt ich nie nauczy się uczyć, to będzie nic innego,

jak wielokrotne katowanie się czytaniem tych samych tekstów.

Czytamy raz, drugi raz przed sprawdzianem, i mamy nadzieję, że to zadziała.

To dalej wydaje nam się nieszczególnie dziwne,

bo większość z nas dokładnie w taki sposób się uczyła,

ale z punktu widzenia psychologii kognitywnej

to jest przeubogi sposób uczenia się.

Na przykład eksperymenty, które przeprowadzał Ernst Rothkopf,

pokazują, że nie ma żadnego znaczenia dla wyniku na egzaminie,

czy przeczytamy tekst dwa razy, czy cztery razy.

Pomyślcie o skali zmarnowanego czasu, męczarni, katorgach,

przez które musimy przejść, żeby ten tekst tyle razy przeczytać.

To jest coś, co jest dramatycznie złe.

Zresztą wielokrotne eksponowanie się na jakąś treść

jest metodą tak słabą, że możemy się o tym przekonać tu i teraz.

Wystarczy, że ktoś z was spróbuje sobie przypomnieć, co znajduje się

na odwrocie banknotu stuzłotowego, najpopularniejszego banknotu w Polsce.

Mamy tam orzełka, a pod spodem mamy bardzo ważny symbol.

Prosty, jednoznaczny, nikt nie ma żadnego problemu z odczytaniem.

Co tam jest?

No właśnie.

Wielokrotnie mieliście do czynienia z tym banknotem.

Byliście eksponowani na tę informację wiele razy.

A to nic innego jak dwa nagie miecze, płaszcz i hełm krzyżacki.

Jednoznaczne symbole wiktorii grunwaldzkiej.

To banalne.

Widzieliśmy to tysiąc razy, a i tak nie wchodzi nam to do głowy.

Tak właśnie działają wielokrotne powtórki.

Całe szczęście nie jest to sytuacja,

w której zostajemy z tym i z niczym innym.

Bo właśnie psychologowie kognitywni od wielu lat, od niepamiętnych czasów,

tworzą schematy, sposoby i metody nowoczesnego uczenia się

jakichkolwiek informacji, z których po prostu wystarczy skorzystać.

To jest rzecz, która dzisiaj wydaje mi się prosta,

ale jeszcze trzy lata temu nie miałem o tym bladego pojęcia.

Dopiero kiedy to poznałem, rzuciłem się w wir badań,

i wierzcie mi na słowo, przeczytałem setki artykułów naukowych, książek,

konsultowałem to z ekspertami i byłem tym zafascynowany

z teoretycznego punktu widzenia.

Postanowiłem napisać o tym książkę.

Ale doszedłem do wniosku, że jeśli moje badania

pozostaną wyłącznie w sferze czysto teoretycznej,

to będzie kolejna opisowa książka mówiąca o tym, że ktoś coś zbadał,

że można coś zrobić inaczej.

Pomyślałem, że jeśli te metody funkcjonują tak, jak przekonują naukowcy,

to jeśli wezmę dowolną czynność i dam sobie krótki czas,

na przykład pół roku, na jej przyswojenie w stopniu dobrym i to zadziała,

to przekonam się sam i będę miał dużo entuzjazmu do tego,

żeby o tym opowiadać.

Dlatego poprosiłem żonę, żeby spośród 24 różnych egzotycznych języków

wybrała jeden, którego będę musiał nauczyć się w tylko i aż pół roku.

Ku mojej wielkiej rozpaczy padło na język szwedzki.

Nie zapałałem sympatią do tego,

bo zawsze wydawało mi się, że ten język brzmi

mniej więcej jak spadające ze schodów kaloryfery,

i zdałem sobie sprawę, że różnie bywa z odbiorem tego języka.

Ale słowo się rzekło, losowanie miało być uczciwe.

Całość została nagrana na wideo i jest dostępna w internecie,

żeby Komisja Gier i Zakładów nie przyczepiła się do tego.

Tak się zaczął ten proces.

Po mniej więcej pół roku postanowiłem zdać egzamin

na poziomie średniozaawansowanym,

organizowany przez Folkuniversitetet przy aprobacie Svenska institutet.

Jak poszło?

[Szwedzki]

Mogę powiedzieć, że całkiem dobrze.

To zostało zrobione przy użyciu tych konkretnych metod.

Czy uważam, że to było trudne?

[Szwedzki]

Ważne jest, że jeśli stosujemy dobre, skuteczne i sprawdzone metody,

to wcale nie jest to trudno.

Co ważne, większość osób stosujących dokładnie to, co ja,

osiągnęłaby dalece lepsze rezultaty niż to, co mnie się udało zrobić.

Learn languages from TV shows, movies, news, articles and more! Try LingQ for FREE